Reklama

Wigilia z gwiazdą

17/12/2008 08:22
W Szczecinie od ponad 7 lat wciela się w postać Mistrza z bestselleru Michaiła Bułhakowa, w telewizyjnym serialu „M jak miłość” był z kolei adwokatem. Kim Krzysztof Bień będzie w Płocku? Chciałby pokazać możliwie pełen wachlarz możliwości. Zawód aktora wszak do tego zobowiązuje. Co powie na role charakterystyczne z nutą psychologiczną? Czemu nie! Mniej entuzjastycznie Krzysztof Bień podchodzi do roli amantów, choć i takich zdarzało się, że grywał. A gatunek typu farsa? – Mimo niechętnego, a wręcz często pogardliwego stosunku wielu artystów i reżyserów do niej, farsa wymaga dużego wyczucia smaku i warsztatu od aktora. Zagrać dobrze w farsie to dopiero sztuka – mówi aktor, którego na pewno zobaczymy na deskach płockiego teatru już w lutym w „Operze żebraczej”.

Krzysztof Bień dołączył do zespołu aktorskiego Teatru Dramatycznego we wrześniu. Nie kryje entuzjazmu nad możliwościami, jakie daje mu nowe miejsce pracy. Na afiszach premiera co miesiąc, choć czasem – jak wszędzie – zdarzają się przesunięcia. Wystarczy jednak posłuchać zapowiedzi przyszłego kierunku artystycznego, by mieć nadzieję, że „będzie w czym pograć”. – Chociaż i tutaj pojawiają się niespodzianki i godnym uwagi projektom nie dano szansy, ani czasu na to, by się bardziej skrystalizowały – komentuje zaskakującą dla niego decyzję o zwolnieniu dyrektora ds. artystycznych aktor.

W życiu trzeba jednak szukać pozytywnych stron. Jedną z nich jest szansa, jaką się daje aktorom zaistnienia i możliwość pracy w stałym zespole, w teatrze, który głównie rozwija aktora, co w obecnych realiach jest rzadkością. Taką okazję stworzył płocki Teatr Dramatyczny. Poza tym Płock leży blisko Warszawy, więc Krzysztof Bień bez problemu będzie mógł godzić pracę w teatrze z pojawiającymi się propozycjami ze stolicy. Trochę będzie miał daleko do Szczecina, gdzie w Teatrze Polskim gościnnie gra w takich sztukach jak „Okno na parlament” czy „Mistrz i Małgorzata”.

Co czeka aktora w Płocku, czas pokaże. Na razie świetnie zaaklimatyzował się w zespole. – Czuję się tu bardzo dobrze, spotyka mnie koleżeńska życzliwość. To bodziec, żeby pokazać się z jak z najlepszej strony. Myślę, że to obustronna mobilizacja – zaznacza pan Krzysztof. Część osób poznał wcześniej. M.in. Hannę Zientarę na studiach. Piotra Bałę, Magdalenę Tomaszewską czy Bogusia Karbowskiego spotkał już jako aktor, gdy po powrocie z Australii zatrudnił się w Teatrze im. Jaracza. Oni byli jeszcze studentami w Studium Aktorskim w Olsztynie. Z Katarzyną Anzorge poznał się na planie „Egzaminu z życia”.

Czy aktor, który dość często pojawia się na szklanym ekranie, wkrótce nie porzuci Płocka? Jeśli już, to tylko na chwilę. – Na pewno pojawię się w Teatrze Telewizji na „Scenie Faktu” w sztuce „O prawo do głosu” opowiadającej o dramatycznych losach premiera Mikołajczyka – tłumaczy Krzysztof Bień. Wcieli się w postać Adama Ciołkosza, znanego PPS-owca w rządzie emigracyjnym.

Jeśli chodzi o telewizyjne seriale, to są one dla niego jedynie dodatkiem a nie podstawą aktorstwa.

– Może i przynoszą szybką popularność, ale niewiele wnoszą do warsztatu aktorskiego – przestrzega młodszych kolegów po fachu. Dla Krzysztofa Bienia podstawą twórczej pracy, rozwijającej aktora, dającej doświadczenie niezwykłych przeżyć w spotkaniu z drugim człowiekiem, widzem, scenicznym partnerem, zawsze pozostanie teatr, bo najwartościowsze kreacje aktorskie rodzą się na deskach sceny.

A co słychać w jego życiu prywatnym? Aktor przeniósł się z powodów osobistych w okolice Płocka. Poza tym idą święta… Wystarczy spojrzeć na ulice strojne w dekoracje i lampki. W sklepach świąteczne promocje i dzikie tłumy wędrujące w poszukiwaniu prezentów. Krzysztof Bień uwielbia jednak Święta Bożego Narodzenia.

– Najbardziej cenię atmosferę ciepła rodzinnego i łamanie się opłatkiem. Staram się pielęgnować zanikający niestety zwyczaj wspólnego śpiewania kolęd przy wigilijnym stole i podczas Świąt Bożego Narodzenia  – wymienia aktor, który nie może się już doczekać pierwszego śniegu. Nie raz czekał na niego z utęsknieniem. – 10 lat spędziłem z rodziną w Australii. W święta zdarzały się 40 stopniowe upały, które wymagały polewania wodą dachów domów dla ochłody – wspomina pan Krzysztof. Mimo takich warunków, potężnej odległości od kraju udało się tam odtworzyć polską wigilię, w dużej mierze dzięki zamieszkującej Australię Polonii, wiernej starym tradycjom. – Święta budzą w człowieku ukryte wewnątrz dziecko, czekające na pierwszą gwiazdkę – dodaje aktor, który wciąż chce też wierzyć, że Święty Mikołaj jednak istnieje.

A co chciałby znaleźć pod choinką? Dużo szczęścia, radości, życzliwego uśmiechu najbliższych, ale też ludzi, którzy go otaczają, czego również i wszystkim czytelnikom „Tygodnika Płockiego” życzy.    

BeeS

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości