Wszystko zgodnie z planem

Dwa dni po meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów Orlen Wisła wybiegła na parkiet, by zagrać mecz 4. kolejki Superligi przeciwko zespołowi Wybrzeża Gdańsk. Goście tylko w I połowie dotrzymywali kroku podopiecznym trenera Xavi Sabate. Po przerwie gospodarze nie dali żadnych szans rywalom.
Początek spotkania nie był obiecujący. Piłkarze Orlen Wisły grali tak, jakby jeszcze przed spotkaniem zainkasowali komplet punktów. Wolniejsze tempo gry koniecznie chcieli wykorzystać rywale, którzy poczuli, że są w stanie sprawić niespodziankę.
Już po dziesięciu minutach, przy stanie 5: 6 trener Xavier Sabate musiał poprosić o czas. Gra płockiej drużyny, zwłaszcza w defensywie, wołała o pomstę do nieba i w niczym nie przypominała postawy zespołu z meczu Ligi Mistrzów z Wacker Thun.
Po wznowieniu gry wyglądało to już nieco lepiej, bo Orlen Wisła zdobyła trzy bramki z rzędu. To z kolei zdenerwowało trenera Wybrzeża Marcina Lijewskiego i to on poprosił o minutową przerwę.
W 20. min, po rzutach skutecznego Pawła Salaka Wybrzeże znowu wyszło na 1-bramkowe prowadzenie, ale jak się później okazało, ostatnie w tym pojedynku. Płocczanie wreszcie złapali swój rytm. Zapisali na swoim koncie cztery kolejne bramki. Z tego nawet dwie w czasie, kiedy grali w osłabieniu, bo na ławce kar siedział Igor Źabić.
Nareszcie wszystko „zatrybiło”, obrona zaczęła chodzić jak w zegarku. To zdecydowanie utrudniło gościom poruszanie się po polu karnym płockiej ekipy. Kolejne bramki zdobywali Michał Daszek i Lovro Mihić, a na tablicy pokazał się wynik 16: 11. Wysoką różnicę odrobinę zmniejszyli w końcówce I połowy goście, ale i tak spokojniej do szatni schodzili podopieczni trenera Sabate.
Jak się okazało po meczu, w szatni wcale nie było spokojnie. Trener uznał, że konieczna jest twarda rozmowa, która jednak nie do końca przyniosła rezultat, bo przez pierwsze piętnaście minut gra była wyrównana.
Trener miał szansę nieco pożonglować składem, przećwiczyć nowe rozwiązania i sprawdzić zawodników, którzy w ostatnim czasie mniej pokazywali się na boisku. Swoją pierwszą bramkę w tym sezonie strzelił wracający po kontuzji Nemanja Obradović.
Celne rzuty płocczan pozwoliły drużynie odskoczyć na sześć bramek. Jednak najważniejsze było to, że płocczanie pokazali swój kunszt strzelecki. Najpierw kapitalnymi rzutami popisywał się Jose de Toledo, który w 42. min miał ich już na koncie siedem. W końcówce na parkiet wszedł Żiga Mlakar. Nie tylko zachwycał skutecznością, ale udowodnił też, że piłka ręczna to piękna, pełna możliwości dyscyplina sportu. Mlakar miał duży wpływ na to, że Orlen Wisła wygrała pojedynek 38: 27.
Orlen Wisła: Wichary, Morawski – Daszek 7, Woźniak, Krajewski, Racotea 1, Moya 1, Zdrahala 1, Obradović 1, Piechowski, Tarabochia 5, Źabić 4, Mihić 5, Toledo 7, Mlakar 6.

Jol.
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Nieprawdopodobny wyczyn Nafciarzy

W meczu rewanżowym o awans do TOP 16 Ligi Mistrzów piłkarze ręczni Orlen Wisły wygrali …