Husaria wyruszyła z Pułtuska…

Chorągiew husarska koronna Samuela Prażmowskiego, wojewody płockiego – stu ośmiu towarzyszy i pocztowych; chorągiew husarska koronna Stanisława Dąbskiego, biskupa płockiego – dziewięćdziesięciu siedmiu towarzyszy i pocztowych; chorągiew pancerna koronna Wiktoryna Bąkoskiego, cześnika wyszogrodzkiego – osiemdziesięciu jeden jezdnych; chorągiew pancerna koronna Andrzeja Miączyńskiego, cześnika płockiego – siedemdziesięciu ośmiu jezdnych… Być może w takiej właśnie kolejności, wśród wielu innych chorągwi husarskich, pancernych, oddziałów kozackich, oddziałów lekkiej kawalerii, oddziału artylerii i innych krakowscy heroldowie donośnym głosem ogłaszali pod Wawelem, 29 lipca 1683 roku, wymarsz polskich wojsk pod Wiedeń.
330 lat później – 27 lipca roku 2013 heroldowie nazywają się już spikerami, a rozgorączkowany temperaturą powietrza i doniosłością chwili tłum można już przekrzyczeć za pomocą wysokiej klasy sprzętu nagłaśniającego, Kraków zamieniono na urokliwe miasto na Narwią, niemniej przynajmniej namiastkę tamtej atmosfery udaje się oddać w zupełności. Wywoływane kolejno chorągwie husarskie i pancerne oraz oddziały piechoty wyruszają z dziedzińca Domu Polonii na mszę do miejscowej bazyliki. Potem jest czas nie na wojnę, tylko na wszelkiego rodzaju pokazy musztry, szermierki, sprawności łuczników i wiele innych. Późnym wieczorem przychodzi pora na wspólne, rycerskie biesiadowanie. Tak w olbrzymim skrócie wyglądał Dzień Tradycji Rzeczypospolitej, który w 330-lecie Wiktorii Wiedeńskiej zorganizowano w Pułtusku.
Pod Wiedeń wyruszyło 27 tysięcy polskich, w swojej znaczącej wielkości koronnych rycerzy (wojska litewskie były wówczas zajęte na pograniczu polsko – węgierskim). Czas był ku temu najwyższy. Sułtan Mehmed IV wiosną 1683 roku wysłał potężną armię, liczącą 140 tysięcy żołnierzy, pod dowództwem wezyra Kary Mustafy na podbój Europy Środkowej. Zagroził cesarzowi austriackiemu Leopoldowi, że kto się nie podda i nie przyjmie islamu, poniesie śmierć. W obliczu zagrożenia cesarz porozumiał się z książętami niemieckimi, prosząc ich o pomoc, a następnie – 1 kwietnia zawarł przymierze z królem polskim Janem III Sobieskim. Ten ostatni po przybyciu pod Wiedeń objął komendę nad wszystkimi wojskami sprzymierzonymi i wydał Turkom zakończoną wielkim zwycięstwem bitwę.

Mój pradziad był pod Wiedniem?

Historia zna dzisiaj około 600 nazwisk bądź mian rycerzy, którzy 330 lat temu wyruszyli pod Wiedeń. Możemy domniemywać, że wśród nich było wielu naszych protoplastów – z terenu Mazowsza Płockiego. To właśnie zasługi husarzy z Ziemi Płockiej szczególnie podkreślali podczas sobotniej uroczystości jej organizatorzy.
Husaria i jazda tylko w 50 procentach składała się ze szlachty. Husarzem mógł także zostać zamożny mieszczanin lub nawet chłop, stary żołnierski wiarus, który wzbogaciwszy się na wojnie mógł kupić bardzo drogiego konia oraz uposażenie. Warto było. Zwykle po takich wojnach hetman przedstawiał Sejmowi do nobilitacji szlacheckiej listę zasłużonych żołnierzy. Ten jej nigdy nie odrzucał – wojsko zawsze w historii Polski cieszyło się specjalnymi względami. Należy zatem przypuszczać, że w dwóch płockich chorągwiach husarskich byli przedstawiciele wszystkich płockich i podpłockich warstw społecznych. Zupełnie inaczej niż w polskich chorągwiach pancernych. Tu żołnierzami byli przedstawiciele drobnej szlachty zagrodowej z Mazowsza i Podlasia, zapewne w wielu przypadkach także nasi pradziadowie.
Choćby właśnie ze względu na te inklinacje historyczne, jednym z patronów tej niecodziennej rekonstrukcji wydarzeń w Pułtusku był oczywiście Tygodnik Płocki. Pogoda tego dnia nie była litościwa dla jeźdźców w żelaznych, choć tylko częściowych zbrojach. No bo jak tu zachować marsową, godną żołnierza minę, kiedy jednocześnie myśli się o utrzymaniu konia w szyku, a przede wszystkim o łyku zbawiennej wody. Zgromadzeni w Pułtusku widzowie docenili jednak starania polskich rycerzy (głównie z Podlaskiej Chorągwi Husarskiej). Podczas przemarszu do bazyliki nie zabrakło oklasków i gromkich wiwatów.

Płocko-pułtuski Stanisław Dąmbski

Dlaczego Pułtusk? Jedną z 25 chorągwi husarskich wystawił na własny koszt biskup płocki Stanisław Dąmbski. Latem 1683 r., żegnana uroczyście, wyruszyła ona z terenu ówczesnej Diecezji Płockiej (można przypuszczać, że i z okolic Pułtuska) na miejsce zgrupowania wojsk królewskich do Krakowa. Warto przypomnieć, że to właśnie ona walnie przyczyniła się do Wiktorii Wiedeńskiej i była jedną z pierwszych, która zdobyła szarżą namiot wezyra Kara Mustafy. Biskup Dąmbski jeszcze przez wiele lat patronował zasłużonej w boju chorągwi. Jego następca Andrzej Chryzostom Załuski, przyszły kanclerz wielki koronny, a w tym czasie biskup kijowski, 23 grudnia 1683 r. witał uroczyście w katedrze wawelskiej wracającego spod Wiednia zwycięskiego króla Jana III Sobieskiego. Biskup Załuski został pochowany w kolegiacie pułtuskiej, gdzie po dziś dzień można obejrzeć jego wmurowany nagrobek.
– Pomysł zorganizowania uroczystości w Pułtusku wyszedł tak naprawdę z potrzeb historii – rozmawiamy z Jerzym Rosą, dyrektorem Domu Polonii w Pułtusku, jednym z organizatorów imprezy. – Chodziło nam o to, że naszym zdaniem zbyt mało eksponowana jest Odsiecz Wiedeńska. A przez tą rekonstrukcję chcieliśmy przypomnieć młodemu pokoleniu, jakie ona miała niebagatelne dla całej Europy znaczenie. Nie bez kozery przecież została uznana za jedną z 20 najważniejszych na świecie bitew.

Król Sobieski Zagłobą

Na mszę w pułtuskiej bazylice członkowie grupy rekonstrukcyjnej udali się barwnym orszakiem, w którym kolejność była ściśle zachowana. Najpierw pieszo król Jan III Sobieski z małżonką. Potem hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski (nota bene płocczanin Radosław Jendrzejczak, dyrektor generalny firmy Data Park), potem małżonki rycerzy, wreszcie konno poszczególne chorągwie. Na końcu piechota wybraniecka. Zajęty bardzo tego dnia król, prywatnie Piotr Boruszko, antykwariusz z Białegostoku, udzielił nam na szczęście prywatnej audiencji.
– Udało mi się szczęśliwie połączyć pracę zawodową z zainteresowaniami – mówi „Jan III Sobieski”. – Moje hobby to historia i rzeczy dawne, a antykwariat prowadzę już od 20 lat. Pasją uczestnictwa w grupach rekonstrukcyjnych zaraziłem się 4 lata temu. Bardzo się cieszę, że rodzina podchodzi do mojego hobby ze zrozumieniem. Córka jest tutaj ze mną, moja obecna partnerka też… Dlaczego Sobieski? Chyba ze względu na jakieś podobieństwo. 3 lata temu podczas jednej z naszych rekonstrukcji – w Kamieńcu Podolskim zaczęto za mną wołać: Sobieski. No i tak już zostało, że w naszej grupie, czyli Podlaskiej Chorągwi Husarskiej ja jestem właśnie królem Janem III. Chociaż muszę przyznać, że moja fizjonomia także bardzo pasuje do sienkiewiczowskiego Zagłoby…
Świadkami nie tylko turniejów, ale także pokazów i prezentacji kunsztu wojsk polskich XVII wieku byli w sobotnie popołudnie mieszkańcy Pułtuska i przybyli goście. Na zamku w Pułtusku (w Domu Polonii) otwarta dla zwiedzających była wystawa zatytułowana „Szlakiem odsieczy wiedeńskiej”. Udostępniła ją dyrekcja Muzeum pałacu w Wilanowie.
Tekst i fot.: Tomasz Szatkowski

Pułtusk

Pułtusk jest jednym z najstarszych miast Mazowsza, gdyż prawa miejskie uzyskał prawdopodobnie w 1257 r. od księcia mazowieckiego Ziemowita. Od XII w. aż do 1796 r. pozostawał pod jurysdykcją biskupów płockich. Pułtusk był trzecim po Warszawie i Płocku – miastem na Mazowszu z murowanymi fortyfikacjami.
W 1806 r. przybył do Pułtuska cesarz Francuzów – Napoleon Bonaparte. Na przedpolach miasta została stoczona bitwa między wojskami napoleońskimi a armią carską. Walka zakończyła się wycofaniem wojsk rosyjskich za Narew. O tym, że dla Francuzów walki te były bardzo ważne świadczy fakt umieszczenia nazwy Pułtusk na Łuku Triumfalnym.
Podczas II wojny światowej także toczyły się walki na terenie miasta i okolic. Wynikiem tych walk były ogromne zniszczenia, które wyniosły około 85%.
W 1994 r. z inicjatywy profesorów Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk została utworzona Wyższa Szkoła Humanistyczna, obecnie Akademia Humanistyczna im. A. Gieysztora.

Zamek – Dom Polonii

Historia zamku w Pułtusku sięga XV w., kiedy to biskup płocki Florian Laskary wzniósł pierwsze murowane elementy zamku na miejscu drewnianego grodu z początku XIII wieku spalonego przez litewski najazd w 1363 roku.
Zamek uległ poważnym zniszczeniom podczas potopu w połowie XVII wieku, gdy trwały walki o niego pomiędzy wojskami Stefana Czarneckiego i Szwedami. Kolejne zniszczenia przyniosła druga wojna północna, podczas której w 1703 roku zamek zajęły wojska szwedzkie. Zamek odbudowano w stylu barokowym, budując także w tym stylu kaplicę zamkową.
W czasie wojen napoleońskich ponownie uszkadzany, gdy wykorzystywano go jako lazaret wojskowy. Został odnowiony w latach 1817-1830. Zamek spłonął w roku 1841, w związku z czym przestał być siedzibą biskupów, wielokrotnie zmieniając swoje przeznaczenie. Podczas walk w zimie 1945 roku zamek spłonął. W 1989, po trwającej 15 lat odbudowie, w trakcie której wybudowano na zamku wieżę, przeznaczony został na ”Dom Polonii”. W „Domu Polonii” obok działalności hotelarskiej prowadzony jest także Ośrodek Dokumentacji Wychodźstwa Polskiego.

Zobacz kolejny artykuł

Nie omijaj Zagrzebia

Jedno z najładniejszych europejskich miast choć jest wielotysięczną metropolią, sprawia wrażenie kameralnego i przyjaznego. Główne …