Bohaterka reportażu TP dostała wymarzone mieszkanie

Jak mawiają mądrzy ludzie, Bóg nie może być wszędzie, dlatego wymyślił mamę. Jedną z nich jest Anna, mama trójki dzieci. Mąż pracuje, w domu jest tylko w weekendy, stara się zarobić na rodzinę. To w jej rękach są wszystkie sznurki dobrego funkcjonowania rodziny. Pilnuje odrabiania prac domowych, sprząta, gotuje, pierze, prasuje, a teraz dodatkowo do jej obowiązków należą także wszelkie sprawy związane z załatwieniem dokumentów i remontem mieszkania, które jej przydzielono tuż przed końcem 2017 roku. A zakres robót jest bardzo duży.
Anna odwiedziła redakcję Tygodnika Płockiego we wrześniu 2017 roku. – Życie mnie nie rozpieszczało. Od najmłodszych lat byłam w domu dziecka, adoptowali mnie ludzie, którzy zmienili mi imię i nazwisko. Przez przypadek poznałam swoją biologiczną matkę, byłam na jej pogrzebie, ale nie zdążyła mi powiedzieć, dlaczego mnie nie chciała. Ojciec nawet nie chciał mnie znać – opowiadała szczerze o swoim nieudanym dzieciństwie, i o tym, jak znalazła schronienie w kościele, ale ostatecznie nie została zakonnicą. Poznała swojego obecnego męża. Dziś są 10 lat po ślubie i mają trzy córki – najstarsza ma 9 lat, choruje na mózgowe porażenie dziecięce, średnia ma 5 lat, a najmłodsza – roczek.
Rodzice adopcyjni nie zamierzali jej pomóc, musiała ze wszelkimi problemami borykać się sama. Przez wiele lat mieszkali w kawalerce na Podolszycach, w pięć osób na 36 m kw. Opłaty były wysokie, ale jakoś sobie radzili. Mieli to szczęście, że trafiali na dobrych ludzi, między innymi w Szkole Podstawowej nr 23. Kiedy okazało się, że możliwa jest operacja poprawiająca jakość życia najstarszej córeczki, społeczność szkolna, koledzy i koleżanki, nauczyciele i rodzice, pomogli w zebraniu potrzebnej sumy.
Od 10 lat, czyli od chwili gdy została wymeldowana przez rodziców adopcyjnych, Anna starała się o mieszkanie komunalne. Prosiła o pomoc najróżniejszych ludzi i dopiero po reportażu w Tygodniku Płockim coś się zmieniło.
Sprawą zainteresował się Piotr Nosarzewski, prezes Fundacji Portal FM – Pomagamy Dzieciom. Obiecał, że włączy się do pomocy, a skoro Anna miała niewielkie szanse, by dostać mieszkanie z listy – znajdowała się wtedy na 31. miejscu – zadecydował, że spróbują rozwiązać problem w inny sposób.
Kilka tygodni później Anna wraz z Piotrem Nosarzewskim i przedstawicielem TP zjawiła się w gabinecie wiceprezydenta Piotra Dyśkiewicza z listą pustostanów, na które nie ma żadnej oferty.

Zobacz kolejny artykuł

Pogorzelcy z Białobrzegów

Ogromnej tragedii, jaka dotknęła tę rodzinę, nie da się opisać słowami. Ogień pojawił się w …