Najnowsze informacje
anal pump

30 lat rodzina mieszka w baraku, ale to nie wystarczy do zasiedzenia

W 1973 roku do niewielkiej wioski w okolicach Dobrzykowa sprowadziła się rodzina. Gościny udzieliła im właścicielka działki, która za opiekę i pomoc, zameldowała ich w swoim domu. Obiecała też, że po swojej śmierci przekaże im siedlisko. Rodzinie wydawało się, że ich tułaczka się skończyła, będą wreszcie mieli dom. Niestety, szczęście nie trwało długo.

W 1979 roku był we wsi pożar. W jego wyniku spłonął dom, w którym mieszkała pani Czesława i państwo S. Pani Czesława przeniosła się wtedy do innej miejscowości, a rodzina dostała z miejsca pracy pana S. dwa baraki. Zamieszkali w nich tymczasowo.
Chociaż ziemia, na której stanęły baraki, wcale nie była jakimś atrakcyjnym terenem, to zainteresował się nią również ówczesny sołtys. – Zamiast nami, pogorzelcami, sołtys zajął się ziemią – opowiada pani Ewa, córka państwa S. – Jakimś cudem okazało się, że ponoć pani Czesława przekazała działkę gminie Gąbin, a gmina, niemal natychmiast po pożarze, przekazała ją sołtysowi. Nikt się nami nie zainteresował, mało tego, nawet nie dostaliśmy żadnej informacji, że ktoś tę ziemię przejął. A przypomnijmy, byliśmy przez prawowitą właścicielkę zameldowani i wszyscy widzieli, że mieszkamy tam w barakach. Zresztą po pożarze i wyprowadzeniu się pani Czesławy tata wystąpił oficjalnie do gminy, że chce przejąć gospodarstwo.
Okazało się jednak, że decyzje zostały podjęte wcześniej i grunty przejął sołtys, szybko też nastąpił wpis do hipoteki, ale państwo S. nie ruszali się z ziemi, wierząc w sprawiedliwość. Zresztą nie mieli się gdzie podziać, mieli za to nadzieję, że przyrzeczenie pani Czesławy, na co mieli świadków, zostanie zrealizowane.
Na działce w dwóch barakach mieszkała 5-osobowa rodzina z małymi wówczas dziećmi. Udało im się szybko jako pogorzelcom załatwić wszelkie formalności związane z budową nowego domu, tak by mogli wprowadzić się tam jeszcze przed zimą. Dostali plan domu i poszli do gminy po pozwolenie na budowę. Wylane zostały fundamenty budynków, wszystko zgodnie z prawem. Nikt w gminie nie wspominał, że ten teren należy do sołtysa i oni nie mają prawa nic tam robić.
Ponieważ, jak to bywa we wsi, plotki szybko się rozchodzą, państwo S. dowiedzieli się, że sołtys „załatwia” sobie tę ziemię. Udali się więc do gminy, gdzie urzędnik z całą powagą potwierdził, że prawo do działki mają oni, pogorzelcy, że to do nich należy zagroda. Wtedy rozpoczęli wylewanie fundamentów, ale kiedy przywieźli pustaki, sołtys zadziałał tak, by wstrzymali budowę.
Przez następne lata nic się nie działo. W 1989 roku zmarł sołtys, ale spadek po nim przejął syn z synową i ich dzieci. W tym samym roku zmarła też właścicielka siedliska. W 2005 roku państwo S. nadal mieszkali w barakach, tyle że na świat przyszły dzieci pani Ewy i trzeba było dobudować przybudówkę, bo się nie mieścili. Wtedy postanowili doprowadzić całą sprawę do końca, nawet odkupić od syna sołtysa działkę, żeby ostatecznie uregulować wszelkie prawa własności.
Niestety, okazało się, że tym terenem zainteresowała się wnuczka sołtysa i sprawa poszła do sądu. Państwo S. wystąpili z wnioskiem o zasiedzenie nieruchomości rolnej. Mieszkali na działce od 1973 roku, czyli ponad 30 lat, od 1979 roku mieszkali w postawionym przez siebie baraku, a ponieważ cały czas przebywali tam jawnie, mieli nadzieję, że sąd w dobrej wierze wyda wyrok o zasiedzeniu, do czego potrzeba mieszkania przez 20 lat.
Niestety sąd nie podzielił zdania państwa S., ponieważ nie mieli oni żadnego pisemnego dowodu, a przed sądem nie zdołali postawić żadnego świadka, który potwierdziłby zamiary pani Czesławy. Stąd niekorzystny dla nich wyrok, od którego się odwołali i czekają na ponowną rozprawę w sądzie, tym razem apelacyjną.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że szukając dokumentów, można znaleźć dwa różne dotyczące tego samego tematu. Są na przykład dwa dokumenty wydane w odstępie kilkunastu dni przez dwa różne wydziały Starostwa Płockiego. W jednym jest wyraźnie napisane, że działka jest jedna, a w drugim, że została podzielona, jeszcze w 1979 roku. Tymczasem działka jest wąska i nie da się jej podzielić. Gdyby jednak okazało się, że część gruntów należy się państwu S., wtedy można byłoby zachować całą resztę.
Państwo S. są zmęczeni całą tą sytuacją, która, przypomnijmy, trwa od pożaru w 1979 roku. Na działce mają postawione dwa baraki, które ich wnuki nazywają domkiem. Innego nigdy nie miały, nie wiedzą, jak to jest żyć w normalnym domu z kuchnią, łazienką, mieć swój pokój, a w nim własne łóżko. I nie poznają, dopóki sąd nie wyda wyroku.
Dzieci mieszkają w baraku, bawią się na podwórku i, podobnie jak rodzice czekają na wyrok sądu. Pierwszą sprawę rodzina przegrała, nie wiedzą więc, jaki wyrok może zapaść w drugiej. Choć mają świadków na potwierdzenie przyrzeczenia pani Czesławy, to na piśmie nadal nic nie ma.
Potomkowie sołtysa mają za to dokument, z którego jasno wynika, że w 1979 roku, po wyprowadzeniu się pani Czesławy ze wsi, po pożarze, gmina przekazała grunty Mieczysławowi O., który ma kwalifikacje do prowadzenia gospodarstwa rolnego. Nigdzie nie ma śladu dokumentu, że to pismo, choćby do wglądu, otrzymali państwo S., którzy byli tam zameldowani i rzeczywiście mieszkali na tym terenie.
– Tę ziemię kupił teść, a mąż ją przejął – mówi pani O. – W 2000 roku przepisaliśmy ją na wnuczkę. Ludzie śmieją się z nas, że nic nie zrobimy, że nie dostaniemy tej ziemi. A przecież my płacimy podatki, to jest nasze. Zresztą i tak nie chcę tego zatrzymać. Jak sprawa rozstrzygnie się w sądzie, a raz już wygraliśmy, to sprzedam ten kawałek, tę swoją część. Reszta, tam gdzie stoją baraki, mnie nie interesuje.
Wkrótce sprawa apelacyjna rozstrzygnie cały spór. Burmistrz Gąbina Krzysztof Jadczak skwitował sprawę krótko. – Jest ona niezmiernie skomplikowana, a zaczęła się wiele lat temu. Niech sąd wyda wyrok, my z każdym się zgodzimy i wprowadzimy go w życie. Sami nie podejmiemy żadnych decyzji.    
Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …