Z Arkadiuszem Iwaniakiem nowo wybranym przewodniczącym SLD w Płocku rozmawia Blanka StanuszkiewiczJakie jest pana polityczne CV?
– Początek mojej drogi politycznej to jeszcze poprzednie SDRP. Potem w 1999 roku wstąpiłem do nowo powstałego SLD. Aktywnie uczestniczyłem w życiu partii. Zostałem wybrany do pierwszej Rady Miejskiej SLD. Prowadziłem tu Komisję Kultury i Sportu. W 2003 roku na III zjeździe SLD zostałem wybrany sekretarzem partii. Półtora roku później, na IV zjeździe wybrano mnie szefem.
Czy o wyborze pana osoby na tę funkcję zdecydowało doświadczenie?
– Sądzę, że oprócz doświadczenia na wybór mojej osoby wpłynęły kontakty ze wszystkimi członkami, dzięki pełnionej przeze mnie funkcji sekretarza, niekoniecznie zaś sytuacja, która wytworzyła się obecnie w partii.
Został pan przewodniczącym zarządu płockiego SLD, partii, która była silna, ale obecnie jest bardzo słaba. Przyczyniły się do tego m.in. afery nie tylko na szczeblu lokalnym ale też krajowym. Sondaże społecznego poparcia nie napawają optymizmem.
– Na pewno jest to dla mnie duże wyzwanie. Nie kryję też obaw. Choć z drugiej strony bez względu na to, czy SLD byłoby partią dużą, silną i mocną, czy tak jak w tej chwili, jest słabą i napiętnowaną, to zawsze można coś poprawić, albo popsuć. Poza tym być przewodniczącym, gdy poparcie sięga 40%, (tak jak było przed wyborami parlamentarnymi) i doprowadzić partię do upadku byłoby znacznie gorzej. Na razie stawiam sobie zadanie zbudowania elektoratu wokół SLD.
Czy podczas swojej kadencji będzie się pan wzorował na poprzednikach?
– Wychodzę z założenia, że jeśli są pozytywne wzorce, to trzeba z nich korzystać, ale mam też własne przemyślenia, które chciałbym wykorzystać. Jestem mieszkańcem tego miasta i wiem, czego brakuje i co trzeba zmienić.
Jaki ma pan pomysł na odbudowanie zaufania społecznego?
– Sojusz w kraju liczy kilkadziesiąt tysięcy członków. Stał się partią, która żyje wewnętrznymi sporami. Zawsze trafi się „czarna owca”, którą od razu trzeba usunąć, a nie dyskutować nad tym, tak jak to obecnie robimy. Powinniśmy bardziej otworzyć się na problemy społeczne. To jest nasze zadanie jako partii politycznej. Czy do parlamentu, czy do Rady Miasta, Gminy wybierają nas mieszkańcy. Musimy bezpośrednio zwracać się do społeczeństwa i zapytać, jak możemy pomóc.
Jakimi konkretnie sprawami w Płocku sojusz się zajmie?
– Na początek musimy uporządkować wewnętrznie partię. Są koła, które nie pracują, tak jak powinny. Po drugie dzięki radnym już otworzyliśmy się na społeczeństwo płockie. Działalność trzeba bardziej rozszerzyć na rady mieszkańców i osiedli. Mamy tutaj swoich przedstawicieli, którzy z problemami społecznymi spotykają się na bieżąco i bezpośrednio.
Uda się osiągnąć ten cel do najbliższych wyborów?
– Najważniejsze wybory samorządowe i prezydenta odbędą się za dwa lata, po drodze czekają jeszcze wybory do parlamentu i wybory prezydenta kraju. Są to kolejne etapy, gdzie musimy zdobywać punkty. Ostatnie sondaże pokazują, że zaczynamy troszkę poprawiać notowania. Nie odpuścimy żadnych wyborów. Do parlamentarnych wystawimy swoich przestawicieli, by zdobyć punkty dla Płocka.
Niestety sojusz bardzo „schudł”. Wiele osób odeszło po wewnętrznej rewizji, inni woleli SDRP. Obecnie nie wiadomo nawet, ilu członków liczy SLD w Płocku. Czy znajdą się osoby z silnym charakterem i dobrym programem, które będą chciały firmować własnymi nazwiskami sojusz?
– Osoby, które odeszły, bo obraziły się na weryfikację, z perspektywy czasu można powiedzieć, że miały rację. Mam pomysły, ale około 500 osób, które pozostały, ma tych pomysłów znacznie więcej. Poza tym są znacznie bliżej mieszkańców niż ja. Warto to wykorzystać.
Co zajmuje przewodniczącego SLD poza obowiązkami partyjnymi?
– Mam 30 lat. Pracuję jako kierownik działu rozwoju w spółce Orlen Ochrona. Jestem żonaty. Mam syna, drugie dziecko jest w drodze. Drzewo zasadziłem, teraz jestem w trakcie budowy domu. Po kontuzji kolana nie mogę uprawiać tenisa ziemnego. Pozostaje kibicowanie rajdom samochodowym. Na co dzień jestem zwykłym mieszkańcem Płocka, który lubi spacery zarówno po lesie, jak i po Tumach. Ale lubię też rozmawiać z ludźmi i słuchać, co mają do powiedzenia.
Dziękuję za rozmowę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze