Reklama

O Ryngalle, która skradła

28/12/2004 14:27
Cztery lata temu Bielce zostały miastem partnerskim Płocka, ale historia złączyła nas ze sobą już w wiekach średnich. Wszystko za sprawą pięknej księżnej Ryngałły. Tego istotnego faktu dopatrzyła się Swietłana Griszyna, mołdawska dziennikarka, która śledząc dzieje wyjątkowo romantycznej historii dotarła z Bielc aż do Płocka.

– Kiedy szukałam korzeni historycznych Bielc, dotarłam do informacji, że w XV wieku założyła je księżna mazowiecka. Bardzo zaskoczył mnie ten fakt. Skąd bowiem w Mołdawii wzięła się księżna z Mazowsza? – zastanawiała się Swietłana Griszyna. Niestety, książki nie przyniosły zadowalających odpowiedzi i księżna Ryngałła odeszła przez pewien czas w zapomnienie. Dziennikarka pochłonięta była bowiem pracą w mołdawskich gazetach i telewizjiKiedy cztery lata temu Bielce podpisały umowę partnerską z Płockiem, do Swietłany znów powróciła myśl o tajemniczej księżnej mazowieckiej. Musiała przyjechać do Płocka, żeby odtworzyć brakujące ogniwa. Nie spodziewała się, że odkryje wyjątkowo romantyczną historię. Osoby, które ją usłyszały, stwierdziły, że to doskonały pomysł na film i to nie tylko dokumentalny. Okazuje się, że to właśnie życie pisze najciekawsze scenariusze.

– Pierwszym mężem Ryngałły został książę Henryk Mazowiecki, który stracił głowę dla tej pięknej damy. Jak donoszą Kroniki Jana Długosza, żeby się z nią ożenić, zrezygnował z objęcia funkcji biskupa płockiego. W ten sposób Ryngałła stała się księżną mazowiecką. Sama pochodziła również z wysokiego rodu. Była rodzoną siostrą wielkiego księcia litewskiego Witolda i cioteczną siostrą króla Polski Władysława Jagiełły. Jej małżeńskie szczęście trwało zaledwie rok. Henryk nagle zmarł. Posądzono Ryngałłę, że zamordowała męża – opowiada dziennikarka.

Dalsze dzieje tej damy wysokiego rodu są zagmatwane. Wiadomo tylko, że Janusz i Ziemowit, bracia zmarłego Henryka, postanowili zesłać wdowę do Mołdawii z najprawdopodobniej niesłusznym piętnem mężobójczyni.

– Ślad Ryngałły w Polsce w tym miejscu się urywa. Szukałam pomocy w archiwum w Gostyninie, gdzie na jednej z konferencji wspominano o księciu Henryku Mazowieckim. Niestety bezskutecznie – relacjonuje Swietłana, która jednak zna ciąg dalszy historii, choć już ze strony mołdawskiej.

W Księstwie Mołdawskim, Ryngałła jako dama z wyższej sfery, do tego z tytułem księżnej mazowieckiej trafiła wprost w objęcia władcy tej ziemi – księcia Aleksandra Dobrego. Warto zaznaczyć, że księżna była już w wieku dojrzałym. Jej urok i powab sprawiły jednak, że Aleksander Dobry zakochał się w niej bez pamięci i postanowił się z Ryngałłą ożenić. Niestety, na skutek intryg politycznych zmuszony został rozwieść się z księżną. Żywiąc jednak wciąż wielkie uczucie do tej kobiety, książę Aleksander Dobry podarował jej ziemie z 40 wsiami. Księżna założyła kolejne miejscowości. Przyczyniła się też do powstania w 1421 roku obecnych Bielc.

– Przez wiele lat pracowałam jako przewodnik turystyczny. Stąd znam fakty historyczne. Przyjezdni z Ukrainy, Rosji i Polski goście wielokrotnie zadawali mi szereg pytań. Nie było innego wyjścia, jak posiąść stosowną wiedzę – wspomina dziennikarka, która w 1993 roku zaczęła pracować w lokalnej telewizji. Specjalizowała się w programach mówiących o historii, dzięki czemu mogła dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Jest autorką ponad 500 materiałów dokumentalnych.

– Pierwszy program, jaki zrobiłam do telewizji, opowiadał o historii Bielc, a co za tym idzie i księżnej mazowieckiej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta historia będzie miała dla mnie tak duże znaczenie w przyszłości – przekonuje dziennikarka.

Z okazji zbliżającego się jubileuszu Bielc, Swietłana Griszyna postanowiła wydać książkę o tym mieście. Musi jeszcze ją uzupełnić o zdjęcia pomników, ludzi, muzeów. W książce będzie również miejsce dla Ryngałły i dla Płocka. W poszukiwaniu dokumentów o księżnej mazowieckiej Swietłana zwiedziła wszystkie miejsca związane z gromadzeniem dokumentów historycznych. Była gościem Towarzystwa Naukowego Płockiego, Biblioteki im. Zielińskich, Państwowego Archiwum, Muzeum Mazowieckiego, Muzeum Diecezjalnego. Bogate zbiory, uchylające rąbka tajemnicy, znalazły się również w Wyższym Seminarium Duchownym.

– Szczególne wrażenie zrobił na mnie rękopis pisany ręką księcia z 1392 roku. To było rok przed jego śmiercią. Chciałabym zamieścić zdjęcie dokumentu w swojej książce, co potwierdziłoby, że ta historia nie jest zmyślona. Poza tym książę Henryk Mazowiecki pośrednio związany jest z historią Bielc. Dał tytuł księżnej, założycielce mołdawskiego miasta. Szkoda, że nie mogę zamieścić podobizny Ryngałły. Jednak w tamtych czasach artyści malowali jedynie portrety świętych. Możemy wyobrazić sobie urodę księżnej, opierając się jedynie na przekazie pisemnym. Myślę jednak, że również zdjęcie Płocka, miasta z którego przyjechała założycielka Bielc, będzie doskonałym uzupełnieniem mojej monografii – twierdzi Swietłana Griszyna.

Płocczanie obdarowali dziennikarkę wieloma książkami i zdjęciami naszego miasta. Najprawdopodobniej wykorzysta w swojej pracy charakterystyczny widok zamku z Tumskiego Wzgórza.
Tropicielka historycznych tajemnic jeszcze u nas zagości. Po powrocie do Mołdawii napisze cykl reportaży na temat swoich odkryć w Płocku. Weźmie też udział w konkursie dziennikarskim, ogłoszonym przez polską ambasadę na temat „Polski ślad w Mołdawii”.

Swietłana Griszyna wyjeżdżała z Płocka ze szczególnym zachwytem. – Z dużym podziwem obserwowałam stosunek płocczan do historii swojego miasta. Tu każdy pomnik, dom i ważne miejsca opatrzone są tablicami pamiątkowymi, monografie opisują szeroko ich historię. Zachwyciły mnie pozycje na temat katedry i Małachowianki. Mój ulubiony autor, Aleksander Puszkin stwierdził, że znajomość historii swojego miasta świadczy o wysokiej kulturze osobistej i o stopniu wykształcenia danej osoby. Współczesny człowiek, który zajmuje się nawet ścisłym profilem, bez względu czy jest to fizyka czy matematyka, powinien obowiązkowo znać jeszcze historię swojego miasta i kraju. Płocczanie szczególnie o tym pamiętają.

Wizytę dziennikarki w dużej mierze sfinansował mer Bielc. Dotarcie do źródeł tajemnic umożliwił jednak Urząd Miasta Płocka. Okazało się, że taka partnerska współpraca może przynieść wiele wspólnych korzyści, a przy okazji odkryć tak ciekawe historie.

tekst Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości