Najnowsze informacje
anal pump

Moje serce przylgnęło do Płocka

Z ks. bpem Stanisławem Wielgusem, ordynariuszem płockim, przyszłym metropolitą warszawskim, rozmawia Elżbieta Grzybowska
Czy siedem lat posługi biskupiej w Płocku to było dla Księdza Biskupa zarazem siedem lat tłustych?
To były piękne lata. Wchodziłem powoli w urząd biskupa, bo przedtem związany byłem wyłącznie z uniwersytetem. Musiałem się nauczyć wielu czynności biskupich, w czym pomógł mi ks. bp Roman Marcinkowski, który od urodzenia jest w tej diecezji, także wielu kapłanów i wiele osób świeckich. Robiąc swego rodzaju bilans z tych minionych ponad siedmiu lat, w mojej pamięci zachowały się tylko bardzo piękne i przyjazne wspomnienia.
Czym Diecezja Płocka Anno Domini 2006 różni się od tej z roku 1999?
Sądzę, że wiele się zmieniło, ale nie znaczy to, że przypisuję sobie jakieś zasługi. Po prostu trzeba było odpowiadać na wyzwania czasu obecnego. Wydaje się, że razem z całym Kościołem płockim staraliśmy się odpowiedzieć na wyzwania współczesnej epoki. Próbowaliśmy rozwiązywać różnego rodzaju problemy, które rodziły się w tym czasie, budować kapitał dobra, bo dobro jest w ludziach. Ja ciągle powtarzam, że dobra jest więcej w świecie niż zła. Chodzi o to, aby wszyscy, którzy uważają się za chrześcijan, wspólnie czuli odpowiedzialność za dobro, które jest w ludziach i w świecie, żeby je wzmacniali i żeby nie uprawiali destrukcji.
Co Ksiądz Biskup uważa za największe osiągnięcie diecezji ostatnich lat, także jeśli chodzi o to dobro, o którym mówi?
Zależało mi na tym, żeby ludzie bliżej poznali religię katolicką, żeby bliżej poznali Boga. Jesteśmy wezwani do tego, żeby Boga kochać i żeby postępować według jego woli, która jest zawarta w przykazaniach i w Ewangelii. Ale żeby Boga kochać i postępować według jego woli, trzeba Go poznać. Dlatego powołaliśmy specjalny zespół do opracowywania katechez, które mają przypomnieć osobom dorosłym, bo szczególnie o nie chodziło, główne prawdy wiary, sposób rozumienia wiary, pobudzić do refleksji nad sensem istnienia człowieka. To jest realizowane od wielu miesięcy i sądzę, że będzie nadal realizowane. Zostało załatwionych cały szereg spraw, które były ważne dla organizacji Kościoła płockiego, dotyczących budowy różnych obiektów i kościołów w Diecezji Płockiej. Kilkanaście tych kościołów zostało konsekrowanych przeze mnie i przez ks. bpa Romana Marcinkowskiego. Rozrosły się organizacje katolików świeckich, i stowarzyszenia. To jest zawsze praca ewolucyjna. Ja trzymam się zasady, którą kiedyś wygłosił Wergiliusz: Labor assiduus vincit omnia – konsekwentna, uparta praca przezwycięża wszystko. Jestem za organiczną, zaplanowaną na całe lata pracą, również w dziedzinie duszpasterstwa.
Pełniąc obowiązki ordynariusza Diecezji Płockiej i inne, na przykład związane z pracą w Konferencji Episkopatu Polski czy też wykłady na KUL, z czegoś jednak trzeba było zrezygnować?
Ostatnio musiałem zrezygnować z pełnego zatrudnienia w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, zostawiłem sobie tylko seminarium doktorskie. Poza tym zrezygnowałem z pracy w niektórych towarzystwach naukowych. W sierpniu miałem poważną operację i stan zdrowia nie pozwalał mi na taką aktywność.
Zgodnie z wolą papieża Benedykta XVI już niebawem opuści Ksiądz Biskup Płock, aby od stycznia 2007 roku pełnić funkcję metropolity warszawskiego. Warszawa to dość trudny teren. Z badań statystycznych Kościoła katolickiego wynika, że wiara ma tam niewielki wpływ na wybory moralne. Czy w związku z tym towarzyszą Księdzu Biskupowi jakieś obawy?
Jest to problem szerszy. Fala sekularyzmu ogarnęła świat zachodni, jednak sam ateizm jest zjawiskiem absolutnie marginalnym. Ludzie mają jakiś obraz Boga, nie zawsze chrześcijański. Ubolewam nad tym, że wielu ludzi, którzy przyznają się do religii chrześcijańskiej, nie ma sprecyzowanego obrazu Boga w Trójcy Jedynego. Wielu pojmuje Boga jako nieokreśloną, anonimową energię, nie jako Boga osobowego, który wymaga określonego sposobu życia i wiary. Pojawia się obraz Boga z ideologii New Age, która zrównuje wszystkie religie, bo uważa, że wszystkie religie są tyle samo warte i że właściwie żadna religia nie ma prawa czegokolwiek wymagać, ani w sferze wiary, ani w sprawie moralnego postępowania. Tego typu religijność niestety rozpowszechnia się we współczesnym świecie. Natomiast ateizm absolutnie nie. Ale pani redaktor dotknęła tego problemu, że ludzie często postępują niezgodnie z zasadami, które, przynajmniej teoretycznie, wyznają. Taka jest słabość ludzkiej natury, nie ma się tu co dziwić. Trzeba pamiętać o tym, że postęp technologiczny, cywilizacyjny jest czymś innym niż postęp moralny. Postęp cywilizacyjny rozwija się liniowo, natomiast postęp moralny faluje. Wiek XX to wiek absolutnego upadku moralności, to Wielki Piątek w historii ludzkości, zważywszy na ideologie totalitarne i na wojny, które się w nim wydarzyły. Każde pokolenie musi zaczynać od nowa, każdy człowiek musi zaczynać od nowa. Oczywiście ważny jest rodzinny dom, z którego się wyszło, niemniej jednak każdy z nas dokonuje wyborów. Jeśli ulega duchowi czasu, który jest tak niesprzyjający religii chrześcijańskiej, to wystąpi u niego rozdźwięk między wiarą a życiem moralnym. Sama wiara to za mało. Diabeł też wierzy. Co więcej wie, że Bóg jest, ale to nie znaczy, że nie pozostaje diabłem. I człowiek również może wierzyć, ale może postępować niezgodnie z zasadami wiary. Tu trzeba dotknąć problemu grzechu pierworodnego, który skaził ludzką naturę. Jesteśmy skłonni do zła, jesteśmy skłonni do słabości i musimy bardzo pracować nad sobą, żeby wytrwać w dobru, żeby wytrwać w życzliwości, w przyjaźni, żeby nie nienawidzić, żeby się nie mścić, nie stosować pogańskiej zasady „oko za oko, ząb za ząb”. To są bardzo trudne rzeczy. Teoretycznie jesteśmy otwarci na wszystkie wskazania nauki chrześcijańskiej, ale gdy nas coś dotknie osobiście, to wtedy idą one w zapomnienie. Postępujemy po pogańsku, walczymy. Tak dzieje się wszędzie, ale w stolicy w specjalnym natężeniu, z uwagi na ogrom miasta i na różnorodność ludzi tam żyjących. Ludzi o bardzo różnych światopoglądach, często o różnych kulturach. To są sprawy normalne dla duszpasterzy.
Tak więc zastąpienie kardynała Józefa Glempa to dla Księdza Biskupa swego rodzaju wyzwanie?
Bez wątpienia. To jest wielkie wyzwanie i ja sobie z tego zdaję sprawę. Z trudem przyjąłem tę decyzję Ojca Świętego. Uważam, że trzeba mieć bardzo dużo siły i energii, żeby podołać temu bardzo trudnemu zadaniu. Bo traktuję to wyłącznie w kategorii zadania, które powierzył mi papież. Zaszczyty i tytuły nie mają dla mnie znaczenia.
Diecezjanie płoccy niebawem dowiedzą się, kto będzie ich nowym ordynariuszem. Jakiego biskupa potrzebuje teraz Kościół płocki?
Gorliwego. Takiego, który będzie żył problemami ważnymi dla chrześcijan, dla katolików żyjących w tej diecezji, który będzie dbał o potrzeby duchowe Kościoła płockiego, ale także inne potrzeby, organizacyjne, bo diecezja ogarnia cały szereg instytucji, Seminarium Duchowne, stowarzyszenia katolików świeckich, zakony. Tu trzeba nad wszystkim czuwać i wspierać wszystko co dobre. Potrzebny jest więc biskup, który będzie gorliwie to realizował i sądzę, że takiego biskupa mianuje Ojciec Święty.
Czego by mu Ksiądz Biskup życzył tu w Płocku, a czego sobie w Warszawie?
Sobie bym życzył, żeby Pan Bóg czuwał nade mną w każdym dniu mojego życia i żeby mnie wspomagał w realizowaniu tej mojej misji. Tego samego życzę mojemu następcy.
Będzie Ksiądz Biskup trochę tęsknił za Płockiem?
Oczywiście, że tak. Moje serce przylgnęło do Płocka, do ludzi tutaj żyjących, do całej diecezji zresztą. Tu jest bardzo dużo dobrych, życzliwych i mądrych ludzi. Tu były pierwociny mojego pełnienia posługi biskupiej. Pokochałem ten Kościół płocki, kościół o tysiącletniej tradycji, o czym trzeba pamiętać.
Serdecznie dziękujemy Księdzu Biskupowi za tę rozmowę, oczywiście życząc tej obecności Boga na co dzień.

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …