Rozmawiamy z wiceprezesem Wisły Płock Tomaszem Marcem

Kibice piłki nożnej doskonale wiedzą, co to takiego VAR i jakie skutki przyniosły decyzje arbitrów, po obejrzeniu powtórek niektórych meczowych akcji w tym sezonie. Sympatycy Wisły Płock na pewno na zawsze zapamiętają sędziego Piotra Lasyka, który w ostatnim meczu poprzednich rozgrywek pozbawił płocką drużynę udziału w europejskich pucharach.

To nie jedyna sytuacja, która może śnić się po nocach kibicom zespołu Wisły. Może nie w każdym meczu, ale w kilku na pewno, drużyna została pozbawiona punktów dlatego, że sędzia widział na monitorze coś zupełnie innego niż większość obserwatorów oglądających to samo zdarzenie kilka razy na ekranach telewizorów.
Ponieważ polscy sędziowie często się mylą, portal weszło.com postanowił prowadzić własną klasyfikację drużyn Ekstraklasy, czyli „niewydrukowaną” tabelę. Po 26. kolejce w tym zestawieniu Wisła jest na 12. miejscu, ma 3 pkt. więcej niż w oficjalnej tabeli, a za płocką ekipą są w kolejności: Miedź Legnica, Górnik Zabrze, Arka Gdynia i Zagłębie Sosnowiec. Po szczegóły odsyłamy na wspomniany wcześniej portal.
Kibiców, którzy obserwują spotkania Wisły, czy to na stadionie, czy przed telewizorem, często zastanawia zachowanie sędziów. Czasami cofają się kilkanaście sekund, by stwierdzić, czy nie było faulu. Innym razem nawet nie podchodzą do monitora, ani nie czekają na opinię VAR, tylko szybko sami podejmują decyzję.

Sędzia ma zawsze rację
Jak to możliwe, że w meczu z Lechią w Gdańsku, sędzia kilka razy rezygnował z oglądania sytuacji na polu karnym, od razu decydując na naszą niekorzyść – zapytaliśmy wiceprezesa Wisły Płock Tomasza Marca. Najpierw muśnięty Artur Sobiech pada na murawę i gospodarze dostają rzut karny, a później Thomas Dahne zostaje w polu karnym uderzony w głowę przez rywala i nie ma nawet żółtej kartki.
– Sędzia przez całe spotkanie ma kontakt z VAR-em i najprawdopodobniej w tych sytuacjach arbiter nie dostał żadnego sygnału z VAR, że mogą być kontrowersje, czyli ma tę sytuację ocenić sam. Widocznie od razu uznał, że wszystko jest jasne i nie ma potrzeby oglądania spornej sytuacji powtórnie – tłumaczył T. Marzec.
Często jesteśmy świadkami, gdy zawodnicy wymuszają na arbitrze, by ten podszedł do monitora i dokładnie obejrzał sporną sytuację. Zdarzało się, że sędzia cofał decyzję uznającą bramkę, choć kilka sekund wcześniej pokazywał na środek boiska.
– Niestety, takie sytuacje, gdy zawodnicy sugerują sędziemu, że powinien sytuację obejrzeć powtórnie, często się zdarzają. Zgodnie z przepisami piłkarze mogą być upominani, a także otrzymać żółtą kartkę – dodaje.
– Można śmiało powiedzieć, że w Płocku VAR-u nie lubimy. Mieliśmy sporo takich sytuacji, z których, po powtórnym obejrzeniu zdarzenia przez sędziego, nie wychodziliśmy obronną ręką i nie da się ukryć, że te sytuacje mocno bolą. Pewnie bez VAR mielibyśmy nieco więcej punktów, bo sytuacje powinny być korzystne dla nas, a jednak nie są. Sędziowie widzą coś innego niż my, chociaż staramy się bardzo dokładnie i obiektywnie patrzeć na akcje. Ciężko mi oceniać decyzję arbitrów, nigdy w takim wozie nie siedziałem. Jeżeli jednak na meczach jest kilkanaście kamer i na żadnej nie widać konfliktowej sytuacji, to trudno przypuszczać, żeby sędziowie widzieli tam coś innego. My po meczach dyskutujemy z arbitrem głównym i tym, który siedział na VAR i zwykle słyszymy, że kontakt był i karny lub nieuznanie bramki było słuszną decyzją – wyjaśnia Tomasz Marzec.
Niestety, bez względu na to, co dzieje się na boisku, rację ma zawsze sędzia.

Jola Marciniak
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Teraz Ojrzyński

Po porażce 0:1 w meczu z Piastem Gliwice z posadą szkoleniowca pożegnał się Kibu Vikuňa …