Płocczanka Małgorzata Garkowska wydała swoją trzecią książkę

Wiele osób jest lokalnymi patriotami. Szukają na rynku wszystkiego, co dzieje się w ich mieście. Chętniej oglądają filmy, których akcja toczy się na tych samych ulicach, po których często chodzą, także książek, których bohaterami są ludzie podobni do nich. Zwykle cieszy nas, gdy płocczanie osiągają sukcesy międzynarodowe, gdy w swoich biogramach podkreślają, skąd pochodzą. Jedni są bardziej znani, inni mniej, nie wszyscy są po równo kojarzeni z Płockiem. Wśród płockich pisarzy, którzy z powodzeniem weszli na krajowy rynek, jest Małgorzata Garkowska. Jej powieści zdobywają coraz więcej sympatyków.

Na pytanie, kiedy postanowiła pisać, odpowiada bez zastanowienia. – Zawsze lubiłam książki i zawsze miałam taką potrzebę, żeby coś swojego napisać. Najpierw, w wieku młodzieńczym, były to wiersze. Jest to chyba dość częste, że tak wyrażamy emocje. Potem mama mnie namówiła, żebym wysłała wiersze na płocki konkurs „Jesienna Chryzantema” i dostałam wyróżnienie. Byłam wtedy w liceum. Pisałam też prozę, opowiadania fantastyczne, przede wszystkim dla siebie, do szuflady. Nikomu tego nie pokazywałam. Potem była rodzina, dzieci, trójka, dwóch synów i córka oraz cztery koty. Wszystkie kocham. Dzieci sprawiły, że życie rodzinne stało się najważniejsze, a pisanie zupełnie odeszło na dalszy plan.
Ale nadszedł taki dzień w życiu pani Małgorzaty, kiedy postanowiła zrobić coś dla siebie. – To chyba narastało we mnie i wreszcie doszło do głosu. Wtedy powstała powieść fantastyczna, ale jej też nie zamierzam nikomu pokazywać. Krótko mówiąc, jest bardzo naiwna, ale to było fajne ćwiczenie, żeby zacząć pisać i przede wszystkim ćwiczyć cierpliwość i skończyć coś dużego – tłumaczy.
Kolejny krok w karierze pisarskiej to historia obyczajowa, która wreszcie ujrzała światło dzienne. – Zaczęło się od tego, że miałam wizję dziewczyny, która w kuchni robi kanapki z pomidorami i jest smutna. Zaczęłam się zastanawiać, czemu ona jest smutna, jak ma na imię i tak zbudowałam całą historię, którą potem udało mi się wydać.
Jak już książka powstała, to trzeba ją było wysłać do wydawcy. Koleżanki, które były już po lekturze, namówiły panią Małgorzatę, żeby wysłała ją do kilku wydawnictw.

Jola Marciniak
fot. Jacek Warszawski

Zobacz kolejny artykuł

Dom Pomocy Społecznej w Koszelewie dla niektórych luksusowa melina

Mieszkają w 2-osobowych pokoikach, codziennie otrzymują trzy posiłki, które mogą jeść na stołówce lub w …

Najlepsi sportowcy tego świata dla Marcela

Takiej licytacji jeszcze w Płocku nie było. Od 12 do 19 grudnia każdy sympatyk sportu …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.