Reklama

Fantastyczna końcówka

05/10/2011 08:28
To był bardzo ważny mecz, który Wisła musiała wygrać. Niestety, przez większą część spotkania na to się nie zanosiło. I kiedy w 57 min. przy stanie 25:29 wielu kibiców straciło nadzieję na pierwsze punkty w Lidze Mistrzów, płocka ekipa pokazała, że potrafi grać do końca, a to przyniosło efekt w postaci pierwszego zwycięstwa.
– Mamy dobry plan – mówił przed pierwszym meczem z HCM Constanta trener Lars Walther. I wydawało się, że rzeczywiście płocczanie mają dobry plan, bo przez pierwsze 20 minut spotkania gra układała się pod dyktando płockiej drużyny. Nafciarze, choć nieznacznie, to jednak prowadzili, a goście nie mogli znaleźć sposobu na znakomicie spisującego się w bramce Mortena Seiera. Jedynie Alexandru Stamate był bezbłędny. Rzucał pięć razy i zdobył 5 goli.
Niestety, potem coś się zacięło w sprawnie działającym organizmie płockiego zespołu. W 20 min. Wisła prowadziła 10:7, by w 24 min. goście zmienili wynik na 10:12. I nie pokazali nic nadzwyczajnego, ot konsekwentnie realizowali swój plan, chyba że na drodze rzucającego stawał Seier.
Po przerwie wcale nie było lepiej. Rumuni zacieśnili obronę i płocczanie mieli poważne problemy, by dojść do strzału. W 38 min. był wynik 17:20 i wtedy na parkiet wszedł drugi bramkarz Wisły Marcin Wichary. Wystarczyły trzy minuty jego występów i płocki zespół wyrównał 20:20. Niestety, niedługo cieszyli się kibice z tego wyniku. Goście znów zaczęli dyktować warunki i w efekcie w 50 min. Wisła przegrywała 21:25.
Nic nie zapowiadało późniejszych emocji, a jednak Wisła to nieobliczalna drużyna. W 57 min. płocczanie jeszcze przegrywali 25:29, by rozpocząć niesamowitą końcówkę. A było tak. Wichary szalał w bramce nie pozwalając gościom na zdobycie gola. Za to w obronie Rumuni całkowicie się pogubili. W 57 min. strzelił gola Christian Spanne, potem były dwa rzuty karne, najpierw pokonał bramkarza gości Michał Kubisztal, a potem Bostjan Kavas, do remisu doprowadził Spanne, a zwycięską bramkę, ponownie z rzutu karnego, którego sam wywalczył, rzucił pewnie Kubisztal.
Wisła zrealizowała pierwszy punkt planu, który zakładał wygranie wszystkich meczów.
Wisła: Wichary, Seier – Kwiatkowski, Chrapkowski, Backstrom 3, Miszka 4, Eklemovic 1, Spanne 3, Wiśniewski 2, Kubisztal 8, Kavas 8, Dobelsek, Toromanovic 1, Syprzak.
Constanta: Stanescu, Popescu – Novanc 4, Adzic, Stavrositu 3, Irimescu, Toma 1, Angelovski 1, Sabou 1, Stamate 10, Csepreghi 2, Ghionea 3, Buricea 2, Riganas 2.
Po meczu powiedzieli:
Alexandru Buligan (trener Constanty) – Dla nas ten mecz to bardzo dobra lekcja, że każde spotkanie trwa 60, a nie tylko 55 minut. Nie czuję się z tym dobrze, myślałem, że do domu wrócimy z punktami, a tu bagaż będzie pusty. Pierwsza gra jest zawsze bardzo trudna, a w tym przypadku dodatkowo fatalnie się czujemy, że rywal nas pokonał w samej końcówce.
Alexandru Stamate (zdobył najwięcej, bo aż 10 bramek dla swojej drużyny) – To nie był dobry mecz w naszym wykonaniu, graliśmy tylko przez 55 minut. Nie wiem, co się stało. Wisła nas zaskoczyła w końcówce i nie potrafiliśmy sobie poradzić ze zmianą stylu gry w obronie, nie umieliśmy zbudować przewagi. Prawdopodobnie zbyt wcześnie byliśmy szczęśliwi, myśląc już o zdobytych punktach. Jestem bardzo niezadowolony, że wracamy do domu bez punktów, które przecież były tak blisko.
Lars Walther – Mieliśmy sporo problemów z kontuzjami w drużynie. Niektórzy zagrali dziś tylko na 50%. Przez ostatnie dwa dni nie mogliśmy trenować, bo nie było wiadomo, kto będzie gotowy do gry. Oglądaliśmy sporo meczów na video z udziałem naszych rywali i wiedzieliśmy, że lewy rozgrywający Alexandru Stamate to światowej klasy piłkarz o imponujących warunkach fizycznych, który potrafi rzucać w każdy róg bramki. I w Płocku potwierdził swoją klasę. Czekaliśmy do samego końca, żeby coś zmienić w swojej grze, ustawiliśmy obronę na cztery – dwa, żeby zaskoczyć przeciwnika. W takim ustawieniu trzeba mieć jeszcze szczęście i dziś my to szczęście mieliśmy. Dlatego dobrze dla nas zaczęły się te rozgrywki.
Michał Kubisztal – Nie jestem bohaterem zespołu, cała drużyna dziś była bohaterem, bo meczu nie wygrywa jedna osoba. Bardzo chcieliśmy wygrać i zacząć od zwycięstwa rozgrywki, ale jeśli myślimy o awansie, to nie mieliśmy innego wyjścia. Drużyny były wyrównane, więc miał wygrać ten zespół, który będzie lepszy właśnie dziś. Po niezłym początku mieliśmy przestój w grze. Nasza liga takie przestoje wybacza, tu rywal natychmiast wykorzystał nasze błędy. Jeśli chcemy marzyć o sukcesie, to należy takie błędy wyeliminować. Udało nam się jeszcze zaskoczyć gości w końcówce i dzięki temu wygraliśmy, co nas bardzo cieszy.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości