Najnowsze informacje

Niedzielna Wyprzedaż Garażowa

– Żal mi te książki wyrzucić. A za złotówkę jeszcze ktoś może je kupi i przeczyta – mówi sprzedawca ze środkowego stoiska. – Często pan przyjeżdża? – Staram się co tydzień. Jak mam w domu siedzieć, to wolę coś robić. – I ludzie kupują książki? – Czasami. – A co jeszcze kupują? – Różne rzeczy. Mam też drewniane wieszaki po 20 zł i szkło.
Wyprzedaż garażowa na targowisku przy Rembielińskiego budzi zainteresowanie. Jedni tylko oglądają, drudzy kupują. Z tekturowych pudeł pełnych antyków wygrzebują łyżeczki i talerze za złotówkę. Stoisko z „chińszczyzną” przepatrują w poszukiwaniu czegoś, co może się przydać. Plastikowy dzbanek do soku? Dobry na lato. Wielofunkcyjny preparat WD-40? Nigdy nic nie wiadomo… Może trzeba będzie nasmarować niedajacą się odkręcić śrubę? Albo naprawić skrzypiące drzwi, usunąć gumę przyklejoną do dywanu, zmyć lakier do paznokci z płytek łazienkowych. Preparat podobno usuwa też plamy po pomidorach i chroni krowy przed muchami, ale z obietnicami lepiej uważać… Bez obawy można za to kupić kubki.
Godzina 9.00. Jeszcze nie ma tłumów kupujących. Targowisko przemierzają pojedyncze osoby machające plastikowymi torebkami. Niektórzy sprzedawcy dopiero się rozstawiają. Z aut wynoszą kartony pełne cudów. Brzęczą w nich noże i widelce, chrzęści porcelana. Do wyładowania drewnianej ławy potrzeba dwie osoby.
Godzina 10.00. Odwiedzających przybyło. Zainteresowaniem cieszy się duże stoisko ze starociami. Można tam znaleźć: łyżeczki, talerzyki, szklanki, komplet małych kieliszków za 5 zł, samowar, czarny tors manekina, metalowe naczynia w ogromnej ilości. Dostrzegam kolorowy talerzyk z nietypowym wzorem. Napis na odwrocie głosi: Burg Lindau (saksońska wytwórnia porcelany). – Ile kosztuje? – Złotówkę. Biorę.
– Czy ma pan głębokie łyżki? – pyta klient. – W pudełku na prawo. A jaką pan chce? Do nalewania zupy? – Nie wiem, czy mnie żona z tą łyżką nie wygoni, ale jak za tyle to wezmę. W międzyczasie pojawiają się kolejne osoby. Oglądają wazoniki i kryształy. – Weźmie pan wreszcie te pieniądze? – pyta zniecierpliwiona klientka trzymająca w ręku garnek. – Żona już panu chciała zwiać – żartuje towarzyszący jej mężczyzna. Dyskusję przerywa gwiżdżący czajnik. Właśnie zagotowała się woda na herbatę pana Władka.
Przy innym stoisku stoi pełnoletni samochód z obcą rejestracją – bardziej odległy zakątek mazowieckiego. Dużo książek upchanych w pudła. „Pisma” Słowackiego – wydał i wstępem opatrzył dr Stefan Kołaczkowski. Egzemplarz pochodzi z Pierwszej Księgarni w Gdyni, plac Kaszubski. Cena? Jeden złoty. Wśród innych tytułów dziecięce lektury: „Ten Obcy” Jurgielewiczowej, „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery i zapomniane klasyki (np. powojenne opowiadania Dąbrowskiej). I jeszcze coś po angielsku o dietach. Oprócz książek – drewniane wieszaki, wiklinowy kosz na parasole, różne butelki – od tych z korkiem po oranżadzie aż do butelek po mleku. Dużą siwą metalową szafkę na leki z powodzeniem można powiesić w eleganckim lofcie.
Po drugiej stronie znajduję się również coś dla miłośników winyli Wpada w oko okładka płyty Arethy Franklin z 1986 roku. Wygląda, jakby zaprojektował ją Andy Warhol. – Znani malarze też mają na koncie projekty okładek – wyjaśnia znany płocki kolekcjoner, pan Maciej. Na stoliku ma elegancko ułożone winyle, pogrupowane wg gatunków: rock, jazz, pop, muzyka polska. Łatwo znaleźć odpowiednią płytę. – Można przeglądać, wybierać, pytać. – Jak idzie? – Gdybym miał tutaj płyty disco polo, to by się pewnie ustawiła długa kolejka – żartuje. – Ale koneserzy przychodzą. Szukają ulubionych zespołów albo po prostu chcą porozmawiać. Na chodniku obok leżą książki. Od Alistera MacLeana do Lema. Można je kupić za symboliczną sumę. – A kiedyś książki się zdobywało. Dzięki wygranym losom zgromadziłem dawno temu dzieła Platona.
Każdy kto w niedzielę przyjdzie na rynek może zostać sprzedawcą. Za małe spodnie? Sukienka, która nie leży dobrze? Po przejrzeniu szafy niepotrzebne rzeczy przynosimy na garażową wyprzedaż. Za stołem z dziecięcymi ubraniami siedzą dwie panie z córkami. Prababcia, pani Ela, ogląda u nich sukienkę do chrztu. Za ile? Białe falbankowe cudo kosztuje 30 zł. Są też buciki, spodenki, śpioszki – cały asortyment w cenie od 3 zł wzwyż. Trochę więcej kosztują t-shirty, torebki i trampki przy stoisku naprzeciwko. Ale są nowe i pewnie w tygodniu też do nabycia.
Na targowisku można też kupić wycieraczki samochodowe, komplet opon albo laptopa. Ostatnie stoły po lewej cieszą się wielką atencją panów. Z kolei panie wychodząc zatrzymują się przy kwiatkach.

Tekst i fot. Marta Szatkowska-Kunavar

Zobacz kolejny artykuł

Kawaleryjskie tradycje

Stowarzyszenie Jeździeckie im. 4 Pułku Strzelców Konnych Ziemi Łęczyckiej Za miesiąc wezmą udział w rekonstrukcji …

Mieszkańcy bloków często zapominają, że wózkownia, to nie rupieciarnia

Jeśli ktoś w jednym bloku mieszka kilkadziesiąt lat, to trudno się dziwić, że zgromadził przez …