Kiedyś pielęgnowała dzieci z osiedla Miodowa. Dziś sama potrzebuje pomocy

Dzieci przychodzące przed laty wraz z rodzicami do przychodni przy ul. Jasnej na pewno jeszcze pamiętają pielęgniarkę Janinę Piasecką – kompetentną, energiczną, zawsze chętną do pomocy. Kontakt z małymi pacjentami miała przez 30 lat, pocieszała, tuliła, chwaliła maluchy, gdy były dzielne. Znała ich wszystkich, bo pomagała nie tylko w przychodni. Kiedy wieczorem zdarzały się jakieś problemy, rodzice dzwonili do niej do domu z prośbą o poradę. Dziś sama potrzebuje pomocy.
Pani Janina zachorowała w 2013 roku, w 2015 odeszła z pracy. – Moja mama cierpi na bardzo rzadką chorobę neurologiczną, zanik wieloukładowy. Prowadzi ona do stopniowego zanikania funkcji życiowych, głównie ruchowych. Niestety postęp choroby spowodował już bardzo duże ograniczenia w chodzeniu, a jedynym sposobem zatrzymania choroby jest kosztowna rehabilitacja, na którą staramy się zbierać środki – mówi o chorobie mamy córka Ola.
Choroba jest mało znana, nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie, jakie funkcje życiowe pani Janiny może upośledzić. W skrócie można tylko powiedzieć, że chodzi o zanik móżdżku i wszystko, co się wiąże z tą częścią mózgu. Do tego dodać trzeba tracenie równowagi, znacznie utrudnione funkcje ruchowe, zwłaszcza chodzenie, co spowodowało, że musiała przesiąść się na wózek inwalidzki. A ponieważ rodzina mieszka na 4. piętrze, pani Janina została zamknięta w czterech ścianach.

Reklama

– Pierwsze objawy, to zawroty głowy, niemal jednocześnie pojawiły się problemy z chodzeniem. Teraz już nie ma siły, by samodzielnie nawet stać, a co mówić o chodzeniu. Dodatkowo, jak można się było spodziewać, mama wpadła w depresję, żyje w swoim świecie, jest bez kontaktu. Choć wiemy, pamięci nie straciła. Stara się czasami z nami porozumieć. A oczywiście najgorsze jest to, że nie wiemy, co mamę i nas jeszcze może czekać – wylicza Ola.
Próbują złagodzić skutki choroby, ale jest to coraz trudniejsze. Pani Janina powinna być rehabilitowana, ale może liczyć tylko na godzinę dziennie zajęć z fizjoterapeutką, która musi przychodzić do domu. To zdecydowanie za mało, ale dobre i to.
Ola wspólnie z całą rodziną stara się, by pomóc mamie. – Pracowała całe życie, teraz otrzymuje rentę. Tata pracuje, my z bratem także, więc nie ma szans na dodatkową pomoc od państwa. Pukaliśmy już we wszystkie drzwi, próbowaliśmy wszelkich sposobów, by pomóc mamie. Niestety w NFZ skończyły się fundusze na dofinansowanie sprzętów, jakie ulżyłyby w codziennym życiu – tłumaczy.
Oprócz rehabilitacji pojawiła się potrzeba zapewnienia mamie łóżka rehabilitacyjnego, żeby nie leżała cały czas płasko na materacu. Bardzo przydałby się sprzęt, by mogła zejść po schodach. Mieszkają na 4 piętrze w bloku bez windy, a niemożliwe jest zniesienie kobiety na parter.
Koniecznie trzeba też przerobić łazienkę, zmieścić tam kabinę prysznicową, by pani Janina mogła się kąpać. Dla zdrowia konieczny jest także turnus rehabilitacyjny w specjalistycznym ośrodku. – Mama powinna być codziennie rehabilitowana, a takie możliwości dają tylko komercyjne ośrodki, gdzie miesięczna opieka kosztuje około 7 tys. zł. To znacznie przekracza możliwości naszej rodziny – dodaje córka.
Pani Janina jest podopieczną Fundacji Avalon – KRS 0000270809 subkonto Piasecka 8593, nr konta 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 lub SMS charytatywny nr 75165 w treści Pomoc 8593. Warto też zostawić te dane i przypomnieć sobie o pani Janinie przy wypełnianiu PIT i przekazywaniu 1 proc. podatku.
Rodzina będzie wdzięczna za każdy datek, bo wszelka pomoc może choć odrobinę złagodzić skutki choroby i poprawić komfort jej życia. Kiedyś pani Janina pomagała dzieciom, teraz sama potrzebuje pomocy.

Jol.
fot. archiwum rodziny

Zobacz kolejny artykuł

Czy będzie nowy żłobek?

Jeszcze tylko do 29 maja spółka gminna Inwestycje Miejskie czeka na oferty od firm budowlanych …