Płock ma szczęście do wystawień Moliera. Wydarzeniem roku 1985 był Świętoszek – jubileuszowa, setna premiera teatru w reżyserii Macieja Dzienisiewicza. W 1994 r. Andrzej Walden wprowadził na scenę Don Juana. W niedzielę, 15 lutego 2004 publiczność Płocka mogła oglądać trzecie z arcydzieł francuskiego dramatopisarza – Skąpca, w reż Jacka Andruckiego. Wysoki poziom poprzednich inscenizacji stanowił poważne wyzwanie. Skąpiec uchodzi za słabszą od dwóch poprzednich sztuk, ale w reżyserii Andruckiego okazał się nie tylko najlepszą ze sztuk Moliera, także jedną z najciekawszych premier płockiego teatru.
Przede wszystkim sprawdził się dość ryzykowny pomysł scenograficzny Bogusława Cichockiego, który w warstwie plastycznej połączył wiek XVII i XXI. Prawda, że taki zabieg umożliwia też dzisiejsza moda, która pozwala łączyć wszystko ze wszystkim. Scenograf wykorzystał tę możliwość bardzo inteligentnie. Nie przebrał dawnych bohaterów we współczesne garnitury, dżinsy i dresy, tylko z ubrań współczesnych i barokowych kostiumów zrobił stroje ponadczasowe. Nie tyle powiedział, co pokazał widzom, że XVII w. wciąż trwa, że człowiek współczesny nie różni się zbytnio od swych przodków sprzed lat kilkuset. Może tylko jeden szczegół w scenografii wydaje się dyskusyjny. Ubiory podwładnych komisarza, granego z werwą przez Jerzego Wieczorka wypadły z ponadczasowej konwencji i wpadły w XXI wiek.
Z pomysłem scenograficznym współgrał pomysł inscenizacyjny. Ponadczasowo poprowadził Andrucki grę aktorów. Umożliwił to współcześnie brzmiący przekład Jerzego Adamskiego, w kilku fragmentach uzupełniony cytatami z wcześniejszych przekładów lub aktualnymi wstawkami. Czasami może zbyt aktualnymi – dowodem skąpstwa Harpagona jest to, że nie daje pieniędzy na Owsiaka.
Na podkreślenie zasługuje też dobre tempo przedstawienia. Trwa ono ponad dwie godziny, lecz widz tego nie zauważa. Na scenie wciąż coś się dzieje, aktorzy biegają, skaczą przez meble i przez siebie nawzajem, toczą zabawne pojedynki, nawet postacie drugoplanowe nie mają wątpliwości, co robić. Przyciąga uwagę widowni zarówno występująca gościnnie Maja Bulińska, jako Marianna, jak i Krystyna Michel jako pani Klaude. Kucharz i stangret Harpagona Jakub, dzięki grze Szymona Cempury wyrasta na jedną z głównych postaci sztuki.
Znakomitą kreację stworzył w roli Harpagona Jacek Mąka. To jedna z jego najlepszych ról, może nawet najlepsza. Skąpiec Mąki jest jednocześnie śmieszny i groźny, jest żałosny i demoniczny, podstępny i perwersyjnie szczery gdy cieszy się z małżeństwa bez posagu (jedna z najlepszych scen w sztuce) i rozpacza nad skradzioną kasetką. Świetną rolę charakterystyczną stworzyła Hanna Zientara jako Frozyna – życie nauczyło ją cynizmu, ale gdzieś w środku potrafiła ocalić wiele dobroci. Brawurowo w dobrym tempie zagrała Elizę Dorota Cempura. Miejsc i ról słabszych jest niewiele, lecz takie usterki są nie do uniknięcia w wieloosobowej sztuce. Nie obciążają reżysera, który miał świetny pomysł na przedstawienie Skąpca w roku 2004. Zaryzykował i wygrał. A dzięki jego wygranej skorzystała płocka publiczność. Przedstawienie zakończyło się więc owacją na stojąco, choć premierowa, wymagająca publiczność bywa oszczędna w dowodach uznania. Tym razem było inaczej. I zasłużenie.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze