Via Veneto

Kto był latem we Włoszech, na pewno zmagał się z upałem dokuczającym przede wszystkim w miastach. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Rzymie i spacer pośród starych murów. O pewnej godzinie ulice opustoszały, sklepy i poczty zamknięto. Zapanowała cisza. W wąskim labiryncie utknęli turyści nie bardzo wiedzący, co ze sobą począć. Szukając ochłody jedliśmy lody, zresztą pyszne w całej Italii, i wielkie soczyste arbuzy. Najprzyjemniej było przy fontannach. W Wenecji, ze względu na obecność dużej ilości wody, upał nie dokucza tak bardzo. Męczyć mogą za to tłumy, schody zastawione ludźmi i plecakami i kolejki (zwłaszcza do Bazyliki św. Marka). Kiedy jednak nie damy się poprowadzić znakom i zboczymy z głównej drogi, znajdziemy przyjemne prawie puste place i miejsca, do których dociera niewielka garstka ciekawskich.
Auto zostawiamy na parkingu Tronchetto położonym przy porcie. Po 10 minutach marszu docieramy w okolice dworca i tym razem wchodzimy do środka. Turyści z całego świata, rozłożeni na podłodze, czekają na swój pociąg. Trzeba było uważać, żeby kogoś nie nadepnąć, ale panowała zaskakująco miła atmosfera. Uśmiechnięci podekscytowani ludzie opowiadali sobie zapewne wrażenia z wizyty w Europie. Chcieli dalej dotrzeć do Rzymu, a może wrócić do Triestu? Wokół ogromne walizy, skromne plecaki i bagażowi z identyfikatorami oferujący pomoc w transporcie. Na kilku mostkach ludzi jeszcze nie było tak dużo. Starali się nie wchodzić w kadr obcemu fotografowi. Rozglądając się z najwyższego stopnia, zauważyliśmy napis „synagoga”. – Idziemy? – No idziemy, skoro jeszcze nie byliśmy. Niską bramą przeszliśmy na teren getta.


Tekst i fot. Marta Szatkowska-Kunavar

Zobacz kolejny artykuł

Nie omijaj Zagrzebia

Jedno z najładniejszych europejskich miast choć jest wielotysięczną metropolią, sprawia wrażenie kameralnego i przyjaznego. Główne …