1 stycznia 2001 roku z Paryża wystartuje 23 edycja Rajdu Paryż – Dakar. Będzie to pierwsze wielkie wydarzenie sportowe w trzecim tysiącleciu. Trasa Rajdu, licząca około 10 tys. km będzie przebiegać przez Hiszpanię, skąd zawodnicy zostaną przetransportowani do Afryki.Kolejne etapy Rajdu, to Maroko, Mauretania, mali, gdzie odbywać się będzie prawdziwa rywalizacja. Trasa przebiegać będzie przez Góry Atlas i wśród pustynnych piasków. Po trzech tygodniach, 21 stycznia uczestnicy dotrą do stolicy Senegalu – Dakaru. Być może nie pisalibyśmy o tym Rajdzie, gdyby nie fakt, że w barwach PKN ORLEN SA dwóch zawodników: Jacek Czachor i Marek Dąbrowski, przejechali cała trasę Rajdu przed rokiem i teraz, bogatsi o doświadczenia, wystartują ponownie, by zmierzyć się z afrykańskim żywiołem. - Pierwszy start w Rajdzie Paryż – Dakar – mówi Jacek Czachor, - to spełnienie największego marzenia w życiu. Przed rokiem chcieliśmy przede wszystkim dojechać do mety, teraz ważne będzie również także ściganie. Co prawda, jest to ogromne wyzwanie, ale muszę się przyznać, że nie raz, podczas poprzedniej edycji budziłem się w nocy i zastanawiałem się, po co mi to wszystko. W domu jest cicho, ciepło, przytulnie i nie ma piasku. A jednak 1 stycznia nie wypiją szampana z najbliższymi, bo na 29 i 30 grudnia 2000 zaplanowane zostało pierwsze spotkanie zawodników. Odbędzie się wówczas bardzo szczegółowe badanie techniczne pojazdów, które musi potwierdzić zgodność pojazdów z regulaminem Rajdu. W tej edycji każdy pojazd będzie wyposażony w nowoczesny system nawigacyjny GPS, ale to nie oznacza, że będzie łatwo dojechać do mety. Wydajność tego systemu będzie w pewnym stopniu specjalnie ograniczona. – Chodzi przede wszystkim o to – wyjaśnia Marek Dąbrowski,- aby zawodnicy wykorzystali znajomość nawigacji, a na dodatek, pokazali, że są w stanie dojechać do mety. Każdy pojazd poza tym będzie wyposażony w boję lokacyjną, czyli urządzenie, które w razie wypadku czy uszkodzenia pojazdu wskaże pozycję zawodnika organizatorowi. Jednak po użyciu boji lokacyjnej, zawodnik nie bierze udziału dalej w Rajdzie. Pojazdy muszą także mieć powiększone zbiorniki paliwa. Motocykle muszą mieć zbiorniki, które wystarczą na pokonanie ok. 385 km oraz muszą być wyposażone w 5 litrowe zbiorniki wody pitnej. Normalny człowiek nawet sobie nie wyobraża, na czym polega Rajd Paryż – Dakar i ile trzeba mieć samozaparcia, aby zdecydować się na przejechanie około 10 tys. km. – Rajd , to jest jedna wielka niewiadoma – opisuje Jacek Czachor, jeden dzień z życia Rajdu. – Start jest o świcie, około 3-4 godz. Rano. Budzimy się w nocy, jest zimno, powinniśmy zjeść śniadanie, bo następny posiłek będzie dopiero około 19.30. Około godz. 5 rano stajemy na starcie, wcześniej trzeba oddać namiot i śpiwór do samolotu. Czasami okazuje się, że są jakieś kłopoty z motocyklem i zamiast spać, trzeba usunąć awarię. Potem należy włożyć przepocony strój, bo on tylko ładnie wygląda pierwszego dnia Rajdu i iść na start. Start wygląda bardzo śmiesznie, co można sobie obejrzeć podczas relacji telewizyjnych. Startuje 30 motocykli i każdy jedzie w inną stronę. Zasada jest taka, że każdy wierzy tylko sobie, bo zawodnicy robią sobie dziwne numery. W końcu to chodzi o to, żeby dojechać najszybciej. – I choć każdy jedzie w inną stronę, to w końcu wszyscy, po 300 km etapie, dojeżdżają na metę – wyjaśnia Dąbrowski. – Jest godz. 16.30, zapadł już zmrok, robi się coraz ciemniej, a tu jeszcze trzeba dojechać do bazy, około 60 km. O godz. 18 dojeżdżamy do baz, czeka nas mycie, kolacja i sen, pod warunkiem, że motor jest w porządku. Około połowy trasy jedzie się na siedząco, na stojąco w trudniejszych odcinkach, gdy trzeba być bardziej skoncentrowanym. A nie jest to wcale takie proste. Stać na motocyklu przez kilka godzin, usiłować coś dojrzeć w tumanach kurzu. Ale najważniejsze jest to, że do Rajdu nie musieli dołożyć ani złotówki, a za ukończenie, od sponsora PKN ORLEN S.A. otrzymali jeszcze po 3 tys. zł nagrody. – Ale taki Rajd to nobilitacja, my obaj nie wyobrażamy sobie życia bez motocykla – tłumaczy M. Dąbrowski. – Ja jeżdżę 10 lat, Jacek 20 lat kręci się w sportach motocyklowych i tu nikt nie jeździ za pieniądze. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że nie mam motocykla w garażu. Motocykl wytrzymuje najwyżej jeden Rajd Paryż – Dakar. Chętnych do udziału jest bardzo wiele, ale zrealizować marzenie tylko nielicznym. Trzeba mieć ogromne doświadczenie i możliwości, trenować w terenie zbliżonym do bezdroży Afryki. Trzeba zdobywać doświadczenia na wydmach, jeżdżąc po pustyni. - Uczestnicy innych rajdów nawet sobie nie wyobrażają, jaki to jest ogromny wysiłek – opowiadają. – Czasem etap liczy ponad 500 km i wtedy musimy sobie kupować benzynę na stacjach. Są takie etapy kiedy jedzie się tylko przez pustynię i wtedy organizatorzy dają paliwo. My mieliśmy dzięki sponsorowi zapewnione wszelkie warunki do startu. Nikt w Polsce wcześniej nie wierzył, że można ukończyć taki Rajd, bo nikt wcześniej nie ukończył. - Zwykle kierowca nie zna pojęcia „jechać na swój kurz” – dodaje ze śmiechem Czachor. – My często mieliśmy problemy z nawigacją i traciliśmy cenne minuty na trasie. Czasem trzeba było kogoś asekurować, bo nie wyobrażam sobie, ze można kogoś zostawić na pustyni. Zawsze można wystrzelić boję ratunkowa, bo bez tego nikt nie ruszy w trasę. W razie wypadku włącza się sygnał i organizator wie, gdzie ktoś ma awarię. Wysyła się wtedy po pechowca helikopter, ale to oznacza koniec Rajdu, wykluczenie. Uczestnicy Rajdu mają do dyspozycji szpital, a w nim doskonałą opiekę, ale położenie się w suchym, czystym łóżku, też oznacza rezygnację z udziału. W szczególnych sytuacjach pacjent odlatuje samolotem do Europy. Jest to bezsprzecznie najtrudniejszy Rajd na świecie. Ale organizatorzy, chcąc jeszcze podkreślić jego poziom sportowy i by wyrównać szanse wszystkich zawodników, wprowadzili wiele ograniczeń i utrudnień na trasie Rajdu 2001. Przede wszystkim ograniczono liczbę osób towarzyszących tej imprezie. Została także ograniczona obecność mechaników poruszających się z etapu na etap drogą powietrzną. Wyznaczone zostaną tylko trzy punkty, gdzie samoloty będą mogły wylądować, a mechanicy będą mogli zająć się naprawą pojazdów. Podczas 23 edycji Rajdu Paryż – Dakar 2001 organizatorzy postanowili przygotować cztery maratonowe etapy. Trasa tych odcinków, biegnąca przez pustynię została specjalnie wybrana ze względu na piękno otaczające szlak. Tylko niestety osoby uczestniczące w Rajdzie, nie będą mogli podziwiać tych widoków. Podczas tych etapów biwaki będą zorganizowane w miejscach oddalonych od cywilizacji i portów lotniczych. Będą to niezmiernie trudne odcinki szczególnie dla zawodników startujących w kategorii motocykli, zwłaszcza że nie będą oni mieli dostępu do swoich części zapasowych, kół, śpiworów. Co ciekawsze wymiana główniejszych części podczas tych etapów jest przez organizatora wręcz zabroniona. Widać z tego wyraźnie, że przed wszystkimi startującymi zawodnikami jest bardzo trudna i wymagająca wytrzymałości oraz odporności psychicznej życiowa próba ale jednocześnie niezapomniana przygoda i wielka satysfakcja po dotarciu do celu. A do celu nie wszyscy dojeżdżają. Podczas rozegranych dotychczas 22 edycji Rajdu zginęło kilkudziesięciu kierowców, członków ekip serwisowych, dziennikarzy i kibiców. Zdarzało się, ze tracili życie wskutek wypadków na trasie, katastrof śmigłowców i z rąk afrykańskich terrorystów. Jedną z ofiar Rajdu Paryż – Dakar był także jego pomysłodawca i twórca Francuz Thierry Sabine, który zginął w niewyjaśnionej do dziś katastrofie śmigłowca. Jak się okazało jego śmierć nie przerwała Rajdu, bo jego organizacją zajmuje się firma TSO (Thierry Sabine Organization), która najpierw kierowana była przez ojca Thierry`ego – Gilberta Sabine, a teraz przez paryskiego restauratora Huberta Auriol. Auriol jest żywą legendą Rajdu, z którym jest związany od początku istnienia, czyli od 1979 roku. Do 1994 roku brał udział w każdym wyścigu. W latach 1979 – 1987 startował na motocyklach. Wygrał dwa razy, w 1981 i 1983 roku. Po bardzo groźnym wypadku, kiedy to złamał obie nogi, Auriol przesiadł się na samochody. Od 1994 roku jest dyrektorem firmy. Legenda Dakaru to nie tylko ekstremalne, trudne trasy i twardzi ludzie. To również bardzo ciężkie warunki życia na biwakach, ale jednocześnie niepowtarzalna atmosfera tych obozów, które powstają w pustynnych oazach, to kierowcy, którzy kilka razy wpisywali się do annałów Rajdu jako zwycięzcy oraz służby Rajdu, ochotnicy, którzy wracają tu co roku, poświęcając niekiedy swoje urlopy by towarzyszyć rajdowej kolumnie. W Rajdzie Paryż – Dakar 2000 wzięło udział około 400 załóg z 31 krajów, co było rekordem imprezy. Wystartowało 200 motocykli, 135 samochodów osobowych i 65 ciężarówek. Rajd był obsługiwany przez 22 samoloty, 8 helikopterów, kilkadziesiąt ciężarówek. W Rajdzie uczestniczyło około 2000 osób obsługi, około 250 mechaników, 37 lekarzy, 140 osób obsługi telewizyjnej i 100 dziennikarzy. W tym wszystkim było dwóch motocyklistów reprezentujących Polski Koncern Naftowy. Jacek Czachor zakończył zawody na 46, a Marek Dąbrowski na 52 miejscu, czyli w środku stawki na 207 motocyklistów. Jadąc na motorach Yamaha WR 400F w swojej klasie do 400 cm sześc. Zajęli odpowiednio 7 i 9 miejsce, a wśród 27 zawodników jadących takimi samymi motorami zajęli 1 i 2 miejsce. Jak trudny był to Rajd i z jaką determinacją jechali zawodnicy chcąc ukończyć Rajd, ostatnie odcinki pokonywał ze złamaną ręką i był holowany przez Marka Dąbrowskiego. Teoretycznie start w następnej edycji Rajdu powinien być łatwiejszy. Obaj motocykliści Jacek Czachor i Marek Dąbrowski mając doświadczenia, obawiają się także tego startu. Nigdy nie wiadomo, czy sprzęt wytrzyma, czy nie trafią na jakieś przeciwności, z którymi będzie im bardzo trudno poradzić. Będziemy trzymać kciuki za polskich motocyklistów, którzy stają przed szansą przejechania po raz drugi Rajdu, o którym wielu marzy, a niewielu się udaje. Jola Marciniak Z archiwum media sport.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze