Internetowe pamiętniki

Trwa moda na prowadzenie internetowych blogów. To taki pamiętnik, który mogą poczytać wszyscy. Lubują się w nich także młode mamy. W ten sposób chwalą się swoimi skarbami całemu światu. – To pamiątka na całe życie dla mojej córeczki. A jeśli dodatkowo zyskuję czytelników, to super – mówi Wioleta Galla, mama dwuletniej Nadii. W internecie relacjonuje, co u niej słychać. Znajdziemy też podpowiedzi, jak ciekawie wypełnić dziecku czas oraz jak się modnie ubrać.
– Matka nie jest tylko matką. Jest też kobietą – podkreśla Wioleta.
Córeczka wywróciła jej życie do góry nogami. – Gdy zaszłam w ciążę wszyscy mówili, że to cudowne, ale nikt nie mówił o tej drugiej stronie, np. o tym, że w ciąży nogi puchną, że do dziecka trzeba w nocy po kilka razy wstawać i nie będę miała czasu dla siebie – mówi Wioleta. Najbardziej zabrakło jej chwil na czytanie ulubionych książek i weekendowych spotkań towarzyskich. Na szczęście pozostał jeszcze internet, a w nim ludzie, którzy mają podobne pasje, życie i sprawy na głowie. To prosta droga do otwarcia bloga. Początkowo Wiola chciała z nim trafiać do najbliższych. Dziś co miesiąc wpada na jej strony poczytać, co u niej słychać, aż 13 tysięcy osób! – To nie jest dużo. Rekordziści mają ich po 70 tys. – mówi.
Czym ich przyciąga? – Piszę o wszystkim, co może zainteresować rodziców. Zamieszczam zdjęcia córki, ale nigdy nie znajdziecie u mnie czegoś, co mogłoby w przyszłości Nadię zawstydzać, np. zdjęć córeczki w kąpieli – opowiada Wioleta. Przyjechała do Płocka spod Łodzi. Magnesem okazał się zlot mam blogerek zorganizowany przez dwie płocczanki: Joannę Adamkiewicz i Wioletę Skawińską. Panie poznały się oczywiście dzięki swoim blogom.
Joanna prowadzi bloga Zuzulenka.pl. Zuzu, czyli Zuzanna, to pierworodna córka Joanny. Dziewczynka ma już dwa latka. Ale jest jeszcze jedna bohaterka. Mowa o Lence, półrocznej siostrzyczce Zuzi. Trzeba dużo samozaparcia, żeby przy dwójce małych dzieci prowadzić systematycznie bloga, informować o ich postępach, testować produkty, doradzać… Blog się jednak rozwija. – Wykorzystuję każdą nadarzającą się chwilę: gdy dzieci śpią, gdy mąż przyjdzie z pracy – zdradza Joanna. Jest świetnie zorganizowana. Nie widać, że jest młodą mamą, z górą obowiązków i nieprzespanymi nocami na koncie. Sylwetka jak u modelki. Piękny makijaż, modne ubrania. Dziewczyna ma mnóstwo energii. Między blogerkami biega w szpilkach, a na jej twarzy wciąż gości promienny uśmiech. I tak wyglądały właściwie wszystkie mamy, które spotkały się w sobotę w restauracji Estera.

Wszystko kręci się wokół dzieci

Wystrój lokalu przypominający domowy salon, a do tego kawa, herbata i ciastko sprawiły, że dziewczyny poczuły się jak w jednej wielkiej rodzinie. – Dziś mi się udało. Dziećmi zajęła się teściowa – zagaiła jedna z organizatorek spotkania. Niektóre dziewczyny wzięły jednak ze sobą swoje pociechy. A niektóre także mężów. Trzeba przyznać, że panowie zajmowali się swoimi pociechami wzorowo. Fachowo przewijali, poili, zabawiali, a czasem i ocierali dzieciom łezki. Mamy mogły się w końcu poznać i pogadać o wszystkim. Ale jakikolwiek temat zaczynały, zawsze kończyło się na rozmowach o dzieciach.
Tylko przez chwilę odskocznią stały się pokaz kosmetyczny, a potem wizyta brafitterki. Ale już za chwilę gość specjalny Małgorzata Marcinkowska, specjalistka od wad postawy u dzieci, zaczęła opowieść o swoich wizytach w przedszkolach. Trochę mamy przy tym przestraszyła. – Sytuacja jest katastrofalna. Jeśli znajdę jedno dziecko w grupie bez wady postawy, to już jest dobrze. Dlaczego? Bo dzieci dziś ciągle siedzą: w szkole siedzą, w domu: gdy odrabiają lekcje, gdy oglądają telewizję czy też przed komputerami. Wszędzie wozimy dzieci samochodami. A kiedyś było tak, że dzieci siedziały tylko wtedy, gdy jadły. Obecnie nawet w wakacje podwórka są puste – tłumaczy specjalistka.
Jakie ma lekarstwo? O dziwo… krzesełko do siedzenia. Zaprezentowała je mamom. Z pozoru nic wymyślnego: 4 nogi i plastikowe pomarańczowe siedzisko. Ale diabeł tkwi w szczegółach, a w tym wypadku w specjalnych krzywiznach. Dzięki nim, gdy dziecko źle na krześle usiądzie, to się zsunie.
Krzesełko testowały wszystkie dzieci po kolei. Podczas spotkania Nadia z czarnymi jak węgielki oczami zajrzała w każdy kąt. Siedzenie na krzesełku też więc zaliczyła. Ale malutka Pola, choć umiała już chodzić, to do tego krzesełka jeszcze nie dorosła. Amelka z dwoma warkoczykami zdecydowanie wolała posiedzieć, ale u cioci na kolanach. Z kolei mały przystojniak zajął krzesełko, jednak to do karmienia dzieci. Nie zamierzał go opuszczać, bo oglądał tutaj bajkę. Ciocia puściła mu ją na telefonie komórkowym. – Co ciekawe, nawet dwuletnie maluchy świetnie sobie radzą z takimi nowinkami technicznymi. Oglądaliśmy telewizję i nagle na ekranie pojawiła się bajka naszej córeczki. Jakimś sposobem uruchomiła dodatkową funkcję w iPodzie, o której nie miałam pojęcia – opowiada mama Amelki. – Mój synek z kolei, jak za długo jest cicho, to najprawdopodobniej bawi się moim telefonem i wybiera numery do moich znajomych, którzy przyzwyczaili się już do tych zabaw – opowiada sympatyczna blondynka. I tak komórka, i tablet stały się zabawkami dla dzieci blogerek.
– Może to mało pedagogiczne, ale nie ma innego wyjścia. Inaczej nie miałybyśmy szans nic w domu zrobić. Oczywiście to jest metoda, by jedynie na chwilę czymś zająć dziecko – zapewniają nowoczesne mamy. Jako doświadczone blogerki w swoim arsenale posiadają też obowiązkowo aparaty cyfrowe. W Esterze flesze co chwila błyskały i podczas pokazów, i podczas rozmów przy stole, i gdy tylko maluchy dały pokaz swej pomysłowości. Teraz wystarczy pomyszkować w internecie, by poczytać o pierwszym spotkaniu mam blogerek w Płocku. Mamy wywiozły z naszego miasta wiele tematów, a do tego każda dostała charakterystyczne pomarańczowe krzesełko i mnóstwo gadżetów od sponsorów. – Nie to jest jednak najważniejsze. Fajnie, że miałyśmy okazję spotkać się na żywo – podkreślają zgodnie mamy. A jednak, choć internet pomaga nam w życiu, to żadna maszyna nie zastąpi nam spotkania z drugim człowiekiem twarzą w twarz…
tekst i fot. Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

Zobacz kolejny artykuł

Opiekunka społeczna nie zabierze dziecka, ale też… Nie da mieszkania

Marlena ma 21 lat, 9-miesięczne dziecko i partnera w więzieniu. Ma też ojca, który jest …

Pomysłowi „Tatusiowie”

Płockie Stowarzyszenie „Tatusiowie” to doskonały przykład na to, jak z niepozornego pomysłu może powstać pokaźne …