Tu zawsze coś się znajdzie dla dzieci

Rozmowa z Joanną Olczak, prezesem zarządu oddziału Miejsko-Powiatowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Płocku.

Od 32 lat jest pani związana z Towarzystwem Przyjaciół Dzieci w Płocku. Od 14 lat jest pani jego prezesem. Niebawem świętujecie 100-lecie działalności w Płocku. Jaki to był czas?
Czas kiedy obejmowałam funkcję prezesa był okresem trudnej transformacji. Mieliśmy spore problemy finansowe. Kiedyś TPD utrzymywało się z dotacji państwowych, bo mieliśmy status organizacji pożytku publicznego. To pozwalało łatwo utrzymać organizację. Mieliśmy etat dyrektora, księgowej i sekretarki. Potem niestety państwo się z tego wycofało, utraciliśmy status organizacji. Dopiero po latach do tego powróciliśmy. Ale wtedy był taki okres transformacji, kiedy kuratorium wycofało się z finansowania naszych ośrodków rehabilitacyjno – wychowawczych. Cała ta zmiana następująca w kraju powodowała, że powoli wysychały źródła finansowania. I trzeba było zdobywać pieniądze na utrzymanie. Przez wiele lat takim źródłem dla Towarzystwa była organizacja kolonii wypoczynkowych, wczasów z pedagogiem. To była bardzo olbrzymia gama. W 1987 roku kiedy przyszłam do pracy rocznie wysyłaliśmy na kolonie zdrowotne ponad 900 dzieci. Organizowaliśmy po dziesięć turnusów dla dzieci z wadami postawy, cukrzycą, celiakią. I te symboliczne kwoty zdobywane w tej puli pozwalały np. na prowadzenie biura.

Ale z czasem pojawiała się coraz większa liczba biur turystycznych, które zaczęły przejmować tę działkę…
… i my zaczęliśmy się kurczyć do tzw. placówek stałych. Co było dla nas znacznie trudniejsze do realizowania niż taka działalność akcyjna raz w roku. I do dziś jest to wielkie wyzwanie, mimo że jakoś poukładaliśmy pewne rzeczy i przez sto lat wspólnie z urzędami wypracowaliśmy pomysł na działanie. Chociaż patrząc na zapotrzebowanie wśród dzieci bardzo brakuje mi tych naszych działań wspierających dzieciaki pod kątem zdrowotnym.

To niestety nie był koniec zmian w działalności. Doszło do tego, że od 2005 roku nie macie biura, pracujecie po prostu w domach. Biuro TPD jest tam, gdzie osoby związane z Towarzystwem.
Tak i dzięki temu istniejemy, bo utrzymanie biura to są ogromne koszty. Formalnie biuro jest tam gdzie ja. Do 15.00 jestem kierownikiem warsztatów terapii zajęciowej przy Stowarzyszeniu „Jestem”. Po 15.00 jestem prezesem TPD.
To takie latające biuro.
Tak trochę jak latający dywan, bo spotykamy się w soboty, czasem w niedziele w domach. I tak ośmioosobowy zarząd działa po pracy, dzieląc między siebie działania wspólnie z sekretarzem Anią Ziółkowską…

rad
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

W prawie 400 przypadkach cofnięto świadczenia

Przystąpienie do egzaminu na studia, praca w tartaku, a nawet udział w rekrutacji na stanowisko …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.