Najnowsze informacje
anal pump

Wspomnieniowy wieczór w płockim teatrze

Aktorzy, pracownicy teatru i sympatycy sceny skupieni w Płockim Towarzystwie Przyjaciół Teatru spotkali się, aby powspominać tych, którzy odeszli. Nastrojowy wieczór zadumy poprowadzili dyrektor Marek Mokrowiecki i prezes PTPT Jarosław Wanecki.
– Magda, jak nie skoczysz, to cię zdejmę z roli! – mówił do adeptki Magdy Chilmon reżyser spektaklu „Oni” Jerzy Stępniak. Aktorka grająca rolę Spiki Hrabiny Tremendosy bardzo bała się skoku z liny. Przełamała się dopiero na próbie generalnej i udało się. Dyrektor Marek Mokrowiecki przypomniał dyrektora Alojzego Nowaka. Reżyserował u nas Jana Karola Wścieklicę. Był już chory, uciekał ze szpitala, żeby dokończyć przedstawienie. – To on namówił mnie na szefowanie płockiej scenie, argumentując: Marek, ja idę na emeryturę, muszę mieć kumpla, co mi da zarobić – opowiadał Mokrowiecki. W pamięci zachowała się też Mirosława Banaszyńska. Na początku była kierownikiem literackim. Zrobiła ładny spektakl Spowiedź wg wierszy, listów i Pamiętnika Broniewskiego. Aktor Szymon Cempura opowiedział, jak zapamiętał Jerzego Wieczorka. Dzielił z nim garderobę. – Cudowny kolega i choć miał problem, nigdy nie zawalił przedstawienia, nie zawiódł. Był bardzo skryty – mówił Cempura. Jurka Wieczorka pożegnano brawami, które rozległy się nad jego grobem. Marek Mokrowiecki opowiedział też, jak wygląda pożegnanie aktora w Czechach. Tam w teatrze wystawia się trumnę, a nad nią pełnią wartę koledzy zmarłego.
Jadwiga Mierzyńska pracowała w naszym teatrze jako inspicjent. Witold Mierzyński przeczytał podczas spotkania poświęcone jej wiersze. Aktorkę Krystynę Michel zapamiętali chyba wszyscy. Aurelia Kosek pamięta, jak przyjechała na wózku z hospicjum, by pożegnać się z teatrem. – Dojechałyśmy wózkiem do schodów. Zapaliłam światła na scenie. Towarzyszyła mi pielęgniarka – mówiła Aurelia Kosek. – Kiedy graliśmy „O co biega”, była chora, ale wychodziła na scenę. Krzyczałam, idź się połóż, bo za sceną się wiła z bólu – opowiadała. Dobrze, że zdążyły jeszcze załadować wózek do taksówki i pojechać do Cierszewa na rybę. Garderobiana Władka Schröder zginęła w wypadku autokaru teatralnego w Koszalinie. Potem podobno straszyła w teatrze. Kazimierz Tałaj, który grał w Na czworakach Różewicza wraz z Danutą Szumowicz, był pomysłodawcą Sceny 81 w tzw. „Piekiełku”. Był świetny jako Asassello w Mistrzu i Małgorzacie. Wiele dobrych ról stworzył też Cezary Kapliński – Bałandaszek w Onych Witkacego i Łopuchin w Wiśniowym sadzie. Pracownik administracji Ryszard Zarębski zakładał w teatrze Solidarność.
