1,5 tys. ludzi na bruk

Na ten temat w PKN Orlen nie chcą udzielać informacji. Tłumaczą, że to wewnętrzna sprawa firmy, którą nie powinny zajmować się osoby postronne. Oficjalnie nikt nie chce się wypowiadać, nieoficjalnie padają nazwiska osób, które są winne powstania czarnej listy. Bo nie jest już żadną tajemnicą, że czarna lista istnieje, a na niej znalazło się 7 firm z grupy kapitałowej PKN Orlen i 17 powiązanych z nią finansowo. – Od sierpnia żadna koperta z ofertą przetargową firmy, która w nazwie ma „Petro”, nie została otwarta. Obcy wygrywają wszystkie przetargi – mówią nam anonimowo osoby pracujące w spółkach.
Przed 13 laty firma została zrestrukturyzowana, wydzielono z niej część zajmującą się bezpośrednio produkcją. Powstało wówczas 7 spółek z „Petro” w nazwie. Dziś jest to ponad 20 firm, powiązanych z PKN Orlen kapitałowo, które zajmować się miały między innymi remontami, mechaniką, księgowością, ochroną, telekomunikacją, wszystkim oprócz produkcji. Przez trzy lata spółki miały gwarancję współpracy. Zatrudnieni w nich byli doświadczeni fachowcy, znający kombinat, którzy pilnowali, by procesy produkcyjne w Orlenie przebiegały zgodnie z planem.
Zgodnie z wypowiedziami pracowników, w ostatnim czasie sytuacja spółek zmieniła się diametralnie. Roboty w kombinacie, po wygranych przetargach, zaczęły wykonywać firmy z zewnątrz. Niektóre spółki, jak choćby Petrotel, zostały sprzedane. Można było dojść do wniosku, że PKN Orlen pozbywa się niewygodnego balastu.
Wreszcie pracownicy spółek zgłosili się do prasy, tłumacząc, że dłużej tak być nie może. – Nie dostajemy żadnych zleceń z Orlenu, traktowani jesteśmy jak firmy gorsze, choć nikt nie zna kombinatu tak jak my. Wpadamy w długi, nie można nawet odzyskać należności za wykonane prace. Orlen płaci za wykonaną usługę po 60, albo nawet 90 dniach od daty wystawienia faktury. Z tego, co nam wiadomo, firma chce zerwać wszystkie kontakty ze swoimi spółkami. To zaczęło się po tym, jak przegrała sprawę w sądzie z jedną ze spółek. Od tamtej pory także wszystkie pozostałe są na cenzurowanym. A czarna lista spółek jest długa, jest na niej ponad 20 firm, które przetrwają najwyżej kilka miesięcy. Już teraz niektórymi interesują się komornicy, a będzie jeszcze gorzej. Ponad półtora tysiąca ludzi może zostać wyrzuconych na bruk, a firmy przestaną istnieć.
Jak udało nam się ustalić, poszło o budowę Paraksylenu, wykonywaną przez Petro Remont. Z uzyskanych informacji wynikało, że Orlen Administracja nie wypłaciła firmie około 9 mln zł, naliczając kary umowne za nieusunięte w terminie usterki. Sąd wydał nakaz zapłaty, ale sprawa trafiła do sądu apelacyjnego. Od tamtej pory Petro Remont nie jest zapraszany do przetargów. Tę wersję potwierdza Zygfryd Płochocki, prezes Petro Remontu.
– Sprawa ciągnie się od 2008 roku. W sierpniu 2011 roku otrzymaliśmy z PKN Orlen pismo, że z powodu toczącej się sprawy sądowej nasza firma nie będzie brana pod uwagę przy rozstrzyganiu przetargów. Potem okazało się, że powstała lista, do której dopisano wszystkie te firmy, w których Petro Remont ma udziały. Po kolejnych miesiącach lista została rozszerzona o kolejne spółki z grupy kapitałowej i firm z nimi powiązanych.
Najprawdopodobniej sprawa w sądzie gospodarczym w Łodzi zakończy się w grudniu tego roku. Zadaniem prezesa Płochockiego jest utrzymanie Petro Remontu do rozstrzygnięcia w sądzie. Bez pieniędzy, które spółce należą się od Orlenu, firmie trudno będzie nadal funkcjonować.
Być może Petro Remont przetrwa trudne czasy, ale na pewno w bardzo ograniczonym składzie.
– Już tak działamy – mówi prezes. – Nasi ludzie, którzy budowali Petrochemię i przez dziesiątki lat pilnowali, by działała ona bez zarzutu, teraz tracą pracę, bo musimy ciąć koszty. Oni pracowali w kombinacie, gdy było dobrze i gdy było źle, utrzymywali firmę w ruchu przez tyle lat. Jak im wytłumaczyć, że konflikt z Orlenem wpływa negatywnie na funkcjonowanie firmy? Bez zleceń z Orlenu niezmiernie trudno będzie przetrwać.

Co to za czarna lista?

Bardzo trudno jednoznacznie odpowiedzieć, z czyjej inicjatywy powstała czarna lista. Pod krążącym „dokumentem” nie ma żadnego podpisu, pieczątki. Kto utworzył tę listę, komu zależy na zniszczeniu płockich firm, działających na rzecz Orlenu, zatrudniających mieszkańców miasta i okolic, nie wiadomo. Jak nam się udało ustalić, lista jest rozwojowa, mogą się na niej znaleźć także te firmy, które realizują zlecenia Orlenu. Mowa tu, między innymi o Naftoremoncie i Mostostalu, ale tych danych nikt nie jest w stanie potwierdzić. Coraz głośniej jest o sprzedaży Orlen Ochrony i zatrudnieniu zupełnie innej firmy, na pewno nie z Płocka.
PKN Orlen przekazał redakcji tylko lakoniczny komunikat: „PKN ORLEN współpracuje z wieloma podmiotami zewnętrznymi i na bieżąco dokonuje oceny tej współpracy, biorąc pod uwagę m.in. dotychczasowe doświadczenia, rzetelność, jakość usług, etc. Oceny te mają jednak charakter wewnętrzny, dlatego nie będziemy ich komentować, podobnie jak korespondencji niektórych Związków Zawodowych skierowanej do Prezesa Zarządu PKN ORLEN”.
W tej sprawie trudno oczekiwać na inne oficjalne wystąpienia wyższych urzędników PKN Orlen. Anonimowo usłyszeliśmy: – Intencją Orlenu w przypadku firm „obsługujących” było zapewnienie im robót na trzy lata. Tyle czasu spółki dostały na usamodzielnienie się. Trudno godzić się z tym, żeby nadal broniły rynku i jeszcze dyktowały ceny. Każdy musi szukać optymalnych rozwiązań.

Związkowcy zaniepokojeni

To jedna strona konfliktu, druga to związki zawodowe, od których pracownicy oczekiwali pomocy. Jesteśmy w posiadaniu listu otwartego do prezesa PKN Orlen Dariusza Jacka Krawca, do wiadomości prezydenta miasta Płocka, wystosowanego przez dwa związki zawodowe: Solidarność i Branżowy ZZ. „Z wielkim niepokojem przyjęliśmy informację o zamiarze zaniechania współpracy ze spółkami z tzw. czarnej listy utworzonej przez pańskich podwładnych. Kierując się troską o bezpieczeństwo zakładu produkcyjnego oraz o los pracowników spółek, które powstały 13 lat temu w procesie restrukturyzacji Petrochemii Płock: Petro Mechanika, Petro Remont, PetroEltech, Petro EnergoRem, Petro Kor, ZBA, a także innych zakładów, które świadczą usługi na terenie zakładu produkcyjnego w Płocku, wnosimy o wyjaśnienie celowości i zasadności działań podejmowanych w ich obszarach polegających na eliminacji z rynku usług świadczonych na rzecz PKN Orlen SA” – napisali związkowcy. Podkreślają, że największym atutem i wartością tych firm są doświadczeni, doskonale wyszkoleni, znający zakład produkcyjny pracownicy. Nie do końca tak jest, bo z naszych ustaleń wynika, że tych, którzy budowali kombinat, którzy mogli chodzić po nim z zamkniętymi oczami, jest coraz mniej. Wielu z nich straciło pracę z powodu wieku, inni przez chwilowy zastój. Wtedy na pierwszy ogień szli doświadczeni, wieloletni i sporo zarabiający pracownicy, co redukowało koszty. Po kryzysach zatrudniano wszystkich chętnych, bez kwalifikacji i doświadczenia. W efekcie zdarzały się wypadki, sprawy w sądzie, co miało negatywny wpływ na wizerunek firmy.
Pismo do pracowników spółek wystosowała już w marcu Komisja Międzyzakładowa „Solidarność 80”. W apelu czytamy: „Pracodawca cofnął nas do XIX wieku, w którym praca była wielkim przywilejem i to za grosze. Dlatego nadszedł czas, by to zmienić. Musimy walczyć o nasze miejsca pracy i godziwe wynagrodzenia. Musimy walczyć o przyszłość naszych rodzin, o miejsca pracy dla naszych dzieci. […] Jesteśmy jedyną organizacją związkową, która bezkompromisowo walczy o wszystkich pracowników”. Jacek Woźniak, przewodniczący związku, przyznał, że na apel nikt nie odpowiedział.
Okres gwarancyjny zapewnienia pracy spółkom upłynął 10 lat temu. Przez ten czas szefowie spółek szukali nowych rynków pracy, najczęściej bezskutecznie. Zdaniem J. Woźniaka pracownicy posiadają specjalistyczne umiejętności, związane z obsługą firmy naftowej, zaś każda z rafinerii ma swoich wykonawców. Nie jest łatwe ich przebranżowienie i wejście na nowe rynki.
W tej sytuacji pracownicy spółek zostaną pozostawieni sami sobie, nikt im nie pomoże, nikt nie wystąpi w ich imieniu. Przyjdzie im się pogodzić ze stratą pracy. Prawo rynku jest twarde, wygrywa ten, kto jest tańszy, kto sprawniej porusza się na rynku.
Ale to nie wszystko. Trzeba pamiętać, że spółki z grupy kapitałowej to nie tylko około 1,5 tys. zatrudnionych, to także ich rodziny, osoby zatrudniane do prac okresowych, sezonowych, pracujący tylko na umowy zlecenia. Wszyscy stracą źródło utrzymania, a do płockiego budżetu nie trafią odprowadzane za nich podatki.
Pracownicy spółek są zdeterminowani. Próbują walczyć, ale wiadomo, że mają nikłe szanse na poprawę swojej sytuacji. Wiedzą, że ich spółki nie zdobędą szybko rynków zewnętrznych, a na wyrabianie sobie marki poza kombinatem jest już mało czasu.
Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl
fot. Dariusz Ossowski

Stracić pracę, szukać pracy
Co zrobić, by na naszą ofertę odpowiedział pracodawca? Jak szukać pracy? Pytania zadaliśmy naszym czytelnikom w cotygodniowej sondzie Tygodnika Płockiego.

Damian Krysztof
Znalezienie pracy w Płocku jest niezwykle trudne. Dzieje się tak z powodu wyjątkowo wysokich wymagań od kandydatów na pracowników. Pracodawcy chcieliby zatrudniać młodych ludzi, ale oczekują doświadczenia. Rzadko kiedy to idzie w parze, bo gdzie to doświadczenie zdobyć, skoro nie chcą zatrudniać. Poza tym sam się nieraz przekonałem, że pracę w tym mieście można dostać jedynie po znajomości.

Igor Kostovski
Moim zdaniem, byle jaką pracę, w której będą Cię wykorzystywać albo będziesz zarabiać grosze i mieć zleceniówkę, nie jest aż tak ciężko znaleźć. Myślę, że jak komuś zależy, to potrzeba na to jakieś 2 miesiące. Znacznie trudniej jest wtedy, gdy chcesz mieć coś przyszłościowego, związanego z kierunkiem studiów. Wtedy jest dramat. Pracodawcy nie dają nawet szans studentom bez doświadczenia, a gdzie zdobyć to doświadczenie?

Aneta Pasent
Znaleźć pracę może jest trudno, ale żeby szukać trzeba przede wszystkim wiedzieć, jakie się ma zalety. My stale szukamy nowych pracowników, ale większość z nich nie ma pojęcia o naszych oczekiwaniach. Owszem, w wielu przypadkach musimy pytać znajomych, czy nie mają kandydata, który coś umie, albo którego od początku nie będzie trzeba prowadzić za rączkę. Wielu z tych przychodzących na rozmowę chce od razu wiedzieć, jaką dostanie pensję, rzadko kiedy interesuje ich, czego my oczekujemy.

Karolina Jastrzębska
Na razie pomagają mi rodzice, ale powoli rozglądam się za pracą. Pytałam w kilku miejscach, ale żadnej konkretnej propozycji nie dostałam. Nie mam za dużych kwalifikacji, ale szybko się uczę. Po kilku wizytach w kawiarniach, gdzie szukałam pracy kelnerki okazało się, że nie wystarczy znać języki obce i być sprawną w roznoszeniu talerzy, trzeba mieć jeszcze doświadczenie. Pracująca dziewczyna w kawiarni powiedziała mi, że najważniejsze są rekomendacje, czyli inaczej mówiąc – znajomości. A skąd je wziąć? Chcę tylko dorobić, nie myślę, żeby robić tu karierę. Pewnie będę musiała pomyśleć o pracy w zupełnie innej branży.    Jol.

Zobacz kolejny artykuł

Wielkanocne wycinanki z Sannik

Coraz mniej mamy miejsc, w których kultywowane są polskie tradycje ludowe. Tym bardziej należy doceniać …