W Srebrnej i Proboszczewicach

W ostatnim artykule zaprosiłem szanownych czytelników Tygodnika Płockiego do zwiedzania Starej Białej, gminnej wsi w pobliżu Płocka. Dziś chciałbym zachęcić do dalszej podróży po gminie i jej okolicach.
Na początek zapraszam do krótkiego spaceru do Srebrnej. Idąc drogą (trzeba uważać, gdyż nie ma chodnika), po lewej stronie mijamy pola i zabudowania, a po prawej stronie malownicze dolinki chowające się w lesie. W nim mieści się pałac – rozległa budowla z XIX wieku, początkowo był to parterowy dwór, który dzięki licznym przebudowom uzyskał dzisiejszy, niepowtarzalny kształt.
Otaczający pałac park krajobrazowy założony został w 1870 roku i wykorzystuje korzystne naturalne ukształtowanie terenu. W okresie międzywojennym pałac w Srebrnej, który był wtedy własnością rodu Piwnickich, oraz pięknie położony nad Skrwą park w Sikorzu ściągały plejadę artystów, malarzy, literatów. Tu pisał Julian Tuwim „Bal w operze”, tu przebywali Ludwik Hieronim Morsztyn, Antoni Słonimski, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, według którego powieści kręcono w miejscowym pałacu i pobliskim młynie w Radotkach film „Znachor”. Żoną właściciela niedalekich Kuchar koło Drobina była Helena z Tchórznickich Radomyska, występująca pod pseudonimem Heleny Mniszek – autorka „Trędowatej”. Obecnie pałac należy do Orlenu.
Po krótkiej wizycie w parku otaczającym pałac, asfaltową drogą mijamy Kamionki i kierujemy się na Proboszczewice. Po drodze mijamy Trzebuń, pięknie położony wśród mazowieckich pól i zagajników. Choć dziś wieś ta nie ma żadnych historycznych budowli, warto wiedzieć, że wspominał o niej w swym dziele z 1863 „Polska dzieje i rzeczy jej”, wydanym w Poznaniu, Joachim Lelewel, w krótkim rozdziale „Dwie tablice starych pieniędzy w r. 1824 w Trzebuniu koło Płocka wykopanych”. Następnie, mijając Trzebuń, bardzo powoli ze względu na tragiczny wręcz stan drogi dojeżdżamy do celu naszej dzisiejszej podróży – do Proboszczewic.
Wieś od XII wieku była własnością kapituły płockiej, a parafię erygowano tu już w XIII wieku. Pierwszy drewniany kościół został spalony w połowie XVII wieku podczas wojen szwedzkich. Prawdopodobnie swą nazwę Proboszczewice wzięły od prepozyta, czyli od proboszcza kapituły już w XIII wieku. Jadąc od strony Trzebunia, już z daleka można zobaczyć piękny neogotycki kościół pobudowany na wzgórzu w drugiej połowie XIX wieku przez ks. Mikołaja Bilińskiego. W środku warto obejrzeć neogotycki ołtarz z XIX wieku oraz barokową, bogato zdobioną chrzcielnicę, monstrancję i relikwiarz. Kościół został konsekrowany przez bpa Apolinarego Wnukowskiego w 1906 roku. Przy kościele od strony pętli autobusowej można obejrzeć drewnianą XX-wieczną dzwonnicę.
Będąc w Proboszczewicach, warto zajrzeć na znajdujący się niedaleko pętli autobusowej pagórek, na którym bystre oko dostrzeże zniszczony upływem czasu krzyż – jest to pozostałość po dawnych ewangelickich mieszkańcach Proboszczewic. Prawdopodobnie znajdował się tu kantorat (początkowa szkółka ewangelicka). Niestety, obecnie miejsce to jest zarośnięte krzakami i zasypane licznymi dowodami bytności ludzkiej. Do naszych czasów nie zachowało się prawie nic prócz kilku fragmentów pomników z dawnego cmentarza.
Ale Proboszczewice to nie tylko historia… to też drogi i ścieżki zapraszające do wycieczek rowerowych i pieszych wśród pięknych, mieniących się różnymi kolorami zieleni, brązu i żółci mazowieckich pól, gdzie pojedyncze drzewa i liczne zagajniki dają chwilę oddechu i cienia w trakcie wycieczki. Bardzo dobre połączenie z Płockiem PKS, PKP oraz autobusami linii miejskich i linią prywatną umożliwiają, moim zdaniem, wręcz wymarzony rodzinny wypad na całodzienną wycieczkę po okolicy. Niedawno w pobliżu kościoła pobudowano nowoczesne boiska sportowe do piłki nożnej, kosza i piłki ręcznej, na których wszyscy chętni mogą poprawiać swoją tężyznę fizyczną. Warto też przejść się po wsi, pooddychać świeżym powietrzem i odwiedzić miejscowe bary.
Wracając drogą w stronę Płocka przez Kruszczewo po prawej stronie, tuż za Proboszczewicami, zobaczymy wzniesienie zwane przez okolicznych mieszkańców Kosmatą lub Szwedzką Górą (nazwa pochodzi od domniemanych okopów z czasów wojen szwedzkich), która jest pozostałością po starym grodzisku. Dzięki temu strażnikowi naszej historii osada zyskała sławę sięgającą daleko w Polskę.
Jest ono największym tego typu obiektem na ziemi płockiej i jednym z największych na Mazowszu. Miejsce to określane jest również jako plemienny poprzednik Płocka, choć w późniejszych wiekach osłaniało główny gród – Płock. Powstało ono w VI-VII wieku naszej ery, a wzmocnienie jego funkcji obronnych nastąpiło około X-XI wieku (usypanie wału). Grodzisko to zbudowane zostało na planie czworoboku, a jego wymiary to 110×130 metrów. Otoczone było wałem o szer. ok. 30 metrów, a wys. do ok. 8 metrów licząc od wewnątrz oraz do 16 metrów licząc od zewnątrz. Najwyższy wał znajdował się od zachodu. Jedną stronę grodziska otaczała rzeka Wierzbica, płynąca w dolinie, która stanowiła naturalną obronę. Środek grodziska stanowił majdan, a w południowo-zachodnim jego rogu znajdował się lej głębokości 4 metrów. Podczas prac archeologicznych odkopano m.in. liczne fragmenty ceramiki z czasów funkcjonowania grodziska. Około XI wieku grodzisko zostało opuszczone.
Grodzisko to było później świadkiem wielu bitew m.in. Andrzej Sierpski, dziad wojewody rawskiego i starosty płockiego, właściciela majątku Gulczewo, dowodząc oddziałami mazowieckimi w 1503 roku, gromił oddziały krzyżackie u jego stóp. Prawdopodobnie także podczas wojen ze Szwedami miały tu miejsce potyczki, od których swą ludową nazwę grodzisko bierze. Jeszcze w XIX wieku od strony wsi Trzebuń widoczne były wały osłaniające je przed wrogami. Kiedy wejdziemy na górę porośniętą krzakami bzu, rozpościerać się będzie przed nami piękny widok, który wart jest poświęconego na przyjazd wysiłku.
Po tej krótkiej wspinaczce, wracając na rower, zapraszam w drogę powrotną do Płocka. Już z daleka widać rafinerię i ogień wydostający się z komina. Po drodze mijamy Trzepowo, w którym obecnie znajduje się PWSZ. Warto tu zajrzeć, by zobaczyć piękny dwór, w którym od 1923 roku znajdowała się powstała z inicjatywy miejscowych organizacji społecznych i ówczesnego starosty szkoła rolnicza dla dziewcząt pod egidą Ministerstwa Rolnictwa. Z państwowej parcelacji gruntów szkoła otrzymała na własność 17 ha ziemi z byłego folwarku Trzepowo oraz stare zabudowania: dworek, stodołę i budynki gospodarcze. Organizacją merytoryczno-dydaktyczną szkoły zajęli się: Leokadia i Stanisław Bergerowie – nauczyciele Szkoły Rolniczej w Niegłosach. Nauka w szkole była bezpłatna, a za wyżywienie w internacie płacono początkowo 1q (100 kg) żyta miesięcznie lub ekwiwalent w gotówce. Głównym zadaniem szkoły było przygotowanie wychowanek do samodzielnej pracy we własnych gospodarstwach oraz wychowanie do życia w społeczeństwie. Dlatego też oprócz zajęć związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego i domowego uczennice miały też lekcje języka polskiego, geografii, historii, ekonomii, etyki i prawa. Szkoła w tym miejscu istniała do końca XX wieku, a później przeniosła się do nowo wybudowanej siedziby w Górach.
Następnie, po krótkim odpoczynku, czeka nas ostatnia część podróży do Płocka. Wycieczka, na jaką zabrałem dzisiaj czytelników, ma około 30 kilometrów.
Piotr Michalik

Zobacz kolejny artykuł

Nie omijaj Zagrzebia

Jedno z najładniejszych europejskich miast choć jest wielotysięczną metropolią, sprawia wrażenie kameralnego i przyjaznego. Główne …