Najnowsze informacje
anal pump

Spacer z Amerykanami, śniadanie u Rosjan

Jeszcze kilka lat temu wyjazdy zagraniczne były traktowane jako niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Dziś nikt tak nie uważa, dziś wiadomo, że spotkania za granicą albo przyjmowanie delegacji w kraju sprzyjają wzajemnemu poznawaniu się, przybliżaniu kultur, poznawaniu zwyczajów. Płock należy do tych miast, które prowadzą ożywioną współpracę z zagranicą. I nie chodzi tu o oficjalne delegacje władz miasta, ale o te, w których uczestniczy młodzież, ludzie kultury i sportowcy.
Zanim Polska weszła do Unii Europejskiej, wyjazdy były oknem na świat. – Kiedyś taki wyjazd za granicę to było wyróżnienie – mówi Witold Rogowiecki, dyrektor Wydziału Promocji Urzędu Miasta. – Ale była to też okazja, by dać się poznać z najlepszej strony. Pamiętam jednego Niemca, który kiedyś szczerze powiedział, że dopiero po tym, jak poznał Polaków stał się zwolennikiem wejścia naszego kraju do Unii. Dziś mamy więcej kontaktów niż ci, u których gościmy. Często patrzą na nas jak na ekspertów w wielu dziedzinach..
Każdego roku do Urzędu Miasta Płocka przychodzi mnóstwo zaproszeń, wykorzystywanych jest około 30%. – Oficjalnych delegacji jest teraz bardzo mało, a organizujemy wyjazdy tylko do takich miejsc, z którymi współpraca może przynieść wymierny efekt dla miasta i mieszkańców – mówi Magda Grodecka, rzecznik prezydenta.
Zanim jednak dojdzie do jakiegokolwiek wyjazdu zagranicznego organizowanego przez Urząd Miasta Płocka, wiadomo, że członkiem delegacji musi być tłumacz (jeżeli nie zapewnia go strona zapraszająca). Oczywiście nie ma takiego stanowiska w Ratuszu, tłumacz to pracownik Wydziału Promocji lub innej komórki z bardzo dobrą znajomością języka obcego. Bywa, że jest on przypisany do jednego miasta partnerskiego i zwykle opiekuje się grupą wyjeżdżającą lub delegacją przyjeżdżającą do Płocka.
Na stałe kontaktami z Darmstadt zajmuje się Tomasz Malowaniec. Zdarza się i tak, że w mieście partnerskim jest osoba znająca język polski i to ona opiekuje się grupą polską, jak Iza Farkić, Polka mieszkająca na stałe w Loznicy. Tłumacz musi znać doskonale jeden język, ale może i więcej, jak choćby Dorota Bartuś, która mówi perfekcyjnie w dwóch językach, po rosyjsku i angielsku.
Zwykle delegacja wyjeżdża za granicę doskonale przygotowana, znając zwyczaje panujące w kraju, do którego jedzie. Mimo tego, taki wyjazd to nigdy nie jest wycieczka, tylko obowiązki nierzadko związane ze stresem oraz praca przez cały dzień, bo przecież wszystko może się wydarzyć i na każdą ewentualność trzeba być przygotowanym.
Synowe dla Stana
Podzielińskiego
Miejskie delegacje najczęściej wyjedżają do miast partnerskich. Na najbardziej egzotyczne wyjazdy udają się sportowcy, którzy uczestniczą w Międzynarodowych Igrzyskach Młodzieży Szkolnej. Zawody odbywały się już w Taj-pei na Tajwanie, w Tajlandii, w San Francisco, w Rejkiawiku na Islandii. W przyszłym roku czeka młodych sportowców wyjazd do Aten, później do Bahrajnu. Płock jest jednym z dwóch polskich miast, obok Krosna, które są zapraszane na tak ważną w świecie imprezę.
Impreza jest w Polsce mało znana, choć w świecie ma wysoką rangę.
– W Płocku Igrzyska otwierał przedstawiciel Kancelarii Prezydenta, w San Francisco był Prezydent USA George W. Bush – mówi Witold Rogowiecki. – Zaś w Tajlandii księżniczka – dodaje M. Grodecka. – Obok sportowców, często w delegacje wyjeżdżają zespoły muzyczne i folklorystyczne.
W tym miejscu warto przypomnieć, że Stan Podzieliński, główny koordynator współpracy Płocka i Fort Wayne w USA, członek Komitetu Miast Siostrzanych Fort Wayne, wybierał swoje przyszłe synowe spośród młodych płocczanek, członkiń zespołów ludowych. Jedna jego synowa tańczyła w zespole Mazovia, druga w Wiśle.
Zresztą o spotkaniach z przedstawicielami Fort Wayne tłumacze mogą opowiadać godzinami. Wspominają, jak w trakcie swoich pierwszych wizyt w Płocku najbardziej przerażał ich szorstki polski papier toaletowy. Jak musieli reagować, bo w hotelu goście używali do picia wody z kranu i byli zdziwieni, że im się tego kategorycznie zabrania. Zabawnie było w czasie jednego z pikników europejskich połączonych ze świętem kaszanki, gdzie degustowali chętnie nasz specjał narodowy do momentu, aż ktoś życzliwie powiedział im, z czego jest zrobiony.
Polskie delegacje, czy to oficjalne, czy nie, preferują ubiór klasyczny podczas spotkań. Amerykanom zupełnie na tym nie zależy. Prezentują luz, który objawia się choćby w sposobie ubierania. Przedstawicielki szkoły amerykańskiej uczestniczyły w uroczystości podpisania umowy partnerskiej z jedną ze szkół w zwykłych klapkach japonkach, zaś przedstawiciel ambasady amerykańskiej otwierał wystawę poświęconą rocznicy partnerstwa w kolorowym podkoszulku. Nie trzeba dodawać, że z polskiej strony wszyscy wystąpili w galowych strojach.
To przy okazji takich spotkań, wychodzą różnice kulturowe i zwyczajowe. – Pamiętam, jaki szok wywołała w Amerykanach nasza propozycja spaceru po mieście – śmieje się W. Rogowiecki. – Dla nich spacer to dziwne zjawisko, w niektórych miejscowościach nawet nie ma chodników, bo wszyscy poruszają się samochodami.
Choćby z takich powodów, przy wyjeździe oficjalnej delegacji przygotowywana jest krótka instrukcja, żeby nie popełniać dyplomatycznych błędów. Zwykle też takie wyjazdy lub przyjmowanie delegacji w Polsce, są dokładnie przygotowane. Trzeba przecież wiedzieć, że Włochowi na śniadanie wystarczy kawa i rogalik, a Rosjanin potrzebuje obfitego pierwszego posiłku.
M. Grodecka opowiada, jak wyglądało śniadanie, jakim byli podejmowani podczas delegacji w Mytiszczi.
– Najpierw dostaliśmy trzy rodzaje gęstej kaszy do wyboru, zresztą bardzo dobrej, potem były jajka sadzone, ser i wędlina, a na końcu parówki.
W drodze powrotnej, na lotnisku, pani Magda została zatrzymana podczas kontroli biletu, ponieważ pracownicy lotniska wydawało się, że coś jest nie tak z biletem. Wymieniła kilka zdań z koleżanką i postanowiła poprosić o pomoc szefa, który znakomicie mówił po polsku. – Kiedy pochwaliłam go, że znakomicie radzi sobie z moim językiem, podziękował i powiedział: to miłe z pani strony, ale jestem Polakiem.
Od 20 lat z Darmstadt
Najdłużej Płock współpracuje z Darmstadt. To wzorowa współpraca, ale przez lata zdarzyło się mnóstwo wydarzeń, które często są opowiadane. Dorota Mondry, która prowadzi sklep z polskimi specjałami, otrzymała ścienny kalendarz z Płocka, który oczywiście zawisł na ścianie, a ona sama często na niego patrzyła. Opowiadała, jak pewnego dnia gdy wychodziła rano z domu okazało się, że jej dzieci nie muszą iść do szkoły. Przyszła do sklepu i wyszło na jaw, że winowajcą był polski kalendarz, który oczywiście nie uwzględniał niemieckich świąt.
Do sklepu pani Doroty przyszedł raz Koreańczyk, który zakochał się w Polce i chciał kupić jakiś drobiazg dla swojej wybranki. Właścicielka zaproponowała lizaka i inne słodycze. Następnego dnia klient przyszedł rozpromieniony, opowiadając, jaką niespodziankę sprawił „narzeczonej”, a ona obcałowała go z radości.
Choć opiekunowie delegacji są przygotowani na wszystko, to czasem nie są w stanie zadowolić gości. Tak było w przypadku fotografa z Darmstadt Ilse Irmscher, która przyjechała na krótko do Płocka, by zrobić zdjęcia. Po jej przyjeździe okazało się, że w mieście panowała wyjątkowo gęsta mgła utrudniająca widoczność. Nie opadała przez cały pobyt pani Ingi, która tylko zwiedziła płockie muzea i katedrę, a wyjeżdżając żartowała, że obejrzy sobie miasto w internecie i opowie znajomym jak wygląda.
***
Nie sposób nie wspomnieć tu współpracy z serbską Loznicą. Na czas wojny kontakty zostały zerwane, ale po zawieszeniu broni, szybko udało się je z powrotem nawiązać. Nie trzeba także dodawać, że Serbia to kraj, w którym Polacy czują się znakomicie, gdzie mają mnóstwo przyjaciół i są zachwyceni ich otwartością.
Oczywiście trudno opisać wszystkie kontakty zagraniczne Płocka, ale warto krótko wspomnieć o ostatniej, egzotycznej wizycie władz miasta w Huai’an w Chinach. Kiedy delegacja była w Płocku, prezydent Mirosław Milewski zainteresował się opowieściami o sporcie narodowym Chińczyków, tenisie stołowym i obiecał, że jak dojdzie do rewizyty to koniecznie chciałby zagrać z ich mistrzami.
Wreszcie delegacja pojechała, ale w oficjalnym programie imprezy takiego meczu nie było. Chińczycy byli wyjątkowo zadowoleni, gdy prezydent poprosił o włączenie takiego punktu programu do wizyty płockiej delegacji. Wyniki spotkania pozostają tajemnicą dyplomatyczną.
Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …