Wielkanocne wycinanki z Sannik

Coraz mniej mamy miejsc, w których kultywowane są polskie tradycje ludowe. Tym bardziej należy doceniać to, że wśród nas nadal znajdują się osoby, które poświęcają swój czas i energię na to, aby kontynuować tradycje, które w wielu miejscach odeszły juz w zapomnienie. Jedną z taki osób jest Elżbieta Siedlarek – artystka ludowa z Sannik. Dzięki jej pracy możemy zobaczyć, jak wyglądają tradycyjne sannickie wycinanki, którymi przed laty ozdabiano domy na czas świąt wielkanocnych.

Pani Elżbieta to skromna osoba, jednak spod jej rąk wychodzą prawdziwe cudeńka. Misternie przygotowane kolorowe wycinanki to jej znak rozpoznawczy. Artystka tworzy je od lat. Zgodnie z sannicką tradycją przedstawiają przede wszystkim ptaki – gołębie, indyki, bażanty, kury, koguty, perliczki, pawie i kaczki. Osobną kategorię stanowią klapoki, czyli wielobarwne wyklejanki złożone z dwóch wstęg rozchylonych u dołu, zwieńczonych u góry kołem. Oczywiście misternie zdobione ażurowymi wzorami.

Na co komu wycinanki?
Wycinanki sannickie służyły do ozdobienia domu, szczególnie w okresie świąt Wielkiej Nocy. Kiedy zbliżały się święta kobiety robiły gruntowne porządki. Można powiedzieć, że przewracały dom do góry nogami – malowały, odkurzały i sprzątały w każdym zakamarku. Gospodynie chciały, żeby dom wyglądał pięknie podczas tych wyjątkowych świąt. Wnętrza były skromne, więc starały się na własną rękę je przyozdobić. Oczywiście wtedy ozdoby nie były dostępne w sklepach, więc próbowały robić je same. Dom każdej szanującej się gospodyni wypełniały najróżniejsze własnoręcznie stworzone kolorowe bibeloty. Tak narodziły się sannickie wycinanki i inne elementy, którymi zdobiono izby. W starych domach były belki stropowe, na których umieszczano właśnie wycinanki i klapoki. Dzięki temu było kolorowo i świątecznie.
Pani Elżbieta doskonale pamięta, jak swój dom przyozdabiała jej babcia. Choć minęło wiele lat, jej wspomnienia z tego okresu nadal są żywe. – Doskonale pamiętam, jak moja babcia – Marianna Siedlarek siadała nad wielką skrzynią i tworzyła swoje wycinanki. Ta skrzynia bardzo utkwiła mi w pamięci. Babcia stawiała ją przed sobą tak, aby œcinki kolorowych papierów nie spadały na podłogę. Właśnie w niej gromadziła te kolorowe resztki papieru. Jako mała dziewczynka lubiłam do niej zaglądać, bo bardzo mi się podobało,  że jest tam tyle kolorów. To było fascynujące – opowiada.

Spadkobierczyni tradycji
Pani Elżbieta od najmłodszych lat znajdowała się w otoczeniu artystów ludowych. Już jej prababcia Zofia Fortuna zajmowała się wycinankami. Babcia Marianna Siedlarek była zasłużoną twórczynią, która bardzo prężnie działała w dziedzinie kultury. Miała kontakty z zespołem Mazowsze, gdzie była „ekspertem od stroju”, pomagała przy organizacji sannickiego zespołu ludowego. – Babcia była bardzo aktywną osobą. Z zawodu była krawcową. Kiedy tworzono zespół ludowy szyła dla nich stroje i podpowiadała, jak to wszystko powinno wyglądać. Była bardzo zaangażowana w to, co robiła – jeździła do Warszawy, współpracowała z Mirą Zimińską-Sygetyńską. Doradzała zespołowi „Mazowsze” w kwestii strojów. Pamiętam, że woziła im tradycyjne czerwone korale, tak typowe dla naszego regionu. Kupowała je na wsi i zawoziła do siedziby „Mazowsza”. Za swoją pracę została uhonorowana nagrodą Kolberga. Również mój tata mocno angażował się w lokalne działania – należał do zespołu ludowego, w którym grał na skrzypcach. U nas to rodzinne, ja również staram się podtrzymywać tradycje – opowiada pani Elżbieta.
Choć artystka wychowywała się w rodzinie bardzo mocno kultywującej tradycje ludowe, musiało minąć trochę czasu zanim sama postanowiła stworzyć swoją pierwszą wycinankę.

tekst i fot. Eliza Kinalska

 

Zobacz kolejny artykuł

Płocki raport drogowy 19 marca

Informujemy, gdzie 19 marca 2019 r. będą prowadzone naprawy na ulicach w Płocku. Zamknięte dla …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.