Najnowsze informacje
anal pump

Czarny rynek przejazdowy

Pojawiają się codziennie na przystanku przy ul. Jachowicza, skąd odjeżdża Polski Express i Komfort Bus. Są nachalni i uparci. – Krąży taki wśród czekających na autobusy ludzi, wypytuje, gdzie kto jedzie i co pięć minut wraca z pytaniem „czy może już pan się zdecydował jechać ze mną do Warszawy?” Nie wystarcza, że raz powiem „nie”. Żeby jeszcze brał mniej niż płacę za bilet autobusowy, toby się jeszcze człowiekowi opłacało. Z drugiej strony, co to za wypytywanie, gdzie jadę. Co to kogo obchodzi? – opowiada zbulwersowany czytelnik. Problem dotyczy grupy panów, którzy postanowili dorobić sobie nieco na pasażerach popularnych autobusowych linii pospiesznych. Od kilku lat „po cichu” stanowią konkurencję dla firm transportowych. Nie są grupą zorganizowaną. To raczej „wolni strzelcy” działający na trasie Płock- Warszawa, Warszawa-Płock. Zjawiają się kilkanaście minut przed odjazdem i wypytują, czy ktoś nie zechciałby z nimi jechać do stolicy. W zamian za 25 zł oferują miejsce w swoich samochodach osobowych. Jednorazowo mogą zabrać 4 osoby i zazwyczaj starają się ten komplet pozyskać. Inaczej ten interes im się nie opłaca. Z jednym, czy dwoma pasażerami na pewno nie pojadą.
– Są wybawieniem w sytuacji, gdy ktoś nie zdąży kupić wcześniej biletu, a okazuje się, że kierowca autobusu nie chce zabrać, albo kiedy kurs ma opóźnienie, a zależy nam na czasie – dowodzą jedni.
– Prowadzą jednak nielegalny zarobek. Też chciałbym zarabiać dodatkowe 200 zł dziennie. Oni nie odprowadzają od tego zysku podatku i są denerwujący z tym przesłuchiwaniem ludzi na przystankach – przekonują pozostali, którzy chcą ukrócić pomysłowym prywatnym kierowcom kurek z dodatkową żywą gotówką.
Mamy więc dwa problemy. Po pierwsze, co zrobić w sytuacji, gdy często jeździmy do Warszawy i „prywatni przedsiębiorcy” wciąż nie dają nam spokoju? Po drugie, czy nie jesteśmy przypadkiem świadkami łamania prawa w biały dzień?
Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Płocku twierdzi, że w tym przypadku samo składanie propozycji nie podlega, żadnej karze. Podobnie dzieje się, kiedy na ulicy zaczepiają nas akwizytorzy i proponują sprzedaż różnego rodzaju produktów. Możemy kupić, możemy odmówić. Gdyby jednak panowie starali się od nas wyłudzić pieniądze, albo na siłę ciągnęli nas do swoich samochodów, wtedy powiadomiona o tym Straż Miejska na pewno zareaguje.
Okazyjni przewoźnicy mogliby również mieć problemy ze strażnikami w chwili zgłoszenia, że naruszają artykuł 51 Kodeksu Wykroczeń, mówiący o tym, że jeśli ktoś krzykiem, zachowaniem i swoimi wybrykami zakłóca porządek publiczny, podlega karze aresztu. Osoba zgłaszająca takie zdarzenie musi ten fakt udowodnić.
Choć z takimi zachowaniami nikt nie miał do czynienia, to nie zmienił się fakt, że ciągłe składanie propozycji jest uciążliwe.
– Kiedy, pomimo ciągłego odmawiania, propozycje podwiezienia do Warszawy zdarzają się oczekującym nagminnie, można zadzwonić do straży miejskiej pod numer 986 i opowiedzieć, kto, jakim samochodem i o której godzinie nas nagabuje. Patrol przeprowadzi wtedy rozmowę prewencyjną – tłumaczy Jolanta Głowacka.
Mariusz Gierula, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku podkreśla natomiast, że w tym przypadku proceder można podciągnąć pod ustawę o zwalczaniu nielegalnej konkurencji. Z problemem powinna się jednak zgłosić firma transportowa, bo to ona ponosi straty. Jeśli chodzi o pasażerów, to jeśli nie dochodzi do spraw kryminalnych i nikt nikomu nie ubliża, to policja nic nie może zrobić. Z uciążliwymi propozycjami ludzie na przystanku muszą się po prostu oswoić, podobnie jak do reklam w telewizji przerywających film. Nie chcemy ich, a jednak są.
To nie oznacza jednak, że samozwańczy przewoźnicy są bezkarni. Pracownicy płockiego PKS-u, pod który podlega Komfort Bus, od dłuższego czasu obserwują „czarny rynek przejazdowy” na przystanku przy ulicy Jachowicza.
– To nieuczciwe zachowania i łamanie prawa. Zebraliśmy odpowiednie materiały, żeby udokumentować zaistniałą sytuację i pokazać, że nie były to przypadki incydentalne – tłumaczy Paweł Śliwiński, prezes PKS Płock.
W zeszłym tygodniu owe materiały dowodowe trafiły do zajmującej się takimi przypadkami Inspekcji Transportu Drogowego.
Firma z tytułu działalności nowych przewoźników ponosiła straty. Z drugiej strony panowie z samochodów osobowych regularnie przewozili pasażerów bez stosownych zezwoleń i certyfikatów wymaganych przy zorganizowanym przewozie osób. Nie mieli też potrzebnych przy tego typu działalności ubezpieczeń. Jeśli inspekcja stwierdzi fakt łamania prawa, winni z pewnością zapłacą kary pieniężne. Być może wtedy interes przestanie kwitnąć i pasażerowie będą mieli święty spokój.
„Winowajcy” na swoje usprawiedliwienie podkreślają, że nikogo na siłę nie zmuszali do przejazdu ich samochodami do lub z Warszawy. Gdyby nie było chętnych ludzi, szybko zniknęliby z przystanku. Czy teraz faktycznie ich nie spotkamy – czas pokaże. Mogą jeszcze zejść do „podziemia”, wszak niejednemu z nich udało się pozyskać stałych klientów, z którymi umawiali się na wyjazdy telefonicznie. Ale to już zupełnie inna sprawa.

Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …