Najnowsze informacje
anal pump

Don Giuseppe z gór Lazio

W latach osiemdziesiątych jeździł na ewangelizacje do Jarocina. Pojawiał się na rockowych koncertach. Bardzo zależało mu na dzieciakach, nie widzących sensu życia. Potem spotkali się w Płocku. Stanisławówka wtedy żyła, a praca z młodzieżą wrzała. Stworzył wieczory modlitewne dla zbuntowanego pokolenia. Przychodzili na nie skini, punki, hipisi, a nawet metale. Przez modlitwę, poezję i śpiewanie, chciał przybliżyć ich do Boga. Tygodnikowi Płockiemu opowiedział o swoim kapłańskim życiu we Włoszech.
W płockiej Stanisławówce przeżyłem pierwsze lata kapłaństwa pod przewodnictwem nieodżałowanego proboszcza ks. Jerzego Gasika. To był szlachetny człowiek, a dla mnie – wtedy młodego księdza – nawet przyjaciel. Dawał mi wolną rękę, błogosławieństwo i zapał do pracy. Tak powstał w starym kościele teatr alternatywny, gdzie wystawialiśmy sztuki religijne i jasełka. Pomagał mi Paweł Lipnicki, aktor z Teatru Dramatycznego w Płocku. Potem znalazł pracę w Warszawie.
Pamiętam epizod z tamtych czasów. Do ks. proboszcza przyszedł ktoś na skargę, że ten młody ksiądz Józef Ślazyk robi wrogą konkurencję płockiemu teatrowi i że trzeba go wyciszyć. Proboszcz się na to nie zgodził. W latach dziewięćdziesiątych stary kościół został rozebrany i teatr się skończył. A ja pojechałem na misje do Brazylii. Po latach dowiedziałem się, że niektórzy z moich dawnych aktorów są dziś księżmi m.in. ks. Sławomir Piotrowski, ks. Arkadiusz Nowakowski czy ks. Grzegorz Jeżewski. Prócz Płocka bliski jest mi też Wyszogród. Tu uczyłem się w liceum i przeżyłem młodość, która jest rzeźbiarką, co wykuwa żywot cały.
Proboszcz włoskich górali
Dziś jest zupełnie inaczej. Jestem proboszczem. Podlega mi 11 wiosek, gdzie stoi 7 małych kościółków. Są to górskie wioski na północny wschód od Rzymu na pograniczu gór Lazio i Abruzzo. Msza święta, pogrzeb, ślub, chrzest raz na dwa lata. Co roku pierwsza komunia lub bierzmowanie. Raz w tygodniu kilkanaścioro dzieci z okolicy przychodzi na plebanię na katechizm.
Najgorsze były początki na obcej ziemi. Potem człowiek się przyzwyczaił i tak od lat orze bożą rolę. Trzeba jednak umieć dogadać się z ludźmi, szanować ich i nie dać się wciągnąć w rozgrywki familijno-personalne. W innym przypadku zaraz piszą do biskupa i chcą zmiany księdza. Tylko skąd duchownych wziąć? Z braku powołań biskupi włoscy biorą do pracy obcokrajowców. Zostałem wybrany na 5 lat do rady kapłańskiej, jestem też członkiem kapituły w Rieti. Odpowiadam za księży, którzy pochodzą m.in. z Indii, Afryki. Nie brakuje też Latynosów. W moim dekanacie jest dwóch księży z Polski. Jeden Ślązak, a drugi poznaniak. Do pomocy mam stałego diakona i dwie zakonnice Włoszki.
Przyznaję, że jestem góralem z Krakowa. Teraz mieszkam wśród górali, tyle że włoskich. To twardzi ludzie. Czasem myślę, że dla nich czas zatrzymał się w miejscu. Do dziś kierują się i żyją według gwiazd, Słońca i Księżyca. Nigdzie się nie spieszą. A kazania muszą być mówione po góralsku w ich dialekcie. Nikt tu na mnie nie powie ksiądz Józef, tylko Don Giuseppe.
Zbliża się Wigilia. Nie wolno wnosić żadnych nowości czy zwyczajów do kraju, w którym się przebywa. Nikt tego nie lubi. To trochę tak w myśl porzekadła „jak się wpadnie między wrony to trza krakać jak i one”… Wciąż brakuje mi tutaj serdeczności ludzi, polskiej szczerości i gościnności. Żyją zamknięci w domach, a okazją żeby na krótko się spotkać jest przyjście do kościoła na mszę albo koncert z racji Wielkiej Nocy, czy Bożego Narodzenia.
W tym roku też przygotuję koncert. Pomoże mi tenor Pietro Collucci. Wystąpi chór polifoniczny z Borgorose, w którym śpiewam w basach. Wykonamy dwie polskie kolędy z akompaniamentem mojej gitary. Chór będzie robił wokalizy, a ja zaśpiewam „Lulajże Jezuniu” i „Gdy się Chrystus rodzi”. Zorganizowałem też koncert na cześć Jana Pawła II. Specjalnie na tę okazję napisałem piosenkę pt. „Karol Wojtyła brat naszego Boga”. Zaprosiłem wtedy z Polski skrzypaczkę Klaudię Olborską, która chodzi do szkoły talentów w Warszawie. Potem na Nowy Rok zrobiliśmy koncert.
Kiedy żył Jan Paweł II często jeździłem do Watykanu. Czułem się tam, jak u siebie w domu. Wszędzie odczuwałem obecność tego szlachetnego człowieka. Dziś bardzo mi go brakuje. Kiedy tylko mogę, zaglądam na jego grób. Wiersze, piosenki i zapiski tak na poważnie zacząłem pisać przed jubileuszem 2000 roku. Osoba Jana Pawła II mnie urzekła i zacząłem pisać więcej. Zachęcała mnie też do tego moja wierna siostra – tęsknota do kraju nad Wisłą.
Śpiewający
obywatel świata
Dużo czytałem wierszy Miłosza, Twardowskiego, Herberta, Stachury, Kaczmarskiego, Tischnera. Do dziś pamiętam sztuki teatralne Karola Wojtyły m.in. „Brat naszego Boga”. Obejrzałem je w płockim teatrze pod koniec lat 80. Mam też kilka ulubionych wierszy, do których napisałem muzykę.
Jestem Polakiem, ale uważam się też za obywatela świata. Nieraz piszę w językach, które poznałem z ciekawości, albo życie misjonarskie sprawiło, że musiałem się ich nauczyć. Stąd moje wiersze są nie tylko w języku polskim, ale też niemieckim, portugalskim, włoskim, a nawet i „pa ruski” coś wtrącę.
W kwietniu tego roku w okresie paschalnym w górach Lazio powstała moja płyta „Warto po prostu żyć”. Przyjechał do mnie mój przyjaciel ksiądz Kazek Gajowy, kolega z liceum i seminarium. Siedzieliśmy przy kominku i tworzyliśmy. Chcieliśmy coś razem zrobić, żeby pomóc młodzieży libańskiej w międzynarodowym wolontariacie. Przy okazji to nasza cegiełka, by na świecie zapanował pokój.
Cieszy mnie każde spotkanie z Polakami we Włoszech. Wielu ich tu nie ma. Czasem przyjeżdżają rodacy na zbiór kasztanów czy wycinkę drzew w lesie. Do Polski przyjeżdżam tylko na miesiąc urlopu w wakacje. Czasami ktoś mnie zaprasza. W zeszłym roku w marcu wygłosiłem i zaśpiewałem przy gitarze rekolekcje w Leoncinie, Jaworznie i Długoszynie. Miałem też koncert z okazji 7 dnia papieskiego w słynnej Poniatówce, gdzie występują gwiazdy polskiej sceny. Do wakacji jeszcze dużo czasu. Przychodzi jednak czas Wigilii. To wielka radość z nadejścia Pana, ale też wielka tęsknota, za krajem i rodakami, z którymi to święto jest ciepłe i rodzinne. Stąd na Święta i Nowy Rok wszystkim Szczęść Boże. Pozdrawiam też kochany i drogi mi Płock.
Spisała: Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …