Ocalona z Holokaustu przez rodzinę z Bud Piasecznych

Róża zanotowała we wspomnieniach: „Brat i ja próbowaliśmy wyrwać się z getta. Albert wyszedł pierwszy. Ja – 17 marca. Wstałam wcześnie, pożegnałam się z matką. „Pamiętaj, bez względu na to, co się z nami stanie, musisz zrobić wszystko, co w twojej mocy, żeby żyć – powiedziała matka”. Albert przekroczył zieloną granicę Kraju Warty i postanowił szukać ratunku na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Róża pozostała na terenach wcielonych do Rzeszy. Trafiła do strzegowskiego getta. Stamtąd udało jej się uciec. Historię Róży Grynbaum ocalonej przez rodzinę Ostrowskich z Bud Piasecznych poznaliśmy na kolejnym spotkaniu z cyklu „Choćby jedno życie, choćby kromka chleba… Polacy ratujący Żydów od zagłady w Muzeum Żydów Mazowieckich”.
Róża urodziła się w 1919 roku w Gąbinie, jako najmłodsze dziecko w rodzinie Grynbaumów. Jej rodzice byli dobrze znani nie tylko wśród społeczności żydowskiej.
– Ojciec kupował pszenicę od chłopów z okolicznych wiosek. Wysyłał ją do Kutna, Płocka i Warszawy. Ponadto moi rodzice posiadali teatr filmowy, który sami zbudowali po pierwszej wojnie światowej. Na początku nasze kino nosiło nazwę Polonia. Poźniej przemianowane zostało na Adria. W budynku, w którym mieściło się kino, od czasu do czasu pojawiały się podróżujące po prowincji zespoły teatralne, wystawiające przedstawienia w języku jidisz. Moi rodzice mieli też sklep spożywczy. Wszystko, co robili, miało jeden cel: zapewnić bezpieczeństwo i lepsze życie swoim dzieciom. Ale los zdecydował inaczej – napisała Róża.
Niemcy wkroczyli do Gąbina 17 września. Już cztery dni później spalili synagogę – jeden z najcenniejszych zabytków żydowskiej architektury sakralnej w Polsce, który jeszcze przed wojną znajdował się w oficjalnym rejestrze zabytków. Spłonęły również sąsiednie budynki, a winą za pożar obarczono Żydów.
Wkrótce rozpoczęły się wysiedlenia. Mężyczn i chopców wysyłano do przymusowych robót. Ludzi bito i szykanowano. Żydzi musieli nosić na piersiach żółtą Gwiazdę Davida i chodzić jezdnią. Na początku 1940 roku utworzono getto. – Bicie i tortury były codziennością, ale wiadomości płynące z okolicznych miast były jeszcze bardziej makabryczne. I choć na początku nie dawaliśmy temu wiary, to z dnia na dzień coraz więcej dowodów wskazywało, że to, w co tak bardzo nie chcieliśmy wierzyć, było faktem – wspominała Róża.
Zaczęły się wywózki do obozów. Jednym z pierwszych zabranych był brat Róży. Kolejnym ojciec. Udało jej się z nim pożegnać, gdy czekał na deportację. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie trać odwagi, córko. Koniec naszego wroga jest bliski”. Ojciec trafił do obozu w Poznaniu. Przez jakiś czas przychodziły stamtąd listy – pocieszające, bo nie chciał straszyć bliskich. Róża wysyłała paczki żywnościowe, ale otrzymał ich tylko kilka. O jego śmierci poinformowało Grynbaumów zgromadzenie żydowskie. Jako powód podano zgon na skutek krwotoku, którego doznał po potrąceniu przez motocykl.
W marcu 1942 roku Róża i jej brat Albert uciekli z gąbińskiego getta.

(lesz)
fot. archiwum POLIN

Zobacz kolejny artykuł

Anonimowi kierowcy nie chcą konkursu. Komunikacja Miejska odpowiada

Chcący zachować anonimowość pracownicy Komunikacji Miejskiej są przeciwni organizowaniu konkursu „Kierowca roku”. Chodzi im przede …

Płocczanka Małgorzata Garkowska wydała swoją trzecią książkę

Wiele osób jest lokalnymi patriotami. Szukają na rynku wszystkiego, co dzieje się w ich mieście. …