Mieszkańcy bloków często zapominają, że wózkownia, to nie rupieciarnia

Jeśli ktoś w jednym bloku mieszka kilkadziesiąt lat, to trudno się dziwić, że zgromadził przez ten czas mnóstwo mniej lub bardziej niepotrzebnych rzeczy. Zwykle, te które już nie mieszczą się w mieszkaniach, wynoszone są do piwnic, a w niektórych blokach do wózkowni. Piwnice zwykle przypisane są do jednego lokalu, wózkownie służą kilku lokatorom.
W wieżowcach zwykle nie ma piwnic. Są wózkownie, a przynajmniej tak nazywane niewielkie pomieszczenia, które powinny być użytkowanie przez kilku lokatorów. Niestety, w takich miejscach często nie udaje się wydzielić przestrzeni dla konkretnych lokatorów. Jak już ktoś zajmie część powierzchni, to potem trudno ją odzyskać.
Nasza czytelniczka mieszka w wieżowcu przy ul. Zgliczyńskiego. – Na każdym piętrze jest wózkownia, z której mogą korzystać lokatorzy zajmujący trzy mieszkania. Ja mam to nieszczęście, że nie mogę dogadać się z jednym z sąsiadów, który dostał mieszkanie po ciotce. Wszystkie niepotrzebne rzeczy przeniósł do wózkowni, gdzie już nic się nie mieści. Nie dają rezultatu żadne rozmowy. Zawłaszczył niemal całą wózkownię i nawet nie chce słyszeć, żeby część przedmiotów wyniósł na śmietnik – mówi wzburzona.
Zaglądamy do wspólnej wózkowni, w której rzeczywiście nie ma już na nic miejsca. Jak się okazuje, właścicielka trzeciego na piętrze mieszkania nie korzysta z wózkowni i nie zajmuje tam wcale miejsca. Wynika z tego, że niemal na całej powierzchni, z rupieciami po ciotce, rozłożył się sąsiad.

(Jol.)
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Pomysłowi „Tatusiowie”

Płockie Stowarzyszenie „Tatusiowie” to doskonały przykład na to, jak z niepozornego pomysłu może powstać pokaźne …

Błąd firmy nagrodą dla klienta. Jak zdobywać bonifikaty?

Mało kto z nas lubi czytać regulaminy, a zwłaszcza punkty wpisane tam najmniejszą czcionką. Zwykle, …