Reklama

Smoki, elfy i Kubuś Puchatek - Moda na haftowane ciała

18/12/2000 14:38
Moda na tatuaże dosięgnęła również Płocka. Świadczyć o tym może nie tylko coraz większa liczba studiów tatuaży, ale i coraz więcej osób z kolorowymi znamionami na ciele.Zanim jednak moda na nie przyszła do Polski, a tym bardziej do Płocka, gdzie w tak oszałamiającym tempie zaczęła podbijać głównie młodzież, tatuażami mogli pochwalić się nieliczni. Głównie, byli to osadzeni w zakładach karnych, którzy swoistymi symbolami na ciele odgradzali się od reszty społeczeństwa. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że właściwie tatuaże na naszych ziemiach rozpropagowali marynarze. Swoje trwałe, cielesne ozdoby przywozili zazwyczaj z Japonii, wysp Polinezji, czy Oceanii. Właśnie w tych zakątkach świata sztuka tatuażu ma swoje głębokie tysiącletnie tradycje, jest też wyrazem określonej kultury estetycznej i obyczajowej, zróżnicowanej ze względu na przynależność do środowiska, grupy etnicznej, czy kasty. Tatuaż za Einsteinem Europa, zanim tą swoistą modę przejęła, była dość wrogo do niej nastawiona. Wiele lat uważano, że tatuaż szpeci ciało, albo że jest oznaką złego prowadzenia się. W XX wieku nadrabiamy zaległości. Przyczynili się do tego stanu rzeczy ekscentryczni artyści i uczeni formatu Pabla Picasso czy Alberta Einsteina. W tatuażu cenili przede wszystkim wyzwolenie od norm i zasad, a swoimi teoriami zarazili wielu maluczkich. I tak, do dziś robią je sobie starzy i młodzi, biedni i bogaci, kobiety i mężczyźni. Problemem pozostaje tylko to, co ma zaistnieć na naszym ciele. Pomysłów jest wiele, a ostateczny wybór związany jest zazwyczaj z naszym charakterem, czy życiowymi doświadczeniami. Podobno wystarczy zrobić sobie tatuaż tylko raz, by popaść w „nałóg”. -Zaczyna się od małego znaczka na ramieniu, kiedy do głowy przychodzi kolejny pomysł - śmieje się 21-letni Piotrek W. - Człowiek zadaje sobie nagle sprawę, że brakuje mu kłucia igłą, miarowego odgłosu maszynki, a po niedługim czasie kończy się też wolne miejsce na ręku... Tak właśnie zaczynał dwa lata temu, dziś zastanawia się jak wykończyć dolną partię pleców. 20-letnia Agnieszka K. jest plastyczką, sama zaprojektowała sobie świerszcza na ramię. -Teraz każdy wie, że jestem osobą przebojową, bo świerszcz dla mnie symbolizuje pierwsze skrzypce, jakie gram w życiu. On mnie motywuje, bym tego nie zmieniała - tłumaczy. Ostatnio oglądała książkę poświęconą sztuce. Znalazła w niej fragment ornamentu neoklasycznej rzeźby. - Ten motyw na ciele będzie odzwierciedlał moje zamiłowanie do sztuki...- dodaje. Tatuaże często są również domeną muzyków, bez różnicy czy początkujących, czy wielkich gwiazdo rów światowych scen. - To moja sprawa, co ja robię z ciałem - mówi wokalista jednego z płockich zespołów metalowych. - Wszyscy pytają, po co to robię? Odpowiadam, że z głupoty. Nie warto tłumaczyć konserwatystom moich poglądów. Nadal się będę tatuował i myślę, że spodoba się to mojej dziewczynie. Chętnie przekułbym sobie nos, brwi, pępek i sutki, ale nie w Płocku. Tu, jeszcze ludzie nie potrafią przyjmować tego bez odrazy. Niektórzy, na znak przyjaźni robią sobie te same motywy: Gorzej, gdy przyjaźń się kończy a w okolicy brzucha, łopatek, czy innych miejsc pozostają róże, elfy i właściwie nie wiadomo, co z tym zrobić - mówi 17-letnia Ania, właścicielka delfina na biodrze. Jak mi powiedzieli specjaliści z płockich salonów, usuwanie tatuaży jest bardzo bolesne, często też pozostawia blizny. - Zwłaszcza, gdy w celu pozbycia się go, posłużymy się domowymi sposobami - mówi Marek J. - A są to: zdzieranie pumeksem naskórka i posypywanie powstałej rany kwaskiem cytrynowym. Czasami nawet, jeśli tatuaż usuwa specjalista laserem, to jest to po pierwsze kosztowne, po drugie nie daje gwarancji sukcesu. Tatuatorzy nie pytają jednak dwa razy zainteresowanych, czy są zdecydowani na zmiany. - Każdy przecież wie, że tatuaż pozostaje na stałe - zauważa Robert G., który za pomocą maszynki mechanicznie wprowadza pod skórę barwnik, tworząc wszelkie napisy czy znaki. Nikogo, tak jak to kiedyś bywało, nie nacina, ani nie drapie, tym bardziej nie przypala. Tak jak pozostali tatuatorzy ze studiów w Płocku, tatuaże wykonuje za pomocą maszynki i odradza wszystkim zabiegi u amatorów przy użyciu tzw. „kolki” (igła+drewienko+ silniczek od walkmana). Dlaczego? O tym wkrótce... Jedno wielkie ryzyko Tatuaż to jedno wielkie ryzyko. Ci, którzy są zainteresowani, zanim pozwolą się dotknąć komuś do swojego ciała, powinni obejrzeć kilka dzieł na „żywych przykładach”. - Zawsze chciałam mieć jaszczurkę na pośladku - opowiada 22-letnia Magda Z. - Obiecał mi ją zrobić znajomy, który trochę próbował z tatuażami... Na kartce wszystko wyglądało ślicznie, jednak na ciele wyszedł czarny klusek. Poszłam do specjalisty, by coś poradził. Zażyczył sobie tyle pieniędzy, że szybko mu podziękowałam. I tak do dziś cierpię z tą jaszczurką - kluskiem na siedzeniu. U profesjonalisty raczej to się nie zdarzy. Tatuator w studio najpierw goli miejsce pod tatuaż, dalej, przenosi wybrany motyw, narysowany uprzednio na kalce hektograficznej na ciało. Zakłada gumowe rękawiczki, wyjmuje igły ze sterylizatora i zaczyna pokrywać ciało drobnymi ukłuciami. W zależności od unerwienia kutego miejsca, można odczuwać mniejszy lub większy ból. Ten ostatni w okolicach kręgosłupa, krzyża, żeber, oraz wewnętrznej strony pachwin. Tatuator wykonuje najpierw kontur, który jest podstawą tatuażu. Dopiero później, często przy trzeciej, czwartej wizycie wypełnia puste przestrzenie, tworzy cienie. Im więcej szczegółów, tym dłuższy dzień pracy i nie oszukujmy się - dłuższy dzień męki. Efekty końcowe Wytatuowana skóra nieco puchnie i jest obolała. Dobre na drobne dolegliwości są kozie mleko, lub okłady z wody i szarego mydła. Trzeba też kilka tygodni odczekać, by zagoiły się strupki i aby barwniki się przyjęły. Czy klient jest zadowolony z efektu końcowego, czy nie, płacić musi. Profesjonalne wykonanie tatuażu sporo kosztuje. Dużo zależy od jego wielkości, wzoru, użytych barwników i włożonej pracy. Za 100 czy 200 złotych raczej niewiele można zrobić. A za mniejsze pieniądze i spartańskie warunki można zyskać co najwyżej zakażenie. - Bardzo chciałem mieć tatuaż szybko i tanio - zwierza się Piotrek. - Znalazłem kolegę z „kolką” i przemęczyłem się kilka godzin, ale dzięki temu na moim przedramieniu pojawił się złożony z kropek wzór. Byłem z niego strasznie dumny... Przy obiedzie ojciec zapytał mnie, co ja mam na ręku. Odpowiedziałem, że tatuaż. A ojciec na to, że chodzi mu o tą czerwoną kreskę obok... Piotrek znalazł się szpitalu. Lekarze opatrzyli mu rękę, dali zastrzyki i przyłożyli Rivanol. Wtedy zaszła reakcja między lekiem, a wprowadzonym pod skórę tuszem i czarny motyw stał się zielony. Musiał przykryć go innym tatuażem, ale tym razem zrobił to u specjalisty. W tym roku fani tatuażu umieszczali go sobie dosłownie wszędzie, aczkolwiek rzadko na twarzy. W swoich wyborach preferowali głównie tribale, smoki, a dziewczęta delfiny i elfy, no i...Kubusia Puachatka. Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości