Reklama

Zatęskniłem za miastem tańczących wież

05/01/2010 15:44
Małachowiak, rocznik 1951. W 1969 roku w ratuszu witał wierszem Władysława Broniewskiego, któremu przyznawano wtedy Dyplom Honorowego Obywatela. Ma na swoim koncie kilkanaście powieści. Mieszka i pisze w Warszawie, ale chętnie wraca do Płocka, który nazywa „miastem tańczących wież”.
Zdzisław Romanowski urodził się w 1932 roku w Pińsku. Maturę uzyskał w 1951 roku w Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Małachowskiego w Płocku. Potem ukończył filologię polską na UAM w Poznaniu. Pracę zawodową rozpoczął jako dziennikarz w tygodniku studenckim Wyboje. Jako prozaik debiutował książką Porwane życie w 1969. Dotychczas ukazało się jego siedem powieści. Akcja jednej z nich toczy się w Płocku, zaraz po wojnie. Tajemnicze miasto z czasów, kiedy można było pić wodę z Wisły, a na skarpie, gdzie dziś jest amfiteatr, rosły drzewa owocowe i stały murowane domki, opisane zostało w Co dzień inna rzeka. Książka rozeszła się w 30 000 egzemplarzy. Zdzisław Romanowski pisał także o okresie powstania Solidarności i próbach jej zwalczania (książki Godzina przeznaczenia i Czas intrygi), a jego powieść Cień jaskółki (2001), opisującą dzieciństwo w Pińsku, cenił Ryszard Kapuściński. Z autorem i jego dwoma ostatnimi powieściami: Imiona honoru i Imiona wojny czytelnicy spotkali się w Książnicy Płockiej.
– Ojciec pracował przed wojną w warsztatach portowych. Został aresztowany. Znalazł się w Brześciu i dzięki temu ocalał. W 1944 roku Niemcy zaczęli wywozić ludność. Wieźli nas w transporcie do Hamburga. Ja miałem 12 lat. Brat zachorował na zapalenie płuc i rodzicom udało się wykupić go z transportu. Straciliśmy wszystkie rzeczy. Z następnym transportem trafiliśmy do stoczni płockiej. Remontowano tu łodzie desantowe. Nawet ja pracowałem - wyjaśniał Zdzisław Romanowski. W ten sposób dostał się z rodziną do Płocka. O swoich książkach mówi, że łączą dwa światy. Na górze spotykają się politycy, którzy coś ustalają i wydaje się, że nie dotyczy to zwykłych ludzi, ale okazuje się, że te decyzje wpływają na losy każdego.
Powieść Imiona honoru (2007) nazwano freskiem polityczno-obyczajowym. Jej bohaterowie: studentka Wanda, porucznik Tolski, profesor Kostecki, oberlejtnant von Buchendorf będą musieli zmienić swoje życiowe plany. Akcja rozpoczyna się wiosną 1939 roku. Wspaniały świat międzywojnia powoli odchodzi w przeszłość. Zaczynają się złowrogie czasy II wojny światowej, naznaczonej zbrodniami hitlerowskimi i stalinowskimi, które wpłyną na losy każdej postaci. W książce pojawiają się również osoby takie jak Józef Beck i pułkownik Rowecki, które z nakazu honoru przeciwstawiają się dyktatorom. Wydana dwa lata później książka Imiona wojny jest swoistą kontynuacją losów poznanych wcześniej bohaterów. Wojna odebrała Wandzie męża. Jan, dawny oficer Flotylli Pińskiej, uniknąwszy Katynia, zostaje cichociemnym i na ulicach Berlina stoczy pojedynek z Paulem von Buchendorfem. Jednocześnie na tle losów poszczególnych bohaterów, rozgrywa się dramat generała Sikorskiego, który orientuje się, że sprawa polska jest przeszkodą w planach porozumienia się Churchilla, Roosevelta i Stalina.
Zdzisław Romanowski pracuje już nad kolejną publikacją. Będą to Opowiadania płockie. - To dla mnie najpiękniejsze miasto. Bywam na zjazdach absolwentów Małachowianki. Za każdym razem, gdy powracam do miejsc dzieciństwa i młodości, towarzyszy mi ogromne wzruszenie. Gdy płynie się Wisłą, wieże płockich kościołów, wieża zegarowa, baszta, Tumy przesuwają się, tak jakby tańczyły. Dlatego nazywam Płock miastem tańczących wież - mówił autor na spotkaniu w Książnicy Płockiej.
(lesz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości