Handel żywym towarem?

Lawinowo rośnie liczba tzw. oświadczeń, dzięki którym obywatele zza naszej wschodniej granicy mogą legalnie pracować w Polsce.
Dla wielu plantatorów z regionu płockiego są oni ostatnią deską ratunku, bo Polacy nie chcą pracować przy zbiorach. Jeden z rolników stwierdził, że gdyby nie obcokrajowcy to musiałby zaorać swoją plantację. Ale dość łatwe sprowadzenie pracowników ze Wschodu to możliwość nadużyć. Dla niektórych wystawianie oświadczeń stało się niezłym biznesem, bo można zainkasować od cudzoziemca kilkaset dolarów albo euro.
W myśl przepisów obywatele Białorusi, Gruzji, Mołdowy, Federacji Rosyjskiej i Ukrainy mogą legalnie przyjechać do Polski i pracować, bez obowiązku uzyskania pozwolenia na pracę. W skrócie polega to na tym, że osoba, która chce zatrudnić obcokrajowca, w urzędzie pracy rejestruje specjalne oświadczenie. Wskazuje w nim konkretną osobę, która ma u niej pracować. Potem wysyła oświadczenie cudzoziemcowi. Ten na jego podstawie może się ubiegać o polską wizę pracowniczą. Oświadczenie daje obcokrajowcowi możliwość pracy w Polsce bez zezwolenia przez pół roku.
Z roku na rok liczba oświadczeń rośnie. Rekordzistą pod tym względem jest Powiatowy Urząd Pracy w Płocku. W ubiegłym roku takie oświadczenia zarejestrował dla 2082 osób. Natomiast tylko do końca maja tego roku już 2576. Podobna sytuacja jest w Gostyninie. W 2010 r. oświadczeń było 1441, a do końca maja 1846. Duży wzrost zanotował również PUP w Sierpcu, chociaż tutaj są to tylko dziesiątki osób. W ub.r. było ich 19, a do końca maja tego roku 73. W płockim Miejskim Urzędzie Pracy są to także śladowe ilości.
W sumie dość prosta procedura sprowadzenia do Polski cudzoziemca zza naszej wschodniej granicy sprzyja nadużyciom. Tak jak w przypadku jednego z gospodarstw w gminie Wyszogród. Jego właściciele w ciągu niespełna trzech lat wystawili oświadczenia dla 700 obywateli Ukrainy. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że gospodarstwo liczy sobie zaledwie 3 hektary. Takie dysproporcje zaniepokoiły pracowników PUP w Płocku. – Zaraz po tym, jak dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy, Iwona Sierocka poinformowała mnie o niepokojąco dużej liczbie zgłoszonych do pracy obywateli Ukrainy, przyznałem jej rację o konieczności powiadomienia odpowiednich służb – mówi starosta płocki Piotr Zgorzelski. – Odpowiedzialnymi za nadzór w takich przypadkach są Inspekcja Pracy i Straż Graniczna. Przypadkiem z naszego terenu zainteresowali się ci ostatni, którym przekazaliśmy wszystkie wymagane dokumenty i na tym nasza rola została zakończona.
Sprawę przejął Nadwiślański Oddział Straży Granicznej. – Na razie nie ma nowych faktów w tej sprawie. Mężczyzna przyznał się do winy i po przesłuchaniu został zwolniony, a o jego losach zdecyduje sąd – mówi Agnieszka Golias, rzecznik prasowy komendanta oddziału.
Straż Graniczna w ubiegłym roku prowadziła 312 postępowań przygotowawczych w podobnych sprawach. – Procederem wystawiania oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi zajmują się zarówno osoby prywatne, jak i zorganizowane grupy przestępcze – mówi major Justyna Szmidt-Grzech, rzecznik prasowy komendanta głównego Straży Granicznej. – Stawki za tego typu „usługi” są zróżnicowane i zależą od bardzo wielu czynników. W jednej z ostatnich spraw prowadzonych przez Straż Graniczną uzyskanie wizy pobytowej w celu odwiedzin kosztowało cudzoziemców po 300 dolarów lub 300 euro.
Eksperci zwracają uwagę, że nie wszyscy zaproszeni do Polski pracownicy ze Wschodu rzeczywiście do nas trafiają. Kontrole wykazują, że tylko połowa cudzoziemców, dla których urzędy pracy zarejestrowały oświadczenia, stawiła się do podmiotów, które je wydały. Sporo obcokrajowców traktuje Polskę jako kraj tranzytowy. Chociaż nie mają do tego prawa, jadą do innych krajów Unii. Czasami wykonują pracę nielegalnie w firmach, które nie wystawiły im oświadczeń.
Przestępcza działalność związana ze ściąganiem obywateli zza naszej wschodniej granicy to jedna strona medalu. Druga to polscy rolnicy, a przede wszystkim plantatorzy owoców i warzyw, którzy bez obcokrajowców nie wyobrażają sobie dalszego funkcjonowania swoich gospodarstw. – Daj Boże, żeby przyjeżdżali, bo bez nich niedługo będziemy płacić za truskawki po 15 – 20 zł albo w ogóle truskawek nie będzie – mówi plantator z gminy Wyszogród, który prosi o anonimowość.
Jego gospodarstwo to 10 hektarów owoców i warzyw, z tego 1,5 hektara truskawek. W tym roku na zbiory truskawek zatrudnił kilku obywateli Ukrainy. Dlaczego nie Polaków? – Bo Polacy wolą iść po zasiłek niż uczciwie pracować. Kiedyś dałem ogłoszenie w prasie i przyjechało kilku pijaków, którzy pili przez cały dzień. To prawda, że praca jest dość ciężka, ale dziennie można zarobić 100 – 150 zł. Ale pracować chcą tylko Ukraińcy. Bez nich to chyba musiałbym zaorać plantację – mówi rolnik. Dodaje, że zaczynają pojawiać się problemy z przyjazdem obcokrajowców do Polski. Bo wolą oni, nawet nielegalnie, jechać do Włoch czy Hiszpanii.
Plantator spod Czerwińska od kilku lat zatrudnia tę samą grupę kilkunastu obywateli Ukrainy. – Dobrze się już znamy i jesteśmy prawie jak rodzina. Do mnie przyjeżdżają na truskawki. Po zbiorach niektórzy wyjeżdżają, a inni zostają np. na zbiory ogórków – mówi. Ukraińcy mogą u niego liczyć na dach nad głową, ale gotować muszą sobie sami. Tak jak w przypadku rolnika z Wyszogrodu, plantator spod Czerwińska mówi, że jego gospodarstwo nie przetrwałoby bez rąk do pracy zza wschodniej granicy.
Grzegorz Szkopek
g.szkopek@tp.com.pl

Czy obywatele zza granicy powinni mieć dostęp do polskiego rynku pracy?

Płocczanie właściwie nie mają nic przeciwko temu, żeby pracowali u nas cudzoziemcy ze Wschodu. Co prawda są dla nas konkurencją, ale to może wyjść wszystkim tylko na dobre. Są też uzupełnieniem naszego rynku pracy, bo często wykonują zajęcia, do których Polacy zbytnio się nie garną.

Marta Lisiecka (adwokat)
Myślę, że obcokrajowcy zabierają pracę tym Polakom, którzy nie mają kwalifikacji. Są po prostu tańsi i dlatego widać ich na budowach czy przy zbiorach owoców. Dobrze, że pojawiają się u nas specjaliści zza wschodniej granicy, np. lekarze. Bo nasi często wyjeżdżają do pracy na Zachód.

 

Katarzyna Gać (instruktor tańca)
Uważam, że obcokrajowcy ze Wschodu uzupełniają nasz rynek pracy. Często Polacy nie chcą pracować za takie stawki, jakie przyjmują nasi wschodni sąsiedzi. Podobnie jest z naszą emigracją np. do Wielkiej Brytanii. Uważam, że nie powinno być jakichś szczególnych ograniczeń, jeśli chodzi o nasz rynek pracy.

 

Elżbieta Lipińska (rencistka)
Uważam, że Polacy powinni pracować w Polsce. Mam bliskich poza granicami kraju. Chętnie by wrócili, ale jak nie ma pracy, to do czego mają wracać? Jeśli u nas byłoby pod dostatkiem pracy, to nie widzę przeszkód, żeby przyjeżdżali do nas obcokrajowcy. Nie mam nic przeciwko nim, ale przede wszystkim państwo powinno zadbać o swoich obywateli.

 

Jakub Świerad (właściciel restauracji)
Myślę, że powinni do nas przyjeżdżać i pracować. My też jeździmy za granicę i dostajemy pracę. Moim zdaniem nasz rynek pracy powinien być otwarty dla cudzoziemców. Oni są jakimś zapleczem w tych dziedzinach, w których Polacy nie chcą pracować.

 

Adam Mazewski (uczeń)
Z jednej strony uważam, że powinni mieć łatwy dostęp do pracy i móc wykonywać wszystkie zawody. Mieć po prostu równe prawa. Ale z drugiej strony, jakieś ograniczenia chyba powinny być, żeby nasi nie tracili pracy np. na rzecz tańszych pracowników ze Wschodu. Na pewno ci, którzy do nas przyjeżdżają i chcą pracować, są wydajniejsi od Polaków, którzy nie garną się do takich zajęć.

 

Dariusz Chącki (urzędnik)
Nie przeszkadzają mi pracownicy zza wschodniej granicy. Jeśli tylko rynek tego potrzebuje, to niech przyjeżdżają i pracują. Jeżeli są to dobrzy fachowcy, to nie widzę przeszkód, żeby byli zatrudniani w różnych zawodach. Zwłaszcza że jest sporo prac, których Polacy nie chcą wykonywać.

 

Malwina Pokusińska (studentka)
Myślę, że obcokrajowcy nie mają u nas najgorzej, bo rynek jest raczej otwarty. Większe problemy ze znalezieniem mają nasi rodacy. Ale oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby przyjeżdżali do nas i znajdowali sobie pracę w jakimkolwiek zawodzie.

 

Dominik Wróblewski (student)
Obcokrajowcy nie powinni mieć problemów z możliwością zdobycia pracy w naszym kraju. Oczywiście są dla nas konkurencją, ale jeśli przyjeżdżają, chcą uczciwie pracować i zarabiać pieniądze, to nie powinno im się robić przeszkód. A konkurencja jest dobra w każdej dziedzinie życia.

Zobacz kolejny artykuł

Pielęgniarka, społecznik, senator

Dzisiaj, w piątek, 26 kwietnia warto wybrać się do Opactwa Pobenedyktyńskiego w Płocku. O godz. …