Najnowsze informacje
anal pump

Ja bym się zamienił z Mokrowieckim

Byłam fanką Adama Hanuszkiewicza, wiernym odbiorcą jego spektakli z okresu dyrektorowania w Teatrze Narodowym i późniejszych realizacji, także w płockim teatrze. Zachęcił mnie jeszcze na studiach wspaniały krytyk i historyk teatru Edward Csató. O przyjaźni z teatrem Hanuszkiewicza mogę mówić od dnia, gdy z klasą I e – pierwszą moją klasą z LO im. Wł. Jagiełły, pojechaliśmy na spektakl do Warszawy. Hanuszkiewicz przyjął nas w antrakcie Hamleta. Siedział w garderobie, w szlafroku narzuconym na kostium Poloniusza. Wyglądał porywająco. Usłyszeliśmy jeszcze jeden monolog, tym razem o jego teatrze.
Spotkanie z tak oryginalnym reżyserem i aktorem zrobiło na uczniach ogromne wrażenie. Romka Kuffel i Ela Mackiewicz długo wybierały najpiękniejszy bukiet, odpowiedni dla takiego artysty. Później był niezapomniany spektakl Miesiąc na wsi, w nieistniejącym już Teatrze Małym: psy, prawdziwa trawa, woda w ogrodzie. Potem sama recenzowałam płockie spektakle Hanuszkiewicza. Z zespołem Teatru Dramatycznego zrobił najpierw „Dulską” z bardzo dobrą rolą Grażyny Zielińskiej (1996 rok), a rok później – „Damy i huzary” wg Fredry. „Dulskiej” urody przydawały kostiumy Xymeny Zaniewskiej, bo jak stwierdził Adam Hanuszkiewicz: „cała możliwa współczesność Dulskiej siedzi w tamtych kostiumach”.
Z chwaleniem nie należy przesadzać
(fragment wywiadu dla „Tygodnika Płockiego”, nr 20, 1996 r.)

Czy aktorzy pracujący pod Pana kierunkiem mogą liczyć na pochwały?
– Czasem się zdarza coś takiego jak tu, w płockim teatrze, podczas tańca Hanki (Małgorzata Fijałkowska – przyp. aut.), że mnie takie wzruszenie łapie, zaskakuje jakiś moment. Wtedy całuję ją i dziękuję. Ale z chwaleniem nie należy przesadzać, bo to niebezpieczne.
Czy „Dulską” widziałby Pan również w kostiumach współczesnych?
– Nie. Bo cała możliwa współczesność Dulskiej siedzi w tamtych kostiumach. A dzisiaj to zupełnie inaczej wygląda. Nie ma Dulskich, są dorobkiewicze – ordynarni, bezczelni, ochlapujący Mercedesami pieszych. Jak patrzę na tę Dulską, to rozumiem Swinarskiego, który zrobił „Pluskwę” i zakochał się w Prisypkinie.
Kiedy mówi się o teatrze, w podtekście słychać pieniądze. Borykają się z tym problemem szczególnie małe ośrodki.
– Zawsze teatr łączył się z pieniędzmi. Myśli Pani, że w Warszawie jest łatwiej? A ja bym się zamienił z Mokrowieckim. Tu jest jakieś zainteresowanie, opieka władzy, życzliwa publiczność. Zauważyłem to.
Czy był Pan wcześniej w Płocku?
– Przejazdem, oglądałem panoramę od strony Wisły. Bardzo mi się podobała. Stare Miasto bardzo lubię. Ludzi tutejszych, teraz, po tym tu pobycie, bardziej. Zespół najbardziej.
Urządził mi karierę
Grażyna Zielińska, aktorka:
Kiedy Hanuszkiewicz przyjechał do Płocka robić Dulską, ani przez myśl mi nie przeszło, że przyniesie to w moim zawodowym i prywatnym życiu taką zmianę. Tyle się od niego nauczyłam. On mi urządził życie. I karierę. Dzięki temu, że zagrałam Dulską i że on był zadowolony, zaprosił mnie do Warszawy. Wiedział, co robi. Zagrałam nianię w Romeo i Julii. Upłynęły dwa lata. Zadzwoniła do mnie pani, która zajmowała się produkcją filmu, przypomniała, że widziała mnie w tej roli. Myślała, że jestem aktorką warszawską i zaproponowała udział w serialu Miasteczko, w reżyserii Wojtyszki i tak się zaczęło. Sama zdumiona zaczęłam otrzymywać kolejne propozycje z planów filmowych i seriali. A wracając do Dulskiej. Do pracy z Hanuszkiewiczem podchodziłam dosyć sceptycznie – po co zmieniać pewne rzeczy. A po zrealizowaniu spektaklu, odszczekałam wszystko. Jeżeli aktor dobrze słucha tego, co mówi Adam, to musi się udać. To była cudowna praca i próby w obecności takiego człowieka. To zaszczyt. On był moim odkrywcą.
Reżyser uważa nas
za durniów
(kilka zdań z recenzji „Dulskiej”)

W epilogu premierowego przedstawienia jego autor, nie reżyser, odśpiewał i odtańczył swoją solową partię. By uprzedzić malkontentów, przeczytał także i skomentował fragmenty niedobrych recenzji – „produkcja pożal się Boże, reżyser uważa nas za durniów”… i dalej w tym guście. Przytoczył również nazwiska wielkich teatru, którzy się publiczności nie podobali. (…)
Swoją płocką, trzecią z kolei musicalową wersję „Dulskiej” na podstawie „Moralności pani Dulskiej” uznał Hanuszkiewicz za najlepszą, komplementując (zasłużenie) płocki zespół realizatorów. I jak Zapolska, doprowadził atmosferę naszego życia teatralnego do stanu wrzenia.
Poranne prasówki
Marek Mokrowiecki, dyrektor Teatru Dramatycznego w Płocku:
Hanuszkiewicz był wielkim magiem teatru i potrafił zespół zapalić do swoich realizacji. Szli za nim jak w dym. Tak było przy płockich realizacjach. Praca z nim była fantastyczna. Uczył w niekonwencjonalny sposób, nie na zasadzie mistrz-uczeń.. Znałem go od końca lat sześćdziesiątych, jeszcze z Powszechnego. Przychodziłem bezczelnie do jego garderoby i jako młody twórca dyskutowałem o teatrze. Gdy pojechałem do Częstochowy, Hanuszkiewicz reżyserował tam Wesele dla Marka Perepeczki. Później spotkałem go w Olsztynie i zaprosiłem do Płocka. Rano przychodził do mnie do gabinetu, przynosił przed próbą stertę gazet, rozkładał wszędzie i dyskutowaliśmy o wszystkim. Coś cudownego. Na próbach był niesłychanie komunikatywny, powiedział o co mu chodzi i wychodził. Jestem szczęśliwy, że teatr płocki mógł pracować przy dwóch realizacjach z takim gigantem. Nie było człowieka, którego nie ująłby charyzmą, kulturą osobistą, która teraz odeszła niestety do lamusa.
Szkoła daje nogę
(fragment wywiadu Marka Mokrowieckiego z Adamem Hanuszkiewiczem)

Marek Mokrowiecki: Klasyka polska zajmuje jedno z czołowych miejsc w pańskiej twórczości. Odczytuje ją Pan przez naszą współczesność, przez wrażliwość współczesnego człowieka. Czy to samo można odnieść do „Dulskiej”?
Adam Hanuszkiewicz: Jak najbardziej. Mickiewicz mówi w wykładach lozańskich, że aby ożywić klasyków, trzeba ich przeczytać z punktu widzenia naszej epoki, naszej wrażliwości, naszego postrzegania, tego wszystkiego, co my wiemy dziś więcej od np. Zapolskiej, czego Zapolska nie mogła wiedzieć. Jak mówi Mickiewicz, wystarczy stanąć we współczesności, żeby o całe niebo stanąć ponad tamtym czasem, co nie znaczy ponad tamtymi autorami. I rzeczą istotną jest nie jak sądzę odczytywanie klasyki, bo w teatrze się nie czyta, w teatrze się gra przedstawienie, a więc rzeczą istotną jest zagrać przedstawienie, które przetłumaczy klasykę na działający w ramach współczesnej akustyki, optyki teatr. To jest właśnie żelazna zasada.
M.M. Czy dlatego „Dulska” pomyślana jest jako musical?
A.H. Tak, bo jak Pan wie, cokolwiek byśmy nie mówili, z jakim szacunkiem o Zapolskiej, z jaką presją naciskali na szkoły, to wiadomą jest rzeczą, że z tradycyjnie granej „Dulskiej” szkoła daje nogę, a losy teatru polskiego zależą od tych młodych widzów. Jeżeli z nimi stracimy kontakt, to teatr umrze.
Z widokiem na Wisłę
Bożena Śliwińska, dyrektor Biura Wystaw Artystycznych (Płockiej Galerii Sztuki):
W 2001 roku, gdy obchodziliśmy setną rocznicę prapremiery Wesela, zaprosiliśmy Adama Hanuszkiewicza do galerii, żeby opowiedział o swoich realizacjach. Przypomniał m.in. tę z Teatru Powszechnego, z którą odbył tournée zagraniczne i która, choć w powszechnej opinii arcypolska, została zrozumiana za granicą. Był wtedy w towarzystwie Marka Perepeczki, który w Częstochowie zagrał w reżyserowanym przez niego spektaklu Wernyhorę. Długo rozmawialiśmy przy kawie i herbacie. Potem zaprosiłam go na uroczystą kolację, z wydrukowanym menu, które wziął na pamiątkę. Jedliśmy m.in. sałatkę a’la Waldorf i sernik według przepisu mojej babci. Adam Hanuszkiewicz lubił się zatrzymywać w Zajeździe na Rybakach. Lubił ten widok i to miejsce.
Co jest w teatrze
niepotrzebne?
(artykuł z „TP”, nr 12,
25 marca 1997 r.)

(…) Zaczęło się nie po kolei; nie od uroczystych przemówień, lecz od komedii Fredry „Damy i huzary”. Wcześniej jednak wyszedł na scenę reżyser widowiska Adam Hanuszkiewicz i nawiązując do święta teatru uraczył widownię pełną wdzięku, humoru i radości gawędą na temat sztuki teatralnej.
Ta opowieść mistrza Adama powiedziała zebranym więcej niż tomy opasłych podręczników. Istotę i cel teatru zobrazował Hanuszkiewicz w sposób nieco przewrotny, zastanawiając się, co jest w teatrze niepotrzebne. Okazało się, że można wyrzucić niemal wszystko: reżysera, stroje, muzykę. Żeby istniał teatr, musi jednak ocaleć przynajmniej jeden widz i jeden aktor. Istotą teatru jest właśnie ich rozmowa, dialog, w którym pisarz ustami aktora dzieli się z publicznością swym doświadczeniem. Czasem pragnie ją o czymś pouczyć, a czasem po prostu rozweselić.
Przy okazji mistrz Adam bronił swojej koncepcji sztuki, pomysłów na osiągnięcie kontaktu między sceną i widownią. Dawne, klasyczne już dzisiaj teksty funkcjonowały w świecie, który odszedł wraz ze swoimi obyczajami, filozofią i poczuciem humoru. By odzyskać kontakt z tamtym światem, trzeba dokonać tłumaczenia, nie tylko z angielskiego na polski, jak w przypadku Szekspira, ale także z dziewiętnastowiecznego na współczesny, jak w przypadku Fredry. Przekład jest tym lepszy, im bardziej odległy od oryginału, im bardziej niezrozumiałe dowcipy i aluzje musi zastąpić współczesnymi. (…)
Adam Hanuszkiewicz za swoją musicalową, nowoczesną „Dulską” został nagrodzony Srebrną Maską, przyznawaną przez Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 8 grudnia w Warszawie, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Uczestniczyła w nich delegacja płockich aktorów oraz PTPT.
Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Brak tlenu osłabia sumienie

– My dramaturgowie powinniśmy dążyć do tego, aby za pomocą naszej twórczości ulepszyć istniejący porządek …