„Opowieści mojej mamy” Jolanty Michalskiej

„Całe dnie i noce chłopy siedzieli na wodzie. Za dnia strożyli sznury a w nocy pilnowali ich, bo złodzieje podbierali im ryby. Jeszcze dodatkowo mężczyźni zarabiali przewożąc Niemców na wyspę. Tylko jeden z sąsiadów, Mazur, nie łowił ryb, ale miał inne zajęcie, z którego utrzymywał siebie i żonę. Siedział w domu i wyplatał koszyki z wikliny. Przyjeżdżali do niego gospodarze z całej okolicy. Koszyki, których nie sprzedał w domu, brał na rynek. Nie jeździły wtedy autobusy, więc sąsiad powiązał kosze sznurkiem, zarzucił na plecy i razem z żoną nieśli je aż do centrum Płocka, na miejski bazar. A droga była daleka i pod dość stromą górę na Cholerce. Chodzili oboje tak dwa razy w tygodniu, w dni targowe, we wtorki i piątki” – opowiada Kamila. Wspomnienia matki o kilkudziesięciu latach spędzonych na Gmurach Jolanta Michalska zapisała w dwóch książkach pt. „Opowieści mojej mamy”.
Narratorka Kamila Kolczyńska urodziła się w Gmurach (wówczas podpłockiej wsi, dzisiaj malowniczej uliczce osiedla Borowiczki). Są one sławne w Polsce, bo „przeżyły” wielką powódź w 1982 roku. Rodzinny pejzaż to kilka drewnianych, krytych strzechą domów (dwa murowane), wąska, piaszczysta droga, przy której rosły wierzby i olchy. I mokradła od strony Grabówki, którą teraz mkną, omijając zatłoczone centrum, auta mieszkańców Podolszyc.
Ocalałe jeszcze partiami wysokie topole oddzielały brzeg Wisły od zabudowań. Ale kapryśna dzika rzeka nic sobie z tego nie robiła, podmywając i kradnąc uprawną ziemię, kawałek po kawałku. Rybakom nie wydawała się groźna, Znali jej każdą mieliznę, wir i głębię, na ogół przyjazne drewnianym wiosłowym łódkom. Złowione ryby obok ziemniaków, mleka i warzyw z oplecionego wiklinowym płotem ogródka, zapewniały skromne utrzymanie rodzinom. Śluby i pogrzeby odbywały się do wojny w nieistniejącym już kościele przy obecnej ulicy Gościniec, później w Imielnicy. Na cmentarzu parafii św. Wojciecha są jeszcze nagrobki mieszkańców tej okolicy.

Lena Szatkowska
fot. archiwum Krajowa Spółka S.A

Zobacz kolejny artykuł

Pomysłowi „Tatusiowie”

Płockie Stowarzyszenie „Tatusiowie” to doskonały przykład na to, jak z niepozornego pomysłu może powstać pokaźne …

Błąd firmy nagrodą dla klienta. Jak zdobywać bonifikaty?

Mało kto z nas lubi czytać regulaminy, a zwłaszcza punkty wpisane tam najmniejszą czcionką. Zwykle, …