Najnowsze informacje
anal pump

Oszuści grasują przed świętami

Mieszkańcy Płocka i Gostynina padli w ostatnich dniach ofiarami oszustów. Za każdym razem przestępcy wybrali inną metodę działania, jednak ich łupem padły znaczne kwoty pieniędzy.

W Płocku oszuści uderzyli w środę, 10 grudnia. Ich ofiarami padli kobieta i mężczyzna w wieku 69 lat. Oboje stracili pieniądze, po 35 tysięcy złotych.
Kobieta odebrała telefon. Jakiś mężczyzna zwracał się do niej mamo. Twierdził, że jest przeziębiony, stąd zmieniony głos. Prosił o szybką pomoc. Natychmiast potrzebował 70 tysięcy złotych. Chciał, żeby kobieta zachowała tajemnicę, po pieniądze miała się zgłosić jego znajoma, a rzekomy syn za dwie godziny zadzwoni ponownie i wszystko wyjaśni. Kobieta tak się przejęła, że nie opowiedziała o tym nawet obecnemu w domu mężowi i drugiemu ze swoich synów. Z banku wybrała 33 tysiące złotych, od sąsiadki pożyczyła jeszcze dwa tysiące. Potem przed blokiem spotkała się z jakąś kobietą przysłaną przez „syna” po gotówkę. Gdy po dwóch godzinach syn nie zadzwonił, sama chwyciła za słuchawkę. Jednak prawdziwy syn, bez chrypki, zaprzeczył, że prosił ją o jakąkolwiek pomoc. Dopiero wtedy kobieta zrozumiała, że padła ofiarą oszusta.
– Można oczywiście dziwić się i urągać naiwności tej pani, ale trzeba wiedzieć, że oszuści są niezwykle dobrze przygotowani do odgrywania swojej roli. Stosują socjotechniczne metody działania, to ludzie bardzo inteligentni, potrafią wykorzystywać informacje, jakie zdobywają nawet w krótkiej rozmowie ze swoją ofiarą – opowiadają kryminalni z płockiej komendy.
W Polsce działa wiele grup pracujących metodą „na syna”, „na wnuka” lub innego członka rodziny. Telefonują przeważnie mężczyźni, którym łatwiej jest zmienić głos z powodu udawanej chrypy. Zawsze proszą o dyskrecję, o zachowanie tajemnicy. Na swoje ofiary typują osoby starsze. Skąd je biorą, na przykład ze spisu numerów w książce telefonicznej. Patrzą na imiona. Wybierają te „starej daty”, bo kto dziś daje dziewczynkom na imię Apolonia, Stefania? Do Katarzyny czy Angeliki oszust raczej nie zadzwoni. Dlatego nie dajmy się zwieść. Przez telefon nie załatwiajmy żadnych rodzinnych interesów. Jeśli już to najpierw oddzwońmy do wnuczka czy syna i dopytajmy, czy na pewno przed chwilą dzwonił. Policjanci zaznaczają też, że nie wolno pod żadnym pozorem przekazywać pieniędzy czy kosztowności obcym osobom.
10 i 11 grudnia oszuści podobną metodą próbowali nabrać jeszcze czworo mieszkańców Płocka. Ci jednak nie uwierzyli przeziębionemu „synowi” i poinformowali o tym policję.
Funkcjonariusze podają rysopis kobiety, która odebrała pieniądze od ufnej mieszkanki Płocka: wiek 35 – 40 lat, wzrost około 158 cm, szczupła budowa ciała, włosy ciemne, ubrana była w czarną kurtkę do kolan, zapinaną na guziki. Na głowie miała czarny, wełniany beret.
Jednopensówki
Wyjątkową ufnością wykazał się też 69-letni płocczanin, który 10 grudnia, około 8.30 wybrał się na ulicę Królewiecką pozałatwiać swoje sprawy. Tam natknął się na człowieka w siwej kurtce.
– Pytał o kantor, w którym mógłby sprzedać złote monety, bo jest spoza Płocka, jedzie po jakieś samochody i są mu potrzebne pieniądze. Zaraz podszedł do nich jakiś elegant w czarnym płaszczu i dopytywał, czy ten w kurtce ma coś do sprzedania. Na oczach płocczanina „fachowo” pomacał podane mu monety i ucieszył się, że są rzeczywiście złote. Cena 500 złotych za sztukę wydała mu się tak atrakcyjna, że wyjął 5000 zł i kupił cała paczkę monet – opowiada asp. sztab. Henryk Patrowicz z płockiej dochodzeniówki.
Dalej wszystko potoczyło się tak jak we wszystkich podobnych historiach. Elegant szepnął starszemu panu, że to okazja, z której trzeba skorzystać. Poszedł po więcej pieniędzy i kupił kolejne pięć paczek monet za 35 tysięcy złotych. Po chwili znów wrócił, tym razem z pokwitowaniem kantoru, że sprzedał tam 10 monet po 900 złotych za sztukę. To ostatecznie przekonało starszego pana, żeby wyciągnąć oszczędności z banku. W bramie przekazał „szarej kurtce” w sumie 35 tysięcy złotych i odebrał woreczek z monetami. Miały być niedawno wydane, ze szczerego złota.
Gdy płocczanin poszedł sprzedać monety w kantorze, okazało się, że padł ofiarą oszustów. Rzekomo złote monety okazały się jednopensówkami. Gdy wyszedł przed kantor, po „oferencie” i „elegancie” nie było śladu. Pozostało już tylko zawiadomić o wszystkim policję.
Oto rysopisy oszustów. „Oferent” – wiek około 30 lat, około 167 cm wzrostu, z lekkim zarostem na twarzy, mówił jakby z rosyjskim akcentem. Był ubrany w siwą kurtkę, na głowie miał mocno nasuniętą czapkę. „Elegant” – wiek powyżej 40 lat, wzrost 180 – 190 cm, średnia budowa ciała, mówił czysto po polsku. Ubrany był w czarny garnitur, krawat, biały szalik, czarny kapelusz i czarny płaszcz.
Pracownice hospicjum
Na początku grudnia oszustki pojawiły się też w Gostyninie. 1 grudnia około 12.10 zapukały do jednego z mieszkań przy ulicy 3 Maja. Dwie kobiety podały się za pracownice hospicjum. Mieszkańcy, starsze osoby, wpuścili je do środka. Najpierw oszustki poprosiły o rozmienienie pieniędzy. Następnie pod pretekstem masażu kręgosłupa odwróciły uwagę domowników. Łupem złodziejek padło 1700 złotych.
Policja przestrzega, żeby zachować ostrożność przy wpuszczaniu obcych osób do domu. Odwiedziny pracowników administracji czy pomocy społecznej są z reguły zapowiadane. W przypadku wątpliwości, należy zadzwonić do instytucji, za pracownika której podaje się osoba pukająca do naszych drzwi lub zadzwonić pod numer alarmowy policji 997.
Jacek Danieluk

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …