Wilgoć, karaluchy i szczury!

Najważniejszy w życiu jest dach nad głową. Można nie dojadać, nosić te same ubrania przez wiele lat, nie mieć w domu nowoczesnego sprzętu elektronicznego. Ale jeśli są cztery ściany, wtedy życie jest zdecydowanie łatwiejsze i można sobie poradzić z wieloma problemami. Wiadomo, nie wszystkim się w życiu układa. Tym najbardziej nieprzystosowanym do obecnych warunków trzeba po prostu pomagać.
W swojej pracy dziennikarskiej odwiedziłam mnóstwo budynków mieszkalnych, nie tylko w centrum Płocka. Byłam na ul. Otolińskiej w „Pałacu Cudów”, na ul. Sienkiewicza, Misjonarskiej, Słonecznej, słowem długo można byłoby wymieniać. Kilka dni temu odwiedziłam płocczankę, panią Aleksandrę mieszkającą w jednym z budynków przy ul. Bielskiej.
To posesja narożna, na terenie której jest kilka połączonych budynków. Znajduje się tam podwórko, ale raczej nie jest to teren do zabawy dla dzieci. Są „stajenki”, mnóstwo nikomu niepotrzebnych gratów. „Brud, smród i ubóstwo”, jak niegdyś określano takie miejsca. Właśnie tam w jednym z budynków mieszka pani Aleksandra z czwórką dzieci. Jest jedynym lokatorem posesji, z której wyprowadzono już niemal wszystkich mieszkańców.

Wcześniej przez cztery lata pani Aleksandra mieszkała w bloku na ul. Otolińskiej 23. Z powodu fatalnych warunków mieszkaniowych, kiedy służby zabrały jej trójkę dzieci i oddały do adopcji, przeprowadziła się na Bielską. Nie jest wykluczone, że podobny los może spotkać najmłodszego, 4-letniego syna. Starszych, z których najmłodszy ma 17 lat, raczej już jej nie zabiorą.
Na ul. Bielskiej pani Aleksandra mieszka z czwórką dzieci. O najmłodszym wspominaliśmy, najstarsza córka właśnie wyszła z Ośrodka Szkolno – Wychowawczego, dwaj średni byli uczniami szkoły specjalnej. Jeden już zakończył edukację, drugi właśnie ma urlop.
Wszyscy mieszkają na ul. Bielskiej w dwóch pokojach z kuchnią i łazienką, na powierzchni ok. 50 m kw. Nazywanie tego lokalu mieszkaniem jest całkowicie nieuzasadnione. Dwa ciemne pokoje, w których jest tylko miejsce na łóżka, „kuchnio-przedpokój” z gazową kuchenką i łazienka, z jedynym w domu kranem.
Całość jest ogrzewana jednym piecem, ale na pewno tej zimy to nie wystarczy. Obok są same pustostany, więc ciepło będzie z mieszkania uciekać. Zresztą i tak nie jest możliwe ogrzanie piecem stojącym w „kuchnio-przedpokoju” całego mieszkania.
W tym pomieszczeniu, do którego wchodzi się z przedsionka, stoi lodówka, szafa i kuchenka gazowa. Sprzęty są oddzielone od ściany grubą deską, która ma ochronić je przed szczurami. Podobnie jest odgrodzone wejście do łazienki i „pokojów”.
Ale szczury tymi przeszkodami się nie przejmują. Wchodzą do szafek, nawet do pokoju. Ostatnio – uwaga, będzie drastyczna scena – jeden z synów zabił zwierzę kijem bejsbolowym, kiedy szczur próbował dostać się do łóżeczka najmłodszego brata.

tekst i fot. Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

Nad Wisłą czekają na odrę

W płockich przychodniach i sanepidzie rozdzwoniły się telefony z pytaniami o szczepienia przeciwko odrze. Także …

Litosława Koper rezygnuje z przewodniczenia SLD

Litosława Koper nie jest już przewodniczącą Rady Miejskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Płocku. To skutek …

4 komentarze

  1. Płocczanka podejrzewam że Pani Aleksandra jeszcze oczekuje sprzątaczki od mopsu czytaj asystenta rodziny który wszystko za nią załatwi i sprzatnie po szanownej Pani. Jestem osobą wrażliwa na krzywdę ludzka ale sorry tej bajki nie kupuje. W mojej opinii przez ten artykuł chciała zrobić z siebie ofiarę i wydusic jak najwięcej od miasta i mopsu… Powstają nowe mieszkania socjalne.Wprowadzi się przyniesie robactwo ze sobą i cyrk dalej się będzie kręcił. Jakaś dopłata do czynszu od miasta też się znajdzie. Żyć nie umierać,lezec i pachnieć sposób na życie idealny.

  2. Pani Aleksandra jest osobą która absolutnie nie dba o porządek i czystość w domu ma wiele niepotrzebnych rzeczy które powinny być wyrzucone i może wtedy nie było by problemu z robactwem.Ja rozumiem że warunki są jakie są ale podejrzewam że i w innym mieszkaniu będzie podobnie prócz szczurów.

  3. Zgadzam się w 100%. Osoby które naprawdę mają trudności w życiu, nic nie dostaną. Zaś patole od razu. Koniec z ich utrzymywaniem. Pewnie co dzień kupiona flaszka, papieroski. Smartfon pewnie też się znajdzie. Nie róbcie z tej Pani ofiary bo nie zasługuje na to. Niech dalej się tak męczy

  4. A Pani Aleksandra nie wiedziała, że jej sytuacja bytowa nie pozwala na posiadanie tak licznej gromady dzieci? Ja tego nie rozumiem każdy wyciąga ręce i tylko daj daj daj… Mnie nikt nie zapyta czy muszę płacić 700 zł raty kredytu, że pomimo choroby i niepełnosprawności zasuwam za najniższa krajowa. Dla państwa jesteśmy zbyt bogaci nie mamy żadnych profitów w postaci 500 plus czy innych dodatków. Gdzie ojciec/ ojcowie tych dzieci. Proszę sobie policzyć 500 plus na każde z dzieci plus zakładam że fundusz alimentacyjny na każde z dzieci plus dodatki na dzieci niepełnosprawne. Mi to daje kwotę między 4000 zł a 5000 zł czyli tyle ile ja zarabiam we dwoje z mężem a Pani nie musi nawet wychodzić z domu aby ta KWOTE DOSTAĆ. I jakoś nie mieszkamy z karaluchami i szczurami.