fot. J. Marciniak

Ojciec bez szans na kontakty

Nie jest tajemnicą, że ojcowie rozstający się z matkami swoich dzieci w walce o kontakty z potomkiem stoją na straconej pozycji. Panuje powszechne przekonanie, że po rozwodzie lub orzeczonej separacji zdecydowanie lepiej dziećmi zajmować się będą matki. Takie jest zdanie sądów, w których zasiadają głównie kobiety, w tym kierunku idą opinie psychologów, również w większości kobiet. Mężczyzna musi mieć dużo więcej argumentów, by wygrać batalię o dziecko.
Nasz czytelnik załamał się i zdecydował, że przestanie walczyć. Ma już dość bezduszności wymiaru sprawiedliwości. Ostatnim aktem był protest przed siedzibą płockiego Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego. Myślał, że ktoś się nim zainteresuje, wysłucha, ale tak się nie stało. Z córką, z którą się nie widział od 9 lat, nadal się nie spotka.
Państwo S. pobrali się w 1998 roku, ale – jak napisano w charakterystyce środowiska rodzinnego – „od początku dochodziło między nimi do konfliktów”. Trzy tygodnie po urodzeniu córki matka wyprowadziła się z domu. Rozwód został orzeczony w 2003 roku. Oboje mieli prawa rodzicielskie, ustalone zostały kontakty z ojcem.
– Początkowo spotykałem się z córką pod nadzorem kuratora sądowego w domu matki, potem w szkole. Szybko okazało się, że coraz trudniej mi się z nią spotykać, żona utrudniała mi wizyty, nie pozwalała na rozmowy, wspólną zabawę. Kiedy dzwoniłem, by ustalić datę spotkania, zgadzała się, ale potem zgłaszała do kuratora, że jej groziłem. Na dowód przedstawiała bilingi. Skoro dzwoniłem, to na pewno po to, żeby jej grozić. Spotkania odbywały się w obecności kuratora lub pracownika szkoły, a i tak w opinii napisano, że w czasie kontaktów między rodzicami dochodziło do konfliktów. Dostałem nawet wyrok w zawieszeniu za znęcanie się. Jak to było możliwe, skoro nawet się nie spotykaliśmy? Zrezygnowałem z kontaktów, od 9 lat nie widziałem córki – opowiada.
Jej matka kilka lat temu zawarła nowy związek małżeński. – Mogę się tylko domyślać, że 10 miesięcy po ślubie żona się wyprowadziła, bo nie spełniałem jej oczekiwań finansowych. Ale systematycznie płaciłem alimenty, 300 zł miesięcznie, tyle było zasądzone – wyjaśnia.
Trudno się dziwić, że przez lata nie mógł się pogodzić z brakiem kontaktów z córką. W 2015 roku podjął kolejną walkę o spotkania. Zanim jednak sąd wydał orzeczenie, Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny musiał sporządzić opinię.

Chcę uporządkować
swoje życie

Kiedy wiadomo było, że mężczyzna zaczyna batalię o córkę, dostał od niej list. Napisany na komputerze, bez podpisu. Córka wyjaśnia, że list powstał, bo chce uporządkować swoje życie.
„Wychowałam się w innej rodzinie i choć jestem pana córką, wcale się nią nie czuję, bo ojcem dziecka jest ten, który je wychowa, idąc śladami tych słów stwierdzam, że pan nim nie jest. Głupotą dla takiego człowieka jest, więc posiadanie praw rodzicielskich. Rozumiałam bym niechęć do zrzeknięcia się ich, wtedy, kiedy byłby pan do mnie przywiązany w sposób emocjonalny, tak jednak nie jest. Rozwiódł się pan z moją mamą niedługo po moim urodzeniu, nie wiem, czy widywałam pana, czy mama na to pozwalała. Nawet, jeśli nie, ja ją doskonale rozumiem, chciała mi zapewnić normalne dzieciństwo i udało jej się to. Jednak w ciągu mojego życia napotkałam na przeszkodę w postaci nazwiska, zupełnie innego niż mojej, pozostałej, nowej rodziny, a także imienia, które wybrał pan wbrew woli wszystkich, kierując się swoimi upodobaniami, które teraz dla pana nic nie znaczą a bardzo mi utrudniają życie. W dokumentach, co za tym idzie w szkole wpisana jestem, jako (…), wszyscy, którzy mnie znają zwracają się do mnie (…). Kiedy zaś w moim otoczeniu pojawi się nowa osoba muszę tłumaczyć jej różnorodność moich imion, to samo jest z nazwiskiem. Ludzie znają moich rodziców o nazwisku (…), w zakłopotanie wprowadza ich nazwisko, które posiadam, cała ta sytuacja wygląda dziwnie, tak jakbym nie była ich dzieckiem, często muszę tłumaczyć im moją historię, co jest niezręczne. Chcę, więc zmienić imię i nazwisko, dlatego zwracam się do pana z prośbą o zrzeknięcie się praw rodzicielskich. Pozwali to na przysposobienie mnie przez mojego tatę, co skutkować będzie dopełnieniem mojego szczęścia, a także pańskiego. Co miesiąc wysyła mi pan alimenty w wysokości 300 zł. Zrzekając się praw jest pan od tego uwolniony. Proszę, więc o przemyślenie mojej wypowiedzi, bo prawnie jest pan ze mną związany i jako dla swojej córki powinien chcieć pan jak najlepiej. Mam nadzieję, że weźmie pan sobie to do serca i pozytywnie rozpatrzy moją prośbę, a także odpowie na nią. Z poważaniem (…)”.
Zdaniem naszego czytelnika listu nie mogła napisać jego córeczka. – Fakt, nie widzieliśmy się, nie z mojej winy, 9 lat, ale nie wierzę, że mogłaby być taka nieczuła. Poza tym jest świetną uczennicą, teraz liceum ogólnokształcącego, ma średnią ocen 5,12. Czy wzorowa uczennica mogłaby popełnić tyle błędów? I dlaczego nie podpisała listu? To przecież niewielki problem. Wydrukowała tylko imię i nazwisko.
List został dołączony do sądowych dokumentów na dowód dojrzałości córki, która zdecydowała, że nie chce się spotykać z ojcem. Opinia nastoletniego dziecka musi być brana pod uwagę. Zwłaszcza że dziewczyna jest aktywna, uprawia sport, marzy o zawodzie prawnika, ma świetne oceny w szkole.
W opinii napisano, że sama wyszła z inicjatywą, by pozbawić ojca praw. Nie pamięta go, mówi o nim „ten pan” i jest jej obojętny. Chce, by zaadoptował ją mąż matki, z którym jest związana uczuciowo. Odmawia spotkania z ojcem.
Wnioski psychologa i pedagoga z RODK były jednoznaczne. „Zdaniem zespołu badającego sprawę istnieją przesłanki stanowiące podstawę do pozbawienia ojca władzy rodzicielskiej”. Ale nasz czytelnik nie chciał się zgodzić z opinią. Wystąpił do Polskiego Towarzystwa Psychologicznego o jej ocenę merytoryczną.

Ocena miażdżąca

Psycholog kliniczny, rekomendowany biegły sądowy, dr n. hum. Agnieszka Pietrzyk w podsumowaniu napisała. „Oceniana przeze mnie opinia zawiera mankamenty natury merytorycznej i metrologicznej, co do wymogów stawianych tego typu opracowaniom. Dlatego nie spełniając tych wymogów, nie powinna być traktowana jako materiał dowodowy w toczącej się sprawie o wykonywanie władzy rodzicielskiej (…).
Oczywiście opinia zawiera całą linię nieprawidłowości. Pozytywne były tylko zebrane podstawowe informacje, interpretacja informacji uzyskanych z badania psychologicznego rodziców oraz ocena warunków wychowawczych małoletniej. Zastrzeżenia dotyczą: historii konfliktu, braku analizy procesu relacji córki z rodzicami, braku informacji o więzach emocjonalnych i prób wyjaśnienia ojca dziewczyny, dlaczego nie brał udziału w jej życiu.
Jednym z przytoczonych dowodów jest zawarcie w opinii informacji o wyroku sądowym ojca za znęcanie się nad żoną, ale nie ma słowa o tym, że żona też została ukarana za potrącenie samochodem stojącego na poboczu męża. Nie ma słowa o tym, że ojciec starał się nawiązać kontakty z córką, śledził w dostępny sposób jej osiągnięcia.
Chwaląc wykonanie licznych testów, biegła sądowa dziwi się, że „w sporządzonym dokumencie, poza przywołaniem informacji pochodzących z wywiadu i obserwacji zachowania córki stron, nie podają żadnych danych pochodzących z podanych przez siebie pozostałych narzędzi diagnozy psychologicznej. Fakt ów jest kardynalnym błędem metodologicznym, podważającym wartość dowodową sporządzonej opinii na zlecenie sądu”. I dodaje – „zawarte w opinii wnioski są odpowiedzią na postawione przez sąd pytania. Błędy merytoryczne i metodologiczne, powierzchowność analiz, stronniczość w ocenianiu przez biegłe uzyskanych w badaniach danych nakazują uzupełnić ocenianą opinię po to, by mogła ona spełnić wymogi stawiane tego typu dowodom w sprawie toczącej się przed sądem”.
Poprosiliśmy o wyjaśnienia RODK w Płocku. – Nie będziemy nic komentować, obowiązuje nas tajemnica zawodowa. Wydajemy opinię zgodnie z naszą wiedzą i doświadczeniem, korzystając z dostępnych nam narzędzi – powiedziała Grażyna Baraniuk, zastępca kierownika ośrodka.
Nasz czytelnik, jak wielu innych ojców, bez szans na nawiązanie relacji z córką, zrezygnował z walki. Protest pod siedzibą RODK nic nie dał. Zdecydował, że pozwoli córce „uporządkować jej życie”.
Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

GOPS-y pomagają przetrwać zimę

Okres jesienno-zimowy to czas szczególnie trudny dla osób samotnych i tych, które znajdują się w …