Upamiętnili rocznicę bitwy pod Lenino

Grupa kombatantów i członków Klubu Niezależnej Myśli Politycznej złożyła kwiaty przed pomnikiem Władysława Broniewskiego. W ten sposób chcieli oddać cześć polskim żołnierzom – uczestnikom bitwy pod Lenino.
12 października minęła 75. rocznica bitwy pod Lenino, pierwszej stoczonej przez 1. Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Przy tej okazji członkowie Klubu Niezależnej Myśli Politycznej, którzy startują w wyborach samorządowych z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej, zaakcentowali jeden z punktów swojego programu wyborczego – przywracanie godności kombatantom i byłym członkom służb mundurowych PRL. – Październikowy bój pod Lenino powoli staje się coraz bardziej zapomnianym epizodem w historii Polski. W ogólnokrajowych mediach próżno szukać choćby zdawkowej informacji na ten temat czy relacji z oficjalnych obchodów z udziałem najważniejszych osób w państwie. Co gorsza pamięć o bitwie, jak i całości losów armii generała Berlinga, stała się ofiarą świadomego zakłamywania historii uprawianego przez prawicowych polityków i państwowe instytucje – mówi przewodniczący działającego w Płocku od 1989 roku Klubu Niezależnej Myśli Politycznej Zygmunt Buraczyński. – Czcząc pamięć poległych pod Lenino czcimy polską przelaną krew. Nie czcimy rosyjskich generałów i oficerów politycznych w polskich mundurach.
Była też mowa o aktualnej sytuacji politycznej w kraju. – Na własne oczy widzimy jak bezrozumnie, bez chwili refleksji nad skomplikowanymi dziejami Polski „dekomunizuje” się pamiątkowe tablice i pomniki, a patroni szkół i ulic wymieniani są na bliskich „dobrej zmianie”. Skandalicznym przykładem tego w Płocku jest deprecjacja pamięci Zygmunta Wolskiego, który pomimo tego, że jego imię jest na tablicy upamiętniającej 13 straconych, został pozbawiony swojej ulicy. On i dwunastu z nim powieszonych przez Niemców ginęli z okrzykiem „Niech żyje Polska” – dodaje Zygmunt Buraczyński. – Jednocześnie w rządowej telewizji co i rusz słyszymy z ust prominentnych polityków partii rządzącej, że Kościuszkowcy to „komuniści” albo „polskojęzyczne oddziały Armii Czerwonej”, a ostatni żyjący weterani lub spadkobiercy ich tradycji są często traktowani jak „zbrodniarze” i „karani” obniżaniem emerytur w ramach tzw. „dezubekizacji”. Nikogo nie obchodzi, że wśród Kościuszkowców w większości byli tacy sami ludzie jak w armii Andersa, często ci, którzy zwyczajnie w świecie nie zdążyli z syberyjskich rubieży do miejsc rekrutacji oddziałów późniejszego II Korpusu. Nie bez przyczyny żołnierzy Berlinga zwie się czasem „armią tułaczy”, którzy chcieli bić się z Niemcami o wolną Polskę.

tekst i fot. (jac)

Zobacz kolejny artykuł

Muzyczne wydarzenie sezonu

Na wyjątkowy recital fortepianowy zaprasza 5 kwietnia Płocka Orkiestra Symfoniczna. Przed melomanami wystąpi Soheil Nasseri, …