Biała zakwita, gdy ma dobry humor

3 czerwca 1888 roku Vincent van Gogh przebywał w miasteczku Saintes-Maries-de-la-Mer. W liście do brata, Theo, zachwycał się tamtejszym krajobrazem, zmieniającymi się kolorami morza i nieba oraz smakiem świeżo pieczonych ryb.
– Swoje trzy studia muszę tutaj zostawić, ponieważ nie są oczywiście dość suche, żeby zabrać je bezkarnie w pięciogodzinną podróż trzęsącym się powozem. Ale spodziewam się tu powrócić – pisał. Ze swojej wyprawy był bardzo zadowolony. Zobaczył bowiem to, co chciał czyli barwy, zrobił parę rysunków i namalował obrazy. Wśród nich był „Widok Saintes-Maries”, który sprawiedliwie podzielił pomiędzy architekturę i… piękne pole lawendy. Chociaż małe prowansalskie miasteczko było wtedy znane głównie jako miejsce pielgrzymek, do którego 24 maja przybywały cygańskie tabory, aby oddać cześć swojej patronce, świętej Sarze i ojczyzna pasących się półdzikich białych koni, dzisiaj cały region kojarzony jest głównie z malowniczymi plantacjami lawendy. Ponieważ nie każdy może mieszkać w Prowansji, a kolor i zapach różnobarwnych kłosków zachwyciły i zachwycają wielu, lawenda wyemigrowała poza granice Francji. Fioletowe pola można dzisiaj znaleźć w Chorwacji, Anglii, Nowej Zelandii, Kalifornii, Słowenii, Bułgarii, a nawet pod Płockiem. Bo Płock ma z lawendą więcej wspólnego niż by się mogło wydawać.
Lena Szatkowska
Marta Szatkowska-Kunavar
fot. „Przystanek Lawenda”

Zobacz kolejny artykuł

Rejsy – all inclusive na pełnym morzu

Osobom nie posiadającym jeszcze żeglarskiego doświadczenia często się wydaje, że rejsy wiążą się z mnóstwem …

Pogoda pokrzyżowała plany organizatorom spływu kajakowego, ale nie zniechęciła uczestników

Wystartowali bladym świtem. Patrzyli w niebo zastanawiając się, czy za chwilę nie spadnie deszcz. Spadł. …