Najnowsze informacje
anal pump

Łowca okazów

Jerzy Suchodolski nie musi martwić się, jakiego karpia kupi na wigilijną wieczerzę. Złowił go sobie sam w Wiśle. Okaz waży ok. 8 kg. To oczywiście za dużo na jedną rodzinę, więc połowa ryby znajdzie się też na stole brata wędkarza. Choć niektórym tak duży karp może wydać się gigantem, to zapewniamy, że są jeszcze większe. Jerzy Suchodolski złowił bowiem i 15-kilogramowe egzemplarze! Nic dziwnego, że w swoich kręgach wędkarz nazywany jest łowcą okazów.
Pan Jerzy zdobył 21 rekordowych medali m.in. za ponad 2 kg okonia, który przy takiej wadze pewnie liczył sobie z ćwierć wieku. Schował się przed wędkarzem 5 metrów pod barką w Stoczni Rzecznej. To jednak nic w porównaniu ze złapanym w tym roku przeszło 80 kg sumem, o długości 2,35 m. – Mógł mieć i 70 lat – zaznacza pan Jerzy. Wyobraźcie sobie worek cementu, który się rusza i że można go wyciągnąć na żyłce. Aż trudno uwierzyć, że takie ryby pływają w Wiśle.
Pan Jerzy na łowisku zazwyczaj nie siedzi w miejscu. Rybę trzeba podejść po cichutku, zanęcić kulką z ziemniaka i zmęczyć, gdy się złapała na haczyk. – Gdy ryba chwyci przynętę, od razu wiem, jakiej jest wielkości i jaki to gatunek. Każda inaczej „chodzi”. Sum, gdy go ciągniemy, zawsze będzie uciekał w przeciwną stronę, a karp nie da się oderwać od dna. Stąd łowiąc rybę trzeba ją zmęczyć, a nie ciągnąć na powierzchnię – wędkarz.
Porad, jak złowić dużą rybę szukał u płocczanina aktor Wiktor Zborowski. Na wspólne łowienie do Płocka przyjechał też Wiesław Dębicki, redaktor naczelny „Wędkarza Polskiego”.
Straszne sumy
Podobno ogromne sumy w spokojną noc wypływają nawet na płytką wodę. Otwierają ogromne paszcze, gdzie szczerzy się 10 tys. zębów i straszą początkujących wędkarzy. – Czasem i w dzień przepłyną koło łódki. Raz nawet myśleliśmy, że to koń pływa. Łódki na szczęście nie wywrócą – twierdzi wędkarz. Takie sumy bytują w okolicach Płocka przy kępach, gdzie pod wodą pełno jest starych korzeni drzew. Przed rozpoczęciem budowy nowego mostu potrzebne były ekspertyzy nurków. Wielu odmówiło, że względu na obecność tych gigantów. Ryby w Wiśle nie są jednak niebezpieczne, choć czasem szczupak może przerazić, gdy wciągnie pod wodę kaczkę.
Na ryby zwłaszcza drapieżne trzeba jednak uważać w czasie tarła, wtedy ich płetwy są trujące. Kiedy człowiek się nią zatnie, zastrzał murowany. Zwłaszcza po jazgarzu, który jest ponoć smaczniejszy od okonia. Jednak wędkarze uważają go za chwast rybny, bo wyjada ikrę.
Jerzy Suchodolski jest członkiem Zarządu Koła Wędkarskiego nr 1. Znalazł się też w Lidze Ochrony Przyrody, żeby móc egzekwować od wędkarzy utrzymywanie w wodzie porządku. Kto śmieci, musi zapłacić mandat. Jeśli nie chce, to w zamian dostaje worek i sprząta. – Jestem też strażnikiem wodnym, bo denerwują mnie kłusownicy, którzy pojawiają się natychmiast na zarybionych akwenach – mówi wędkarz. Tych niestety nie brakuje. Pan Jerzy nawet w nocy otrzymuje telefony od kolegów, że ktoś zarzuca sieci, albo zacina ryby. – Ludzi, którzy kłusują z biedy, pouczam by lepiej wykupili kartę wędkarską, która kosztuje prawie tyle samo, co mandat, a jednocześnie pozwala bez strachu łowić tyle ryb, ile będzie chciał.
Zdarzyło się też namierzyć kłusownika, który nad Wisłę przyjechał zastawiać sieci nowym mercedesem. W takich przypadkach można nawet zarekwirować samochód jako „narzędzie zbrodni”.
Co mężczyźni widzą
w łowieniu?
Wieść o rewelacyjnym płockim łowcy okazów dotarła nawet do Stanów Zjednoczonych. Artykuł w „Wiadomościach wędkarskich” przeczytał tam Polak, który niegdyś mieszkał niedaleko Płocka. – Przesłał mi wędkę, ale w Polsce raczej jej nie mogę używać. Nadaje się na amerykańskie jeziora, które są tak wielkie, jak nasze dawne województwo – żałuje pan Suchodolski. Prezent stoi na honorowym miejscu w domu, wśród kolekcji pozostałych 18 wędek. – Żona trochę krzyczy, że tu kołowrotek, tam haczyk, a i czasem w lodówce rozejdą się z pudełka robaki na ryby. To się jednak każdemu wędkarzowi zdarza – zapewnia mężczyzna.
Obecnie robaki można kupić w sklepie. Kiedyś wybierało się je z odpadów z Zakładów Mięsnych. Dziś wiele się zmieniło. Nawet kobiety lubią wędkować i bez obrzydzenia zakładają rosówki na haczyk. – W sklepie jedna rosówka kosztuje złotówkę. A jak się idzie na suma, to trzeba mieć ich ze 100 sztuk. To kosztuje, więc rodziny wędkarzy nocą wychodzą na trawniki z latarkami i szukają dżdżownic.
Jerzy Suchodolski pracował w pogotowiu ratunkowym. Teraz jest na rencie. Każdą wolną chwilę spędza nad wodą. – Walka z rybą emocjonuje. Boleń nie ma dobrego mięsa, ale gdy złapie się na haczyk, potrafi wyrwać człowiekowi wędkę z ręki – zaznacza płocczanin, który czasem też daruje życie złowionej rybie. Tak było w przypadku rekordowego karpia. Po wyciągnięciu z wody okazało się, że ryba miała wbite w pyszczek aż trzy haczyki. Wyprowadziła w pole niejednego wędkarza. W uznaniu dla jej zasług pan Jerzy ją wypuścił.
Mężczyźni łowią też ryby, bo lubią je jeść. Podobno najlepsze kotlety rybne są z koperkiem, a nie z natką pietruszki oraz z bułką wrocławską bądź chałką, która zabija specyficzny zapach.
Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …