Takim staruszkiem być!

Mowa o uczestnikach jubileuszowego rajdu BGC (British Garage Club), który był I rundą Mistrzostw Okręgu Warszawskiego Pojazdów Zabytkowych PZM. W jego ramach do Bodzanowa zjechało aż osiemdziesiąt pięć zabytkowych aut. Według organizatorów niekwestionowaną gwiazdą dziesiątej edycji rajdu była tatra T600 tatraplan. Zdaniem licznie zebranej publiczności na miano „perełki motoryzacji” zasługiwał każdy z uczestników. Począwszy od najstarszego auta rajdu mercedesa 170V z 1936 roku, czy także przedwojennych fiest, po liczące „zaledwie” trzydzieści–dwadzieścia pięć lat auta, jak chociażby świetnie zachowana toyota corolla KE70. Wszystkie auta przejechały niezbyt łatwą, ale ciekawą, liczącą 160 kilometrów trasę.
Przygotowania do sobotniej imprezy rozpoczęły się już zimą. Trasa była kilkakrotnie objeżdżana i sprawdzana. Po starcie w Warszawie uczestnicy zatrzymali się w Czerwińsku, Kępie Polskiej, Miszewie Murowanym, na mecie w Bodzanowie. – Na kolejne wyjazdy staramy się wyszukiwać ciekawe miejsca wokół Warszawy. Bodzanów bardzo nam przypadł do gustu, jest ciekawym miejscem. To zresztą potwierdzają poszczególne ekipy jadące w tym rajdzie – mówi Marcin Wiśniewski z komisji pojazdów zabytkowych Automobil Klubu Polska.
Na finale w Bodzanowie można było oglądać samochody, które na co dzień spotykało się w latach przedwojennych, wojennych, powojennych na ulicach. Dziś natomiast pielęgnowane są w garażach miłośników zabytkowych samochodów. Uwaga – nie tylko panów, ale także i pań. Bo zabytkowe auta, to dziś już temat, który nie jest zarezerwowany wyłącznie dla męskiej części. Kobiece ekipy coraz częściej pojawiają się na rajdach i doskonale sobie radzą ze wszystkimi technicznymi i mechanicznymi szczegółami. Zajmują w nich świetne miejsca, np. w Bodzanowie załoga w składzie Martyna Leśniewska i Aneta Dudek, jadąca peugeotem 205 cabrio, była w ścisłej czołówce. Równie dobrze poradziły sobie panie Maja i Katarzyna Zembrzuskie jadące toyotą corollą KE70. Dla wielu osób rajdy to rodzinne hobby, a na trasy wyruszają z dziećmi.
Przekrój aut ogromny. Od mercedesów, przez porsche, zaporożce, fordy, volkswageny, duże fiaty, po łady, mazdy, ople, trabanty. Nie zabrakło oczywiście kilku, bardzo widocznych, jaskrawożółtych egzemplarzy królowej polskich szos – syreny; czy równie barwnego, w hipisowskiej kolorystyce forda 175. – Może wydawać się, że jest to tylko ekskluzywne hobby. Tak naprawdę to przede wszystkim pasja. Nie ma znaczenia, za ile pieniędzy, jaka marka. Ważne jest, czy komuś podoba się cała sprawa, towarzyszący jej klimat. Oczywiście wiadomo, że ładnie odrestaurowany samochód ma swoją wartość materialną. Ale w większości przypadków dla właścicieli tych aut liczy się wartość sentymentalna. Ja osobiście lubuję się w brytyjskiej motoryzacji. Teraz swoje zainteresowania kieruję w stronę Jaguara. Wybrany jest model i rozpoczną się poszukiwania konkretnego egzemplarza – przedstawia swoje plany Marcin Wiśniewski.
Na poszukiwania tego wymarzonego nieraz trzeba poświęcić wiele czasu. Często potrzeba nawet kilkunastu lat na odrestaurowanie i przywrócenie dawnej świetności. – W przypadku tego modelu potrzebowałem jedenastu lat na to, by miał taki wygląd i stan. Znalazłem go koło Bielska Białej, od zawsze samochód był w Polsce, przetrwał wojnę. Od 1936 roku wyprodukowano 740 sztuk. To jest 73 sztuka z 76 wyprodukowanych w 1936 roku. Silnik niecałe 1738 koni, dolnozaworowy, można palić z korby – mówi Piotr Gzylewski; właściciel mercedesa benz 170VA cabrio, który w latach trzydziestych był samochodem sportowym produkowanym z myślą o weekendowych przejażdżkach dla dość zasobnych osób.
Swoją motoryzacyjną pasję Piotr Gzylewski odkrył jako młody chłopak. Od początku była ona skierowana na mercedesy. Dziś realizuje ją ze swym synem Patrykiem, z którym od kilku lat starują w rajdach i wspólnie dbają o swoje auta. Bo w garażu mają jeszcze doskonale zachowaną karetkę pogotowia, także marki Mercedes, oraz rolls roysa. – Ile rajdów przejechaliśmy? Na kilku tylko nie byliśmy. Co roku jeździmy na wszystkie, na które się da. W Bodzanowie jesteśmy już drugi raz – mówi Piotr Gzylewski.
Rodzinnie wystartowali także państwo Katarzyna i Mariusz Wolscy z córką Władzią, którzy przyjechali tatrą. – Zawsze lubiliśmy rzeczy piękne i stare. Zawsze rozglądaliśmy się za ciekawym autem. Przez kilka lat mieliśmy tatrę 603. Sprzedaliśmy ją. Ale ta marka tak nas zauroczyła, że dalej szukaliśmy kolejnego egzemplarza – mówi Mariusz Wolski. Poszukiwania wymarzonego samochodu trwały dwa lata. Na rajd do Bodzanowa przyjechali zupełnie nowym nabytkiem tatrą T600 tatraplan, który udało się wypatrzyć w grudniu ubiegłego roku. – W lutym tego roku prosto z Bratysławy przyjechała do nas na lawecie. Samochód w pełni sprawny, z 1949 roku, czterocylindrowy, 1950 pojemności – przedstawia szczegóły techniczne Mariusz Wolski. – Pierwszy raz taką tatrę zobaczyliśmy w muzeum Tatry w Kopřivnicy. Oniemieliśmy, kiedy zobaczyliśmy, jakie tam są samochody. Od razu wiedzieliśmy, że musimy coś kupić. Upłynęło parę lat i jest – opowiadał Mariusz Wolski. Tatra to drugi zabytkowy samochód. Do towarzystwa ma porsche 911 z 1992 roku. W planach jest zakup kolejnych samochodów, które mają silniki chłodzone z tyłu powietrzem. Być może kolejny będzie garbus.    rad

Zobacz kolejny artykuł

Koncert zespołu IRA

To będzie wyjątkowy koncert! Taki w sam raz na 30-lecie istnienia zespołu. IRA, bo o …