fot. Ze zbiorów Bartosza Głowackiego

Podlodowy mistrz

Bartosz Głowacki pierwszy raz „na ryby” poszedł, kiedy miał 5 lat. I tak wędkarstwem para się od 35 lat. Teraz odniósł swój największy sukces w dotychczasowej karierze sportowego wędkowania. Został mistrzem Polski w wędkarstwie podlodowym. To przepustka, aby pojechać na przyszłoroczne mistrzostwa świata.
Podlodowe mistrzostwa Polski to cykl zawodów Grand Prix. W tym roku rozegrano dwie edycje. Najpierw na jeziorach Dadaj i Wipsowo koło Biskupca, a później na jeziorach Zelwa i Pomorze koło Białegostoku. Podczas zawodów odbywają się trzy tury wędkowania. W zawodach biorą udział drużyny i zawodnicy indywidualni. Bartosz Głowacki startował razem z kolegami z płockiego klubu Petro-Spin.
Podczas takich zawodów tafla jeziora dzielona jest na sektory, tak, aby każdy zawodnik z pięcioosobowej drużyny łowił w innym sektorze. Jedna tura połowów trwa trzy godziny. W każdym sektorze wygrywa ten, który zdobędzie najwięcej punktów, czyli złowi najwięcej ryb. Bartosz Głowacki podczas w sumie sześciu tur wygrał trzykrotnie, trzy razy był też w pierwszej dziesiątce. Te wyniki zapewniły mu tytuł mistrza Polski w wędkarstwie podlodowym. – Przyznam szczerze, że byłem bardzo zaskoczony. Nie spodziewałem się, że mi tak dobrze pójdzie. Chciałem wygrać przynajmniej raz w sektorze, a udało mi się to trzy razy. Dziękuję kolegom z Petro-Spin, bo bez nich nie byłoby tego sukcesu – mówi Bartosz Głowacki i zachęca do wstępowania w szeregi klubu. Tytuł mistrza Polski otwiera przed nim drzwi do kadry narodowej i udziału w przyszłorocznych mistrzostwach świata.
Bartosz Głowacki przekonuje, że tak jak i w innych dyscyplinach sportu, tak i w wędkarstwie trzeba trenować oraz mieć odpowiednią technikę. – Każdy akwen ma swoją specyfikę. Przed zawodami należy ją poznać. Trzeba wiedzieć, jaką zastosować zanętę, jaką technikę łowienia – mówi. Dodaje, że od dawna jest miłośnikiem wędkarstwa podlodowego, ale dość długo była to tylko rekreacja. Osiem lat temu został członkiem klub Petro-Spin, a od sześciu lat jeździ na zawody z cyklu Grand Prix. Mówi, że w płockim klubie mógł się uczyć od najlepszych wędkarzy podlodowych na północnym Mazowszu. To m.in. Jacek Urbański, medalista mistrzostw świata, czy Leszek Tarka, medalista mistrzostw Polski. – Sporo im zawdzięczam. Dzięki nim zdobyłem umiejętności, poznałem techniki wędkarstwa podlodowego – mówi Bartosz Głowacki
Wędkarstwem pasjonuje się od 35 lat. Opowiada, że w najbliższej rodzinie nie było tradycji wędkarskich, ale kiedy miał pięć lat, wujek po raz pierwszy zabrał go na „ryby”. Dogodne warunki do rozwijania zainteresowań miał, gdy odwiedzał babcię, której dom stał 20 metrów od rzeki.
Jak mówi Bartosz Głowacki, pasję połączył z pracą zawodową. Od 18 lat prowadzi sklep wędkarski przy ul. Dworcowej w Płocku. Na co dzień jest mieszkańcem Radzanowa, a swoje zainteresowania stara się przelać na 9-letnich synów bliźniaków, Filipa i Kacpra. I, jak dodaje, powoli zaczynają łapać bakcyla. – W trakcie sezonu letniego nie mam zbyt wiele czasu na wędkowanie. Ale już od października obserwuję prognozy pogody i czekam, aż nadejdą mrozy i będzie można wyjść na lód. Moja żona, Agnieszka, zdążyła się już przyzwyczaić, że jak przychodzi zima, to znikam na wędkowanie – mówi Bartosz Głowacki.
Przyznaje, że wędkarstwo jest dla niego odskocznią do codziennego tempa życia. – Z natury jestem człowiekiem dość energicznym i nerwowym. Podczas wędkowania całkowicie się resetuję i odzyskuję równowagę – mówi. (gsz)

Zobacz kolejny artykuł

Dzień Matki wśród gwiazd

26 maja o godzinie 19.00 w Teatrze Dramatycznym w Płocku będzie miał miejsce wyjątkowy koncert …