Przenosimy się do średniowiecznego Płocka…

Rozmowa z Dariuszem Włodarczykiem – pasjonatem historii, założycielem Stowarzyszenia 4 Pułku Strzelców Konnych,
twórcą płockiej grupy rekonstrukcyjnej, który właśnie wydał książkę „Komes”

 

Jest Pan znanym w Płocku miłośnikiem historii. Działa Pan na wielu polach, teraz na rynku ukazała się pierwsza beletrystyczna książka – „Komes”. Skąd u tak duże zainteresowanie historią?
– Wychowywał mnie dziadek Franciszek, który był żołnierzem kampanii wrześniowej i doskonale znał realia II Rzeczypospolitej. To on zaszczepił we mnie poprzez różne opowieści zamiłowanie do historii ojczystej. Poza tym otaczali mnie ludzie, którzy kultywowali tradycje II Rzeczypospolitej. To byli oficerowie Wojska Polskiego – kompani mojego dziadka, czyli ludzie głęboko związani z wojskiem i tradycjami patriotycznymi. Moja pasja to niejako tradycja rodzinna.

Pana działalność jednoznacznie wskazuje na to, że Pańskim ulubionym okresem w dziejach historii Polski jest okres międzywojenny oraz II wojna światowa. Tymczasem najnowsza książka została osadzona w zupełnie innych realiach – w średniowiecznym Płocku. Co wpłynęło na taką decyzję?
– Przez wiele lat słyszałem o tym, że młodzież chętnie czyta książki z nurtu znanego jako fantasy. Ponieważ wychowywałem się na książkach historycznych Karola Bunscha i Henryka Sienkiewicza stwierdziłem, że można pokazać młodzieży, że dawna historia naszego kraju wcale nie wymaga żadnych ubarwień, bo sama w sobie jest fantastyczna. Przykładem mogą być nazwy krain geograficznych – Galindia, Sudowia, Nadrowia, które brzmią zupełnie jak z tolkienowskich powieści. Tak samo jest w przypadku praw czy zwyczajów. Nie potrzeba sięgać do magii i miecza, wystarczy spojrzeć do naszej tradycji. W jednym z moich opowiadań „Mszczuj” opisałem pochówek całopalny, który funkcjonował na terenie dzisiejszej Polski przed przyjęciem chrześcijaństwa. Mało kto dzisiaj o tym pamięta. Pochówki całopalne wiąże się przede wszystkim z Wikingami, co wynika w dużej mierze z popularności, jaką cieszy się historia tego ludu, który jest bohaterem wielu filmów i seriali. Nie trzeba sięgać do fantasy, żeby nasza historia mogła zaciekawić zarówno młodzież, jak i dorosłych. Sama w sobie jest fascynująca, a my nadal niewiele o niej wiemy.

Jest to pierwsza tego typu książka, która Pan napisał…
– Tak, jak wcześniej wspomniałem, do tej pory skupiałem się na okresie II Rzeczypospolitej i II wojny światowej. Moje dotychczasowe publikacje były stricte naukowe. Od 7 lat razem z Biblioteką Pedagogiczną organizujemy konkurs literacki dla młodzieży „O szablę Komendanta”. Czytając prace młodych ludzi, uderzyło mnie to, że wszyscy starają się poruszać albo w typowym eseju, albo w klimatach fantastyki, które do końca fantastyką nie są. Stwierdziłem, że czas najwyższy pokazać młodym ludziom, że można stworzyć coś ciekawego opisując historię. Wcale nie trzeba wysilać wyobraźni, aby napisać interesującą książkę. Mamy małą wiedzę o mitologii słowiańskiej, zwyczajach i tradycjach naszych przodków, więcej wiemy o starożytnym Egipcie czy Grecji. Warto to zmienić. Mam nadzieję, że książka zachęci czytelników do pogłębiania wiedzy i odkrywania na nowo naszej historii.

Miejscem akcji jest Płock i jego okolice…
– Dokładnie. Nie wyobrażam sobie, abym mógł umieścić swoich bohaterów gdzie indziej niż w moim rodzinnym mieście. Urodziłem się tutaj i wychowałem, wiem, gdzie działy się różne ciekawe historie, wiem, gdzie stały grody, gdzie umiejscowiono strażnice. Są na to dowody archeologiczne. Badania, które tu przeprowadzono, dają mi wiedzę, jak wyglądał gród i podgrodzie. Z tego względu najprościej jest mi poruszać się w tym otoczeniu. Po co szukać dalekiego Rzymu czy skandynawskich krajów, kiedy mamy na miejscu pięknie położony gród, który znajduje się na fantastycznym wzgórzu i nad piękną rzeka. Mieszkają tu mądrzy ludzie, do tego mamy ciekawą historię. Nie widzę potrzeby szukania gdzieś daleko. Tu jest wszystko, czego potrzeba, aby stworzyć ciekawą opowieść.

Akcja „Komesa” toczy się w XI wieku. Z jakich źródeł Pan czerpał, aby oddać charakter tamtych czasów? Zarówno słownictwo, jak również zwyczaje tamtego okresu nie są wiedzą powszechną.

Eliza Kinalska
fot. Ze zbiorów Dariusza Włodarczyka

Zobacz kolejny artykuł

Pogorzelcy z Białobrzegów

Ogromnej tragedii, jaka dotknęła tę rodzinę, nie da się opisać słowami. Ogień pojawił się w …