Najnowsze informacje
anal pump

Człowiek o o podwójnym obliczu

Każdy chyba pamięta kim byli Doktor Jekyll i Mr. Hyde. Dwie twarze i dwa charaktery. Jeden spokojny, niemal nieporadny, drugi to odzwierciedlenie najgorszych cech ludzkiej natury. I to wszystko w jednym ciele. Mało kto jednak się spodziewa, że niekoniecznie musi to być literacka fikcja. Taki szok przeżyli pracownicy PERN-u, gdy dowiedzieli się, że ich kolega, 50-letni Andrzej K., to sprawca napadów na małe wiejskie sklepiki. Jeszcze bardziej zaskoczeni byli, gdy się okazało, że policja wiąże mężczyznę z zaginięciem osiemnastoletniej Katarzyny. Cała historia zaczęła się niemal przed rokiem, a finał nastąpił półtora miesiąca temu. Na początku listopada do bazy paliwowej pod Płockiem wjechały policyjne, nieoznakowane radiowozy. Zamaskowani funkcjonariusze otworzyli szafki Andrzeja K. Według nieoficjalnych informacji znaleźli w nich dowody mogące świadczyć o jego winie.
– Przeżyliśmy szok, policja musiała czekać na pozwolenie, żeby wjechać na teren bazy. Jednak nikt nie wiedział co się stało. Dopiero kiedy wchodzili do pomieszczeń, okazało się, że jest z nimi skuty kajdankami K. – pracownicy PERN-u pomimo kilku tygodni, które minęły od przeszukania nadal nie mogą wyjść z zaskoczenia.
Później pojawiły się informacje w prasie. Szef płockiej policji mł. insp. Ryszard Kijanowski informował o zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o napady na wiejskie sklepy. Nie krył także, że mężczyzna może mieć coś wspólnego z zaginięciem w połowie stycznia tego roku młodej dziewczyny. Ta informacja została uzupełniona o fakt, że Andrzej K. jest pracownikiem umysłowym PERN-u. Zajmował stanowisko, na którym nadzorował pracę innych osób. Powodem napadów na sklepy miały być problemy finansowe.
Osoba pracująca na stanowisku kierowniczym w jednej z najważniejszych spółek skarbu państwa, napady na sklepy, zaginięcie młodej kobiety i wreszcie problemy finansowe? To jakoś do siebie nie pasuje.
– Na Andrzeja K. „wychodziliśmy” od kilku miesięcy. Zaczęło się od zaginięcia osiemnastoletniej Katarzyny. Zbieraliśmy informacje i nam też pewne rzeczy nie pasowały do siebie. Pracownik takiej firmy zamieszany w zaginięcie kobiety? – oficerowie operacyjni nie kryją zaskoczenia. Jednak działania prowadzili przez długie tygodnie. Zbierali kolejne dowody, chociaż o metodach pracy operacyjnej nie chcą mówić.
– Po Andrzeju nie było nic widać. Zawsze był spokojny, w pracy nie było z nim problemów. Może zdarzyło mu się jakiś potknięcie w wykonywaniu obowiązków, ale nie działo się nic, co mogło tłumaczyć, że prowadzi podwójne życie – pracownicy PERN-u chcą zachować pełną anonimowość. – Kiedy się spotykaliśmy w pracy, zawsze chętnie porozmawiał, czy wyciągnął na chwilę na papierosa. Wszyscy w bazie mówimy sobie po imieniu, bez względu na wiek. Był po prostu normalnym kolegą.

Gostynin
szuka bandyty
Na początku października Komenda Powiatowa Policji rozsyła do mediów komunikat uzupełniony czterema portretami pamięciowymi mężczyzny. Na wszystkich widnieje niemal ta sama twarz. Wszystkie ofiary podały niemal zbliżony rysopis: wzrost około 180 cm, wiek od 45 do 60 lat. Bandyta nigdy nie był zamaskowany, chociaż niekiedy zakładał czapkę. Dokonał napadów na sklepy w Lucieniu, Krzywiu i Sannikach, zawsze w ten sam sposób. Czekał na moment aż sprzedawczyni zostanie sama. Wtedy wchodził do sklepu pod pozorem zrobienia drobnych zakupów. Kładł na ladę 10 – 20 złotych. Sprzedawczyni otwierała kasę, żeby wydać resztę… Wtedy następował atak. Napastnik katował swoje ofiary tym co było pod ręką. Kobiety pod razami zadawanymi skrzynkami od napojów traciły przytomność. Kiedy K. został zatrzymany i przeprowadzono okazania, ofiary brutalnego oprawcy mdlały na jego widok.
Póki co jednak policjanci z Gostynina szukali sprawców brutalnych napadów. Zbierane informacje prowadziły ich do Andrzeja K. Wtedy skontaktowali się z policjantami z Płocka. Okazało się, że ci również mieli na swoim terenie podobne napady w miejscowościach: Worowice, Studzieniec, Boryszewo. Wszędzie niemal identyczny sposób działania sprawcy. Powoli mozolnie zbierane fakty zaczęły się układać w logiczną całość, ale nadal były wątpliwości, czy pracownik takiej firmy jak PERN jest zdolny skatować przypadkową osobę dla 200 złotych, bo takie kwoty Andrzej K. zabierał ze sklepów. Największy łup to było około 1600 złotych.
Pracownicy PERN-u przypominają sobie, że latem tego roku K. często zamieniał się z kolegami na zmiany w pracy. Czy w czasie, kiedy powinien być w pracy dokonywał napadów? To ustalą już policjanci i prokuratorzy.
Policjanci z Płocka mieli jednak jeszcze jeden problem. Cały czas wyjaśniali rolę K. w zaginięciu Katarzyny. Chcieli zebrać jak najwięcej obciążających dowodów. Wreszcie na początku listopada zapała decyzja o zatrzymaniu.
– Na kilka dni przed zatrzymaniem Andrzej K. wziął urlop, chociaż nie było po nim widać, że coś się dzieje, a może już przeczuwał, że wokół niego zaciska się pętla – mówią pracownicy PERN-u.
– Kiedy go zatrzymywaliśmy, był kompletnie zaskoczony. Nie stawiał oporu. Miał przy sobie niewielką torbę, prawdopodobnie planował wyjechać z Płocka – uzupełniają oficerowie operacyjni policji.
Ktoś z PERN-u przypomina sobie sytuację sprzed kilku miesięcy. Jeden z pracowników odebrał wtedy telefon, który wcisnął go w krzesło. Mężczyzna przedstawiający się jako prokurator pytał co to za numer, i kto ma do niego dostęp. Takie pytania mogą zastanawiać, szczególnie, że bazy paliwowe PERN-u są pod specjalnym nadzorem w czasach zagrożenia atakami terrorystycznymi. Jednak tożsamość dzwoniącego potwierdzono. Kiedy okazało się, że to rzeczywiście prokurator, kierownictwo bazy zezwoliło na udzielenie informacji. Okazało się, że z jednego z telefonów w bazie ktoś dzwonił z groźbami pod numer telefonu komórkowego młodej kobiety. Padły daty i godziny. Na listach obecności bez trudu ustalono, że Andrzej K. mógł mieć dostęp do telefonu, którym zainteresowała się prokuratura.
Kiedy po zatrzymaniu K. policjanci zaczęli przeszukiwać jego szafkę w pracy, znaleźli tam podobno telefon zaginionej Katarzyny wraz z kartą SIM. W mieszkaniu podejrzanego prawdopodobnie były zdjęcia tej młodej kobiety.
Z nieoficjalnych źródeł udało nam się dowiedzieć, że już po zaginięciu Katarzyny K. zaczął się spotykać z inną młodą kobietą. Być może wcześniej spotykał się też z inną kobietą.

Zwyczajny
mężczyzna na osiedlu
Andrzej K. ma żonę i dwóch synów, jednak z naszych informacji wynika, że z rodziną nie mieszkał. Gdzieś na osiedlu Wyszogrodzka miał domek jednorodzinny, odziedziczony po babce lub ciotce. W PERN-ie pracował od wielu lat. Najpierw w bazie na terenie Petrochemii. Później z jakichś powodów został przeniesiony do jednej z przepompowni na terenie kraju. Po pewnym czasie wrócił i rozpoczął pracę w bazie paliwowej pod Płockiem.
– Zarabiał nieźle, aż trudno uwierzyć, że mogło mu brakować pieniędzy. Poza tym niedługo mógł przejść na emeryturę, wynikało to z dużego stażu pracy. Ostatnio zajmował stanowisko pracownika umysłowego, nadzorował pracę kilku osób. Nikt z nas nie przypuszczał, że może to być człowiek o dwóch twarzach. Teraz przez niego jeszcze my będziemy musieli przejść przez piekło. Już praktycznie wiadomo, kto będzie wzywany do prokuratury na przesłuchania. Musimy sobie przypominać konkretne daty i godziny, czy byliśmy wtedy w pracy, co robił K. – mówią pracownicy bazy paliwowej.
To jednak nie koniec ich problemów. Okazało się, że Andrzej K. pozaciągał kredyty i pożyczki. Już teraz wiadomo, że ich nie spłaci.
– Teraz my musimy to robić – pokrzywdzeni w ten sposób przez K. nie kryją wściekłości, w końcu nikt nie chce wyrzucać pieniędzy w błoto, a do spłacenia zostały tysiące złotych. Czy rzeczywiście Andrzejowi K. brakowało pieniędzy tak bardzo, że najpierw pozaciągał pożyczki, a później zaczął napadać na sklepy?
Podejrzany przyznał się do napadów. Rozpoznały go sprzedawczynie. Jednak jeszcze nie wszystkie okazania zostały przeprowadzone. Podobne przestępstwa na swoim terenie odnotowali policjanci z Płońska i Włocławka. Oni także chcą przesłuchać K.
Dla policjantów z Płocka największą zagadką pozostaje jednak los osiemnastoletniej Katarzyny Iwańskiej. Dziewczyna pochodzi z Gąbina, jednak przed zaginięciem, 15 stycznia tego roku, mieszkała w Płocku. Według policji wszystkie tropy w sprawie jej zaginięcia prowadzą do K. Policjanci cały czas poszukują dziewczyny jako osoby zaginionej. Sprawdzają między innymi wersje o sprzedaniu jej do agencji towarzyskich w kraju lub domów publicznych na zachodzie Europy. O pomoc poprosili organizacje zajmujące się pomocą uprowadzonym kobietom. Niestety, funkcjonariusze nie wykluczają najgorszego. W tej sprawie jednak Andrzej K. milczy.

(jac)
Inicjał nazwiska podejrzanego został zmieniony.

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …