Najnowsze informacje
anal pump

Oszuści wciąż groźni

W ciągu ostatnich przedświątecznych dni Płock przeżył najazd oszustów. Podawali się za członków rodzin, albo przypadkowo spotkanym na ulicy ludziom wmawiali, że potrzebują pilnej pożyczki na operacje, a pieniądze oddadzą zaraz po zabiegu. Większości płocczan nagabywanych udało się uniknąć strat. Niestety, nie wszystkim. Starsza kobieta oddała „wnuczkowi” prawie 50 tysięcy złotych.
Wyjątkową rozwagą wykazał się 78-letni płocczanin. Szedł akurat ulicą Wolskiego, gdy obok niego zatrzymało się czterodrzwiowe auto. W samochodzie siedzieli kobieta i mężczyzna, oboje w wieku około 50 lat. Kobieta zapytała o drogę do szpitala.
– Nawiązała się rozmowa, poproszono mężczyznę, żeby wsiadł do samochodu i pojechał z nimi, wskazując drogę. Kierowca w pewnej chwili zaczął rozmawiać przez telefon, ale tak, żeby przewodnik dobrze słyszał i rozumiał treść. Mowa była o operacji, która jest niezbędna, ale potrzeba na nią natychmiast 3 tysiące złotych – opowiada asp. sztab. Henryk Patrowicz.
Dalej wszystko potoczyło się według typowego dla oszustw scenariusza. Para poprosiła starszego pana o pilną pożyczkę. Tłumaczyli, że to sprawa życia i śmierci. Mówili, że mają pieniądze, ale są to dolary, które mogą dać pod zastaw 3 tysięcy złotych. Uspokajali, że za kilka godzin odbiorą z Berlina pieniądze. Wtedy oddadzą pożyczoną polską walutę i odbiorą dolary.
Starszy pan zauważył, że przecież dolary mogą wymienić w kantorze. Oszuści znów zaczęli kręcić, że się im spieszy. Życzliwy płocczanin zgodził się w końcu pomóc i zaprosił ich do domu. Tu jednak obcy wzbudzili nieufność żony płocczanina. Kobieta próbowała odwieść męża od pomysłu pożyczki. Jakoś dała się jednak przekonać. Wtedy „goście” wyjęli saszetkę z dolarami. W sumie było to siedem tysięcy „zielonych”. Gospodarz przygotował trzy tysiące złotych i nastąpiła zamiana. – Wtedy goście natychmiast ruszyli do wyjścia. Starszy pan nie zamierzał jednak czekać z założonymi rękami. Ruszył za nimi i wsiadł do samochodu – dodaje Henryk Patrowicz.
Nie spotkało się to z entuzjazmem oszustów. Zaczęli tłumaczyć, że to bez sensu, bo muszą jeszcze coś kupić, jakąś piżamę. Starszy pan siedział jednak twardo w samochodzie i odbierał telefony od zaniepokojonych żony i córki. Zapewniał je głośno, że nie da się oszukać i będzie swoich pieniędzy pilnował do samego końca. Oszuści nie wytrzymali napięcia. Zaczęli urągać płocczaninowi, że im nie ufa i oni już nie potrzebują pożyczonych pieniędzy. Oddali trzy tysiące, zostawili starszego pana na ulicy i odjechali w siną dal. Gdy mężczyzna wrócił do domu, wspólnie z żoną i córką zaczęli oglądać saszetkę. Wszystko wskazywało na to, że dolary są w niej nadal. Nie zdecydowali się jednak otworzyć, dopóki na miejscu nie zjawili się wezwani policjanci. Gdy mundurowi rozsunęli suwak ich oczom ukazały się dwie paczki chusteczek higienicznych. Nikt nie zauważył kiedy oszuści dokonali zamiany. Tym razem przestępcy nie osiągnęli celu. Pozostały po nich jedynie rysopisy: kobieta – około 50 lat, w górnej szczęce złoty ząb, otyła; mężczyzna – około 50 lat, wzrost około 185 cm, około 100 kg wagi. Mówił łamaną polszczyzną. Według policji oboje byli prawdopodobnie narodowości romskiej.
Występ za 185 złotych
Oszustki są przede wszystkim doskonałymi aktorami, a swoje „występy” cenią wysoko. Przekonała się o tym ekspedientka z jednego z płockich sklepów. Do placówki weszły dwie kobiety. Zaczęły przeglądać towary, a gdy dokonały wyboru, podały sprzedawczyni dwustuzłotowy banknot. Dostały 185 złotych reszty. Po chwili jednak uznały, że zakupy im nie odpowiadają. Oddały kupiony towar i zażądały zwrotu pieniędzy. Sprzedawczyni oddała im 200 złotych i kobiety wyszły nie oddając otrzymanej wcześniej reszty, czyli 185 złotych. Sprzedawczyni dopiero po fakcie zorientowała się, że padła ofiarą oszustek.
Rozmowa z wnukiem
– Czy mnie poznajesz babciu?
– Grzegorz? Jesteś w Płocku?
– Babciu, nie mów mamie, niech to będzie naszą tajemnicą… Potrzebuję pilnie pieniędzy.
– No, ale wiesz, że ja nie mam w domu, poczekaj, zobaczę wyciągi…
– Dobrze, poczekam, oddam ci w poniedziałek, kupuję mieszkanie, to pilna sprawa…
– Grzegorz, mogę zebrać 49 tysięcy, ale muszę pobrać z banku, mam na lokatach terminowych.
– Babciu to tylko do poniedziałku, wszystko ci oddam, załatw to szybko!
Tak wyglądała rozmowa płocczanki, która odebrała telefon od „wnuka”.
– Kobieta rzeczywiście poszła do banku, zlikwidowała swoje lokaty i całą sumę przyniosła do domu. Cały czas „wnuk” dzwonił do niej i dopytywał, czy już ma obiecaną sumę. Po powrocie do domu powiedziała mu przez telefon, że sam musi przyjść, bo nikomu obcemu pieniędzy nie da. Przekonał ją, że to zupełnie niemożliwe, a po kasę przyjdzie kolega Tadeusz Wrona – opowiada dyżurny komisariatu na Podolszycach mł. asp. Marek Latarski.
Babcia dała się zwieść zapewnieniom, że wnuk i jego posłaniec nie mogą pokazać dowodów, bo zostały w banku w związku z załatwianiem kredytu. Kobieta wydała obcemu, młodemu człowiekowi całą sumę, czyli 49 tysięcy złotych. Kazała jednak pokwitować odbiór pieniędzy. Posłaniec posłusznie napisał: „Potwierdzam odbiór, Tadeusz Wrona” i zniknął z gotówką. Wieczorem starsza pani poszła do córki i tam przez internet skontaktowała się z prawdziwym Grzegorzem. Ten był na Śląsku i nie wiedział o jakiej pożyczce mówi babcia.
– To już kolejny taki przypadek, podejrzewamy, że cały czas może działać ta sama grupa. Obawiam się, że znów zaatakują i znów ktoś może stracić swoje pieniądze. To ludzie bezwzględni. Tak potrafią poprowadzić rozmowę, że nawet się nie zorientujemy, kiedy sami udzielimy im pewnych informacji. Żeby uniknąć wpadki zmieniają głos, jakby byli zachrypnięci i właśnie chorobą tłumaczą inne brzmienie głosu. Proszę nie podejmować takich rozmów, nie zgadzać się na żadne pożyczki, nie przekazywać pieniędzy osobom obcym. Po takim dziwnym telefonie proszę natychmiast kontaktować się z policją pod bezpłatnym numerem 997 i zadzwonić do syna czy wnuczka, z którym przed chwilą rozmawialiśmy i sprawdzić czy rzeczywiście do nas telefonował – przestrzega komendant miejski policji w Płocku insp. Jarosław Brach.
Oto rysopis rzekomego Tadeusza Wrony: młody mężczyzna, twarz półokrągła, cera gładka, na głowie miał ciemną czapkę z daszkiem, ubrany był w czarną, ocieplaną kurtkę do pasa, niebieskie dżinsy, białe buty typu adidas.   
Jacek Danieluk

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …