Zła pogoda, zła gra, fatalny wynik

Wisła Płock od 2 września nie przegrała meczu na swoim obiekcie, punktując kolejno z: Jagiellonią, Miedzią, Lechią, Piastem oraz Zagłębiem Sosnowiec. W pierwszym meczu w tym sezonie płocczanie zremisowali z Górnikiem w Zabrzu 1:1. W Płocku dobra passa została przerwana. Na dodatek kibice poczuli niesmak, patrząc na przechodzących obok meczu Nafciarzy, którzy dali sobie wbić cztery gole.
Mecz rozpoczął się od kontrowersji. W 8. min Giorgi Merebaszwili mocno strzelił w kierunku bramki, a piłka uderzyła w rękę rywala. Dominik Furman zaczął domagać się VARu. Sędzia obejrzał ten fragment i zdecydował, że akcja rozpoczęła się ze spalonego, czyli rzutu karnego nie będzie.
Kolejne minuty pojedynku znacznie obniżyły poziom emocji. Celnym trafieniem popisał się Adam Wolniewicz w 30. min, ale piłkę bez większego problemu złapał Thomas Dahne.
Gra toczyła się w wolnym tempie i wszystko wskazywało na to, że zawodnicy zejdą do szatni przy bezbramkowym remisie. W 42. min, po błędzie Adama Dźwigały i przy biernej postawie płockich piłkarzy, Jesus Jimenez dośrodkował w pole karne, a do bramki trafił Kamil Zapolnik. W odpowiedzi w 45. min Nico Varela strzelał z 20 m w środek bramki po ziemi, ale piłkę złapał Tomasz Loska.
Po przerwie zaczęło się dziać. W 50. min w znakomitej sytuacji znalazł się Nico Varela, który nie zdołał opanować piłki i oddać strzału. Od razu od bramki rozpoczął akcję Tomasz Loska. Piłka szybko poszybowała do Igora Angulo, który z linii pola karnego strzelił idealnie pod poprzeczkę. Ale to jeszcze nie wszystko. W 66. min, znowu przy biernej postawie obrońców, Angulo po raz drugi trafił w ten sam sposób.
Szansę na podwyższenie wyniku miał w 87. min Marcin Urynowicz. Strzeloną piłkę głową intuicyjnie wyłapał Dahne. Co nie udało się Urynowiczowi w regulaminowym czasie, powiodło się w doliczonym. Po podaniu Angulo zawodnik Górnika wpakował piłkę do siatki.
Ostatni raz na swoim stadionie piłkarze Wisły przegrali w Ekstraklasie 0: 3 w meczu grupy spadkowej 2 czerwca 2017 roku ze Śląskiem Wrocław. W sobotę „poprawili” ten wynik, tracąc aż cztery gole.

Tabela po 17. kolejce

1.12.2018

Lechia Gdańsk

17

37

30-17

2.

Legia Warszawa

17

32

29-18

3.

Jagiellonia Białystok

17

31

31-22

4.

Korona Kielce

17

28

22-20

5.

Piast Gliwice

16

26

21-18

6.

Pogoń Szczecin

16

25

24-18

7.

Wisła Kraków

15

25

29-25

8.

Lech Poznań

17

24

23-23

9.

Arka Gdynia

17

23

26-21

10.

Zagłębie Lubin

17

20

24-28

11.

Wisła Płock

17

18

24-30

12.

Cracovia

17

18

13-19

13.

Śląsk Wrocław

17

17

25-25

14.

Górnik Zabrze

17

16

21-29

15.

Miedź Legnica

17

16

18-34

16.

Zagłębie Sosnowiec

17

12

22-35

Wisła Płock: Thomas Dahne – Patryk Stępiński (56 Bartłomiej Sielewski), Alan Uryga, Adam Dźwigała, Marcin Warcholak – Nico Varela, Dominik Furman, Damian Rasak (67 Semir Stilic), Damian Szymański – Giorgi Merebaszwili (56 Karol Angielski) – Ricardinho.
Górnik Zabrze: Tomasz Loska – Adam Wolniewicz, Paweł Bochniewicz, Jesus Jimenez (Adrian Gryszkiewicz), Łukasz Wolsztyński (82 Daniel Smuga), Michał Koj, Dani Suarez, Igor Angulo, Kamil Zapolnik (79 Marcin Urynowicz), Szymon Matuszek, Maciej Ambrosiewicz.
Pozostałe wyniki: Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 0:2, Jagiellonia Białystok – Arka Gdynia 3:1, Miedź Legnica – Wisła Kraków 2:0, Legia Warszawa – Korona Kielce 3:0, Zagłębie Sosnowiec – Zagłębie Lubin 1:2, Cracovia – Lech Poznań 1:0, mecz Piast Gliwice – Pogoń Szczecin został rozegrany 3 grudnia.
Po meczu trener Wisły Kibu Vicuňa powiedział: – Jest to ciężki moment dla nas dlatego, że był to trudny mecz z Górnikiem. Wiedzieliśmy o tym. Pierwsza połowa, choć nie graliśmy źle, była wyrównana i było 0:1. W drugiej zaczęliśmy najgorzej jak można było. Goście trafiali szybkie bramki. My zareagowaliśmy – zmieniliśmy ustawienie, zrobiliśmy zmiany kadrowe i chcieliśmy zacząć ryzykować, grać na dwóch napastników, w ustawieniu 3-5-2 i też to nie wyszło.
O takim meczu, jak sobotni, chciałoby się szybko zapomnieć, ale nie można. Kibice przez ponad półtorej godziny marznąc patrzyli, jak nieporadnie po murawie poruszają się zawodnicy. A najgorsze jest to, że w tym spotkaniu praktycznie nie było obrony.
Na konferencji przedmeczowej trener zapowiadał, że nie ma powodu do zmartwienia, że w zespole zabraknie Cezarego Stefańczyka, który musiał pauzować za żółte kartki. Na boisku okazało się, że nie tylko nie miał kto go zastąpić, ale pozostali obrońcy zachowywali się tak, jakby również pauzowali.
Grupa mistrzowska była na horyzoncie, teraz bardzo się oddaliła. Oczywiście nie wszystko jest stracone i szanse na zajęcie miejsca wśród ośmiu najlepszych zespołów nadal są realne. Ale żeby awansować, trzeba bardzo grać, a motywacji w sobotnim meczu zabrakło.
Być może zawodnicy uwierzyli, że trener Vicuna na ławce wystarczy, żeby zwyciężać. Dotkliwa porażka z Górnikiem, który w tym sezonie nie poraża skutecznością, powinna ściągnąć piłkarzy na ziemię i przypomnieć, że kilka tysięcy kibiców przychodzi na stadion, by zobaczyć dobrą grę. Nie zawodników, którzy za wszelką cenę chcieli w sobotę udowodnić, że mecz nic a nic ich nie obchodzi.

Jol.
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Jak pech, to pech…

Kiedy w 29. min Damian Szymański pojawił się niespodziewanie na polu karnym, dostał idealną piłkę …

Płocczanie wychodzą z grupy

Piłkarze ręczni Orlen Wisły Płock wygrali z wicemistrzem Hiszpanii Abanca Ademar Leon 25:23 (9:10) w …