Najnowsze informacje
anal pump

Wigilia z gwiazdą

W Szczecinie od ponad 7 lat wciela się w postać Mistrza z bestselleru Michaiła Bułhakowa, w telewizyjnym serialu „M jak miłość” był z kolei adwokatem. Kim Krzysztof Bień będzie w Płocku? Chciałby pokazać możliwie pełen wachlarz możliwości. Zawód aktora wszak do tego zobowiązuje. Co powie na role charakterystyczne z nutą psychologiczną? Czemu nie! Mniej entuzjastycznie Krzysztof Bień podchodzi do roli amantów, choć i takich zdarzało się, że grywał. A gatunek typu farsa? – Mimo niechętnego, a wręcz często pogardliwego stosunku wielu artystów i reżyserów do niej, farsa wymaga dużego wyczucia smaku i warsztatu od aktora. Zagrać dobrze w farsie to dopiero sztuka – mówi aktor, którego na pewno zobaczymy na deskach płockiego teatru już w lutym w „Operze żebraczej”.
Krzysztof Bień dołączył do zespołu aktorskiego Teatru Dramatycznego we wrześniu. Nie kryje entuzjazmu nad możliwościami, jakie daje mu nowe miejsce pracy. Na afiszach premiera co miesiąc, choć czasem – jak wszędzie – zdarzają się przesunięcia. Wystarczy jednak posłuchać zapowiedzi przyszłego kierunku artystycznego, by mieć nadzieję, że „będzie w czym pograć”. – Chociaż i tutaj pojawiają się niespodzianki i godnym uwagi projektom nie dano szansy, ani czasu na to, by się bardziej skrystalizowały – komentuje zaskakującą dla niego decyzję o zwolnieniu dyrektora ds. artystycznych aktor.
W życiu trzeba jednak szukać pozytywnych stron. Jedną z nich jest szansa, jaką się daje aktorom zaistnienia i możliwość pracy w stałym zespole, w teatrze, który głównie rozwija aktora, co w obecnych realiach jest rzadkością. Taką okazję stworzył płocki Teatr Dramatyczny. Poza tym Płock leży blisko Warszawy, więc Krzysztof Bień bez problemu będzie mógł godzić pracę w teatrze z pojawiającymi się propozycjami ze stolicy. Trochę będzie miał daleko do Szczecina, gdzie w Teatrze Polskim gościnnie gra w takich sztukach jak „Okno na parlament” czy „Mistrz i Małgorzata”.
Co czeka aktora w Płocku, czas pokaże. Na razie świetnie zaaklimatyzował się w zespole. – Czuję się tu bardzo dobrze, spotyka mnie koleżeńska życzliwość. To bodziec, żeby pokazać się z jak z najlepszej strony. Myślę, że to obustronna mobilizacja – zaznacza pan Krzysztof. Część osób poznał wcześniej. M.in. Hannę Zientarę na studiach. Piotra Bałę, Magdalenę Tomaszewską czy Bogusia Karbowskiego spotkał już jako aktor, gdy po powrocie z Australii zatrudnił się w Teatrze im. Jaracza. Oni byli jeszcze studentami w Studium Aktorskim w Olsztynie. Z Katarzyną Anzorge poznał się na planie „Egzaminu z życia”.
Czy aktor, który dość często pojawia się na szklanym ekranie, wkrótce nie porzuci Płocka? Jeśli już, to tylko na chwilę. – Na pewno pojawię się w Teatrze Telewizji na „Scenie Faktu” w sztuce „O prawo do głosu” opowiadającej o dramatycznych losach premiera Mikołajczyka – tłumaczy Krzysztof Bień. Wcieli się w postać Adama Ciołkosza, znanego PPS-owca w rządzie emigracyjnym.
Jeśli chodzi o telewizyjne seriale, to są one dla niego jedynie dodatkiem a nie podstawą aktorstwa.
– Może i przynoszą szybką popularność, ale niewiele wnoszą do warsztatu aktorskiego – przestrzega młodszych kolegów po fachu. Dla Krzysztofa Bienia podstawą twórczej pracy, rozwijającej aktora, dającej doświadczenie niezwykłych przeżyć w spotkaniu z drugim człowiekiem, widzem, scenicznym partnerem, zawsze pozostanie teatr, bo najwartościowsze kreacje aktorskie rodzą się na deskach sceny.
A co słychać w jego życiu prywatnym? Aktor przeniósł się z powodów osobistych w okolice Płocka. Poza tym idą święta… Wystarczy spojrzeć na ulice strojne w dekoracje i lampki. W sklepach świąteczne promocje i dzikie tłumy wędrujące w poszukiwaniu prezentów. Krzysztof Bień uwielbia jednak Święta Bożego Narodzenia.
– Najbardziej cenię atmosferę ciepła rodzinnego i łamanie się opłatkiem. Staram się pielęgnować zanikający niestety zwyczaj wspólnego śpiewania kolęd przy wigilijnym stole i podczas Świąt Bożego Narodzenia  – wymienia aktor, który nie może się już doczekać pierwszego śniegu. Nie raz czekał na niego z utęsknieniem. – 10 lat spędziłem z rodziną w Australii. W święta zdarzały się 40 stopniowe upały, które wymagały polewania wodą dachów domów dla ochłody – wspomina pan Krzysztof. Mimo takich warunków, potężnej odległości od kraju udało się tam odtworzyć polską wigilię, w dużej mierze dzięki zamieszkującej Australię Polonii, wiernej starym tradycjom. – Święta budzą w człowieku ukryte wewnątrz dziecko, czekające na pierwszą gwiazdkę – dodaje aktor, który wciąż chce też wierzyć, że Święty Mikołaj jednak istnieje.
A co chciałby znaleźć pod choinką? Dużo szczęścia, radości, życzliwego uśmiechu najbliższych, ale też ludzi, którzy go otaczają, czego również i wszystkim czytelnikom „Tygodnika Płockiego” życzy.    
BeeS

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …