Dlaczego Wisła „podpadła“ szefowi TVP?

Z prezesem Wisły Płock Jackiem Kruszewskim rozmawia Jola Marciniak

– Piłkarze już przygotowują się do drugiej części sezonu…
– Spotkaliśmy się przed tygodniem, w środę. Pierwsze treningi odbyły się na własnych obiektach. Mamy u siebie wszystko, boiska ze sztuczną nawierzchnią pod dachem, siłownię, tereny do biegania. 19 stycznia, po meczu z Pogonią Siedlce wylatujemy na Cypr, gdzie zagramy z trzema przeciwnikami. Podaliśmy już ich nazwy, ale nie do końca są one pewne, bo zespoły przyjeżdżając na zgrupowania zmieniają miejsca pobytu. W Agia Napa mamy doskonałe warunki, boiska są tuż przy hotelu i do naszej dyspozycji. Koniecznie musimy mocno przepracować okres przygotowawczy, bo z rozgrywek jesiennych nie jesteśmy wystarczająco zadowoleni. Teraz musi być tylko lepiej.
– Podsumowań pierwszego okresu rozgrywkowego było sporo, więc może nie ma sensu wracać do historii. Idąc na spotkanie zastanawiałam się, jak prezes czuł się po drugim w tym sezonie meczu z Wisłą Kraków, rozgrywanym w 19. kolejce i przegranym 1:2. Wtedy już wiadomo było, że Biała Gwiazda ma poważne problemy i wydawałoby się, że zawodnicy myślą o czymś innym, niż o meczu w Płocku.

Reklama
– Powiem szczerze, że był to jeden z najgorszych momentów w mojej pracy. Na tę porażkę nie zasłużyliśmy. Wiemy, jakie problemy miał wtedy i ma dziś rywal, że widmo bankructwa wisi nad krakowskim klubem. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to zmobilizuje przeciwników, że problemy, które ma klub nie przełożą się na piłkarzy. I widać było, jak to ich bardzo zmotywowało, jak oni walczą, jak się cieszą po bramkach, jaką okazują radość, więc to wcale nie było dla nas ułatwienie. Ale z drugiej strony, Wisła Kraków pod kierunkiem Macieja Stolarczyka jest bardzo silną drużyną. Zrobiła bardzo duży postęp i jest jedną z pozytywnych niespodzianek jesieni. Po meczu byłem bardzo mocno rozczarowany. Podobnie zresztą jak po mocno kuriozalnym spotkaniu z Górnikiem Zabrze. A wracając do meczu z Wisłą, to pierwszą bramkę straciliśmy po prostym błędzie, nieporozumieniu Czarka Stefańczyka i Tomka Dahne, po którym był wykorzystany karny. Szybko się otrząsnęliśmy po atakach Krakusów i zaczęliśmy stwarzać sytuacje. Dominik Furman trafił w poprzeczkę, było jeszcze kilka dobrych sytuacji. Wyrównaliśmy na początku drugiej połowy. Wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą i nastąpił drugi błąd, pechowe odbicie od nogi Igora Łasickiego – piłka trafia pod nogi Ondraszka i nie byliśmy już w żaden sposób zmienić losów spotkania. Po tym meczu czułem się bardzo nieciekawie i było mi też trochę szkoda zespołu. Uważam, że w tym spotkaniu absolutnie nie zasłużyli na stratę punktów.
– Wiadomo, że co w szatni, to zostaje w szatni, ale proszę zdradzić, co Pan powiedział zawodnikom po tym spotkaniu?
– Staram się nigdy mocno nie krytykować zespołu, nie krzyczeć, nie wyładowywać swoich emocji w sposób negatywny. Staram się zespół wspierać, czy to są trudne momenty po porażkach u siebie, czy na wyjeździe. Powiedziałem im to, co mówię teraz: „Jest mi was szkoda, jest mi bardzo przykro, bo dzisiaj na to nie zasłużyliście”. Nie miałem za bardzo powodów do tego, żeby wytykać im jakieś błędy. Wiadomo, że były dwa proste, niewymuszone, po których padły bramki, a przecież zagraliśmy dobry mecz. Ale też powiedziałem zawodnikom: „To, co pokazaliście na boisku, oznacza, że macie potencjał i jeszcze będziecie mecze wygrywać”. Mój przekaz jest zawsze taki sam. Nie zapomnę reakcji trenera Dźwigały po meczu z Arką Gdynia w Płocku, przegranym w kiepskim stylu.

Jola Marciniak
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Marcin Wichary rozgrywa ostatnie mecze

Piłkarze ręczni zakończyli rundę zasadniczą rozgrywek i po przerwie reprezentacyjnej rozpoczną fazę play off. W …