Transfer 70-lecia Wisły

W piątek obrońca Wisły Płock Arkadiusz Reca, prosto z podróży poślubnej pojechał do Włoch na testy medyczne do siódmej drużyny włoskiej Serie A – Atalanty Bergamo. Zaliczył koncertowo i podpisał kontrakt, opiewający na 4 mln euro, plus bonusy uzależnione od jego gry w Serie A i procenty z kolejnego transferu. To był najwyższy transfer w 70-letniej historii Wisły Płock, w której klub zarobił więcej niż na sprzedaniu pozostałych piłkarzy.
Arkadiusz Reca przyszedł do Wisły Płock 8 czerwca 2015 roku ze spadającej z I ligi Floty Świnoujście. Jeden sezon grał z Nafciarzami w I lidze, wywalczył z zespołem awans do Ekstraklasy. Początkowo występował na pozycji napastnika, trener Jerzy Brzęczek przesunął go na pozycję obrońcy. Kibice znają Recę z wykonania salta po każdej strzelonej bramce.
W czasie trzech sezonów Reca zagrał w 94 spotkaniach, strzelił 19 bramek i zaliczył 10 asyst. Z 19 goli zdobytych, 7 razy trafił do bramki przeciwnika w ekstraklasie, występując w 65 meczach.
Dzięki prezesowi Wisły Jackowi Kruszewskiemu mieliśmy możliwość krótkiej rozmowy z byłym już zawodnikiem Wisły.
– Wydaje się kibicom, że jesteś w Płocku bardzo długo, a to tylko trzy sezony. Inna sprawa, że najważniejsze jak do tej pory w sportowym życiu. Czy odchodząc z Floty i podpisując kontrakt z Wisłą myślałeś, a może miałeś nadzieję, że tak potoczy się Twoja kariera?
– Oczywiście bardzo chciałem, aby moja przygoda z piłką trwała jak najdłużej i była piękna. Dlatego zbytnio się nie zastanawiałem nad zmianą klubu, choć zainteresowanie moją osobą było w 2015 r. spore. Decydujący głos miał tu mój ówczesny menadżer – Łukasz Masłowski, który zdecydowanie proponował postawić na Wisłę i bardzo dobrze, że tak się stało.
– Decydującą o aktualnym zainteresowaniu Tobą była decyzja o zmianie pozycji z napastnika na obrońcę. Kto to wymyślił, jak Cię przekonał i jak ten proces przebiegał? Chyba nie żałujesz tamtej decyzji?
– Już w moim debiucie w Wiśle, latem 2015 r. w meczu z Bytovią, zostałem ustawiony przez trenera Marcina Kaczmarka na lewej obronie. Delikatnie mówiąc nie szło mi najlepiej – już w przerwie zostałem zdjęty z boiska i więcej szansy na tej pozycji nie dostałem. W ogóle wtedy miałem problem z przebiciem się do składu, udało mi się to dopiero w 6. chyba kolejce, nieco przypadkowo, kiedy to musiałem zastąpić w Nowym Sączu naszego podstawowego „młodzieżowca” – Patryka Stępińskiego. Zagrałem, strzeliłem 2 gole i poszło… Na poważnie bocznego obrońcę zobaczył we mnie dopiero trener Jerzy Brzęczek, który nie zrażał się moimi błędami, stawiał na mnie, ufał mi i mocno ze mną pracował. To jest właśnie taki trener, jemu w ostatnim okresie najwięcej zawdzięczam i bardzo dziękuję za wszystko.
– Po sezonie zrobiło się bardzo głośno o Tobie, zainteresowały się Tobą inne kluby, choćby Legia. Masz małe dziecko, zmieniłeś stan cywilny, jak taki młody chłopak radzi sobie z nadmiarem koniecznych do podjęcia ważnych decyzji? Z kim je konsultujesz, kto jest ważny w Twoim życiu?
– Muszę sobie radzić. Jako bardzo młody człowiek wyjechałem z domu rodzinnego i byłem skazany tylko na siebie. Cały czas jednak uczę się życia, które stawia przede mną co krok nowe wyzwania. Dziś najważniejsze są dla mnie moje dziewczyny – córka Zuzia i żona Kasia, często też rozmawiam z moją mamą oraz rodzeństwem z Chojnic. Na duże i wszechstronne wsparcie mogę także liczyć ze strony mojego agenta Marcina Kubackiego. Dziś jest o mnie głośno, ale nie zapominam, że jeszcze zupełnie niedawno wieszano na mnie psy, zwłaszcza w internecie, anonimowo. Taka branża, trzeba z tym żyć. Jedno jest pewne – woda sodowa mi do głowy nie uderzy.
– Jak będziesz wspominał Płock po odejściu z Wisły i czego będziesz oczekiwał po następnym etapie kariery?
– Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Wyjeżdżam do jednej z najlepszych lig świata, do zespołu z ambicjami, ale też co dla mnie najważniejsze – pracującego i stawiającego na młodzież. Zrobię wszystko, żeby szybko się w Italii odnaleźć i dalej rozwijać. Co będzie, czas pokaże… Wy trzymajcie kciuki. Jeśli chodzi o to, co już za mną, to na pewno był to wyjątkowy, bardzo ważny, niezapomniany czas w moim życiu. Pomogłem trochę Wiśle w awansie do Ekstraklasy, zadebiutowałem w elicie i strzeliłem w niej pierwszego gola, tu w końcu zrobiono ze mnie obrońcę i stąd wyjeżdżam w świat jako najdroższy piłkarz w historii klubu. Płock także pozostanie na zawsze w moim sercu, bo w tym pięknym mieście poznałem moją żonę i tu urodziła się nam córeczka… Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie przez te trzy fajne, płockie lata, którzy we mnie wierzyli i nie odwrócili się w trudnych chwilach. Było tych osób sporo, od prezesa i pani Lili z magazynu, po wielu kibiców Wisełki… Będzie mi was brakować, ale… może kiedyś wrócę… Mam na koncie „tylko” 96 meczów w barwach Nafciarzy, a chciałbym ustrzelić minimum setkę, żeby chłopaki z marketingu mogli mi przygotować jubileuszowy obraz. Nie mówię więc żegnajcie, ale do zobaczenia.
Na dowód, że transfer Arka Recy jest najwyższy w historii klubu, przypominamy wszystkie pozostałe:
Ireneusz Jeleń – Auxerre – 900 tys. euro
Tomáš Došek – Zbrojovka Brno – 350 tys. euro
Paweł Magdoń – GKS Bełchatów – 330 tys. euro
Przemysław Szymiński – Palermo – 250 tys. euro
Łukasz Grzeszczyk – Widzew Łódź – 140 tys. euro
Adrian Mierzejewski – Polonia Warszawa – 125 tys. euro
Jacek Góralski – Jagiellonia Białysok – 100 tys. euro
Piotr Wlazło – Jagiellonia Białystok – 100 tys. euro
Fabian Hiszpański – Podbeskidzie Bielsko-Biała – 50 tys. euro
Krzysztof Kamiński – Ruch Chorzów – 35 tys. euro
Filip Burkhardt – Górnik Łęczna – 30 tys. euro
Mateusz Lewandowski – Pogoń Szczecin – 25 tys. euro
Łukasz Skowron – Polonia Warszawa – 15 tys. euro

Jola Marciniak
fot. Archiwum Arka Recy

Zobacz kolejny artykuł

Nie dali szans rywalom

Znakomicie to za małe słowo, by określić sobotni występ płockich piłkarzy ręcznych przed własną publicznością. …

Wychowałem się na płockiej ziemi…

Z trenerem Wisły Płock, Dariuszem Dźwigałą, w przerwie na reprezentację rozmawia Jola Marciniak – Poprosiłam …