Najnowsze informacje
anal pump

Wigilia wciąż taka sama

Dzisiejszym świętom nie towarzyszą zabiegi pozwalające zapewnić zdrowie, obfitość, bogactwo plonów. Nie wyciągamy źdźbeł siana wróżących zdrowie i pomyślność w przyszłym roku. Mało kto pamięta o tym, że rzucany pod sufit groch zwiastował pomyślność. Gospodarze z drżeniem czekali, by jak największa liczba ziaren przykleiła się do sufitu. Bogate zbiory miały zapewnić ustawiane w rogach chałup snopy zboża. Wróżono z maku, pestek, orzechów. Koniecznie trzeba było spróbować wszystkich potraw. Choć w zapomnienie odeszły zwyczaje obecne przez wieki w ludowej tradycji świątecznej, nie zmieniło się jedno. Zawsze Wigilia rozpoczyna się o zmierzchu, gdy pojawia się pierwsza gwiazdka. Tak jak przed laty dopiero wtedy składamy sobie życzenia przełamując się opłatkiem. Święta Bożego Narodzenia jak żadne inne mają niepowtarzalny klimat, zapach, przesłanie radowania się, wybaczania win przy blasku świec połyskujących w gałęziach choinki.
Wiele elementów z dawnych zwyczajów zostało zapomnianych. Nieliczne zachowały się do dnia dzisiejszego. Wśród nich jest zwyczaj układania sianka pod obrusem na wigilijnym stole, obdarowywania prezentami, przygotowywania określonej liczby potraw na wieczerzę wigilijną, strojenia choinki, dzielenia się opłatkiem, rodzinnego uczestniczenia w Pasterce. – To są główne, niezmienne elementy czasu świątecznego, dla mnie osobiście także najważniejsze. Właściwie w niezmienionej formie, może w różnych wersjach, funkcjonują one w większości rodzin. W niektórych dochodzi charakterystyczny, regionalny rys – powiedział Robert Piotrowski, etnograf w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.
Zasiadając dziś do świątecznej kolacji, podobnie jak kiedyś, nie zapominamy o pozostawieniu dodatkowego nakrycia przy stole. Wzięło się ono stąd, że jest to miejsce dla samotnych, bezdomnych, którzy tego dnia mogą zapukać do naszych drzwi. – Jeszcze w XIX wieku wierzono, że wszyscy bezdomni i żebracy wędrujący po gościńcach naznaczeni są elementem sakralności, czyli może być to sam Jezus Chrystus albo święty Piotr. Inne tłumaczenie nawiązujące do wcześniejszych tradycji, to takie, że jest to miejsce dla duszy zmarłej osoby, która ma przyjść i z nami się posilić. W domu moich rodziców do dziś jest to puste nakrycie zawsze przygotowane – wyjaśniał Robert Piotrowski. Na Mazowszu nie spotyka się zwyczaju pozostawiania przez całą noc nakrytego stołu wigilijnego. To także wyraz pamięci o duszach zmarłych, którzy w momencie wyjścia domowników na pasterkę przybywają i pożywiają się.
W nurt świątecznej tradycji wpisuje się strojenie choinki. W wielu rodzinach, podobnie jak i u pana Roberta, ozdoby przekazywane są z pokolenia na pokolenie. W jego rodzinie są od kilkudziesięciu lat. – To też piękna rodzinna tradycja. Są świeczki, którymi choinkę stroił mój dziadek, potem moi rodzice, kiedyś będą przekazane mnie. Jest wiele bombek, ozdób, które są z naszą rodziną od kilku pokoleń. Takich dziś się już nie spotyka. Kiedyś przekażę je pewnie swojej córce. A najpierw, jak podrośnie, będziemy wspólnie robili ozdoby choinkowe, łańcuchy z kolorowego papieru i oczywiście wspólnie stroili świąteczne drzewko.
Tak dziś popularne i będące nieodłącznym elementem każdego domu choinki mają młodą tradycję. Na Mazowsze dotarły w latach 20. i 30. XX wieku. Bardzo długo w chałupach, dworach mazowieckich wspólnie funkcjonowały z ustawianymi w kątach domów snopami, które były także ozdabiane. Ale bardzo popularne były ozdoby, którymi strojono całe domy. Nie mogło zabraknąć ozdób wykonywanych z opłatka, tak zwanych światów, które wieszano pod sufitem. Najczęściej w kształcie okręgów, kół, kołysek, gwiazd, księżyców. Wykonywano ozdoby ze słomy, głównie odświętne pająki podwieszane pod sufitem, także kolorowych papierów, piórek. Podłogi izby wysypywano gałązkami świerkowymi.
Wigilijna magia
Ważnym elementem bożonarodzeniowej tradycji jest stół. W zależności od regionu inna jest liczba potraw. W niektórych częściach jest to dwunastka, symbolizująca dwanaście miesięcy roku i obfitość na każdy miesiąc. Na Mazowszu północno-zachodnim przestrzegano, by była nieparzysta: trzy, pięć, siedem, dziewięć. Kiedyś liczba potraw ustawionych na stole była także wyznacznikiem zasobności gospodarzy. Tłumaczono, że nieparzystość pozwala na zwiększenie dobrobytu w nadchodzącym roku. Na stołach pojawiały się różnego rodzaju kompoty. W mniej zasobnych domach wśród wigilijnych potraw były śledzie w cebuli, oleju, smażone. Popularne były kluski rwane, groch z kapustą. W bardziej zasobnych domach były szlachetne odmiany ryb, karp, kluski z makiem, pierogi i ciasta. Dzisiejsze wieczerze mają wiele nawiązań do potraw, które serwowały nasze prababcie, babcie. Ryby, pierogi, kompot z suszu, kluski z makiem, groch z kapustą i makowiec. – Niezmienne zostało to, że do kolacji zasiadamy po zmierzchu, rozpoczyna ją głowa rodziny od życzeń i dzielenia opłatkiem, wspólne błogosławieństwo, modlitwa, wybaczanie win – mówił Robert Piotrowski.
Potrawy naszych przodków oprócz walorów smakowych miały inny magiczny wymiar. Z potraw wróżyły sobie głównie panny na wydaniu, ale także gospodarze, którzy np. podrzucali groch do sufitu. Ilość przyklejonych ziaren oznaczała liczbę przychówku w przyszłym roku.
Dzisiejsze Wigilie z tymi dawnym łączy jeszcze jedno wspólne śpiewanie kolęd, rodzinne spotkania, czas radości, zatrzymania i nadziei na lepsze.   
rad

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …