Najnowsze informacje
anal pump

Słowo o słowie

Ufoludek – krasnoludek
Pan Mariusz Namsołek pyta o poprawność zapisu słowa „ufoludek”.
-Moje dziecko, uczęszczające do drugiej klasy szkoły podstawowej, w wypracowaniu napisało „ufoludek” małą literą – pisze pan Mariusz. – Pani nauczycielka potraktowała to jako błąd, jej zdaniem zapis powinien zawierać wielką literę. Jak jest naprawdę?
– „Ufoludki”, które pojawiają się w przykładach słownikowych, zazwyczaj są wyposażone w małe litery. „Ufoludek” to tak jak „krasnoludek”, a także jak „wielkolud”, który jest oczywiście większy, ale także nie wymaga wielkiej litery, ponieważ jest pewnym rodzajem postaci mitycznej. „Ufoludek” jest zatem istotą, a nie mieszkańcem jakiejś krainy, który by nosił nazwę zgodną z nazwą tej krainy. Krótko mówiąc, „ufoludek” to nie jest nazwa własna. Owszem, „UFO” często bywa zapisywane wielkimi literami jako skrót od „Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego”. Ale „ufoludek” to już jest bardzo polskie stworzonko, to istotka, którą tak dowcipnie i trafnie nazwaliśmy na wzór „krasnoludka”. „Ufoludek” zatem nie tyle nie zasługuje na wielką literę, bo jest bardzo sympatyczny, ale jej po prostu nie potrzebuje.

Jak zapoznajemy się z treścią?
Pan Mirosław Wiśniewski pyta, czym się różni znaczenie „przeczytaj” od „zapoznaj się z treścią”. – Chodzi mi o formułkę, która pojawia się w każdej reklamie leków „zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania” – pisze pan Mirosław. – Dlaczego nie może być „przeczytaj”? Czy to nie to samo? Rozumiem, że chodzi o precyzję, jednoznaczność, ale to chyba przesada – „przeczytaj” byłoby krócej.
– Jak rozumiem, działa Pan trochę w interesie lektorów, którzy muszą niezwykle się spieszyć, żeby całą tę długą formułę przeczytać bardzo szybko, żeby nie przedłużała nadmiernie reklamy. Ale jednak jest coś innego w „przeczytaniu” i „zapoznaniu się z treścią”. Lekarstwa czasami zażywają ludzie, którzy niekoniecznie mają bardzo sprawne wszystkie zmysły, także i wzrok. Jeśli ktoś przeczyta komuś, to ten ktoś drugi zapozna się z treścią. Być może o takie właśnie sytuacje chodzi, żeby można się było zapoznać z treścią niekoniecznie czytając tę ulotkę. Nawiasem mówiąc, ulotki, wszelkiego rodzaju informacje medyczne, które pojawiają się w pudełkach z lekarstwami, pisane są niezwykle drobniutkimi literami – sam mam wielkie kłopoty z ich przeczytaniem i chętnie dałbym to komuś o lepszym wzroku, żeby pozwolił mi „zapoznać się z ich treścią” tą właśnie drogą. Najpierw zastanówmy się nad sytuacjami, w jakich używa się jakichś form, potem dopiero wyrokujmy, czy słowa mogą być zastąpione innymi słowami. Tu, jak się zdaje, nie do końca.
Jabłonna jak wanna, Miłosna jak wiosna
Pan Piotr Zagozdon pyta o odmianę nazw miejscowości. – Jestem dyrektorem do spraw technicznych Szybkiej Kolei Miejskiej, spółki kolejowej, będącej własnością miasta Warszawa – pisze pan Piotr. – Pociągi naszej spółki już od kilku miesięcy jeżdżą do stacji Sulejówek – Miłosna. Czy jeżdżą do „Miłosnej” czy do „Miłosny”? Pamiętam kampanię językoznawców, walczących z odmianą „Jabłonnej”, „Miłosnej”. Ostatnio jednak często słyszę „do Sulejówka – Miłosnej”, a nie „do Miłosny”.
– Istotnie, zdarzają się nieporozumienia, czy mamy do czynienia z rzeczownikiem czy też z przymiotnikiem. Czy „Miłosna” to tak jak „wiosna” czy tak jak „radosna”? Obie te formy mogłyby być użyte. Jest sporo nazw miejscowości, które są jak przymiotniki – „Piwniczna”, „Limanowa”, „Istebna”, „Kolbuszowa” – „w Piwnicznej”, „w Limanowej”, „w Istebnej”, „w Kolbuszowej”, czyli „w jakiej?”. Jednak formy, o których Pan pisze, czyli „Jabłonna”, „Miłosna”, a wynika to z tradycji, są traktowano nie jako przymiotniki, ale raczej jak rzeczowniki. A więc „Jabłonna” jak „wanna” – „z Jabłonny”, a nie „z Jabłonnej”, „w Jabłonnie”, a nie „w Jabłonnej”. Podobnie jest z „Miłosną”, która jest jak „wiosna” – choć wydawałoby się, że jest ona bardziej przymiotnikowa, bo jeżeli „radosna” to i „Miłosna”. Nie jestem pewien, jak dzisiaj skłonni są odmieniać te nazwy mieszkańcy tych miejscowości, a przecież od nich to powinno zależeć. Pojawia się dość często pytanie, czy „we Włoszczowej” czy „we Włoszczowie” (pyta o to np. pan Darek Sikora). Miałem osobliwe przygody z tym związane – kiedyś wydawało mi się, że to raczej „Włoszczowa” jak np. „pomidorowa” czy „Kolbuszowa”, ale słowniki częściej mówią, że tak jak „Warszawa” czy „Częstochowa”. Mieszkańcy podobno mówią i tak, i tak. Myślę, że powinniśmy coś wybrać i trzymać się tego. Jeśli „słownikarze”, a mają oni do tego podstawy, uznali, że „Jabłonna” jest jak „wanna”, a „Miłosna” jest jak „wiosna”, to zostawmy te formy i mówmy „z Jabłonny” i „z Miłosny”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Pokoje, uczniowie, tramwaje i nauczyciele
Słownik dopuszcza dwie formy – „pokoi” i „pokojów”, ale już nie „uczni” i „uczniów”- pisze pan Jan Pawlak. – Czy obie formy są dopuszczalne? – Dopuszczalne, ale w różnym stopniu. „Uczni” odnajdujemy w normie języka potocznego i ta forma się rozprzestrzenia. „Uczniów” – jest bardziej formalnie i bardziej poprawnie. Mamy „węży” i „wężów”, „kocy” i „koców” („koców” jest trochę lepsze), „tramwai” i „tramwajów” („tramwajów” jest lepsze). Kiedy na końcu wyrazu jest funkcjonalnie miękka spółgłoska, to rzeczywiście mamy do wyboru – czy „y” czy „ów”. Zwykle poważniej brzmi „ów”, choć w tradycji językowej bywa też tak, że istnieje tylko jedna forma – mówimy „nauczycieli”, a nie „nauczycielów” (choć forma „nauczycielów” kiedyś także się pojawiała). „Pokój”, rzeczywiście, może być „pokoi” i „pokojów”, a jak jest z innymi, które kończą się na „j”? Czy powiemy, że nie było wielu „wui”? – nie! – tylko „wujów”. Pojawia się też wiele „niepokojów”, chociaż „niepokoi” również czasem można spotkać, jednak forma „niepokojów” jest lepsza. „Spokój” tradycyjnie nie ma liczby mnogiej, ale gdybyśmy chcieli o różnych odmianach spokoju mówić, to byśmy mówili raczej „spokojów”, a nie „spokoi”. Ja częściej mówię „pokojów”, niż „pokoi”, ale obie te formy są dopuszczalne. Trzeba by zbadać, a takie badania są możliwe, jak Polacy mówią częściej. Słowniki poprawnościowe mówią i „pokoi”, i „pokojów”, „uczniów” jednak raczej, niż „uczni”.
Kraj, kraina, państwo i dzielnica
W Państwa pytaniach często pojawiają się wątpliwości, dotyczące sposobu mówienia o innych krajach. Pani Bogusława Gajewska pyta, czy „na Słowacji” czy „w Słowacji”. Pani Teresa Ubych zastanawia się, czy mieszka „w Czarnej” czy „na Czarnej”. Pan Artur Skoczyński nie wie, dlaczego mówimy „na Węgry”, a nie „do Węgier”, „na Ukrainę”, a nie „do Ukrainy”.
Zacznijmy od państw i krajów. Jeżeli chodzi o państwo, to częściej jedziemy „do”, jeśli kraj, kraina, to „na”. Wiele dzisiejszych państw to dawne kraje czy krainy, można więc powiedzieć, że przyzwyczailiśmy się do myślenia i mówienia o nich jako o krajach raczej – jechaliśmy „na Ukrainę”, tak jak można było jechać „na Pomorze” czy „na Śląsk”. Węgry, jako część cesarstwa kiedyś, też tak odbieraliśmy. Jechało się „na Węgry”, tak jak „na Mołdawię” itd. „Na Słowację”, a nie „do Słowacji”. Dzisiaj te kraje mają już swoją państwowość i jedziemy „do Mołdawii”, a właściwie „do „Mołdowy”, „do Słowacji” – coraz częściej to słyszę, choć i „na Słowację” nadal się mówi. Mówimy „w Słowacji” i „na Słowacji”, „do Ukrainy” i „do Litwy” także już się pojawia, choć nadal częściej „na Litwę” i „na Ukrainę” – bo są to kraje, które kiedyś były częścią Rzeczpospolitej Polskiej. Jest to zwyczaj i nie można go bardzo szybko zapomnieć, ale to się zmienia.
Pani Ubych pyta, czy mówimy „w Czarnej” czy „na Czarnej” i pisze pani, że dzieci częściej mówią „na”. Wynika z tego, że Czarna to raczej jakaś dzielnica, niż osobna miejscowość. Gdyby było to miasto czy wieś, nie mielibyśmy wątpliwości, że „w Czarnej” mieszkamy. Forma „na Czarnej” wskazuje, że jest to, albo przez długi czas było, wydzielone miejsce w obrębie jakiegoś miasta czy wsi, czyli dzielnica – tak jak mówimy o dzielnicach Warszawy – „na Woli”, „na Ochocie”, „na Ursynowie”, „na Bemowie”, a nie „w Woli”, „w Ochocie”, „w Bemowie” czy „w Ursynowie”. Co do Czarnej, dalibóg nie wiem, ale podejrzewam, że dzieci traktują to jako dzielnicę – może mają rację?
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Ali jak Kali
Prezesem firmy, w której pracuje pani Marta Tyczyńska-Lewicka, jest pan Ali Dadressan. Ale nie to dziwne nazwisko jest przyczyną kłopotu językowego pani Marty, tylko imię – „Ali”. -W oficjalnych dokumentach – umowach, aktach – czasami trzeba odmieniać nazwisko, ale także imię – pisze pani Marta. -Zasady polskiej deklinacji wskazywałyby na formę „Alego”. Zdarzają się jednak pomyłki, bo niektórzy uważają, że „Alego”, to od imienia „Al” w mianowniku.
– Dziwi mnie to bardzo, bo dopełniacz od imienia „Al” brzmiałby „Ala” (kogo nie było? – „Ala”). Pojawiły się pomysły dziwnych, jak pisze pani Marta, hybryd typu „Aliego” lub „Ali’ego”. A skądże ta miękkość? Owszem, w mianowniku ona jest, ale w dopełniaczu nie „Aliego”, tylko „Alego”. „Cóż, według Ben Alego, czarnomistrza Krakowa, to nie jest nic dziwnego dorożkę zaczarować, dosyć fiakrowi w oczy błysnąć specjalną broszką i jużeś zauroczył dorożkarza z dorożką” – jak pisał w „Zaczarowanej dorożce” Gałczyński – tam mamy właśnie „Alego”. „Ali”, podobnie jak inne imiona, wprawdzie niezupełnie polskie, jak np. żydowskie „Naftali” czy „Gedali” – kiedyś żyli wśród nas ludzie je noszący – odmienia się z końcówką „ego” („Naftalego”, „Gedalego” i „Alego”). Każdy z nas czytał na pewno „W pustyni i w puszczy” – występował tam „Kali”, do tej pory mówi się, trochę przysłowiowo, o „moralności Kalego”, ale nigdy nikt nie powie o „moralności Kaliego”. A więc „Ali – Alego”, jak „Kali – Kalego” i proszę się niczym nie peszyć – tak właśnie poprawnie powinniśmy odmieniać to piękne orientalne imię „Ali”.
Jak sobie właściciel życzy?
Pan Rafał Samborski ma pytanie, dotyczące odmiany nazwisk przez przypadki. Czy taka zasada istnieje? – zastanawia się pan Rafał.
– Oczywiście, że istnieje – nasze nazwiska są słowami, które – jako takie – się odmieniają. Pan Rafał słyszał o odmianie na zasadzie „jak sobie właściciel życzy” – przez pewien czas przychylałem się do takiego sądu, wydawało mi się bowiem, że ten, kto posługuje się jakimś nazwiskiem, ma do niego trochę więcej praw. Ale przecież on używa języka, do którego my wszyscy mamy prawo. Powinniśmy być jednak zgodni z dwiema rzeczami – z językiem i z tradycją, której nie należy zmieniać. Jeśli ktoś ma nazwisko odmieniające się inaczej, niż na przykład rzeczownik pospolity, który jest identyczny formalnie z tym nazwiskiem, powinien zachowywać tę tradycję. Pamiętam pana premiera Wielkiej Brytanii, którego nazwisko pisało się „Home” („dom”), ale czytało się nie „Houm”, ale „Hium”, ponieważ była to rodowa tradycja.
Panu Rafałowi chodzi o takie nazwiska, jak „Gołąb”, „Kozioł”, „Połeć”. Czy książka jest autorstwa pana „Gołębia” czy pana „Gołąba”? „Kozła” czy „Kozioła”? „Połcia” czy „Połecia”? Jest taka anegdota, dotycząca Janusza Korczaka, który przyszedł kiedyś do pana naczelnika, jak powiedział, „Dudka” i chciał na niego poczekać. Pani sekretarka wyjaśniła, że pana naczelnika „Dudeka” jeszcze nie ma. A pan Korczak na to: „to ja poproszę o stołeka, żebym mógł usiąść”. To był oczywiście żart. Pan Dudek czasami, jeśli tradycja by to wskazywała, mógłby tak właśnie odmieniać swoje nazwisko. Tak się jednak nie dzieje i zazwyczaj mamy „Dudek – Dudka”. Podobnie jest z panem Połciem, który ma nazwisko analogiczne, jak wyraz pospolity „połeć”. „Połeć – Połcia” i „Połecia” mówić nie powinniśmy. Jeżeli pan się nazywa Kozioł, to raczej pana „Kozła” niż „Kozioła”, choć tu mamy już pewne wątpliwości i jeśli ktoś nosi nazwisko np. Kozieł, a nie Kozioł, to odmieniamy je „Kozieła”, bo jest to forma dawniejsza. Co do „Gołębia” czy „Gołąba” – jeden z wybitnych polskich językoznawców, pan Gołąb, odmieniał się „Gołąb – Gołąba”. Znałem też pana „Jastrząba”, a nie „Jastrzębia”.
Pan Rafał ma jeszcze jedno pytanie, może nawet trudniejsze. Jego nowa koleżanka z pracy nazywa się Katarzyna Suska – czy nie było w pracy pani Katarzyny „Suski” czy „Suskiej”? Wszystko wskazuje na to, że jednak „Suskiej”, że „ska” jest tutaj takie samo, jak w słowie „Kowalska” czy „Malinowska”, a nie takie, jak w słowie „laska” („laska – laski”) – to jest rzeczownik pospolity. Nie ma w polszczyźnie rzeczownika „suska”, a wiele wskazuje na to, że jest to przymiotnik i pochodzi od rzeczownika „susz”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Śliska ślizgawka
Pani Aleksandra Torczyło pyta, jak powiemy – czy śpiwór jest „śliski” czy też „ślizgi”?
– Bardzo interesujące, że akurat śpiwór jest tutaj przykładem, ale później pani wspomina też o innych sytuacjach – np. na schodach czy jezdni. „Ślizgi” to także dobra forma, ale rzeczownika „ślizg” – „ten ślizg, te ślizgi”. Rzeczownik „ślizgi” w liczbie mnogiej istnieje, natomiast nie ma takiego przymiotnika rodzaju męskiego, jest tylko „śliski”, tak jak „śliska” – nikt chyba nie powie, że „jezdnia była ślizga”, powie „śliska”. Rzeczywiście, mamy „ślizgać” i „ślizgawkę” i „poślizg” i „ślizgawicę” i „ślizg” właśnie – we wszystkich rzeczownikach pojawia się dźwięczność, ale w przymiotnikach jednak nie. Przez analogię do tych rzeczowników czasami i przymiotnik się udźwięcznia – niektórzy mówią więc „ślizgi”. Nikt jednak nie powie raczej „śliskać się” czy „śliskawka” – w drugą stronę to nie działa, jest to tylko w przymiotniku. Warto dodać, że jest to słowo do pewnego stopnia homologiczne, to znaczy że jego forma jest trochę podobna do treści – tak jak słowo „gładki” wydaje nam się gładkie, to słowo „śliski” wydaje nam się jakieś takie śliskie. Jest też „obślizgły”, co odbieramy jako śliskie w raczej nieprzyjemny sposób, i tam jest już „g”, a nie „k”. Tak więc „ślizgać się”, ale „śliski”.
Postacie i postaci
Pan Jarosław Stożkowski ma pytanie, które pojawia się często – jest to przykład naszej niezgody na dwupostaciowość słów – czy „postaci”, czy „postacie”?
– Słowo „postać” ma bardzo wiele znaczeń; to jest czasem „forma” – coś występuje w jakiejś postaci, to jest czasami „figura”, „sylwetka” – „widziałem z daleka jakąś ludzką postać”, czasami to jest osoba, na przykład w dramacie. Najpierw powiem, jak jest formalnie dobrze – „postaci” i „postaci” jest w porządku, ale kiedy używamy liczebników, np. „dwie”, to wtedy powiemy „postacie”, a nie „postaci”. Czyli „postacie” z liczebnikami, poza tym, i jedno, i drugie jest dobre. A jak to było i dlaczego tak jest? Historycznie rzecz biorąc, forma „postaci” jest wcześniejsza, tak jak „sieci”, „nici”, „części” itd. Podobnie jak rzeczowniki zakończone na „ość” – mamy „radości”, „czynności”, a nie „radoście” czy „czynnoście”. Inne jednak, późniejsze formy, takie jak na przykład „wsie”, „pieczęcie”, dały zwyczaj wprowadzania „e” – u Mickiewicza mamy na przykład „pięście” zamiast „pięści” (to mogło być trochę regionalne). Dzisiaj coraz częściej w innych rzeczownikach, niż tych, które kończą się na „ość”, pojawia się „e”. Stąd przypuszczam, że „postacie” zwyciężą kiedyś „postaci”. Ciekawe byłoby obserwowanie walki „postaci”. Pewnie będą „postacie” – dziś z liczebnikami już tylko tak, ale poza tym, i „postaci”, i „postacie”.
Widowisko po angielsku
Pan Marek pyta, jak poprawnie należy mówić – „ten show” czy „to show”?
– Czy „to show”, ponieważ „widowisko’, to rodzaj nijaki i chyba tym głównie tłumaczylibyśmy chęć mówienia „to show”, czy też raczej, zgodnie z różnymi wzorcami męskimi – „ten show”, bo „show”, tak jak „szal” czy „kocioł”, powinien mieć rodzaj męski? Zauważmy, że czasami spotykamy nawet, w różnych charakterystycznych co prawda sytuacjach, zapis „szoł” – to nie jest tak jak z „weekendem”, którego zapisać po polsku się nie da. Dlatego możemy napisać „szoł”. Jednak ciągle jeszcze wydaje nam się to spolszczeniem zbyt wyrazistym i dlatego piszemy „show” – właściwe wszystko poza „o” jest inne, niż w polskiej ortografii, ale mówimy „ten show”. Czy odmieniamy? Słowniki nie radzą nam tego odmieniać – rzeczywiście, jakby to brzmiało „w tym szole”? Jeżeli tak, jak na przykład „chochoł”, to „w chochole” – „w szole”. W liczbie mnogiej – „szoły” – chyba łatwiej nam to przyjąć, niż w liczbie pojedynczej – „z szołem”, „o szole”, tym bardziej, że „ł” w „l” by się zmieniało. Stąd też radzą nam tego nie odmieniać. Czy rzeczywiście nie będziemy odmieniali? Mam nadzieję, że będziemy, że wchodzące do polszczyzny rzeczowniki angielskie jednak będą się polszczyły i będą się odmieniały. Chętnie mówiłbym „szoł – w szole, z szołem”, jeśli bym miał taką potrzebę. Dziś raczej mówię „widowisko”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Co jest wyraźne?
Mam pytanie, dotyczące wyrażenia „wyraźny spadek” – pisze pan Krzysztof Mnich. – Jest studentem politechniki i w jednym ze sprawozdań z laboratorium z fizyki użyłem właśnie tego określenia. Prowadzący polecił, bym wytłumaczył je w sposób zgodny z naszym ojczystym językiem.
– Być może prowadzący, który takie polecenie wydał, chciał, żeby Pan dokładniej to wytłumaczył i żeby to wytłumaczenie było zgodne z ojczystym językiem – nie można mu mieć tego za złe. Natomiast nie powinien potępiać określenia, które jest przyjęte i naturalnie używane przez wszystkich, choć wolimy oczywiście „wyraźne wzrosty” niż „wyraźne spadki”. „Wzrost” i „spadek” mogą być „wyraźne” – odnoszą się do wielu rzeczy, takich jak „forma” na przykład („wzrost formy”, „spadek formy”) czy „temperatura” – temperatura rośnie i spada i być może w tym przypadku akurat o to chodziło. Jeżeli chodzi o zmniejszenie jakiejś liczby, wtedy mówimy o „spadku”, jeżeli o zwiększenie jakiejś miary, to o „wzroście”. I oczywiście może to być „wyraźne”. Nie bardzo wiem, co mogło zaniepokoić prowadzącego te zajęcia – może określenie było za mało precyzyjne? Czasami, gdy mówimy „wyraźny”, nie bardzo wiadomo, o co nam chodzi. „Wyraźny” to taki, który ma swój „wyraz”, czyli jest postrzegany. Mówimy tym samym, że każdy to spostrzeże, ale nie każdy to spostrzec może – mówimy „wyraźnie ci się poprawiło” albo „wyraźnie lepiej wyglądasz” albo „wyraźnie chciał mnie obrazić”. W wielu sytuacjach „wyraźnie” może być wyraźne dla nas i dlatego to słowo wydaje nam się umotywowane – dla innych nie. Być może więc to było u podstaw tego nieporozumienia.
Na dwór, czyli na pole
Pani Agnieszka Księżyk pochodzi z Opolskiego i kiedy chciała wyjść gdzieś z domu, mówiła, że idzie „na dwór”. Przyjechała na studia do Krakowa i ciągle słyszy teraz, że ktoś idzie „na pole”. Krakusy opowiadają anegdotę, która mogłaby to tłumaczyć – pan z dworu wychodzi na pole, chłop z pola idzie na dwór.
– To jest anegdota, która oczywiście ma pokazać wyższość mówienia tzw. południowego, czyli właśnie małopolskiego – bo pani Agnieszka także jest z południa, tyle że w Opolskiem tak się nie mówi. W Małopolsce rzeczywiście idzie się raczej „na pole”. Wydaje się to trochę bardziej logiczne, ale „dwór” to kiedyś nie był tylko budynek dworski, a więc na przykład to, co dzisiaj określamy jako dwór czy dworek, ale także to wszystko, co było ogrodzone przy tym budynku. Tak więc wychodząc na dwór, wychodziło się nie gdzieś daleko na zewnątrz, owszem, na powietrze, ale w ramach pewnego zagrodzonego terenu. Stąd „na dwór” nie powinno specjalnie razić. Różnie mówimy, zależy od tego, skąd pochodzimy – dobrze jest, kiedy te zwyczaje się długo trzymają, ponieważ pokazują pewne regionalne tradycje. Są zatem różne sposoby myślenia – znałem kiedyś pewną kilkuletnią damę, która mówiła na wszelki wypadek „na dwór na pole”, żeby nie urazić, ani swoich rodziców, ani swojej opiekunki. Jeżeli pani Agnieszka chciałaby pozostać przy formie „na dwór”, a tak właśnie pisze, to może pozostać – bardzo proszę, niech Pani nadal mówi, że Pani wychodzi „na dwór”, myślę, że w Polsce jest to forma bardziej rozpowszechniona.
Jeśli coś jest kilka razy
Pani Marta Oleksiak, pisząc informację, chciała przekazać odbiorcy, że dokument był drukowany wcześniej w kilku kopiach i chciała napisać „kilkakrotnie”, zawahała się jednak, bo nie wiedziała, czy nie powinna napisać „kilkukrotnie”. – Która z tych form jest poprawna? – pyta pani Marta.
– Mamy formę „kilku” i „kilka”, odróżniamy je dość dobrze – „kilku ludzi”, „kilka rzeczy”, ale także „kilka pań” – w rodzaju niemęskoosobowym mamy formę „kilka”. Mamy też „kilkunastu” i „kilkanaście” i odróżniamy to wręcz automatycznie, nie stanowi to dla nas problemu. Czasami się zastanawiamy jednak, czy ma być „kilkaset” czy „kilkuset” – oczywiście wiemy, „kilkaset” wtedy, gdy jest to rodzaj niemęskoosobowy, „kilkuset”, gdy męskoosobowy. Gorzej jest już z przysłówkami – „kilkakrotnie” czy „kilkukrotnie”, „kilkakrotny” czy „kilkukrotny”? Jednak „kilkakrotny”, „kilkakroć” – „kroć” to forma, której dzisiaj już nie ma, ale pojawia się w wielu wyrazach, jak „wielokroć”, „dwakroć” itd. Mamy „dwukrotny”, ale „dwakroć”, mamy „kilkudniowy”, „kilkuletni”, ale także „kilkoletni” może się zdarzyć. „Kilkuletni”, „kilkudziesięciu”, „kilkustopniowy” – to wszystko z formą „kilku” pojawia się w polszczyźnie. Natomiast już tylko „kilkadziesiąt”, a nie „kilkudziesiąt”, co najwyżej „kilkudziesięciu” mogłoby być, ale jeśli „dziesiąt”, to oczywiście wiemy, że jest to niemęskoosobowe. W tym przypadku słowniki radzą, żeby używać formy „kilkakrotnie”, choćby dlatego, że podstawą jest tu „kilkakroć”, a nie „kilkukroć”. „Kroć”, które jest u początku „krotności”, czyli liczenia – mamy je jeszcze w przekleństwach np. „do kroćset” – forma „kilkakrotnie” jest bardziej właściwa.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Aktualny tylko teraz
Pan Rafał Bielecki znalazł na blogu jednej ze znanych osób określenie „aktualny wtedy premier” – w znaczeniu „ówczesny premier”. – Czy taka konstrukcja jest poprawna? – pyta pan Rafał.
– Kiedy powiemy „aktualny premier”, oczywiście mamy na myśli premiera, który teraz jest premierem. Nie powinniśmy zresztą zbyt często tak mówić, bo wskazuje to na skądinąd oczywistą sprawę, że już za jakiś czas nie będzie on premierem. Kiedy mówimy „moja aktualna żona”, to żona może się obrazić, bo wskazywałoby to na to, że za jakiś czas mamy zamiar zmienić ją na jakąś inną. Tak więc „aktualny”, owszem, czasem może być w użyciu, ale trzeba to robić ostrożnie i raczej w odniesieniu do tej sytuacji, która akurat jest. Kiedy chcemy mówić o przeszłości, możemy powiedzieć „wtedy aktualny”, ale o wiele prościej jest, tak jak radzi pan Rafał, powiedzieć „ówczesny premier”. Słowo „ówczesny” – poza tym że nie wymaga słowa „wtedy”, bo w „ówczesnym” mieści się tamten właśnie czas, „ów” czas – jest polskie. Jeżeli mamy dwie formy, z których jedna jest polska, a jeszcze do tego lepiej, precyzyjniej i krócej (co nie zawsze się zdarza) opisuje daną rzeczywistość czy kogoś czy jego funkcje, to wykorzystujmy to. „Ówczesny premier” brzmi bardzo dobrze, a „aktualny wtedy premier” jest trochę dziwne i trochę zbyt żartobliwe, z jakimś odcieniem złośliwości, ale nie jestem w stanie pojąć, na czym ten dowcip miałby polegać.
Lewa, prawa
Chciałbym wiedzieć, czy ktoś kto mówi „po prawo” i „po lewo”, zamiast „na prawo”, „na lewo”, popełnia błąd – pisze pan Mariusz Deka.
– W niektórych częściach Polski tak istotnie się mówi – „po prawo”, „po lewo” – ale w ogólnej polszczyźnie mówimy „na prawo” i „na lewo”. Skąd bierze się „po prawo” zamiast „na prawo”? Kiedy mówimy „na prawo”, mamy na myśli coś w rodzaju kierunku, słyszymy, widzimy w tym jakiś rodzaj ruchu („to będzie tam na prawo”), a „po prawo” jest bardziej statyczne – to z jednej strony; z drugiej strony, co się zresztą wiąże z tym pierwszym, mówimy przecież „po prawej stronie”, „po lewej stronie”. Możemy co prawda powiedzieć „na lewej stronie” i „na prawej stronie”, ale wtedy mamy do czynienia z inną zupełnie sytuacją – „na lewej stronie czegoś”, „na prawej stronie czegoś”. „Po prawej stronie” możemy powiedzieć o widoku, kiedy chcemy usytuować coś względem czegoś. Stoimy oto na wzgórzu i mówimy „po prawej widzimy to i to, po lewej widzimy to i to” – „po”, ale „lewej”, „po lewej stronie”. A jeśli zamiast „lewa strona”, czyli wyrażenia przymiotnikowo – rzeczownikowego, będziemy chcieli powiedzieć bardziej przysłówkowo „prawo”, „lewo”, to wtedy jednak powinniśmy powiedzieć „na prawo”, „na lewo” – albo czasami „w prawo”, „w lewo”. A „w lewo” i „w prawo” to zdecydowanie jest kierunek – „w lewo zwrot”, „w prawo zwrot”, ale „na prawo, na lewo patrz” – przypomnijmy sobie te dawne komendy, których dawno nie słyszeliśmy, niektórzy zresztą wcale ich nie słyszeli, ale wtedy będzie nam wygodniej powiedzieć, że coś jest „na prawo”, a nie „po prawo”, ale „po prawej stronie”.
Bardzo formalne pytanie
Pani Bożena Nowak często spotyka się ze sformułowaniami „mam zapytanie” czy też „w odpowiedzi na zapytanie”. – Uważam, że poprawnie jest „mam pytanie” – pisze pani Bożena.
– „Mam pytanie” jest poprawne i bardziej naturalne – „pytam, mam pytanie”. Jest rzeczownik „pytanie”, który oczywiście jest rzeczownikiem odczasownikowym i kiedyś oznaczał czynność – „pytanie kogoś”, dzisiaj częściej oznacza wytwór tej czynności, czyli pewien rodzaj tekstu. Mamy i „pytanie” i „zapytanie”, mamy też „zapytywać” obok „pytać”. „Zapytywać” odnosi się do sytuacji bardziej formalnej – to czasownik niedokonany – mamy też czasownik dokonany „zapytać”. Być może w świadomości wielu funkcjonuje takie właśnie rozróżnienie – między niedokonaniem i dokonaniem. „Pytanie” jest niedokonane (pytał, ale nie zapytał), a „zapytanie” byłoby bardziej dokonane, jest ono zamknięte. W rzeczywistości o wiele częściej mówimy „pytanie”, ale ta zamkniętość, ta dokonaność czasami jest potrzebna, zwłaszcza w sytuacjach bardziej formalnych – kiedy ktoś o coś „zapytuje”, czy też daje „zapytanie”, to wiemy, że ta sytuacja jest bardziej oficjalna. Stąd też mamy pewien rodzaj, jak powiedzieliby prawnicy, instytucji – „zapytanie poselskie”. Nie jest tylko takim sobie pytaniem, tak jak „która godzina?” czy „co u pana słychać?”, ale jest sformalizowanym sposobem wyrażenia czasem wątpliwości, czasem chęci bycia poinformowanym i w tej funkcji „zapytanie” jest zupełnie normalne. Natomiast kiedy mówimy zwyczajnie „mam do ciebie takie zapytanie”, to oczywiście albo żartujemy, albo się mylimy – lepiej nawet nie żartować, bo inni pomyślą, że się właśnie mylimy i że zamiast normalnego bezpretensjonalnego „pytania” wprowadziliśmy jakieś napuszone „zapytanie”. W codziennych relacjach „pytajmy” i miejmy „pytania”, a kiedy będziemy posłami, wtedy możemy mieć zapytania.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Białystok, Krasnystaw, Wielkanoc
Pan Łukasz Odrowąż pyta, czy pociąg jedzie „do Białegostoku” czy też może raczej jest to pociąg „do Białystoku”? – Przecież to nazwa własna, pisana bez żadnego odstępu, więc powinno być „do Białystoku” – pisze pan Łukasz.

– Niezupełnie tak jest. Mamy tu do czynienia z tzw. zrostem, czyli połączeniem przymiotnika i rzeczownika (mogą to być też dwa rzeczowniki), które jednak nie połączyły się aż tak mocno, żeby nie odmieniać pierwszego członu. Możemy pisać „Nowa Wieś”, ale moglibyśmy przecież pomyśleć, że ta miejscowość zmieniła już nazwę na „Nowawieś”, która pisana jest łącznie. Ale czy będziemy wtedy mówili „do Nowawsi”? Na pewno później tak, ale jeszcze długo do „Nowejwsi” będziemy jeździli, choć przecież bez żadnego odstępu, jak pisze pan Łukasz, nazwa ta będzie pisana. I tak jest właśnie z „Białymstokiem”, a nie z „Białystokiem” oczywiście. Mieszkałem kiedyś w tym pięknym mieście i ja nie mam żadnych wątpliwości. Podobnie jak z nazwą miejscowości „Krasnystaw”, którą znam stosunkowo słabo, ale też powiem „w Krasnymstawie”, a nie „w Krasnystawie”. Na początku bowiem mamy przymiotnik, który jednak się odmienia. Odmienia się także, ale już nie obligatoryjnie, w innych takich zrostach. Mamy bowiem „z Rzecząpospolitą”, „o Rzeczypospolitej”, kiedy przecież „Rzeczpospolita” pisana jest łącznie. Ale w tym przypadku akurat możemy powiedzieć również „z Rzeczpospolitej”, „do Rzeczpospolitej”, „o Rzeczpospolitej” – bez „y” w środku, czyli bez odmiany pierwszego członu. W bardziej oficjalnych tekstach napiszemy „z Rzecząpospolitą”, „o Rzeczypospolitej”, ale jeżeli na przykład będziemy mówili o gazecie, to powiemy „o Rzeczpospolitej”, „Rzeczpospolitą”, nie odmieniając pierwszego członu. Jedni z nas mówią „do Wielkiejnocy”, inni – „do Wielkanocy”. I jedno, i drugie jest poprawne, choć częściej chyba mamy jeszcze „do Wielkiejnocy”, czyli odmieniamy, a piszemy łącznie – „Wielkanoc”. I tak właśnie jest z „Białymstokiem”, przy czym tutaj nie ma wariantów – jest tylko „Białegostoku”, „Białymstoku” itd. – odmieniamy pierwszy człon.

Nazwisko rodowe i po mężu
Pani Ewa Kanigowska prosi o rozstrzygnięcie sporu, w jaki sposób pisze się, a zapewne także i mówi, nazwiska w dwunazwiskowym połączeniu – nazwisko panieńskie i po mężu. – Czy jeśli nazwisko męża jest krótsze od panieńskiego, to najpierw powinno być zapisywane? – pyta pani Ewa. – Jeśli więc pani Krasnodębska wyszła np. za pana Nowaka, to powinna się mimo wszystko nazywać nie „Krasnodębska-Nowak”, tylko „Nowak-Krasnodębska”?
– Być może ze względów rytmicznych byłoby tak wygodniej, być może czasami, tym właśnie się kierując, niektóre panie tak „ukolejniają” swoje nazwiska. Niemniej jednak w języku polskim jest to pewna informacja, którą odbieramy raczej znaczeniowo niż rytmicznie i jeżeli spotkamy panią Nowak-Krasnodębską, to będziemy przekonani, że najpierw była ona Nowak, a dopiero potem stała się Krasnodębską. Więc o kolejności decydować powinno nie to, że rytm dobry, ale to, które nazwisko jest wcześniejsze. I tego powinniśmy przestrzegać. W innych krajach są różne zwyczaje, stąd też bierze się najbardziej nas konfundująca sytuacja, w której ciągle mówimy „Curie-Skłodowska”, zamiast „Skłodowska-Curie”. Co prawda mówimy także „Skłodowska-Curie”, ale uniwersytet na przykład nosi imię Marii Curie-Skłodowskiej i mówimy „UMCS”, a nie „UMSC”. Niektórych to tak bardzo dziwi, że starają się na własną rękę przesuwać nazwiska i mówić „Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie”. To nie jest właściwe, we Francji są trochę inne zwyczaje – tam nazwisko mężowskie może być, a nawet pewnie powinno być wcześniejsze niż to, które pokazuje pochodzenie. Po prostu decyduje o tym tradycja. Nasza tradycja, jak na razie, wskazuje, że najpierw powinniśmy zapisywać i wymawiać nazwisko panieńskie albo – bo czasem i tak bywa – pierwszego męża, a dopiero potem drugiego.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Cisza zapadła, konsternacja zapanowała
Pani Katarzyna Smyk jest bliska kłótni o zwrot, którego użyła jej koleżanka. Bardzo się cieszę, kiedy sprawy językowe wywołują żywe emocje, nawet spory, ale kłótni nie powinny chyba wywoływać – kłótnia to nie jest najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu i na pewno nie jest to najpożyteczniejsza rzecz w relacji z innymi ludźmi.
Koleżanka pani Kasi powiedziała coś, co w jej mniemaniu było bardzo zabawne (tu widzę pewną złośliwość) i nikt się nie roześmiał. Wtedy koleżanka powiedziała „no i zapadła konsternacja” – wtedy wszyscy wybuchli śmiechem, bo zwrot, którego użyła, wydał się niepoprawny. – Konsternację można przecież „wywołać”, ale żeby „zapadała”? – pisze pani Katarzyna.
– Ma Pani rację, ponieważ rzeczywiście konsternacja to nie jest milczenie na przykład, które może „zapaść”. Konsternację, owszem, można „wywoływać”, możemy powiedzieć, że konsternacja „zapanowała”. Milczenie także może „zapanować” i możemy je „wywołać” i może ono „zapaść”. Czasami słowa nie tylko mają określone znaczenia, ale też określone łączliwości. „Konsternacja” to tyle co zdumienie, zakłopotanie, jakieś skonfundowanie, coś, co wiąże się z czymś nieprzyjemnym, ale także zaskakującym. „Zapadła konsternacja” wskazywałoby na pewną zewnętrzność, a konsternację przeżywamy wewnętrznie. Milczenie czy mrok może „zapaść”, bo to jest poza nami, na nas niejako spadło – konsternacja jest jednak czymś bardziej wewnętrznym, może być oczywiście „wywoływana”, tak jak pisze pani Kasia. Słowo pochodzi z francuskiego „consternation”, to z kolei z łacińskiego „consternacio”, a to od „consterno”, czyli „przewracam”. Właściwie „konsternacja” to jest coś w rodzaju zbicia z tropu, speszenia – człowiek speszony jest trochę jak ten, który się właśnie przewrócił, został czymś zakłopotany. Kiedyś nadużywano tego słowa; myślę, że także dzisiaj możemy zastępować je polskimi słowami, ale od czasu do czasu możemy użyć – ważne, żeby konsternacja nie „zapadała”.
Czytanie czytanki
Która forma jest poprawna „nauczyć się czytać czytanki” czy „nauczyć się czytać czytankę”? – pyta pani Małgorzata Waśko.
– Czy użyć tutaj dopełniacza („czytanki”) czy też biernika („czytankę”)? To rzeczywiście pewien problem, ponieważ chciałoby się czasami powiedzieć „nauczyć się czytać czytanki”, bo to trochę tak, jak „nauczyć się czytanki”. Może nam się wydać względnie mało niepoprawne zdanie „nauczyć się czytać czytanki”. Dlaczego? Bo mówimy „nauczyć się czytanki”. „Nauczyć się czytanki” – pewnie chodzi tu raczej o uczenie się na pamięć, ale także może i o czytanie. Mamy czasownik „czytać” i rzeczownik „czytanka”, które są do siebie podobne. Mamy „nauczyć się czytać” – w porządku, mamy „nauczyć się czytanki” – w porządku. Ale kiedy mamy „się nauczyć czytać”, to już wtedy „czytankę” – „czytać czytankę” bowiem mówimy, „czytać czytanki”? – na pewno nie. W tym przypadku powinien być zastosowany biernik – z „nauczyć się” może się łączyć bowiem dopełniacz bezpośrednio – „nauczyć się czegoś” albo bezokolicznik – „nauczyć się czytać”, „nauczyłem się pisać”. „Nauczyłem się pisać wiersze” – kogo? co?, a nie „nauczyłem się pisać wierszy” – kogo? czego? – tutaj tego błędu już byśmy nie popełnili, bo „pisanie” i „wiersze” bardziej różnią się od siebie, niż „czytanie” i „czytanka”. Ale pytanie pani Małgorzaty rozumiem i rzeczywiście bywa to problemem, zważywszy że nie mamy nie tylko „czytać” i „czytanki”, ale jeszcze „nauczyć się” i to powtarzające się „czy” wywołuje w nas wątpliwości.
Niech brzmi i wygląda
Pan Jerzy Rodzki czytał artykuł w jednym z tygodników i natknął się na zwrot „rozmawiali z sobą”. – Moim zdaniem powinno być „rozmawiali ze sobą” – pisze pan Jerzy.
– To zdumiewające, że tak wiele pytań, jakie otrzymuję ostatnio, dotyczy tego właśnie problemu – „w czwartek” czy „we czwartek”, „w środę” czy „we środę”? „w Warszawie” czy „we Warszawie”? – „w” czy „we”. Tak samo jest z „z” i „ze” – „z wszystkim” czy „ze wszystkim”? Jest to problem w istocie fonetyczny i, co za tym idzie, ortograficzny oczywiście też, ale nie gramatyczny – nie możemy bezwzględnie ustalić, gdzie to „e” jest potrzebne, a gdzie nie. Czasami wiemy, że jest ono zupełnie niepotrzebne – kiedyś czytałem językoznawczy artykuł pod tytułem „We wodzie ze sokiem”. W niektórych regionach kraju są tendencje – co prawda obserwowaliśmy je raczej dawniej – żeby dla wyrazistości zawsze używać „we” i „ze”, choć nasza wymowa wcale tego nie wymaga. Stosujemy „e” częściej wtedy, kiedy wymowa połączonych spółgłosek może być dla nas niewygodna albo też może prowadzić do niepotrzebnych przedłużeń. I tutaj pewnie by tak było – „s sobą” to przedłużone „s”, „z sobą” oczywiście jest bardzo trudne do wymówienia. Stąd też mówimy „ze sobą”, żeby uniknąć połączenia spółgłosek, które dodatkowo powodowałoby dość nieprzyjemne syczenie. A lepiej jest, kiedy pisownia przypomina wymowę; żebyśmy czytając – niektórzy zresztą czytają w głowie głośno – nie mieli tego nieprzyjemnego połączenia „z sobą” tylko „ze sobą”. To inaczej trochę wygląda i brzmi, a naprawdę to najpierw brzmi, a potem wygląda.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Otworzony i otwarty
Pan Wojciech Ehler pyta, jak lepiej mówić „otwarty” czy „otworzony”?
– To dość częsta sytuacja, kiedy mamy obok siebie imiesłów przymiotnikowy i przymiotnik – bardzo podobne, ale jednak inne, jeśli chodzi o część mowy i czasem jednak inaczej ukazujące świat. „Otworzony” wiąże się z czynnością – mówimy czasem, że coś jest „świeżo otworzone”. Czy „nowo otworzony”? Też, od biedy, ale jak „nowo”, to wolelibyśmy „otwarty”. „Otwarty” nie pokazuje czynności, pokazuje efekt tej czynności, to już jest cecha. „To jest otwarte” – nie interesuje nas, czy było to przed chwilą, czy bardzo dawno, nie interesuje nas sama czynność otwierania. Owszem, mamy „otwierany”, i to właśnie w tej chwili, i po tym „otwieraniu” już „otworzony” – od czasownika dokonanego „otworzyć”, ale jednak nadal od czynności. Pewnie dlatego słowo „otwarty” bywa używane często w znaczeniu przenośnym – możemy powiedzieć, że „jesteśmy otwarci na propozycje”. Mówimy, że „to jest otwarte”, czyli to zagadnienie nie zostało jeszcze zamknięte – „to jeszcze sprawa otwarta” – mówimy, czyli możemy jeszcze jakoś na nią wpłynąć. Nie powiemy jednak, że „sprawa jest otworzona”, chyba że właśnie przed chwilą ta sprawa czy to posiedzenie „zostało otworzone”. Przewodniczący zgromadzenia woli powiedzieć, że „uznaje zebranie za otwarte”, a nie „otworzone”, choć w wyniku otworzenia niewątpliwie jest ono otwarte. Trochę może to zagmatwane, ale wróćmy do sedna – „otwarty” to cecha (może być to słowo używane metaforycznie), a „otworzony” to imiesłów, związany z czynnością. Obie te formy są poprawne.
Formy dla każdego rodzaju
Dość często pojawiają się pytania o poprawność dwóch podobnych i to dość podstawowych form czasu przyszłego. Pan Marian Szarmach słyszy z ust telewizyjnych spikerów „będą chodzili, opowiadali, dyskutowali” – uważa to za formę wątpliwą. – Powinni raczej mówić „będą chodzić, mówić i dyskutować” – pisze pan Marian. Pan Sebastian Ignor ma także pewien dylemat, bo widzi czasem na banerach hasła typu „będziesz mówić po angielsku” albo „będę wam mówić, będę informować”. Panu Sebastianowi wydaje się, że lepiej będzie „będę mówił” czy „będę mówiła, informowała” albo „będziecie mówili”.
Zauważmy, że pan Marian i pan Sebastian mają zupełnie inne opinie na ten temat. Pan Marian woli formę z bezokolicznikiem („będą chodzić”), a pana Sebastiana razi ta forma – uważa, że powinno się mówić raczej „będziecie mówili”, a nie „będziecie mówić”.
Pogodzę panów – i pan Marian, i pan Sebastian mają rację, obie te formy są dobre, ale nie mają racji, kiedy potępiają formy, które im się nie podobają. Mogę powiedzieć „będę chodził” i „będę chodzić”. Różnica pewna jest, bo w „będę chodził” pokazuję także swój rodzaj, pokazuję, że jestem mężczyzną. „On będzie opowiadać” – w porządku, „on będzie opowiadał” – w porządku, ale kiedy mówimy „będą opowiadać”, nie przesądzamy o rodzaju, bo jeśli to panie, to „będą opowiadały”, a jeśli panowie, to „będą opowiadali”. Czasami chcemy być bardziej precyzyjni, używać formy rodzajowej, czasem wydaje nam się to niespecjalnie istotne i można na przykład uznać, że w sytuacjach, które mogą odnosić się do bardzo różnych rodzajów, bezokolicznik jest wygodniejszy – „będziesz mówić po angielsku” – a gdybym chciał bardzo wyraźnie określić i powiedziałbym „będziesz mówił po angielsku”, to już do pań by się to nie odnosiło – „będziesz mówiła” powinienem wtedy powiedzieć. Zatem ten bezokolicznik jest z jednej strony wygodniejszy, ale z drugiej mniej precyzyjny i nie daje aż tylu informacji.
Mnożymy i dzielimy
Pan Jacek Kaczmarek zwraca uwagę na wyrażenie, jakiego używa w teleturnieju „Familiada” jego prowadzący. – Przy którymś pytaniu powiedział „teraz liczbę punktów mnożymy przez dwa” – pisze pan Jacek. – Uważam, że mnożyć można tylko „razy dwa”, a „przez dwa” możemy tylko dzielić.
– Istotnie, dzisiaj mówimy już tylko „dwa razy dwa”, a nie „dwa przez dwa”. Kiedyś jednak taka forma też mogłaby istnieć, tyle tylko, że „dwa przez dwa” powodowałoby pewną niejasność – czy mnożyć czy dzielić? „Dwa razy dwa” – to jest na pewno mnożenie. Czasem mówiło się „dwa a dwa”, dziś już nie bardzo wiemy, czy to miało być dodawanie czy mnożenie, ale na pewno nie dzielenie. W istocie jednak „przez” używane bywa i przy mnożeniu, i przy dzieleniu – tak wskazują słowniki i tak wskazuje nasze doświadczenie językowe. Bardzo często mnożymy coś „przez” coś. „Dwa razy dwa jest pięć, więc pomnóż to przez siedem” – tak mówi żartobliwy wierszyk; w wielu innych wierszykach i powiedzeniach mamy „dwa przez dwa” pomnożone, a nie tylko podzielone. Pewnie, że „dwa razy dwa” czy „dwa razy pięć” nie daje już żadnych wątpliwości i wtedy możemy odrzucić czasownik, ale jednak najczęściej używamy czasowników. I właśnie w czasowniku mieści się znaczenie, które sprawia, że nie pomylimy się nigdy i będziemy mnożyli „przez” i będziemy dzielili „przez”. Może jednak lepiej mnożyć…?
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

O kosztach, gruntach i talentach
Pan Kornel Piesio często bierze udział w aukcjach internetowych, kupuje także w sklepach on-line. – Spotkałem się z różnymi formami jednego słowa – jedni piszą „koszty”, inni „koszta”. – Jak jest poprawnie? – pyta pan Kornel.
– I „koszty”, i „koszta” będzie dobrze – tak często bywa zresztą. Kiedyś mieliśmy więcej takich oboczności, dzisiaj zostało tylko kilka. Mówimy „akty” i „akta” – „akta” są bardziej formalne, to te, które leżą np. w sądzie. Mówi się „organy” i „organa” – „organa” to często „władzy”. Czasami jeszcze spotykamy takie formy, jak „grunta” i „gusta” obok „grunty” i „gusty”. Mówiło się dawniej „interesa” (ktoś „prowadził interesa”), dziś tylko „interesy”. Kiedyś mówiło się, że ktoś „ma liczne talenta”, dziś tylko „talenty”. Nie mówi się już dzisiaj „fundamenta” i „dokumenta”, chociaż akurat w tym przypadku byłoby to bardziej uzasadnione. „Fundamenta”, bo łacińskie słowo „fundamentum”; „dokumenta”, bo „dokumentum” – to był rodzaj nijaki, tak jak dzisiaj mamy „liceum”, „muzeum”, więc „muzea”, „licea” – w mianowniku liczby mnogiej końcówka „a”. Dzisiaj jednak mówimy „fundamenty”, ponieważ mamy „fundament”, a nie „fundamentum”; „dokumenty” oczywiście także. „Grunta”, „gusta” i „koszta” pojawiły się właściwie przez analogię i w tekstach bardziej formalnych. Normalnie ktoś ma „grunty”, ale powiemy „grunta rozległe” – to brzmi poważnie, a nawet może się wydawać, że tych gruntów jest trochę więcej. Ktoś ma „różne gusta” – różne od kogoś innego, powiedzmy – „gusta” też brzmią poważniej. Tak właśnie jest też z „kosztami”. Kiedyś ktoś „poniósł duże koszty”, to możemy mu współczuć, możemy go żałować albo też, jeśli mamy w tym jakiś udział, próbować temu zaradzić. Jeśli ktoś „poniósł duże koszta”, to już wygląda poważniej. Stąd też czasami, dla dodania sobie powagi, czasami dla większej oficjalności, wprowadza się „koszta”, zamiast „koszty”. Myślę jednak, że po jakimś czasie, tak jak dzisiaj mamy już tylko „interesy” i „talenty”, będziemy mieli „grunty” już tylko, a nie „grunta”, „gusty” i oczywiście „koszty” – choć lepiej, żeby ich nie było.
Rosyjska kalka
Pani Justyna Sokołowska prosi o wyjaśnienie sformułowania „póki co”. – Czy używanie go jest błędem i czy jest ono rusycyzmem? – pyta pani Justyna.
– Dobrze, że Pani to rozdziela – może być rusycyzmem, ale nie błędem; może być błędem, ale nie rusycyzmem; może być zarazem błędem i rusycyzmem. Czasami bywa tak, że jeżeli jakieś słowo czy zwrot lub sformułowanie pochodzi z obcego języka, a mamy na to znaczenie swoje własne określenie, to uważamy, że używanie tego zapożyczonego słowa czy zwrotu jest niestosowne, a może nawet błędne. „Póki co” uznawano raczej, przez wiele lat, za zbędny rusycyzm, a co za tym idzie, za błąd. Ale trudno powiedzieć, na czym polegałby ten błąd – nie jest to ani błąd składniowy, ani gramatyczny, ani żaden inny – po prostu może to być wyrażenie niestosowne. Jest to kalka z języka rosyjskiego „paka szto” – to wyrażenie jest bardziej umotywowane w rosyjskim, niż w polszczyźnie, ale myślę, że można by go u nas używać, chociaż raczej w języku potocznym, nie w tekstach publicznych – wtedy napiszmy raczej „na razie”, „tymczasem”, „chwilowo”. Wiemy jednak, że słowo „póki” jest polskim słowem („póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie”) i słowo „co” także jest polskie. Mamy więc do czynienia z kalką, czyli dosłownym tłumaczeniem, a nie z zastosowaniem słowa wprost zapożyczonego – nie mówimy „paka szto”, tylko „póki co”, czyli „zanim coś się stanie”. Jest właściwy skrót – „póki co”. Przyznam, że mnie to nie razi.
Jedzmy winogrona
Coraz częściej na etykietach opisujących ceny owoców spotykam formę „winogron” – pisze pan Piotr Gałosz. – Nie jest to jakaś forma zależna, np. „nie ma winogron”, tylko „ten winogron”. Wydaje mi się, że poprawniej byłoby „winogrona”.
– Istotnie tak właśnie jest. Winogrona do tego stopnia są mnogie, że liczba pojedyncza prawie nie istnieje. Jeśli jednak chcielibyśmy mówić o jednym tylko owocu, mówilibyśmy „winogrono”. Jest to analogiczne do „grono – grona”, ale nikomu nie przyszłoby do głowy pisać „gron” – stąd też „winogron” jest bardzo dziwną językowo formą. Jeden owoc nie jest sprzedawany, ale nawet gdyby był, nazywałby się „winogrono”. I stąd też „winogrona” czy „winne grona” dobrze określają te owoce, które zresztą występują tylko w kiściach. Można zresztą powiedzieć, że „winogrono” także nie do końca odpowiadałoby pojedynczości owocu, bo przecież „grono” to także jest co najmniej kilka elementów albo, oczywiście, ludzi, bo mówimy przenośnie „grono ludzi”. I wtedy jest to liczba pojedyncza – „to grono” – można powiedzieć, że jest to zbiorowe określenie, „w tym gronie spotkaliśmy się” – mówimy na przykład. Może właśnie dlatego, że inne formy zależne, także rodzaju męskiego i nijakiego, są do siebie podobne, pojawił się ten dziwaczny „winogron”. Nie jedzmy „tego winogrona”, jedzmy, owszem, „winogrona” albo „winogrono”, jeśli jesteśmy na diecie i tylko jeden owoc nam wystarczy.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Jestem z Drezna
Pan Jacek Śliwerski mieszka od prawie roku w Dreźnie i zastanawia się, czy rzeczywiście powinniśmy w języku polskim używać przymiotnika „drezdeński” – przecież skoro „Drezno”, to jak „Gniezno” powinno mieć przymiotnik „dreźnieński”, analogicznie do „gnieźnieński”.
Skąd forma „drezdeński”? Po niemiecku „Drezno” to „Drezden” i można by podejrzewać, że ten przymiotnik został wzięty wprost z niemieckiego. Ale Polacy od dawna próbowali Dreznu nadać polską nazwę – pierwszą było „Drezdno” i stąd mamy „drezdeński”, a także „Drezdenko” – miasto niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Mieszkaniec Drezna to „drezdeńczyk”, a nie „dreźnieńczyk”, mieszkanka to „drezdenka”. Tworzenie przymiotników i innych słów pochodnych było trochę dawniejsze i wtedy, kiedy „Drezdnem” Drezno nazywaliśmy, utworzyliśmy wszystkie te pochodne słowa i dzisiaj mówimy o „galerii drezdeńskiej” oczywiście, a nie „dreźnieńskiej”. Ten przymiotnik pozwoli nam pamiętać, jak to kiedyś było.

Prosię jak prosiak
Pani Izabela Keserling ma problem natury gastronomicznej. – Układam menu weselne i mam wątpliwości, jak sformułować nazwę dania. Czy „pieczony prosiak” czy „pieczone prosię”? – zastanawia się pani Izabela.
– Obie te formy są poprawne, można napisać i tak i tak. Tym bardziej, że w jadłospisach często posuwamy się do wyrażenia pewnych emocji, chcemy kogoś zachęcić do jedzenia, pobudzamy apetyt i wtedy bywamy czasem poetyccy, co niektórych może prowadzić nawet do lekkiego naruszania norm, czego oczywiście nie radzę. Ale w tym przypadku obie formy są poprawne. Czy różnią się czymś? Owszem, tak. Forma „prosię” jest trochę bardziej oficjalna i trochę poważniejsza, a przy tym chyba apetyczniejsza – jeśli już jesteśmy przy jedzeniu. „Prosię”, tak jak na przykład „kurczę” czy cielę, to jest podstawowa forma, nazywająca istoty młode. Podobnie kiedyś była forma „chłopię” – kiedyś, bo dzisiaj nikt o „chłopiętach” raczej nie mówi – także „dziewczę”, ale „dziewczęta” dziś się jeszcze pojawiają. To są młode istoty – niektórzy, gdyby chcieli je jeszcze bardziej odmłodnić i zdrobnić, powiedzieliby „dziewczątko” czy „chłopiątko” i oczywiście „cielątko”, „kurczątko” czy „prosiątko”. Sufiks „ak”, który pojawia się w „prosiaku”, niektórym wydaje się trochę potoczny – w wielu sytuacjach rzeczywiście tak bywa, kiedy mówimy „chłopak” czy „zwierzak”, to słychać tam odcień potoczności. Kiedy mówimy „kociak”, „psiak” to już raczej nie – myślimy wtedy o bardzo młodym zwierzęciu, sympatycznym zresztą. „Prosiak” to także słowo do zaakceptowania. Niektórzy silniej będą mieli pobudzony apetyt, kiedy tak po prostu powiedzą o „tym prosiaku” – „prosiak” to jedzenie proste, sarmackie. Ale gdybym ja miał wybierać, napisałbym „pieczone prosię”.

Alternatywa dla Bernadetty
Chciałabym wiedzieć, jak poprawnie napisać imię Bernadetta – pisze pani Natalia Strzelecka.
– Pisze Pani poprawnie – właśnie „Bernadetta” z podwójnym „t”. Można jednak spotkać „Bernadeta” z pojedynczym „t”. Natomiast nie radziłbym pisać „Bernardetta” i „Bernardeta”, choć imię to jest związane ze swoim męskim odpowiednikiem, czyli z „Bernardem” – tu jednak drugie „r” nie występuje. Może dlatego, że słowo to byłoby wówczas zbyt „warczące”, może z innych powodów, ale prawdopodobnie dlatego, że w innych językach są inne zwyczaje, a my to słowo zapożyczyliśmy. To imię występuje dość często – miałem zresztą bardzo miłą znajomą o tym imieniu – i forma „Bernadetta” i „Bernadeta” jest alternatywna, można zapisywać i przez jedno, i przez dwa „t”. Natomiast nie przez drugie „r”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Miękka inteligencja
Pan Arkadiusz Olszewski pyta, czy i kiedy występuje w języku polskim miękkie „gie”. Na przykład „inteligencja” – fonetycznie wymawiamy „inteligiencja”, a nie „inteligencja”.

– Zmieniało się to w historii. Kiedyś mieliśmy nie tylko „gienerała” i „gieniusza”, ale nawet „jenerała” i „jeniusza” – tak bardzo miękko to wymawiano i także zapisywano. Można powiedzieć trochę żartobliwie, że stara inteligencja mówi jeszcze dzisiaj „inteligiencja”, bo to także kwestia wieku – ja sam mówię już „inteligencja”, ale spotykam jeszcze ludzi, którzy mówią miękko „inteligiencja”, „algiebra”. Nie odbieram tego jako niepoprawne, tylko jako trochę dawniejsze, lekko archaizowane. „Gie” zostało jeszcze w polskim alfabecie. Nie mówimy „a, be, ce, de, e, ef, ge, ha”, tylko „a, be, ce, de, e, ef, gie, ha” i nazwą tej litery jest „gie”, a nie „ge”. Występuje to w niektórych zdrobnieniach, na przykład „Gienek” często słyszymy, a nie „Genek”; „Eugieniusz” mówimy czasem, a nie „Eugeniusz”. Ale rzeczywiście w większości słów, gdzie po „g” występuje „e”, mówimy już twardo – „inteligencja”, „generał”, „geniusz” i we wszystkich innych sytuacjach również.

Kłopot z przenoszeniem
Pan Witold Tomaszewski pisze, że w sieciach komórkowych można teraz przenosić numer telefonu z jednej sieci do drugiej. – Jak nazwać ten proces – „przenośnością” czy „przenaszalnością”? – pyta pan Witold.
– Pan Witold pyta o nazwę „procesu” – „proces” nazwiemy „przenoszeniem” oczywiście. Ale panu Witoldowi chodzi raczej o to, jak się domyślam, jak nazwać tę cechę, właściwość – bo właściwości właśnie określamy rzeczownikami odprzymiotnikowymi, kończącymi się na „ość”. Czy to „przenośność” czy „przenaszalność”? Myślę, że wystarczyłaby tutaj „przenośność”. „Przenaszalność” kojarzy się z czymś przenoszonym nie w sensie przenoszenia z jednego miejsca do drugiego, ale zbyt długo noszonym. Mówimy czasem o przenoszonej ciąży albo o innych przenoszonych rzeczach i tam ta „przenaszalność” byłaby bardziej właściwa. Natomiast kiedy możemy przenieść numer do innej sieci, powiedziałbym raczej, że to jest „przenośność”. Wiem, że „alny”, „alność” kojarzy się z możliwością, a zatem wyraźniej może wskazuje to, że jest taka opcja, taka możliwość, ale w tym przypadku „przenośność” zupełnie wystarczy.

Formy, które walczą
Pani Marzena Barcikowska pyta, jak poprawnie mówimy: „archeolodzy” czy „archeologowie”, „psycholodzy” czy „psychologowie”.
– Pewnie za jakiś czas będzie o tym decydowała norma i któraś z tych form wygra. Na razie jednak możemy powiedzieć, że obie te formy rywalizują ze sobą. To odnosi się nie tylko do nazw wykonawców zawodów, ale także do np. nazw narodowości – zastanawiamy się, czy „Norwegowie” czy „Norwedzy”. I jedno, i drugie jest poprawne. Te formy ze sobą walczą, choć niekiedy może się wydawać, że wyposażone są one w pewne właściwości. Ja powiedziałbym raczej „psychologowie”, bo może bardziej ich lubię, bardziej szanuję, gdyż jestem nimi otoczony – żona, siostra i wielu moich przyjaciół to właśnie psychologowie. A „psycholodzy”? Też można. Niektórzy mówią, że „psychologowie” to naukowcy, a „psycholodzy” to ludzie wykonujący zawód psychologa, a więc radzący komuś, zatrudnieni w poradniach. Ja bym takiego rozróżnienia nie stosował, choć czasami może się ono pojawiać. „Profesorzy” czy „profesorowie”? „Profesorzy” powiedziałbym częściej o profesorach szkół średnich, ale też chyba wolałbym „profesorowie”. A o profesorach wyższych uczelni czy instytutów naukowych „profesorzy” chyba bym nigdy nie powiedział – jedynie „profesorowie”. To czasami kwestia pewnej intuicji, dlatego też na wszelki wypadek, jeśli mamy wątpliwości, używajmy formy „owie”, bo jest ona trochę bardziej poważna, może wyraża więcej szacunku. Kiedy spotkam kilku archeologów, powiem o nich „archeologowie”, a nie „archeolodzy”, choć „archeolodzy” jest także poprawną formą, spotykaną w słownikach, zupełnie dobrą, a dla niektórych nawet lepszą, niż „archeologowie”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Ładnie i porządnie
Pan Tomek Dybalski przygotowuje temat o błędach frazeologicznych i pyta, czy wrażenie „ład i porządek” to tautologia, czyli czy „ład” to to samo, co „porządek”.

– To bardzo ciekawe słowa. Zauważmy, że straciły one już kontakt ze swoimi przymiotnikami, czyli „ładny” – nie łączymy tego z „ładem”, i „porządny” – nie łączymy tego z „porządkiem”. Słowo „ładny” jest u nas dopiero od XVIII wieku, a ład” od XVII, czyli nie jest to wcale tak dawne słowo, jak by się wydawało. „Porządek” jest dawniejszy, pochodzi od „po rząd” – „po kolei”. Kiedyś „porządek” oznaczało właśnie kolejność – Państwo pamiętają: „Goście weszli w porządku i stanęli kołem, Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem”. Ktoś mówił na przykład „po porządku”, czyli „po kolei”. Dzisiaj „porządek” nie oznacza kolejności, choć i w takim znaczeniu zdarza nam się używać tego słowa: „w jakim porządku ustawić te naczynia?”. Nie wszyscy już tak mówią, ale czasem jeszcze to słyszę. Dziś „porządek” mówimy raczej o uporządkowaniu – jeżeli u kogoś jest porządek, to znaczy nie ma tam nieporządku. Nieporządek czasem bywa miły, jak pisał nawet Mickiewicz: „Niedbale i bezładnie, nieporządek miły, niestare były rączki, co to tak rzuciły”. Wolimy jednak porządek, niż nieporządek. „Ład” wydaje się słowem silniej odnoszącym się do spraw bardziej poważnych, jest ład naturalny na przykład, a porządek to coś, wprowadzone przez człowieka. Myślę, że w raju pewnie jest ład, a czy jest tam porządek? Tego nie jestem pewien. Możemy tę samą sytuację czy to samo spostrzeżenie wyrazić słowami „ład” i „porządek”, ale jednak jest między nimi pewna subtelna różnica.

Są razy i jest raz
Pani Monika Sitarz pyta, jak się pisze słowo „20 i pół razy”.
– Można cyfrą, ale można też zapisać „dwadzieścia”. Ciekawe, że jeżeli mamy „pół”- to „raza”, także „półtora raza”, ale już od „dwóch i pół” jest „razy”. Nie stosujemy wtedy tego, zdawałoby się, logicznego połączenia „pół raza” – choć przecież to jest „jeden raz”, a jeżeli podzielimy go na pół, to będzie „pół raza”. Przy większych liczbach już tylko „razy” się pojawia – „dwa i pół razy”, „sześć i trzy dziesiąte razy”, a nie „raza”. Tę mnogą formę stosujemy wszędzie – dla uproszczenia.

Tak to bywa z szefem
Ostatnio w mediach stało się modne określenie „szef rządu”, „szef dyplomacji”. A ostatnio, o zgrozo, usłyszałam w II Programie Polskiego Radia określenie „szef państwa polskiego” – pisze pani Ewa Górska. – Czy sądzi Pan, że jest to przejściowa moda, czy raczej pewien trend językowy?
– Trudno powiedzieć. Kiedyś używało się słowa „szef” wtedy, kiedy chciało się użyć określenia trochę bliższego, trochę cieplejszego – mówiło się „mój szef” zamiast „pan dyrektor” („mój szef prosił mnie o to”). W moim pokoleniu słowo „szef” oznaczało, że jestem wprawdzie podporządkowany, ale ta relacja ma w sobie coś z ciepła, serdeczności. „Szef” zakładał większą odpowiedzialność, niż „dyrektor” czy „prezes” i był używany jako słowo dość potoczne, choć oczywiście ma ono obce pochodzenie. Później określenia „szef” zaczęto używać zbyt szeroko; coraz częściej, zamiast „dyrektor”, „prezes” – nawet wtedy, kiedy nie chciało się niczego podkreślić – mówiło się „szef”, także o wysokich urzędach. Pamiętam, że generał Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, powiedział „zwracam się jako szef rządu polskiego”. W tym kontekście „szef rządu” miało zabrzmieć trochę inaczej, niż „prezes Rady Ministrów” czy „premier”. No cóż, zabrzmiało, jak zabrzmiało. Dzisiaj istotnie często słyszymy w mediach „szef polskiej dyplomacji” (szef dyplomacji” bez określenia jakiej – chyba rzadko się spotyka). Mówi się też „szef rządu” – i to bym zaakceptował. Natomiast ma Pani rację, że jeśli słyszymy o „szefie państwa” – to pojawiają się wątpliwości. Można wprawdzie uznać, że prezydent jest naszym zwierzchnikiem w jakimś sensie, ale mówienie o nim jako o „szefie państwa” nie jest na miejscu. Może łatwiej jest nam mówić o „szefach” innych państw, ale o „szefie państwa polskiego” wolałbym i nie słyszeć, i nie mówić.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Czekanie i oczekiwanie
Pan Tomasz Żmudziński pyta, czy poprawny jest zwrot „oczekujemy na Państwa telefony”. – Wydaje mi się, że poprawnie jest „oczekujemy Państwa telefonów”, ponieważ oczekujemy raczej „czegoś” niż „na coś” – pisze pan Paweł.
– Tak istotnie było przez wiele lat i sam postrzegałem oczekiwanie „na coś” jako pewien rodzaj gramatycznej niestosowności. Dziś jednak jest to w pełni zaakceptowane. Oczekujemy już nie tylko odpowiedzi, ale także „na” odpowiedź. Można by się zastanawiać, czy w ogóle nie lepiej zrezygnować z tego „oczekiwania” i „czekać” tylko. Czy „czekać” i „oczekiwać” to jest coś innego? Jednak tak – „czekać” bowiem może znaczyć coś innego, np. „zwlekać z czymś”. „Czekać” jest może za krótkie czasami, a czekamy często tak długo, że chcielibyśmy to wyrazić jakimś długim wyrazem, więc „oczekujemy czegoś”. A może oczekujemy tak długo, że chcielibyśmy jeszcze dłużej to powiedzieć? Wtedy mamy „oczekiwanie na coś”, a nie „oczekiwanie czegoś”. Trochę to żart, ale tylko trochę, bo słowa często wiążą się ze swoimi znaczeniami także formą. „Oczekiwanie” to czekanie z pewnym napięciem na przykład, czasem z obawą, czasem z tęsknotą, czasem z nadzieją – w każdym razie z jakimiś emocjami. Jest rzeczywiście różnica między „oczekiwaniem” a „czekaniem”. Kiedyś mówiło się „czekać czegoś” i to wystarczało – „czekam człowieka”, „czekam kolegi”, ale dzisiaj tylko „czekamy na coś”. Co do „oczekiwania”, niektórzy, pielęgnując dawne formy, mówią jeszcze „oczekuję czegoś”, ktoś „oczekuje kogoś”, ale coraz częściej mamy oczekiwanie „na coś”. Pojawia się też taki kontekst, w którym oczekiwanie „na” jest właściwe – jeżeli w miejscu spotkania nie tyle czekamy, ile oczekujemy „na” kogoś, to wtedy tak właśnie powinniśmy powiedzieć. „Oczekujemy kogoś”, to „się spodziewamy”, a tutaj nie – umówiliśmy się i w danym miejscu oczekujemy „na” kogoś, tak jak czekamy „na” kogoś. Obie te formy są już dziś poprawne.
Gdy jestem posłuszny
Pani Teresa Białek pyta, czy „słuchamy kogoś” czy „słuchamy się kogoś”.
– „Słuchać kogoś”, „słuchać czegoś” – to słyszeć coś i nasłuchiwać jednocześnie, czyli nie tyle bezwiednie odbierać sygnały, ale też nadstawiać ucha – słuchać. „Słucham muzyki”, ale też „słucham ojca”. Kiedy słucham ojca, to na przykład mogę słuchać, jak ojciec coś do mnie mówi. Czy jestem mu posłuszny? Wcale nie – słucham jego opowiadania na przykład, tak jak słucham muzyki – Beethovena czy Mozarta. Oprócz tego mamy „słuchać” w znaczeniu „być posłusznym”. Tu nie powiem o słuchaniu muzyki, że „jestem posłuszny muzyce” (chociaż w jakichś metaforycznych zwrotach mogłoby być to użyte), ale kiedy powiem „słucham kolegi” czy „słucham matki”, to mam na myśli często – jestem posłuszny albo biorę pod uwagę słowa, które do mnie wypowiadają, są one dla mnie ważne. Jeżeli jednak chcemy wyraźnie zaznaczyć, że o posłuszeństwo nam chodzi, wtedy możemy dodać „się”. Nie będzie to niepoprawne, choć bywa odczytywane jako zbyt potoczne. „Słucham się matki”, „słucham się ojca” – jest trochę regionalne, trochę dawne, może nie najbardziej eleganckie, ale ja bym nie potępiał tej właśnie formy i uważałbym ją za właściwą, a nawet bardziej jednoznaczną. Trochę inaczej jest z obocznością „pytać” i „pytać się”. „Pytać się” częściej oznacza dopytywać się, być bardzo zainteresowanym – „pytam się ciebie” zamiast „pytam ciebie”, „pytam kogoś” – „pytam się kogoś”, to „się” wskazuje na większe zaangażowanie. Tu jednak wydaje się ono częściej zbyteczne, wystarczy „pytać”. „Patrzeć się” i „patrzeć” – tu już „się” jest zupełnie niepotrzebne. „Patrzę się na coś” – nie, lepiej „patrzę na coś”. A więc tylko „patrzę na coś”, ale jednak „słucham się kogoś” także może być.
Szanowny Panie pasażerze
Pani Marzena Nowak pyta, jak brzmi forma wołacza liczby pojedynczej od słowa „pasażer”. – Na przykład gdy kierowca chce się zwrócić do jakiegoś pasażera z prośbą o coś i wtedy mówi „szanowny pasażerze”, to chyba nie jest po polsku – pisze pani Marzena.
– Owszem, jest – ale zwracanie się do pasażera per „pasażerze” może się wydawać niezupełnie stosowne. Nawiasem mówiąc, kiedyś kupowałem warzywa w takim sklepiku, którego ekspedient zwracał się do mnie zawsze „szanowny kliencie”. Owszem, byłem klientem, ale czy naprawdę trzeba mnie nazywać „klientem”? Do studentów nie zwykłem mówić „studencie”, choć oni do mnie „profesorze” mówią. W pewnych sytuacjach określanie roli, czy to społecznej czy to chwilowej, nie jest wskazane, więc niekonieczne jest takie właśnie zwracanie się. Ale gdyby jednak kierowca zdecydował się na użycie tego słowa, to właśnie „pasażerze” powinien powiedzieć. Dodałbym wtedy może „panie pasażerze” czy właśnie „szanowny pasażerze”. „Pasażer” to kiedyś podróżny, korzystający z komunikacji publicznej. Słowo pochodzi z francuskiego „passager” („pasaż” czyli przejście) i z łacińskiego „passus” czyli krok.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Nazwisko brazylijskiego prezydenta
Jak odmieniać nazwisko obecnego prezydenta Brazylii, który nazywa się Luiz Inacio Lula da Silva? – pyta w obszernym liście pan Piotr Pisarewicz z Brazylii, konsul Rzeczpospolitej.
– O ile nie mamy właściwie wątpliwości, kiedy piszemy w skrócie nazwisko, czy jeszcze krócej – nazywamy go po prostu „Lulą” tak jak Brazylijczycy, to wtedy oczywiście odmieniamy – mówimy „o Luli”, „z Lulą” itd., „z Lulą da Silvą” – także, rzeczywiście ta odmiana jest możliwa i nieproblematyczna. Podobnie z imieniem pierwszym, czyli Luiz – odmieniamy (kogo? czego?) „Luiza”. Ale jeżeli chcemy w pełnym to podać? On jest Luiz Inacio – drugie imię, Inacio, to oczywiście Ignacy. Wówczas odmieniamy także i, zgodnie z sugestią pana Piotra, bo on nie widzi w tym nic złego, ja także – wręcz przeciwnie, coś dobrego, odmieniamy całe nazwisko – (kogo? czego?) „Luiza Inacia Luli da Silvy”. Wszystkie te człony mogą być odmieniane. To, że pan prezydent pewnie zdziwiłby się, gdyby usłyszał taką formę swojego nazwiska i imion, to inna zupełnie sprawa – pamiętam, jak Pablo Picasso wyraził swoje zdziwienie, było to we Wrocławiu już wiele lat temu, kiedy zobaczył napis „Witamy Pabla Picassa”. W polskim języku mamy trochę imion kończących się na „o”, to są zresztą imiona zdrobniałe – tak jak mamy Kazio, Gucio i odmieniamy „Kazia” i „Gucia”, to i Inasio także powinniśmy odmieniać. Zresztą bardzo często jest tak, że w językach romańskich polskim imionom kończącym się na spółgłoskę odpowiadają imiona kończące się na „o” – Antonio, Marco, Pablo.
Fora, podia i kostiumy
Pani Agnieszka pyta, jak odmienia się w liczbie mnogiej rzeczownik „forum”.
– Przede wszystkim należy ustalić, czy to słowo istotnie ma liczbę mnogą. Jeżeli zajrzymy do różnych słowników języka polskiego, znajdziemy tam informację, że rzeczownik „forum” nie ma liczby mnogiej. „Forum” jest używane coraz częściej; to takie miejsce, gdzie można dyskutować na przykład – czasami mówimy „forum publiczne”. Od jakiegoś czasu tego słowa używamy także w odniesieniu do internetu – „na forum internetowym” o czymś się mówi, coś zostało postawione itd. Słowo to zaczęło mieć w języku polskim także liczbę mnogą, po części właśnie dlatego, że pojawił się kontekst internetowy, ale myślę, że nie tylko dlatego. Nowe słowniki już podają – liczba mnoga „fora”, tak jak „muzeum – muzea”, „akwarium – akwaria”, „podium – podia”, „technikum – technika” – te liczby mnogie są dość oczywiste. Wprawdzie są rzeczowniki, kończące się na „um” – oczywiście nie potrzebuję dodawać, że wszystkie one są pochodzenia łacińskiego – które nie mają liczby mnogiej, np. słowo „lokum”, czyli miejsce. „Znalazł sobie wygodne lokum” – mówimy, ale raczej nie powiemy, że są to „wygodne loka”. Nie powiemy też, oczywiście, „lokumy”. Niektóre słowa zakończone na „um” tak weszły do polszczyzny, że zaczęły się odmieniać, tak jakby ich rdzeń kończył się na „m”, na przykład „album – albumy, z albumami”, „kostium – kostiumy, kostiumami”. „Liceum”, „muzeum”, „stadium”, „podium”, „akwarium”, „technikum” jednak ma liczbę mnogą, kończącą się na „a” zamiast „um”. I, uwaga, o ile to słowo nie odmienia się w liczbie pojedynczej, to odmienia się w liczbie mnogiej – np. „w akwariach”. Podobnie jest z „forami” – odmieniamy „forów, forom”, choć może się nam to kojarzyć z innymi „forami”, które się komuś daje, ale to zupełnie co innego.
Witam – nie do starszych
Pan Paweł Żołądź ma pytanie, dotyczące zwrotu „witam” na powitanie.
– Czy osoba młodsza może powiedzieć do starszej – zamiast np. „dzień dobry” – „witam”? – pyta pan Paweł. – Jak to jest postrzegane i czy odbiorca może odnieść wrażenie wywyższania się młodego?
– Ja ciągle mam takie wrażenie. Być może już coraz więcej Polaków akceptuje „witam” jako neutralne zachowanie powitalne i być może myśli, że tak jak starsi, tak i młodzi mogą „witać”; „witam” lub „witaj”, bo i taka forma pojawia się czasami w związku z powitaniami. Ciągle jeszcze wydaje mi się, że ten przywilej „witania” przysługuje temu, kto jest w jakimś miejscu i wita gościa – „witamy Państwa serdecznie” u siebie – a nie temu, kto do kogoś przychodzi. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy z żoną przyszli w gości do przyjaciół i powiedzieli „witamy Państwa”. Nie, to oni nas witają, a my czekamy na to powitanie – możemy powiedzieć „dzień dobry”, „cześć”, ale „witamy” nigdy w życiu by mi nie przyszło do głowy. Podobnie gdy sam wchodzę, także nie powiem „witam”. Kiedy spotykam się z kimś starszym – chociaż coraz rzadziej mi się to zdarza ostatnio, coraz częściej za to spotykam się z młodszymi – to nie powiem „witam”. Powiedziałbym tak natomiast, jeżeli spotkałbym kogoś młodszego. Istotnie „witam” ma w sobie coś hierarchicznego.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Unosić się bez ruchu
– Czy można mówić „unosić się do góry”? – zastanawia się pan Arkadiusz. – Spieram się na ten temat z siostrą, która twierdzi, że to jest ten sam błąd, co „cofać się do tyłu”.
– Otóż chyba niezupełnie. Myślę, że rację ma pan Arkadiusz, bo, jak tłumaczy, „unosić się” to także lewitować, nie zmieniając położenia. A „unosić się do góry” to zmieniać położenie. Rzeczywiście, kiedy mamy połączenie „unosi się ktoś (czy coś) do góry”, to na pewno jest to jakiś kierunek, jakiś ruch. Kiedy powiemy, że „mgła unosi się nad łąkami”, to nie myślimy raczej o tym, że ta mgła podnosi się, ale raczej o tym, że ona jest gdzieś nad tymi łąkami. Unosi się, czyli utrzymuje się. Częściej za błąd możemy uznać na przykład „schodzić w dół”, bo „schodzić” na pewno oznacza taki kierunek, „opadać” także – mamy tutaj ruch. W określeniu „unosić się” ruchu nie musimy zawierać. Oprócz tego, oczywiście, powinniśmy pamiętać, że „unoszenie się” łączy się z innymi jeszcze określeniami – można się na przykład „unosić gniewem”, ale tego już Państwu nie radzę.
Przy jedzeniu pączków
Moją rodzinę dręczy pewien problem, który pojawia się przy jedzeniu pączków – czy jemy „pączka”, czy jemy „pączek”? – pisze pani Beata Piekarczyk.
– Większość je chyba „pączka” – „zjadłem pączka”, „jem pączka” (chociaż podczas jedzenia pączka trochę trudno mówić – może więc „zjadłem właśnie pączka”). To nie tylko z pączkiem tak jest, jemy przecież także na przykład „arbuza”, „pomidora”, a niektórzy nawet „kotleta” jedzą, choć większość chyba ciągle je „kotlet”. W takim przypadku możemy myśleć o dwóch niejako interpretacjach. Możemy traktować to, jako coś żywego czy też niegdyś żywego, bo przecież „jemy karpia” i nikt nie powie „jem karp”, bo karp kiedyś był żywy, podobnie jak szczupak („jem szczupaka”) czy kurczak („jem kurczaka”) – biernik żywotnych tak właśnie, jak dopełniacz, brzmi. Słuszniejsze chyba jednak będzie myślenie, że mamy tu do czynienia z tzw. dopełniaczem cząstkowym, czyli używamy tutaj formy dopełniacza na oznaczenie jedzenia – czy też kupowania czy też posiadania – kawałka, części czegoś. Kiedy mówimy „pożycz mi ołówka”, to mamy na myśli, że tak trochę tylko „ten ołówek” weźmiemy, na trochę, jakbyśmy brali część ołówka. „Napij się herbaty” – nie całą herbatę wypiję, tylko trochę herbaty. Można to interpretować tak, jakby tam w środku było jeszcze słowo „trochę” – „jem trochę pączka”, „kup trochę chleba” itd. (bo jemy jednak „chleb”, a nie „chleba”), „trochę chleba”, czyli bochenek, może pół bochenka, ale trochę tego chleba, a nie chleb jako jeden przedmiot. Tak to właśnie bywa, że biernik jest całościowy, a dopełniacz cząstkowy. Stąd też „jemy loda” na przykład, a nie „lód”. Życzę smacznego, smacznego pączka i czy Państwo jedzą „pączka” czy „pączek”, to naprawdę nie powinno rozłamu w rodzinie powodować, bo obie te formy są poprawne.
Dyskoteka, siłownia i solarium
Pani Agnieszka od niedawna zaczęła opalać się w solarium. – Chciałabym wiedzieć, jak powinno się mówić – „idę na solarium” czy „idę do solarium”? – pyta pani Agnieszka.
– Jeżeli będziemy, a ja myślę, że tak właśnie jest, traktowali solarium jako miejsce, jako pewien zakład, to wtedy raczej mówić będziemy „idę do solarium”, tak jak „idziemy do teatru” czy „do szkoły”. Wprawdzie jest trochę rzeczowników, które łączą się z „na”, oznaczających miejsce – nie idziemy „do poczty”, tylko idziemy „na pocztę”, nie idziemy „do dworca,”, tylko „na dworzec” – ale myślę, że wszystkie nowe nazwy miejsc przybierają raczej, jeśli tak właśnie je interpretujemy, przyimek „do”, kiedy do nich się wybieramy. Jednak możemy pomyśleć także, że solarium to nie tylko miejsce, ale też coś, co się tam odbywa. To trochę tak, jak jest z dyskoteką – idę „do dyskoteki”, jeśli myślę o miejscu, ale idę „na dyskotekę”, jeśli dyskoteką jest impreza czy też pewne zdarzenie. Na zdarzenie idziemy – idziemy „na przedstawienie do teatru”. Jeśli dla kogoś solarium jest takim zdarzeniem, to mówiłby pewnie „na solarium”, ale myślę, że w tej chwili jednak to słowo w takim znaczeniu nie występuje. Mamy czasami wątpliwości – jak jest na przykład z siłownią? Czy idę „do siłowni” czy, coraz częściej, „na siłownię”? Może dlatego, że tam się coś dzieje, a może też dlatego, że z siłownią jak z pocztą: „siłownia – na siłownię”, „poczta – na pocztę”. Co do solarium, jednak wybrałbym „do solarium”, myśląc że wybieram się do jakiegoś miejsca, w którym to miejscu coś będę robił.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Stare i nowe w miejscowości
Pan Arkadiusz Kowalczyk zadaje mi pytanie dotyczące miejscowości rodzinnej – rozumiem, że nazwy miejscowości rodzinnych wywołują w nas trochę żywsze uczucia, niż nazwy miejscowości, w których nigdy nie mieszkaliśmy, a może nawet nie byliśmy. Ta miejscowość to Bosewo Stare – jej nazwę zmieniono na Stare Bosewo. Bardzo to zirytowało pana Arkadiusza i dzieli się tą irytacją z nami. – Jak powinno być naprawdę? – pyta pan Arkadiusz. – Podobnie poczyniono z innymi miejscowościami, które mają określenia „stary” lub „nowy”.
Różnica w miejscu przydawki przymiotnej jest czasem różnicą terminologizacji. Otóż kiedy przymiotnik jest po rzeczowniku, to wtedy jest to bardziej termin, przed rzeczownikiem – nie. Zawsze mówię, że w domu mam „dwudrzwiową szafę”, a w sklepach stoją „szafy dwudrzwiowe” – „szafa dwudrzwiowa” to już nazwa. Dla mnie po niebie płyną „kłębiaste chmury”, dla meteorologa „chmury kłębiaste”. Stąd też „Bosewo Stare” byłoby właśnie taką nazwą, prawie terminem, a „Stare Bosewo” pokazywałoby, że to Bosewo stare już jest i oprócz tego jest jakieś nowe Bosewo. W polszczyźnie jest wiele nazw miejscowości, które mają i pierwszy, i drugi układ. „Stary Sącz” i „Nowy Sącz” – nikt nie powie „Sącz Stary”, „Sącz Nowy”. Ale bardzo często przymiotniki stoją po rzeczownikach – na przykład przymiotnik „kościelne”, „nowe” itd. Najczęściej nie są to miejscowości, które od razu przychodzą nam do głowy, ale na pewno jadąc przez Polskę widzimy dość często przymiotnik za rzeczownikiem. Nie jestem pewien, jak było niegdyś – być może ta zmiana wiąże się z odkryciami, które powodują, że przywraca się dawną nazwę miejscowości, być może kiedyś było „Stare Bosewo” – tego nie wiem, trzeba by do tego dojść. Zmiany nazwy miejscowości zawsze są przykre, chyba że są to zmiany, których wszyscy mieszkańcy sobie życzą – czasem nazwa nie podoba się znacznej ich większości. Ale „Bosewo Stare” brzmi dla mnie równie pięknie, jak „Stare Bosewo” i nie widzę powodu, dla którego trzeba by to zmieniać.
Prawny i prawniczy
Pan Jacek Wasilewski korzystał niedawno z usług dwóch kancelarii – jednej prawnej, drugiej prawniczej. – Która nazwa jest poprawna? – pyta pan Jacek.
– Oba te przymiotniki są spotykane, „prawny” i „prawniczy” – mówi się o „języku prawnym” i o „języku prawniczym”. „Prawny” to przymiotnik od słowa „prawo”, „prawniczy” to przymiotnik od słowa „prawnik”. „Prawny” ma wiele odniesień – „prawny” to stanowiący prawo, a także legalny, mówimy o „podstawie prawnej”, o „drodze prawnej”, o „prawnym mężu” czy „prawnej żonie”. Ale oprócz tego „prawny” to także związany z prawem – „biuro prawne” możemy powiedzieć na przykład. Natomiast „prawniczy” związany jest bezpośrednio ze słowem „prawnik” – „kancelaria prawnicza” to kancelaria gromadząca prawników.
Obie te formy są używane. W przypadku „języka prawnego” i „prawniczego” mamy do czynienia z rozróżnieniem może niezbyt oczywistym, ale jednak wyraźnym. „Język prawny” to język prawa i ustaw, a „język prawniczy” to może być także żargon, którym posługują się prawnicy – zawiera sporo terminologii, ale też dużo charakterystycznych dla zawodu zwrotów. Kancelaria może być i „prawna” – wtedy myślimy o prawie, którego możemy poszukiwać przez taką kancelarię, ale może być też i „prawnicza”, czyli zrzeszająca prawników. Przypuszczam, że na określenie tej samej kancelarii można użyć i jednego, i drugiego określenia. Ale może prawnicy myślą inaczej.
Zachodzić do Wojtka jest w porządku
Pan Marian Wiśniewski pyta, czy poprawne jest użycie słowa „zajść” w zdaniach takich, jak „chodź, zajdziemy do sklepu”, „chodź, zajdziemy do Wojtka do domu”.
– Oczywiście, że jest poprawne. Słowo „zachodzić” odnosi się do wielu sytuacji – i „słońce zachodzi” na przykład, i my „zachodzimy w głowę” czasami możemy także „zajść gdzieś” albo „do kogoś” albo „na chwilę”. To jest trochę potoczne, ale jest to słowo, które może być użyte także zupełnie oficjalnie. „Zajść” to nie przyjść na długo, to nie przyjść i zostać, tylko zajść na chwilę albo także zachodzić czasem, np. „czasem zachodzę do sąsiada” i wtedy wiadomo, że od czasu do czasu zdarza mi się to. Może trochę w tym kontekście, który Pan prezentuje -„chodź, zajdziemy”- wydaje się, że jest nadmiar tego „chodzenia”, bo „zachodzimy” i jeszcze do tego „chodź”, ale tak to często jest. Zresztą tego rozkaźnika „chodź” używamy w innych także sytuacjach – „chodź, zróbmy to” – mówimy, choć żadnego chodzenia to nie wymaga. Tu także ma to potoczne odniesienie. W każdym razie proszę nie wahać się i nie tylko zachodzić do Wojtka czy do sklepu, ale także nazywać to w taki sposób. Może tylko czasami, kiedy w języku zbyt oficjalnym mówimy, że jakiś fakt czy sytuacja „zachodzi”, moglibyśmy zastąpić to słowem „występuje” choćby, ale i tam „zachodzi” nie jest niepoprawne.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Gdy Turkowi zabraknie mięsa
Nurtuje mnie rzecz dotycząca uwielbianego przez młodzież dania. Czy poprawnie powiem, że „idę na kebab”, czy też „idę na kebaba?” – pisze pani Anna Czech. – A jeśli akurat Turkowi zabraknie mięsa, to znaczy, że nie „na ma już kebabu”, czy „kebaba”?
– Nie wiem, czy istotnie jest to danie uwielbianie przez młodzież, ale pewnie pani Anna lepiej się w tym orientuje. Ja powiedziałbym, że „idę na kebab”, ponieważ ciągle wydaje mi się, że „na” łączy się z tym poprawnym, częstym biernikiem, ale… no właśnie – czy „idziemy na kotlet” czy „na kotleta”?
Mówienie, że się idzie „na kotleta” nie brzmi dziś bardzo potocznie, owszem, możemy to spotkać w mówieniu całkiem poprawnym. Tak już z jedzeniem jest, że jemy albo „arbuz” albo „arbuza” – i jedno, i drugie zdarza się. Wolałbym jednak, aby nowe słowa – „kebab” nie jest takim bardzo nowym słowem, ale jeszcze do polszczyzny tak zupełnie nie weszło – próbować jednak odmieniać zgodnie z tą ogólną regułą i mówić „na kebab” – „idziemy na kebab” na przykład. Ale jak mówić, gdy nie będzie tego właśnie – „kebaba”, czy „kebabu”? Raczej „kebaba”, tak w każdym razie wydawnictwa poprawnościowe radzą, przez analogię do innych słów. A więc raczej nie „kebabu”, choć gdyby niektórzy chcieli powiedzieć bardziej wytwornie, to może by po to „u” sięgnęli. Nie – jednak „kebaba”. To jest słowo osmańsko – tureckie, znaczy tyle co pieczeń, ale właściwie przyjęło się już w polszczyźnie i pewnie będziemy „ten kebab”, „tego kebaba” jeść.
Gdy ktoś ma pasję
Pan Wojciech Denega pyta, czy użycie słowa „pasjonat” wobec osoby, która zajmuje się jakąś rzeczą w sposób ponadprzeciętny, dla której owa rzecz jest nawet na wagę życia i śmierci, o czym nieprzerwanie myśli, do czego dąży, będzie użyte poprawnie.
– Słowo „pasja” ma bardzo wiele znaczeń – dzisiaj także. Pochodzi od łacińskiego „passio”, czyli z jednej strony męka, cierpienie, ale z drugiej strony także namiętność. Dzisiaj słowo „pasja” bywa używane częściej chyba w znaczeniu „zamiłowanie” do czegoś – nawet takie gwałtowne. Potem znaczeniem tego słowa jest „gniew”, np. „wpadł w szewską pasję”, a także mówimy o „pasji” jako o nabożeństwie, wreszcie o utworze artystycznym – muzycznym czy malarskim. „Pasja” – ukazanie męki Chrystusa. Kiedyś słowo „pasjonat” wiązało się silniej z drugim dzisiaj znaczeniem słowa „pasja”.
Mówię o drugim znaczeniu, ponieważ dziś, gdy mówimy „pasja”, myślimy raczej o namiętności i zaangażowaniu, niż o gniewie. Kiedyś pasjonat to był ten, który wpadał w gniew. Dziś częściej używamy tego określenia na kogoś, kto jest zapaleńcem, fanatykiem, a zdarza się nam używać go nawet wówczas, kiedy opisujemy tylko pewne zaangażowanie w coś – czyli nie tylko wtedy, kiedy ktoś jest absolutnym fanatykiem. Ostrzegałbym przed nadużywaniem tego słowa – jeżeli ktoś mówi, że jest pasjonatem jeździectwa, a raz na jakiś czas zaledwie dosiądzie konia, to chyba przesadza. Ale rzeczywiście, w słownikach już oba te znaczenia słowa „pasjonat” się pojawiają – mówimy tak zarówno o zapaleńcu, jak też o kimś, kto w gniew wpada. Coraz częściej tak mówimy o tym pierwszym – kto wie, może to i lepiej, choć tradycja językowa na tym trochę cierpi.
Jak znajdujesz, czyli jak sądzisz
Pani Justyna Kołtun zwraca się z prośbą o wyjaśnienie, czy zwrot „jak znajdujesz” w odniesieniu do wyrażenia opinii na dany temat, jest poprawny – czyli na przykład „jak znajdujesz ten film?”. – Czy jest to jakieś tłumaczenie, czy zwrot ten był używany przez naszych pradziadów, czy to jest archaizm? – zastanawia się pani Justyna.
– Odbieram to jako archaizm. Ja czasem jeszcze używam takiej właśnie konstrukcji i pytam „jak znajdujesz tę książkę?”, czyli „czy ona ci się podoba?”. Słowo „znajdować”, „znaleźć” ma kilka znaczeń – oczywiście najczęściej mówimy o znajdowaniu czegoś gdzieś – „znalazłem w kieszeni pięciozłotówkę”. Ale mamy także to „znajdować” w sensie trochę przenośnym – „znalazł w nim przyjaciela” możemy na przykład powiedzieć. W dawniejszych konstrukcjach, ale dzisiaj czasem jeszcze używanych, mamy „znaleźć, że” coś się stało – „znalazł, że to jest słuszne”. Czasem nawet „znajduję coś jakimś” – „znajduję to słusznym”. W tych przypadkach lepiej już mówić „stwierdzam, że to jest słuszne”, ale jeśli chcemy wyrażać się z pewną patyną, to wtedy „znajduję, że to jest słuszne” może być użyte. Podobnie w odniesieniu do wyrażenia opinii, zwłaszcza w pytaniu – „jak znajdujesz to?”, „czy ci się podobało, czy nie?”. No właśnie, tym bardziej, że to „znajdować” w pytaniu może być użyte po to, żeby nie sugerować niczego słuchaczowi. „Jak ci się podobało?” – tam jednak jest słowo „podobać się” – to jest pewna sugestia. A „jak znajdujesz?” – to bardzo ogólne, neutralne, można na to pytanie odpowiedzieć różnie. Znajduję, że to jest troszkę dawne, ale dopuszczalne – sam, jak powiadam, czasem tego używam.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Kwestia zła, cła i tła   
Pan Bartosz Stanik pyta, która forma jest poprawna — „tych teł” czy może „tych tłów”? Chodzi o odmianę rzeczownika „tła”.
– Dopełniacz to dziwna forma — to, że często jest taki krótki, wydaje nam się podejrzane. Mamy takie przypadki, których form nie jesteśmy pewni, często jest to np. celownik — sam kiedyś napisałem „dniowi” i zacząłem się dziwować, czy taka forma naprawdę istnieje. Oczywiście istnieje, ale rzadko jest używana. Z tymi jest „tłami” podobnie — w ogóle raczej rzadko mówimy o mnogości „teł”, o tym, że „teł” bywa więcej niż jedno. Już dwukrotnie użyłem formy „teł”, co wskazuje, że tę właśnie formę uważam, podobnie jak inni, za właściwą.
Spróbujmy z innym, analogicznym słowem „cło”. To słowo chyba łatwiej już się nam rozmnoży, czyli wystąpi w liczbie mnogiej — „tych ceł” — to brzmi poprawnie. Możemy jednak pójść i w drugą stronę, znaleźć takie słowa, które bardziej jeszcze niż „tło” dziwne tworzą formy. Na przykład „zło”. A jak będzie dopełniacz liczby mnogiej od słowa „zło”? Oczywiście „zeł” — to już bardzo dziwne, ale nikt nie powie „złów”, każdy uzna, że w zestawieniu „złów” i „zeł” — „zeł” jest bardziej poprawne. Może „zła” w liczbie mnogiej nie są aż tak częste, choć często mówimy, że różne nieszczęścia chodzą parami, stąd też może i o „złach” możemy mówić. Podobnie jak mówiliśmy o „dobrach”, jeśli ktoś miał jakieś dobra, to wiedzieliśmy, że ma wiele „dóbr”. Tak jest też ze „złami”, „tłami” i „cłami” — „tych zeł”, „tych teł”, „tych ceł”.

Bruno, Hugo i Iwo    
Pani Aleksandra Osowska wybrała dla swojego dziecka imię Iwo. – Mamy jednak z mężem problem, jak poprawnie odmieniać to imię — pisze pani Aleksandra.
– Może trzeba się zastanowić, czy dobrze jest nadawać synowi imię, którego odmiana może nastręczyć pewne kłopoty. Choć z drugiej strony imię Iwo wydaje mi się bardzo piękne. To jest męski odpowiednik imienia Iwona. Mamy takie imiona zakończone na „o”, pochodzenia najczęściej germańskiego, jak Bruno, Hugo i jeszcze kilka innych. I rzeczywiście czasami można mieć wątpliwości, czy mówimy „Bruno — Bruna”, czy może jakoś inaczej. Otóż w polszczyźnie potocznej są też warianty tych imion — mówimy „Iwo”, ale czasami mówimy „Iwon”, „Bruno” albo „Brunon” — tak miał zresztą na imię mój nieżyjący już dziś ojciec. „Brunon”, „Hugon”, „Iwon” to także formy zupełnie poprawne. Ale nawet jeżeli mamy zakończenie na „o” w mianowniku, to i tak odmieniamy tak, jak gdyby to „n” na końcu było, a więc „Brunon — Brunona” i „Bruno — Brunona”, „Hugo – Hugona” i „Iwon — Iwona” („Iwona, z Iwonem, o Iwonie”). Może to rodzić pewne kłopoty, bo gdy powiemy „o Iwonie”, nie mamy pewności, czy chodzi o panią Iwonę, czy o pana Iwona. Ale znam kilka osób o tym imieniu – raczej się cieszą z posiadania tego rzadkiego i pięknego imienia — i myślę, że będzie się je dobrze nosiło także Pani synowi.

Park wodny w wymowie 
Nasuwają mi się pewne refleksje w związku ze słowem „aquapark” — pisze pani Natasza Szylska. — Wyraz ten czytany jest często jako „akłapark”, a przecież pochodzi od łacińskiego słowa „aqua” (wym. akwa), czyli woda.
– Wolałbym, żeby mówiono „akwapark”. Mówi się o „akwenie” — to przecież także od wody pochodzi, nikt nie powie „akłen”. Czasami tylko niepoprawnie mówi się „akwen wodny” — to jest powtórzenie, bo jak „akwen” to wiadomo, że woda. Mówi się o „akwamarynie” i o „akwaforcie” i o „akwareli” i o „akwarium” i o wielu innych rzeczach z wodą związanych przez „kw”, bo to wszystko od „aqua” — woda. „Akwedukty” — nikomu nie przyjdzie do głowy powiedzieć „akłedukt”. Przy wielu wyrazach pochodzenia łacińskiego, które zawierają ten ciąg „qu”, mamy czasem jednak wątpliwości przede wszystkim dlatego, że zapożyczamy je po raz drugi, albo czasem dopiero po raz pierwszy, z angielskiego. Czy „kwiz” czy „kłiz” („quiz)? Myślę, że większość z nas mówi raczej „kłiz” niż „kwiz”. Czy „kwady” czy „kłady”” („quady”)? — to taki osobliwy pojazd na czterech kołach, z których każde rusza się niejako osobno. Zaleca się w słownikach wymowę „kłody”, choć większość mówi „kłady”, co jest trochę pośrednim wyjściem. Ale nikt nie powie „kwady”, choć to ma to samo „kw”, które ma wyraz „kwadrans” na przykład, czyli związane jest z czwórką łacińską. Angielszczyzna trochę nam tu bruździ, ale nie powinniśmy mówić „akłapark”, tak jak nie mówimy „kłorum” czy „kłota”, tylko „kworum” i „kwota” i jeżeli wyraz został już do polszczyzny przyjęty, to powinien raczej brzmieć podobnie, jak jego pierwowzór łaciński. A więc mówiłbym „akwapark”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Życzę zdrowia, więc pozdrawiam
Kiedyś, na końcu listu, napisałem „życzę zdrowia i pozdrawiam”. Potem się zreflektowałem. Wydało mi się bowiem, że to „masło maślane”, bo „zdrowie” jest częścią składową słowa „pozdrawiam” – pisze pan Jerzy Jurczak. – Proszę o radę w tej kwestii.
– W istocie, oczywiście, ma Pan rację. „Pozdrawiam”, które już w XV wieku pojawiło się w polszczyźnie, a szerzej w wieku XVII, oznaczało tyle, co „mówię bądź zdrów”. „Pozdrawiać”, czyli powiedzieć „bądź zdrów”, czyli właśnie życzyć zdrowia. „Bądź zdrów” zleksykalizowało się, stało się formą tak jak „dzień dobry”, które często traktujemy jako jedno połączenie i nie zastanawiamy się, z jakich członów się składa. „Bądź zdrów” to forma, która dzisiaj brzmi już trochę archaicznie. „Życzę zdrowia” jest formą pełniejszą, może pełniejszą także treści. Kiedy mówimy „życzę zdrowia”, to w istocie nie traktujemy tego jako odruchowo wypowiadanego słowa, konwencjonalnej formuły, tylko rzeczywiście życzymy temu komuś zdrowia.
Słowo „pozdrawiam” stało się dziś właśnie taką konwencjonalną formą. „Pozdrawiam serdecznie” – mówimy i ktoś, kto to słyszy, odbiera to jako coś dobrego, ale nie zwraca uwagi na to, że ten ktoś serdecznie mu zdrowia życzy. Stąd też możemy uznać, że w słowie „pozdrawiam” zdrowie oczywiście jest, ale zostało ono przykryte formułą, jakimś rytuałem, konwencją. I dlatego jeśli ktoś oprócz tego lakonicznego pozdrowienia chce jeszcze nam życzyć zdrowia, odbieramy to jako coś miłego. Stąd też nie potępiałbym Pana zbyt mocno za tę formułę, choć w istocie ma Pan rację, coś tam się powtarza i może lepiej byłoby powiedzieć „życzę wszystkiego najlepszego i pozdrawiam”.
Oczyma a nawet uszyma
Pan Grzegorz Izak w jednym z filmów usłyszał dialog, a w nim kwestię „czasem widzisz więcej z zamkniętymi oczyma”. Nie ten paradoks uderzył pana Grzegorza, ponieważ rzeczywiście coraz częściej mamy z różnymi paradoksami do czynienia, ale forma „oczyma”. Pan Grzegorz pyta, czy powinniśmy mówić „oczyma” czy „oczami” – czy „z zamkniętymi oczami” czy „z zamkniętymi oczyma”?
– „Oczyma”, podobnie jak „rękoma”, a dawniej jeszcze „uszyma” – dzisiaj już tak nie mówimy, to pozostałości po dawnej liczbie podwójnej. Kiedyś mieliśmy nie dwie, lecz trzy liczby gramatyczne – obok liczby pojedynczej i mnogiej była liczba podwójna. Nic dziwnego, że w odniesieniu akurat do tych podwójnych naszych narządów, jak ręce, oczy, uszy, ta forma została najdłużej – raczej zresztą w powiedzeniach, w stałych połączeniach. Słowo „oko” ma odmianę jeszcze bardziej skomplikowaną – gdybyśmy odnieśli je np. do oka sieci czy oka w rosole, to zauważylibyśmy, że mamy jeszcze formę „okami” w celowniku. Ale zostawmy tamte „oka”, zostańmy przy „oczach”. „Oczyma” czy „oczami”? Dzisiaj rozróżnienie znaczeniowe między tymi formami właściwie trudno jest uchwycić. Częściej mówimy „oczyma” wtedy, kiedy mamy na myśli narząd wzroku jednej osoby – „dwojgiem oczu” – tak mówimy, czasami z tą dziwną formą liczebnikową łącząc słowo „oko” – „dwojgiem oczu coś widzimy”. Kiedy mówimy „oczami”, możemy mieć na myśli zbiór ludzi, którzy swoimi oczami coś oglądają. Ale i wówczas, od biedy, można użyć formy „oczyma”. Mamy podobne dylematy dotyczące użycia słowa „ręka” w liczbie mnogiej – „rękoma”, „rękami”. Ale na ogół te dawne formy są zalecane – może po części dlatego, że stanowią pewien rodzaj tradycji językowej. Nie jest najlepiej, kiedy tak zmieniamy formy stare, które przetrwały tyle lat. A po drugie, no cóż, wiąże się to trochę z pychą człowieka, który chciałby, żeby to, co jemu przynależy, inaczej się w języku zachowywało, żeby miało inny rodzaj na przykład (to się trafia często) albo żeby inaczej brzmiało w różnych przypadkach. Zostawmy to „oczyma”, myślę zresztą, że więcej możemy widzieć z zamkniętymi „oczyma”, niż z zamkniętymi „oczami”.

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Otwarcie a otworzenie
Pani Agnieszka Śpiewak prosi mnie o rozstrzygnięcie sporu. Poróżniła się ze swoim kolegą, który jest Wielkopolaninem, a pani Agnieszka jest z Podlasia. – Uważam, że poprawnie jest mówić „otworzyłam”, „otworzyłem”, „otworzono”, a mój kolega twierdzi, że należy mówić „otwarłam”, „otwarłem” – pisze pani Agnieszka. – Która forma jest poprawna?
– W istocie oboje państwo, jak to bardzo często bywa, mają rację. Mówimy i „otwarty”, i „otworzony” – częściej „otwarty” oczywiście, ale gdy na czynność otwierania czy otworzenia zwracamy uwagę, to „otworzony” powiemy. Tak że tu pewne różnice są. Ale już w niektórych formach, „otwarłem – otworzyłem”, „otwarł – otworzył”, już tej różnicy nie dostrzegamy. „Otwarł” jest trochę dawniejsze – dziś, kiedy mówimy „otworzenie” i „otwarcie”, to już różnicę widzimy. „Otwarcie” w rzeczownikowym ujęciu to jest coś uroczystego – nie powiemy o uroczystym „otworzeniu” instytucji na przykład, a powiemy o jej „otwarciu”. Ale „otworzenie” to także forma, która mogłaby się pojawić. Od formy „otworzyć”, która jest czasownikiem dokonanym, mamy dokonaną także formę „otwarłem” i również dokonaną formę „otworzyłem”. Obie te formy są poprawne, spierać się oczywiście można, ale w tym przypadku oboje państwo mają rację.
Nadaję ci imię Jeremi
Pani Ewa Chorążewicz prosi o rozstrzygnięcie pewnego problemu związanego z imieniem. – Dałam swemu synowi na imię „Jeremi”, po Jeremim Przyborze – pisze pani Ewa. – Mam jednak problem z ustaleniem daty imienin. We wszystkich dostępnych źródłach to imię występuje jako „Jeremiasz” albo „Jarema”. A „Jeremiego” nie ma.
– Imiona rządzą się swoimi prawami, czasami językoznawcy wypowiadają się na ten temat. W Radzie Języka Polskiego często dyskutuje się na temat dopuszczalności pewnych imion trochę bardziej może skomplikowanych i może niepotrzebnych w polszczyźnie. W istocie członkowie Rady Języka Polskiego pełnią funkcję doradczą, pomagają w ustaleniu, czy jakieś imię może, czy też nie może być nadane. Ale wyrokować oczywiście nie mogą.
Nie mogę Pani pomóc w ustaleniu, kiedy są imieniny Jeremiego, natomiast mogę Panią zapewnić, że jest to forma, która w polszczyźnie istnieje, jest akceptowana. Najsławniejszym bodaj, przed panem Przyborą, był Jeremi Wiśniowiecki. W tej właśnie formie, skróconej – nie „Jeremiasz”, tylko „Jeremi” – był znany. Imię to było czasem przekształcane na sposób wschodni – „Jarema”. Stąd też jeżeli pojawia się gdzieś w polskim kalendarzu „Jarema”, to być może na zasadzie pewnego wyjątku. Natomiast mieliśmy formę pełną, łacińską – „Jeremiasz” i „Jeremi”, czyli formę skróconą – „Jeremi”, „Jeremiego”, „Jeremiemu”, tak jak „Jerzy”, „Jerzego”, „Jerzemu”. Jest to imię używane, jest to imię właściwe – mam nadzieję, że znajdzie Pani dzień patrona Jeremiego. To skracanie imion albo też występowanie ich w pełniejszej wersji czasami się pojawia – „Walencjusz” – „Walenty” na przykład to jest ten rodzaj oboczności. Wiele mamy takich par, takich jak „Jeremiasz” i „Jeremi”.
Kropki pod wezwaniem
Jak powinniśmy pisać „pod wezwaniem”? Czy po „p” także należy postawić kropkę („p.w.”), czy wystarczy umieścić tylko jedną kropkę po „w” („pw.”)? – pyta pan Paweł Dudek.
– Oba te zapisy są sankcjonowane, może być i tak, i tak. Czasami dominuje reguła, by po każdym skrócie wyrazu stawiać kropkę, a jeżeli „pod” uznamy za osobny wyraz, to oczywiście uznamy tym samym, że po „p”, które jest skrótem dla „pod”, kropkę powinniśmy postawić. Dla niektórych jednak przyimki nie są pełnowartościowymi słowami, zazwyczaj w nazwach są pisane małymi literami. Są takimi jakby dodatkami do rzeczowników – można by powiedzieć, przez analogię do końcówek, są takimi „przodówkami”. Rzeczywiście często jest tak, że dodany przyimek pełni podobną funkcję, jak końcówka. Czasami używamy na przykład końcówki gramatycznej tylko w celowniku – powiemy na przykład „chłopcu” albo „harcerzowi”, ale możemy na początku dodać, w analogicznej funkcji, jakiś przyimek, czyli „dla chłopca”, „dla harcerza”. Wtedy można powiedzieć, że taka konstrukcja przyimkowa odpowiada przypadkowi. Możemy zapisywać także, nie uważając tego „pod” za osobne słowo, „pw.” Jeżeli mamy z kropkami „p.w.”, może być to odczytywane inaczej, także jako „patrz wyżej” – tu już mamy dwa słowa pełne, a więc kropki są. Pojawia się inny jeszcze skrót, a mianowicie „p.wezw.”. Tu częściej akurat po „p” kropka się pojawia. Takie określenie jest pełniejsze, wydaje się może nawet bardziej stosowne w sytuacji sakralnej, kiedy mowa jest o kościele. Pamiętajmy przy tym, że i „p.w.”, i „p.wezw.” i „pw.” piszemy małymi literami.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

W obojgu oczach, z obojgiem dzieci
Pani Magdalena Marcewicz zadaje mi bardzo trudne pytanie. W zasadzie nie chce nawet odpowiedzi, prosi tylko, bym odmienił publicznie przez przypadki wyrażenie „oboje oczu”.

– „Oboje” to i jedno, i drugie. Tak samo odmienia się jak „dwoje” i to, co przy tym, odmienia się tak samo. Zacznijmy może od odmiany prostszej formy – „dwoje dzieci”, „oboje dzieci”. „Oboje dzieci”, „obojga dzieci nie ma”, „obojgu dzieciom się przyglądam”, „oboje dzieci widzę”, „obojgiem dzieci się zajmuję” i „o obojgu dzieciach myślę”.
A jak jest z oczami? Tu sytuacja się trochę komplikuje, bo „oczy” to pozostałość dawnej liczby podwójnej – mamy więc „oczy”, a nie „oka” na przykład. I odmieniamy to tak: „oboje oczu”, „obojga oczu”, „obojgu oczom lub oczu”, „oboje oczu”, „obojgiem oczu”, „w obojgu oczach” – „obojgu oczom” raczej nie. Sytuacja jest bardzo skomplikowana, bo trudno tu mówić jednoznacznie o związku zgody, o związku rządu, a gdybyśmy zaczęli jeszcze opowiadać o tym w terminologii języko-
znawczej, to byłoby jeszcze dziwniejsze. Ale pielęgnujmy takie formy i bardzo się cieszę, że pani Magda chce czasem użyć takiej, dziwnej może trochę, formy liczebnikowej.
Gazety nie można przywieść
Pani Joanna Knopik przygotowała mężowi listę zakupów, które ma zrobić, np. „kupić chleb”, „przywieźć gazety”. – Mąż natomiast dokonał korekty i sugeruje, że słowo „przywieźć”, powinnam napisać jako „przywieść” – pisze pani Joanna.
– Gdyby mąż pani Joanny chciał „przywieść” gazety, musiałby je przyprowadzić, bo słowo „przywieść”, tak jak „wieść”, wiąże się z „wodzeniem”, „wiedzeniem” i „przywodzeniem”. Mamy „przywodzić” i „przywieść” – na przykład „przywodzić kogoś do kogoś” albo „przywieść kogoś” – „prowadzić”, „wodzić” („nie wódź nas na pokuszenie”). „Przywieść” zatem odnosiłoby się do „przywodzenia”.
A od „przywozić” mamy odpowiednik „wieźć” – niedokonany. „Nie wieź tego za wieś, tylko gdzieś indziej” – czyli „nie noś tego”, „nie przyprowadzaj”. Miała Pani rację, gazety trzeba raczej „przywieźć”, choć czasami, co prawda, gazety „przywodzą” nam na myśl także różne inne słowa.

Akcesorium jak muzeum
Piszemy „akcesorii” sportowych czy „akcesoriów”? – pyta pan Sylwester.
– Zacznijmy od tego, jaki to wyraz i jaki jest mianownik – najlepiej liczby pojedynczej – tego wyrazu. „Te akcesoria” – mówimy. To wzorzec odmiany dobrze znany w polszczyźnie – to wzór łacińskich słów, takich jak „muzea”, „licea” – tych, które kończą się na „um” w liczbie pojedynczej. I rzeczywiście, mamy także słowo „akcesorium” – w liczbie pojedynczej, w mianowniku, tyle że rzadziej używamy liczby pojedynczej. Częściej mówimy o „akcesoriach”, niż o jednym „akcesorium”. W liczbie pojedynczej, podobnie jak „muzeum”, „akcesorium” się nie odmienia, ale odmienia się w liczbie mnogiej, tak jak „muzea” – „muzeów”, „muzeami” i „akcesoria”, „akcesoriów”, „akcesoriami” itd. A zatem forma „akcesoriów” jest lepsza, jedynie poprawna, a nie „akcesorii”. Może się nam to jednak mylić właśnie dlatego, że rzadziej jest stosowana liczba pojedyncza. A nakładają się na to inne jeszcze wzorce odmiany, jak na przykład „peryferie” – i wtedy w liczbie mnogiej mamy „peryferii”. „Ta peryferia” już raczej nie występuje. Zapamiętajmy – kiedyś była „ta peryferia” i teraz jest „tych peryferii”. Jest „to akcesorium”, więc „tych akcesoriów”, tak jak „tych muzeów”.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Korwin-Mikke i Salvador Dali
Odmiana nazwisk, zwłaszcza obcych, to bardzo częsty problem dla użytkowników języka, czasem także dla nosicieli tych nazwisk, no i dla językoznawców także. Odmieniać, czy nie odmieniać?
– Niektórzy uważają, że jak na samogłoskę jakieś nazwisko się kończy, to nie odmieniamy i nie chcą odmieniać np. nazwiska „Ziobro”, bo kończy się na „o”. Ale „Moniuszko” już się odmienia, „Kościuszko” także, a więc wszystkie te nazwiska także odmieniajmy. Co robimy z nazwiskami obcymi, czy odmieniamy takie trochę dziwne, które także na samogłoskę się kończą, ale są rzadkie w polszczyźnie – np. „Salvadore Dali”? Czy mówimy malarstwo „Dalego”, czy malarstwo… i właśnie, gdybyśmy powiedzieli malarstwo „Dali”, wydałoby nam się to także dziwne. Gdyby „Dala” nazywał się ten malarz, wszystko byłoby w porządku, dlatego mówimy „Salvadora Dali” – wkładamy tam odmieniające się imię i to nam pomaga. Ale jak to zrobić bez imienia? Odpowiedzi są różne, niektórzy uważają, że takie obce nazwiska mają tendencję do nieodmieniania – czyli raczej „Salvadora Dali”. Ja odmieniam – mówię „Salvadora Dalego”, mówię malarstwo „Dalego”. Jeśli akcent jest na końcu, jak np. u „Wiktora Hugo”, to wówczas nie odmieniam, ale to jest inna struktura, także fonetyczna tego nazwiska – nie powiemy bowiem „Iga”. Przy „Dalim” możemy mieć pewne wątpliwości, bo „przy Dali” brzmiałoby to trochę dziwnie. Podobnie trudne są odmiany nazwisk dwuczłonowych. Pan Piotr pyta mnie na przykład o nazwisko Korwin – Mikke. „Z Korwinem-Mikke”, czy może „z Korwin-Mikkem”, a może „z Korwin-Mikke”? Otóż możemy nie odmieniać tego członu nazwiska, który jest herbem. Jeżeli „Korwin-Mikke” ma dwuskładnikowe nazwisko – „Korwin” to nazwa herbu, to tę część możemy pozostawić nieodmienną. Stąd też odmienialibyśmy „Korwin-Mikkego”, „z Korwin-Mikkem” – taką odmianę ja uznałbym za zasadną i, o ile wiem, myśli tak również nosiciel tego nazwiska.
Naraz czyli jednocześnie
Pani Iwona Michałowska pyta, jak to właściwie jest z tym „naraz” i „na raz”.
W słowniku znalazłam, że „naraz” znaczy „nagle”, a „na raz” znaczy tyle, co „na jeden raz” – na przykład „tego lekarstwa starczy mi na raz”, a nie na przykład na dwa razy – pisze pani Iwona. – A co będzie, jak powiemy „odezwali się obaj naraz”? Czy to jest „na jeden raz” i wtedy należy zapisać to osobno, czy to jest „naraz” – „nagle” i trzeba zapisać łącznie? A „przeskakiwał dwa schodki naraz”? Łącznie, czy rozdzielnie?
– Otóż prawda, że „naraz” oznacza często „nagle”, „znienacka”, ale oznacza także „jednocześnie”, „razem”. Kiedy mówimy „nie wszystko naraz!”, to myślimy, że trzeba te rzeczy, o których mowa, zrobić po kolei. „Naraz”, a więc „niejednocześnie”, nie o to chodzi, żeby nagle i nie o to chodzi, by starczyło nam tego „na jeden raz”. Chodzi o to, w tym akurat przypadku, że nie możemy wszystkiego robić jednocześnie. Jeżeli ktoś przeskakiwał po dwa schodki, to robił to jednocześnie, czyli razem i w związku z tym piszemy „naraz”. To „na raz” jest w istocie dość rzadkie, w większości sytuacji piszemy jednak „naraz” – raz myśląc o tym, że to zdarzyło się nagle, niespodziewanie, a raz o tym, że zdarzyło się coś jednocześnie, razem.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Wyprzedawanie, wysprzedawanie…
Dostaję czasem pytania związane z przedrostkami – z ich poprawnością czy z koniecznością odróżniania jedynych od drugich. Pan Piotr pyta, czy poprawna jest „wyprzedaż”, czy też raczej powinna być „wysprzedaż”? – Jeśli towar „sprzedajemy”, a nie „przedajemy”, to może powinna być „wysprzedaż”, bo „przedawać” już dzisiaj nie istnieje – pisze pan Piotr.
Otóż dziś nie istnieje, ale kiedyś oczywiście istniała, w innych językach słowiańskich mamy jeszcze „prodawać” itd. „S”, „z” i „w” to są przedrostki, które czasami różnicują, a czasami słabo tylko odróżniają jeden czasownik pochodny od drugiego. Owszem, mamy „sprzedaż” i można by powiedzieć, że to wystarczy – po co „wyprzedaż”? Ale mamy też „wyprzedaż”, czyli sprzedawanie czegoś do końca, wszystkiego i po kolei. Tak jak mamy „wygarniać” – wszystko musimy wtedy wygarnąć, „wypisywać” – do końca, czy na przykład „wyprzątać” – wszystko. Mamy więc „wyprzedawać”. A „z” i „s” to są przedrostki dające trochę inne znaczenia – „sprzedawać”, tak jak „sprzątać”, „spisywać”, „zgarniać”. Czasem zdarza się, że mamy połączenie tych dwóch przedrostków – na przykład „sprzątać”, „wyprzątać” i „wysprzątać” – coś do końca. Można też powiedzieć, że istnieje „sprzedawać”, „wyprzedawać” i „wysprzedawać” wszystko – owszem, to jest słowo czasem używane. Ale o ile „wysprzątać” i „wyprzątać” różnią się trochę znaczeniem i dlatego są jakoś potrzebne, to „wyprzedawać” i „wysprzedawać” różnicują się już właściwie minimalnie albo wcale, znaczą to samo. A jeśli mamy słowo „wyprzedawać”, które dobrze spełnia swoje funkcje, to po co jeszcze dodawać „wysprzedawać”? Dlatego to słowo, jakkolwiek się pojawia, nie jest potrzebne. Mówmy raczej – z jednej strony o „wyprzedaży” czy „wyprzedawaniu” (wszystkiego do końca, po kolei), a z drugiej o „sprzedaży” (czyli o czynności sprzedawania, oddawania czegoś za pieniądze). Te słowa nam wystarczą. Jeśli jednak ktoś użyje słowa „wysprzedać”, choćby dlatego, że chce podkreślić jeszcze bardziej sprzedawanie wszystkiego do końca, to nie miejmy mu tego za złe, może takiego słowa używać. I „wysprzedaż” w związku z tym mogłaby się pojawić czasami, ale nie jest ona konieczna – „wyprzedaż” wystarczy.

Język mówi o człowieku
Piszę pracę dyplomową na temat kulisów polskiej sceny politycznej. W jednym z rozdziałów analizuję rozmowy posła z pewnym lobbystą. Zastanawia mnie, czy dyskurs polityczny sięga dziś potocznej gwary mieszczańskiej i na ile forma i styl rozmów posła z lobbystą mogą świadczyć o ich kulturze politycznej – pisze pan Wojciech Grabowski.
Na początku mam pewne zastrzeżenie – jeżeli Pan pisze pracę, to chyba na temat „kulis” polskiej sceny politycznej. To słowo „kulisy” częściej występuje w liczbie mnogiej i dlatego też możemy myśleć, że jest to rodzaj męski. Istnieje męski rzeczownik „kulis”, ale oznacza chińskiego robotnika – to jest już raczej anachroniczne – wtedy mówimy oczywiście „było tam pięćdziesięciu kulisów”. Natomiast jeśli mówimy o teatrze, o tym, co dzieje się za kulisami, używamy rzeczownika, którego mianownik brzmi „ta kulisa” i piszemy na temat „kulis” polskiej sceny politycznej. Ale nie o to Pan pyta, a o styl rozmów politycznych.
„Gwara mieszczańska” to ładne połączenie, ale dzisiaj chyba dość anachroniczne. Myśli może Pan o gwarze miejskiej, a nie o mieszczańskiej, bo nie mieszczanie tak rozmawiają, tylko, powiedzmy, bardzo potocznie mówią tak ludzie reprezentujący niższe warstwy społeczne – pewnie o to Panu chodzi. Natomiast na pytanie, czy forma i styl rozmów świadczą o kulturze – odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Mało jest takich, jakby to powiedzieli naukowcy, predyktorów, mało jest takich wskaźników, wyraźnie pokazujących, kto do jakiej sfery należy, jak właśnie język. Jeśli spotykamy się ze sformułowaniami wulgarnymi, bardzo prostackimi skrótami i słyszymy to z ust polityków, to nasza konfuzja jest spora. Tak że potwierdzam pańską intuicję. Ale nie rozciągajmy tego może na całą klasę polityczną, w końcu nie wszyscy tak ze sobą rozmawiają.

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Rozpustny po czesku
Pan Piotr Wyćwicz jest bohemistą i, jak to czasem bywa, postrzega w dwóch bardzo podobnych skądinąd językach zadziwiające czasami różnice. Różnice dotyczą znaczeń – weźmy na przykład słowo „rozpustny”.
W polskim języku „rozpustny” oznacza pewną cechę raczej człowieka, a w języku czeskim „rozpustna” może być kawa, czyli „rozpuszczalna” po naszemu. Nie powiemy o człowieku, który hołduje swobodzie obyczajów, że jest „rozpuszczalny”, powiemy, że jest „rozpustny”. Skąd takie różnice znaczeń? Z tym słowem związane są i inne słowa. Dzisiaj trudno nam sobie to uświadamiać, ale i słowa „puszczać”, „pustynia” i inne jeszcze słowa, np. „wypuścić”, mają wspólne pochodzenie. I „pustynia”, i „puszcza”, co jest bardzo ciekawe – wydaje nam się, że to zupełnie różne rzeczy, a „pustynia” i „puszcza” to rzeczy „puste”, pod pewnym względem przynajmniej, i „W pustyni i w puszczy” równie dobrze mogłoby się nazywać „W puszczy i w pustyni”. „Rozpustny” to rzeczywiście ktoś, kto jest rozpuszczony w innym trochę sensie. Mówimy czasem o dziecku, że jest „rozpuszczone” – „rozpuściliśmy jakieś dziecko”, czy kogoś innego, pozwalając mu na wiele. Ten, który jest „rozpustny”, pozwala sobie na wiele – może przede wszystkim kojarzy się to ze swobodą obyczajów – ktoś, kto ulega swoim żądzom itd. On jest właśnie w tym sensie „rozpuszczony”, „wypuszczony” – możemy wypuścić, rozpuścić na przykład psy, czy sforę w sensie zupełnie dosłownym, czyli puszczamy i one wybiegają.
Jeżeli poszperamy w słowach, jeżeli pomyślimy o ich znaczeniu, gdzieś tam czasem metaforę znajdziemy, czasem normalne uzasadnienie historyczne, a czasem także to, co zupełnie odmienne, stanie się w pewien sposób podobne. Jeśli przypomnimy sobie „rozpuszczanie” – zarówno proszku w płynie, jak i kogoś np. dziecka, to już widzimy, że te dwa słowa mają ze sobą coś wspólnego.

Nasza godność
Pani Anna Anckiewicz, studentka polonistyki, ma wątpliwość związaną z przedstawianiem się, a właściwie raczej z propozycją przedstawiania się. Te zrytualizowane, dawniejsze formy mają czasem dla nas archaiczny posmak – nie wiemy, jak stosować je właściwie. Chodzi tutaj o słowo „godność”.
Używamy go czasami: „jak Pańska godność” – pytamy. I to jest dobre pytanie. –Czy można zapytać: „czy może mi Pan podać swoją godność?” – zastanawia się pani Anna. – albo „bardzo proszę o godność?”. Otóż w tych kontekstach akurat nie. Pytamy zatem: „jak Pańska godność?” albo „jak Pana godność?” albo „jak Pani godność?”. Możemy dodać „jest” – „jaka jest Pana godność?” – jeżeli chcemy powiedzieć trochę dłużej. Możemy, dla skrótu, powiedzieć czasami – w sytuacjach oficjalnych, formalnych, np. w recepcji hotelu – „Pani godność?”. To zredukowana forma pytania, ale jeśli do tego dostosowana zostanie intonacja, to będzie jasne, że ktoś pyta nas o nazwisko. To jest forma skrócona, może nie bardzo już zrytualizowanie grzeczna, ale zupełnie dopuszczalna – „Pana godność?” – i grzeczna. Tak jest dobrze, tak może zostać. Natomiast „czy może mi Pan podać swoją godność?” wydaje się niewłaściwe choćby ze względu na zestawienie tego rozbudowanego początku z bardzo archaiczną jednak „godnością”. W tym kontekście pojawia się „nazwisko” – „czy może mi Pani podać swoje nazwisko?” – to jest w porządku. „Godności” tutaj nie używamy dlatego, że nagle przypomina nam się inne, bardziej podstawowe znaczenie słowa „godność”, czyli pewien stan człowieka, który wskazuje na to, że jest on godny szacunku, czci nawet. Moja godność to tyle co mój honor, moja duma, a tutaj nie chodzi o dumę i honor, tylko po prostu o formalne nazwisko. A zatem „Pańska godność?”, „Pani godność?”, „jak Pana godność?”, „jak Pani godność?”. To są formy dopuszczalne, zrozumiałe, a nie pytajmy rozbudowanym – „bardzo proszę o podanie swojej godności” – to już wydaje się śmieszne.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Z wieczora i z wieczoru
Pan Mikołaj Ostrzycki ma dylemat dotyczący odmiany wyrazu „wieczór”. – Czy poprawną formą jest „tego wieczoru” czy „tego wieczora”? – pyta pan Mikołaj.
– Jest to jedna z takich dziwnych sytuacji, że słowo tak często powtarzane, tak często używane i tak bardzo potrzebne ma alternatywne formy. Zazwyczaj, jeżeli słowo jest częste, w końcu jedna z tych form się upowszechnia i wtedy już nie mamy wątpliwości. A tutaj mamy i „tego wieczoru”, i „tego wieczora”. A dodajmy jeszcze, że „wieczór” w ogóle różnie się odmienia i jeżeli chcę mówić o tym, co będzie dziś po godz. 20, to mogę powiedzieć „dziś wieczorem” albo – trochę to dawniejsze wyrażenie – „dziś wieczór”. I tak to jest, że słowo tak częste ma i „wieczoru”, i „wieczora” – zresztą to „u” i „a” często się, jak to się mówi, „alternuje” w innych słowach. Ale być może częściowo przyczyną zachowania tych dwóch alternatywnych form jest to, że trochę się one specjalizują. Kiedy na przykład mówimy „od rana do wieczora pracowałem”, to nie zastąpimy tego „od rana do wieczoru” – wtedy jest to miara czasu raczej. Kiedy mówimy „z wieczora” – dzisiaj rzadziej się może używa tej formy, ale kiedyś się tak mówiło – nie powiemy „z wieczoru przyszedł do mnie ktoś”, ale „z wieczora”, czyli „pod wieczór”. A z kolei kiedy myślimy o wieczorze nie tyle jako o części dnia, ale o jakimś zdarzeniu, na przykład imprezie towarzyskiej, wówczas mamy już tylko „wieczoru”. Nie powiemy przecież, że „nie było tym razem wieczora autorskiego” – „wieczoru autorskiego nie było”. Jeżeli mamy na przykład „wieczór kawalerski”, to będziemy mówili „tego wieczoru kawalerskiego”, a nie „tego wieczora kawalerskiego”, chociaż ten wieczór zdarzył się akurat tego wieczora – tak moglibyśmy powiedzieć. A więc impreza „wieczór – wieczoru”, a miara czasu i tak, i tak, choć częściej w wyrażeniach idiomatycznych – „a”, jak na przykład „od rana do wieczora”.
Na zgubę, na pohybel!
Pan Przemysław ma pytanie dotyczące dawnego, znanego nam właściwie chyba głównie z Sienkiewicza, słowa „pohybel”. – Rozumiem jego znaczenie, ale nie potrafię doszukać się bezpośredniej genezy tego słowa – pisze pan Przemysław.
– Jest to słowo ukraińskie. Jeżeli pamiętamy, że polskie „g” odpowiada ukraińskiemu „h”, to już łatwiej nam znaleźć wspólnotę między „gibiel” na przykład i „pohybel”, „gubić – zguba” i „pohybel”. No właśnie – „pohybel” to jest zguba, to jest utrata życia, to jest zatracenie – w odniesieniu wyłącznie do człowieka. Najczęściej spotykaliśmy to słowo w połączeniu „na pohybel”, czyli na śmierć, na to, żeby ktoś zginął – tak jak używamy toastów po to, żeby komuś zdrowie one przyniosły, tak czasem zdarza nam się czy to toasty czy inne okrzyki wznosić, które mają doprowadzić kogoś do zguby. „Pohybel” kiedyś to była nie tylko zguba i utrata życia, ale także szubienica i śmierć na szubienicy właśnie. W Polsce okrzyk „na pohybel!” upowszechnił Sienkiewicz. W „Ogniem i mieczem” często bohaterowie wołają „na pohybel”. Zresztą w pewnym miejscu ten „pohybel” pojawia się w trochę innym kontekście. Mówi mianowicie Bohun o Kurcewiczach: „albo mnie pohybel, albo im”, czyli „albo ja zginę, albo oni”. Dzisiaj poza „na pohybel” tego „pohybela” czy też „pohybla” nie spotykamy i może dobrze, bo może byłoby to zbyt agresywne.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową. Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

Jak jest z tym złotym?
Pan Jacek Wrzesiński napisał program, który zamienia kwotę w złotówkach, napisaną cyframi, na kwotę napisaną słowami. I tu pojawia się pewna niejasność. Są na przykład takie kwoty: „2001,00”. – Czy na końcu mówić „złoty” czy „złotych”? Czy „2001 złoty” czy „2001 złotych”? – pyta pan Jacek.
– Wydawałoby się, że jeżeli „jeden” jest na końcu, to „złoty”. Otóż nie. W tym przypadku mówimy „2002 złotych”. Jeżeli jedynka jest ostatnią cyfrą, którą odczytujemy, czy też którą zapisujemy słowami, wówczas decyduje ta cyfra, która była poprzednio. A więc w tym przypadku „2000”. Jeśli mamy „2781” – oczywiście „złotych”. „Jeden” jest tylko w jednym przypadku – mianowicie kiedy to jest „1 złoty” – wtedy oczywiście nie mówimy „jeden złotych”. Kiedy mam „2” – to „złote”, kiedy mamy „3” – to „złote”, przy „5” mamy „złotych”. Natomiast, gdy jest „2001”, to oczywiście piszemy i mówimy „złotych”. Tutaj działa wyobrażenie mnogości – ono raczej decyduje, a nie to, że na końcu umieszczony jest taki liczebnik, który przypomina nam przymiotnik w liczbie pojedynczej. On, niestety, nie decyduje – a więc „2001 złotych”.
Na skróty z angielska
Czy skrótowiec „CASE” (Centrum Analiz Społeczno – Ekonomicznych) jest poprawnie wymawiany z angielska jako „kejs”? Tak właśnie często słyszę to słowo – pisze pani Alicja Majewska.
– Istotnie, znacznie częściej słyszymy „kejs”, niż „case”, choć Centrum Analiz Społeczno – Ekonomicznych to byłoby „Case” albo „ce a es e” – nazywając każdą literę oddzielnie (to jednak jest bardzo dziwaczne i raczej nikt tak nie mówi). Niektórzy mówią „case”, ale o wiele częściej „kejs”. Dlaczego? Dodam jeszcze jeden przykład. Jest, np. na Uniwersytecie Warszawskim, Centrum Otwartej Multimedialnej Edukacji – skrót „COME” wszyscy wymawiają „cam”. „Come” – po angielsku „chodź”, „case” – po angielsku „przypadek”. No cóż, można założyć, że ci, którzy nadawali te nazwy, liczyli właśnie na to, że słowa te będą wymawiane z angielska. Nie tylko dlatego, że tak modniej, ale także dlatego, że mają one pewien związek znaczeniowy z tą instytucją. Centrum Analiz Społeczno – Ekonomicznych analizuje różne przypadki, a więc „case” – zresztą w socjologii to angielskie słowo jest często używane także i w polskich tekstach: „to ciekawy case” – mówi się, czyli „to ciekawy przypadek”. „Come”, czyli „chodź”, przy Centrum Otwartej Multimedialnej Edukacji także wydaje się stosowne. Można by zatem założyć, że jest to celowy zabieg nazywania z polska po angielsku, trochę kalamburowo, w pewien sposób, który pokazuje na zbliżenie znaczenia i treści. I ja rozumiem tych, którzy tak wymawiają. Sam jednak, może trochę przez przekorę, mówię „case” i „come”. Spotykam się czasem z niezrozumieniem, czasem z potępieniem. Udaję, że robię to trochę żartem, ale nie za bardzo mi się podobają takie zwyczaje anglicyzowania polskich słów.
Miecugow jak Żukow
Pan Mikołaj ma problem z poprawną odmianą nazwiska popularnego dziennikarza Grzegorza Miecugowa. – Czy poprawnie jest mówić „Grzegorzowi Miecugowi” czy „Grzegorzowi Miecugowowi”? – pyta pan Mikołaj.
– Jeżeli nie mam Pan żadnych wątpliwości i mówi Pan „Grzegorza Miecugowa”, to tym samym poświadcza Pan, że dla Pana także rdzeniem tego wyrazu jest „Miecugow”. Zresztą w mianowniku „Miecugow” występuje „ow”, nie jest ono przez nas traktowane jako przyrostek czy jako coś poza rdzeniem. Jeżeli mamy zatem formę „Miecugow”, to powinniśmy powiedzieć, w celowniku „Miecugowowi”. Rozumiem, że to jest fonetyczne powtórzenie, że to może trochę razić, że w polszczyźnie takie „owowi” nie jest najczęstsze, ale gdyby pan Grzegorz Miecugow nazywał się „Miecug”, wówczas „Miecugowi” byłoby formą poprawną: „Miecug – Miecugowi”, „Miecugow – Miecugowowi”. Gdyby na przykład próbował Pan odmienić nazwisko „Żukow”, to chyba nie przyszłoby Panu do głowy, żeby w celowniku powiedzieć „Żukowi”, bo byłby to celownik od nazwiska „Żuk”. Na pewno powiedziałby Pan „Żukowowi”. A zatem to „ow” musimy powtarzać i za każdym razem dodawać jeszcze jedno „ow” oraz „i” na końcu, bo tak właśnie brzmi celownik od tych nazwisk. Niektórym kojarzą się one z naszymi wschodnimi sąsiadami, ale i w Polsce występują bardzo często.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Słowo o słowie

W tej chwili, w tym momencie
Pan Wojciech Trojniak pyta, czy sformułowanie „na tę chwilę” jest poprawną konstrukcją językową.
– Zależy w jakim sensie użyjemy tego sformułowania. Możemy na przykład „na tę chwilę” kogoś zaprosić, na jakąś uroczystą chwilę. Tak jak zapraszamy „na czwartek” czy „na jutro”. I wtedy jest wszystko w porządku. Możemy czekać „na tę chwilę” bardzo długo – „czekałem na tę chwilę”, tak jak czekałem na jakieś zdarzenie, które bardzo mnie obchodzi – najczęściej wtedy pozytywnie. I wtedy „na tę chwilę” jest jak najbardziej poprawnym sformułowaniem. Ale czasami pojawia się użycie może trochę nadmiernie rozszerzające zastosowanie tego sformułowania. Podobnie jak mamy dość rażące urzędowe użycie „na dzień dzisiejszy” – kiedy nie mówimy, że coś jest „na dzień dzisiejszy zaplanowane”, ale chodzi nam o stan czegoś tam „na teraz” – tak samo rażące jest w tym znaczeniu sformułowanie „na tę chwilę”. A słyszy się także bardziej jeszcze nieodpowiednie „na chwilę obecną”. W takim znaczeniu tych sformułowań nie należy używać.

Żona i córka pana Bogusza
Pani Dorota Bogusz pyta, jak powinno odmieniać się jej nazwisko w liczbie pojedynczej i mnogiej. – Obecnie nie odmieniam nazwiska – pisze pani Dorota.
– Istotnie Pani Doroto, jest Pani kobietą, a nazwiska kobiece tak właśnie brzmiące nie odmieniają się – „pani Dorota Nowak, z panią Dorotą Nowak, o pani Dorocie Nowak”, „pani Dorota Bogusz, z panią Dorotą Bogusz” itd. Gdyby była Pani nie Dorotą, a Damianem czy Arturem, wtedy oczywiście „Bogusza” byśmy odmieniali – „pan Artur Bogusz, z panem Arturem Boguszem” itd. Mężczyźni odmieniają nazwiska tak właśnie rzeczownikowo wyglądające, kobiety nie. Kobiety mogą jednak przyjmować końcówki wskazujące na ich stan cywilny – może Pani powiedzieć, że jest Pani „Boguszówną” albo „Boguszową”.„Dorota Boguszówna” albo „Dorota Boguszowa” – to są formy poprawne; wprawdzie w oficjalnych papierach tak brzmiące nazwiska nie są jeszcze spotykane, ale może niedługo będą. W każdym razie w życiu prywatnym może Pani takich form używać.
Natomiast jeśli chodzi o liczbę mnogą, prawdopodobnie chodzi Pani o małżeństwa, które takie nazwiska mają – na przykład „pani Dorota i Artur Bogusz”. Otóż bardziej jest wskazane, a przez niektórych uważane za jedynie poprawne, używanie formy liczby mnogiej – tak więc „Dorota i Artur Boguszowie, z Dorotą i Arturem Boguszami”. Tak właśnie radziłbym odmieniać – jeśli chciałaby Pani przybić wizytówkę na drzwiach, prosiłbym, aby Pani taką właśnie umieściła: „Dorota i (tu imię małżonka) Boguszowie”.

Bardzo elegancki zaimek
Pani Ewelina Kaczmarczyk ma pytanie krótkie, ale ważne – pojawia się ono dość często jako problem w mówieniu zwłaszcza publicznym.
– Jaka jest zasada stosowania „ta”, „tę”, „tą”? – pyta pani Ewelina.
– Zajrzyjmy do pierwszej z brzegu gramatyki polszczyzny i znajdziemy tam, że „ta” to mianownik, „tej” to dopełniacz, celownik i miejscownik. Mówimy: „nie mam tej książki”, „dałem to tej pani” i „byłem w tej miejscowości”. Mamy jeszcze oprócz tego „tą” – to forma narzędnikowa („posłużyłem się tą ręką”) i „tę”, czyli, w bierniku, „widzę tę książkę”, „znam tę potrawę”. Prawda, że większość zaimków nie ma tego „ę” w bierniku – mamy tam, podobnie jak w narzędniku, „ą”. „Którą widzisz rękę?”, a nie „którę”, „taką rękę, która jest…”, a nie „takę rękę”. „Moją rękę”, a nie „moję” (kiedyś było „moję”). Mamy więc odmianę przymiotnikową, tak jak „ładną”, „dobrą”, „złą”. Jeden tylko zaimek zachował dawną formę – „tę”, czyli zaimek „ta”. Mamy tu odmianę rzeczownikową – wszystkie rzeczowniki mają „ę”, oczywiście z wyjątkiem bardzo szczegółowych, np. „panią”, a nie „panię”. Zachowajmy to, mimo że w mowie potocznej dopuszcza się już czasem „tą książkę” i nie możemy tego uznać za jawny błąd, to w mówieniu poprawnym, w mówieniu eleganckim, w normie polszczyzny wyższej mamy ciągle „tę” i mam nadzieję, że tę normę zachowamy.
* Pytania do profesora Bralczyka można przesyłać pocztą emailową.
Adres poczty na stronie www.bralczyk.pl

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.