78. rocznica wysiedlenia polskich rodzin z Bodzanowa

Trzykrotnie załomotali w drzwi sieni. Usiadłem na łóżku i usłyszałem głos Ireny: „Chłopaki! Cisza! Nie otwieramy! Niech ojciec nas obudzi!”. Za chwilę ojciec stanął przy drzwiach: „Kto tam?” – pytał. Odpowiedział mu ostry ton: „Otwierać! Wysiedlenie!”. Dla mnie, wówczas ośmioletniego chłopca, czwartek 6 marca 1941 roku to najdłuższa noc dzieciństwa, której nie da się zapomnieć. Dla wielu rodzin w Bodzanowie była początkiem tragedii.

Ciężko było ubierać się po ciemku. Irena skończyła pierwsza i zapaliła lampę naftową. „Wszyscy gotowi?” – zapytała. Staś, Józek, Rajmund i ja zeszliśmy na dół. W świetle latarki zobaczyłem trzy osoby: umundurowanego Niemca w żółtej czapce, młodego żołnierza i jakiegoś rudzielca. Najmłodsze rodzeństwo Jasia i Geniuś zostali w drugiej izbie. „Rudy” warknął: „Wołać, ojciec!”. Przyszła mama. „Ty matka masz 15 minut i szlus!” – powiedział. „Nie zdążymy ubrać dzieci, daj pan więcej czasu! Bądź pan człowiekiem!” – załkała mama. „Piętnaście minut i nic więcej! – krzyknął.
Rajmund pomylił buty i włożył je odwrotnie. Chcieliśmy, żeby poszedł tak, jak jest, a później się poprawi, ale mały zaczął płakać. Niemiecki żołnierz, młody wysoki blondyn, podszedł do niego, chwycił za jeden but i bez wysiłku ściągnął. To samo zrobił z drugim. Rajmund nerwowo zaczął wkładać buty od nowa i byłby znów zamienił, gdyby nie pomoc Stacha. Antoś ubrał Tadka, a kiedy chciał iść po palta, „Rudzielec” stanął w drzwiach i oświadczył, że czas się skończył. „Panie, daj pan jeszcze dziesięć minut. Ubierzemy dzieci i siebie” – prosiła mama. „Tylko pięć! Przyjdę i was wypędzę!”.
Zaczęliśmy pospiesznie wkładać palta pomagając sobie wzajemnie. Z tobołkami w rękach czekamy, aż rodzice, Irena, Jasia i Geniuś będą gotowi. Pierwsza wyszła Irena trzymając za rękę Jasię. Za nią mama z Geniusiem w beciku, a na końcu ojciec. Mama podeszła do łóżka, poprosiła, abyśmy stanęli przy niej i patrząc na mały obrazek z Matką Boską Częstochowską na ścianie nad łóżkiem, zaczęła się modlić: „Bądź opiekunką naszą! Spraw, abyśmy wszyscy wrócili tutaj cali i zdrowi! Otocz opieką ten dom nasz, abyśmy mieli dokąd wracać”. Chciała jeszcze wziąć chleb, ale cały zjedliśmy na kolację.
Pierwszy szedł żołnierz, oświetlając latarką wyjście z sutereny. „Rudzielec” długo nie wychodził. Przez okienko zobaczyłem, jak przykręca knot w lampie. Zaszwargotał po niemiecku do żołnierza, a do nas po polsku: „ Iść za junakiem jeden za drugim”. Droga prowadziła obok atelier fotografa, Żyda. Gdy weszliśmy na rynek, żołnierz skierował nas w stronę kościoła.

Józef F. Kuliński
oprac. Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Kto doi krowy? Roboty!

Rolnictwo to bardzo szybko rozwijająca się dziedzina gospodarki. Jednak wielu z nas nie ma pojęcia …