Aktorzy i członkowie PTPT nie zapomną o Marku Perepeczce. – Siedzieliśmy kiedyś w kuluarach po „Dwóch morgach utrapienia”. Rozmawiamy o umieraniu. Marek Perepeczko mówi: ja jak umrę, pochowają mnie na Powązkach. A ty masz zebrać cały zespół i tu na scenie macie się za mnie pomodlić. Tak się stało. A gdy mieliśmy grać Rewizora, a Marka zabrakło, na scenie stał pusty fotel – opowiadała Aurelia Kosek. – Marek lubił dobrze zjeść. Adam serwował mu pyszne obiady. Potrafił dzwonić do Adasia z trasy i zamawiał golonkę – mówił Marek Mokrowiecki. Przypomniał też wspólne lata w szkole aktorskiej, jak to obaj młodzi adepci ćwiczyli sztangę pod prysznicem. Bożena Śliwińska wspominała wizyty Marka Perepeczki w Płocku. – Dom nasz traktował jak dom. Bardzo lubił Płock i miał do niego duży sentyment. Kiedy przestał być Janosikiem, zaczął być ciekawym aktorem. Gdy stracił teatr w Częstochowie, musiał z niego odejść, to był wielki dramat. Uwielbiał elektronikę, był miłośnikiem jazzu i muzyki klasycznej. Lubił wręczać podarunki. Kiedyś dał mi „Kuchnię pana Balzaka”. Lubiłam dla niego gotować – opowiadała Bożena Śliwińska. Szymon Cempura opowiedział zabawną anegdotę: – W trakcie spektaklu miałem tę przyjemność, że mogę zjeść zupę. Nie udawało mi się. Pan Marek przyśpieszał scenę, ale w kulisie zdarzało się, że po nim kończę talerz – żartował Cempura. Bogdan Walczak mówił o dyrektorze Bogdanie Hussakowskim, związanym z Łodzią i Krakowem, którego poznał podczas pracy w Krakowie. Wśród aktorów płockiej sceny nie ma już też państwa Madejów, których codziennie widywali mieszkańcy osiedla Skarpa na spacerach. Odeszli jedno po drugim. Oboje ubrani w jasne kolory, eleganccy, z przedwojennymi manierami, przychodzili na każdy spektakl do teatru. Pani Barbara kolekcjonowała dzwoneczki. Autorce tego tekstu także podarowała jeden na pamiątkę.
W Płocku gościli Jerzy Bińczycki, Piotr Skrzynecki, Jan Machulski ze swoją książką Chłopak z Hollyłódź. Zbigniew Zapasiewicz przyjeżdżał do MPiK-u z Panem Cogito, Ryszarda Hanin z Balladą o Januszku. – Hanin była moją panią profesor w szkole teatralnej. Zapraszała nas do domu – opowiadał Marek Mokrowiecki. W płockim MPiK-u wszystkich serdecznie przyjmowała Wanda Chrostowska. Wielu płocczan na pewno zapamiętało też benefis Gustawa Holoubka na płockim rynku i jubileusz pracy Hanki Bielickiej w Domu Technika. Dostała wtedy naręcze pięknych róż.
Mirosława Nagórko przyniosła na spotkanie fotografie aktorki Ewy Pachońskiej. W 1982 roku aktorka wystąpiła na płockiej scenie w roli Królowej Małgorzaty w spektaklu Iwona, księżniczka Burgunda, a potem grała m.in. w Królowej Śniegu. Mieszkała w teatrze. Była aktorką filmową. Przyszła z Krakowa, jako jedna ze słynnej siódemki Osterwy. Debiutowała u Wiercińskiego w Dwóch teatrach jako Liselotta i u legendarnego Solskiego. Przez 5 lat partnerowała Ćwiklińskiej w sztuce Drzewa umierają stojąc. Nie miała nikogo bliskiego, żadnej rodziny. Przez wiele lat była poza zawodem (mieszkała w USA). Każdy dowód sympatii widzów przyjmowała z ogromną radością.
Zaduszkowy wieczór w teatrze był pełen zadumy i dobrych wspomnień. O scenografie Józefie Napiórkowskim (Przed sklepem jubilera), Stanisławie Żaglewskim, strażaku, i kilkudziesięciu ludziach związanych z płocką sceną, którzy już odeszli.    Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Brak tlenu osłabia sumienie

– My dramaturgowie powinniśmy dążyć do tego, aby za pomocą naszej twórczości ulepszyć istniejący porządek …