Na wakacje nie zawsze pociągiem czy samolotem

Ciekawość świata trzeba nieustannnie doskonalić, mówił pisarz, który nie był blagierem ani blogierem. Jak? Słuchać ludzi mądrych, podróżować, zmieniać pracę i mieszkania. Gdy jedni opowiadają, ile czekali na lotnisku i co otrzymali w ramach rekompensaty, my wybieramy wspólne przejazdy – wakacje tańsze niż samolot albo pociąg. Podróż „bla bla”.
Na propozycję: „posiadam dwa wolne miejsca” trzeba było trochę poczekać. W sieci owszem pojawiały się ogłoszenia, że ktoś jedzie z Krakowa albo Katowic. Ale nam po drodze do Warszawy. Wreszcie jest. Płacimy, logujemy się na stronie i otrzymujemy kontakt do kierowcy. Krótka miła rozmowa. Pytanie o ilość bagażu. Cena satysfakcjonująca – nieco ponad 200 zł za podróż do słoweńskiej stolicy.
Umawiamy się na Targówku. Elegancka mazda ma czekać przy stacji, punktualnie o 18.00. Ola podwozi nas do Trasy Toruńskiej. Dojeżdżamy o czasie. Ale… Kto jechał choć raz do Ikei, wie jaki tam jest ruch, ile trzeba determinacji, by noga za nogą wjechać na ślimak i odetchnąć z ulgą. Silnik zazgrzytał i zgasł. Stoimy pod górką na awaryjnych. Za nami tworzy się sznur. Boimy się tych klaksonów albo jeszcze czego gorszego, bo w aucie blondynki. O dziwo nikt nie trąbi, ale też nie pyta w czym pomóc.
Ola przemawiając czule do swojego volkswagena próbuje go uruchomić. Trochę się zmęczył i zagrzał. Po 5 minutach, które wydawały się kwadransem, silnik zaskoczył. Zjeżdżamy na stację tylko odrobinę spóźnieni. Jest mazda! Od razu uwaga – bądźcie miłymi pasażerami. Nie strójcie fochów, nie róbcie zawiedzionych min. Akceptujemy wszystko, bo droga daleka.
Uśmiechnięty kierowca (jedzie z żoną do chorwackiej Puli) nie zżyma się na moją dodatkową torbę, choć uzgodniliśmy, że będzie tylko jedna plus walizka. Przepraszam tłumacząc, że jadę m. in na urodziny i tradycyjnie zabieram domowy pasztet, krakowską suchą i pierogi, które zrobiła znajoma. Śmiech podróżnych rozładowuje atmosferę. Torba jednak nie mieści się w bagażniku. Biorę ją pod nogi i w takiej pozycji będę jechać przez całą noc.
Jacek zna trasę doskonale. Wcześniej, jako student, jeździł na południe z kolegami. Teraz chce pokazać żonie wszystko, co go oczarowało. Autostrada prawie pusta. Zatrzymujemy się kilka razy, by kupić winiety i coś przegryźć. Przy kawie dowiadujemy się, że Anna, która też wsiadła w Warszawie, jedzie do Rovinja tańczyć. Chorwacki Letni Festiwal Salsy całe miasto zamienia w parkiet. Warsztaty odbywają się m.in. w powstałej w XIX stuleciu fabryce papierosów Adris. Jutro Anna będzie szlifować salsę na statku.
Nad Lublaną
smoki i kawa
Kierowca podwozi nas na dworzec, chociaż mógł zjechać wcześniej i ominąć słoweński odcinek autostrady. Wielu tak robi, nie chcąc płacić za dodatkową winietę.

Lena Szatkowska
fot. Marta Kunavar

 

Zobacz kolejny artykuł

Rejsy – all inclusive na pełnym morzu

Osobom nie posiadającym jeszcze żeglarskiego doświadczenia często się wydaje, że rejsy wiążą się z mnóstwem …

Pogoda pokrzyżowała plany organizatorom spływu kajakowego, ale nie zniechęciła uczestników

Wystartowali bladym świtem. Patrzyli w niebo zastanawiając się, czy za chwilę nie spadnie deszcz. Spadł. …